Przypominamy najchętniej czytane teksty. Artykuł został po raz pierwszy opublikowany w 2016 roku.
"Przeklęte poczucie winy już mnie nie opuści, nawet gdybym uciekł na księżyc. To wszystko mogło być inaczej. Ale wieści były dobre. W Szpitalu Bielańskim wyleczyli Cię z chorób, na które cierpiałaś przez ostatnie dwa lata: świąd i zakrzepica. Po raz pierwszy od wielu miesięcy nie prosiłaś przez telefon o śmierć. Chciałaś żyć. Była nadzieja " - zaczyna swoją historię pan Witold.
Ale potem jest już tylko gorzej. Jest nagłe pogorszenie stanu zdrowia jego mamy, jest jej sąsiadka z pokoju, która ciągnie cewnik po podłodze, jest umowa z zakładem, która zawiera następujący fragment:
"Zleceniobiorca oświadcza, iż w przypadku nagłego stanu zagrożenia życia Pensjonariusza nie jest w stanie udzielić skutecznej pomocy z powodu braku warunków oraz specjalistycznego sprzętu medycznego"
A potem jest "No, właśnie. Nie żyje " pielęgniarki.
Historia pana Witolda i jego mamy nie jest wyjątkiem. W Polsce jest wiele dobrych, profesjonalnych placówek opieki nad osobami starszymi. Ale niestety nie brakuje też takich, jak Dom Schronienia w Zgierzu.
Kilka miesięcy temu w potwornych warunkach zmarło tam pięć osób. Wcześniej wiele razy słyszeliśmy o przypadkach złego traktowania pensjonariuszy tzw. domów spokojnej starości - od żywienia byle czym, przez brak dostępu do lekarza, aż po krępowanie pasami, bicie i głodzenie. Jakie warunki czekają osoby starsze, które trafią pod opiekę tego rodzaju placówek?
Mój dziadek Bronek nie żyje. Gdyby żył, miałby teraz 92 lata. Załóżmy, że chciałabym pomóc mu znaleźć się w domu opieki. Jak wybrać właściwy? Jak zabezpieczyć się przed tragedią, ale też przed złym traktowaniem? Najpierw można zasięgnąć języka wśród znajomych, to jasne. O swoim doświadczeniu z dwoma domami opieki o różnym standardzie opowiada mi Wojtek. Jego dziadkowie kilka lat temu mieszkali w ośrodku pod Warszawą, a druga babcia obecnie przebywa w podobnej placówce w stolicy.
- Obydwa te miejsca łączyło jedno: okropne jedzenie - mówi Wojtek. - Dziadkowie bardzo na nie narzekali. Białe pieczywo z dżemem, zupa na kartoflach, kotlety z ziemniakami. Taki klasyk - mówi.
- Babcia nie miała emerytury wcale, dziadek jakieś 2000 zł, resztę opłaty za obydwoje dokładał więc tata. Pamiętam panią dyrektor domu pod Warszawą, witającą nas z przyklejonym uśmiechem. Było przyjaźnie i przaśnie. Klimat momentami szpitalny.
Wojtek nie był jednak pewny, czy dziadkowe są dobrze traktowani. Babcia na przykład długo nie dosłyszała, aż okazało się, że ma pozatykane uszy. Po prostu przez długi czas nikt jej nie badał.
- Druga moja babcia mieszka teraz w bardziej ekskluzywnym miejscu. Kosztuje to 4500 zł za miesiąc - opowiada Wojtek. - Atmosfera jest podniosła, wyposażenie na wypasie, pensjonariusze mają też szeroki dostęp do prawicowych mediów. Babcia jest traktowana z szacunkiem, wręcz z pewną nabożnością. Ja sam za to nie czuję się swobodnie, kiedy ją odwiedzam. Na przykład gdy wybrałem się z babcią do stołówki, to zostałem wyproszony - twierdzi i dodaje, że nie było łatwo znaleźć tam miejsce dla babci. W takich ośrodkach potrzebne są nie tylko pieniądze - pensjonariusze przyjmowani są z polecenia.
Domy, zakłady czy placówki
Zgodnie z danymi Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej obecnie w domach opieki przebywa około 80 000 osób. Trafiają tam zazwyczaj wtedy, gdy przestają być samodzielne. Gdy zaczynają wymagać opieki dzień w dzień, godzina po godzinie. A dzieci czy wnuki nie mają możliwości zapewnić jej osobiście - trzeba przecież pracować. Czasami starsze osoby same proponują, że przeniosą się do takiego domu, zwłaszcza jeśli stać je na miejsce o wysokim standardzie. Niekoniecznie dlatego, że nie chcą być ciężarem. Potrzebują towarzystwa równolatków, liczą na ciekawe spędzanie czasu. Jak szacuje w swoim raporcie firma badawcza PMR, liczba osób powyżej 75. roku życia do 2035 roku wzrośnie w Polsce do 4 mln. Około 7 proc. z nich będzie wówczas korzystać z domów opieki.
Z wykazu domów opieki całodobowej na stronie domyseniora.pl wynika, że państwowych ośrodków tego typu jest 218, prywatnych - 631. Dysproporcja na rzecz prywatnej inicjatywy jest więc znacząca. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że na tym kończą się różnice między przybytkami, w których można zapewnić pobyt i opiekę starszej osobie z rodziny. To dopiero początek zawiłości. Pomaga mi je poznać Rafał Bakalarczyk, badacz polityki senioralnej i opieki, związany z Instytutem Polityki Społecznej UW.
- Podział na domy prywatne i publiczne to jedno - mówi Bakalarczyk. - Drugi wymiar to podział na placówki funkcjonujące w oparciu o ustawę o pomocy społecznej, czyli tak zwane DPS-y, oraz miejsca działające w oparciu o ustawodawstwo zdrowotne: zakłady opieki długoterminowej, w tym tak zwane ZOL-e, czyli zakłady opiekuńczo-lecznicze. Te ostatnie przeznaczone są głównie dla osób, które nie są w stanie samodzielnie funkcjonować, ale nie wymagają hospitalizacji.
To nie koniec. Prócz tych dwóch głównych grup domów są jeszcze, niebędące DPS-ami, prywatne ośrodki, które nie mają prostej, kilkuwyrazowej nazwy. - W ustawie zostały określone opisowo: placówki zapewniające opiekę całodobową w ramach działalności statutowej lub gospodarczej. Mogą funkcjonować pod wieloma nazwami: domy opieki, domy seniora, domy spokojnej starości. Zgodnie z prawem muszą się one rejestrować i podlegają kontroli wojewody. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze domy opieki prowadzone nielegalnie, które nie podlegają żadnej kontroli - tłumaczy Bakalarczyk.
Opieka na dziko
Dzwonię do jednej z podwarszawskich placówek. To tam przebywali dziadkowie Wojtka. Chciałabym się dowiedzieć, czy i mój dziadek mógłby tu zamieszkać. Okazuje się, że za 3000 zł miesięcznie będzie miał dach nad głową, otrzyma pełną opiekę lekarską, refundowane pieluchomajtki. Jeśli jestem zdecydowana, to powinnam czym prędzej wpłacać zaliczkę w wysokości 300 zł, bo właśnie mają wolne miejsce w dwuosobowym pokoju. - To wyjątkowa sytuacja - słyszę. - Pacjenci trafiają do nas głównie z polecenia i z reguły jest komplet. My jesteśmy placówką z koncesją wydaną przez wojewodę. Połowa domów na terenie województwa mazowieckiego działa na dziko.
To prawda. Jak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli o świadczeniu pomocy osobom starszym z 2016 roku, w województwie mazowieckim spośród około 150 ośrodków, w których mogłyby zamieszkać osoby starsze, niepełnosprawne czy przewlekle chore, tylko 86 posiadało zezwolenie wojewody i było wpisane do rejestru.
Część prywatnych domów nie rejestruje się, działając na granicy prawa jako pensjonaty czy miejsca czasowego pobytu. Tymczasem oferują pobyt zdecydowanie stały, i to osobom niesamodzielnym, wymagającym długookresowej opieki i pielęgnacji. To w nich zdarzają się najczęściej nadużycia. Dlatego jeśli ośrodek jest prywatny, warto sprawdzić w rejestrze wojewódzkim, czy został zarejestrowany. Bo kusząca cena, która przykuwa uwagę, może wynikać z niewystarczających warunków socjalnych, których nikt nie kontroluje.
- Najgłośniejsze przypadki nadużyć, te tragiczne, miały miejsce właśnie w takich prywatnych, nielegalnych miejscach - podkreśla Bakalarczyk. - Gdy w jednym z takich domów wydarzy się dramat, zła fama niesprawiedliwie rozciąga się na pozostałe, które nie mają z nimi wiele wspólnego.
Dzwonię do Domu Pomocy Społecznej w Zgierzu. Przedstawiam się jako dziennikarka. Przypominam tragedię w Domu Schronienia prowadzonym przez Marka N. Pytam, czy w związku z zawiłościami prawnymi i czasem mylącym nazewnictwem mają w okolicy kłopot ze złą sławą, na którą przecież nie zasłużyli. - Dlaczego nie wyśle pani pytań mailem? Ja nie jestem uprawniona do odpowiedzi - słyszę tylko.
Urząd Ochrony Konsumentów i Konkurencji zbadał w zeszłym roku prawie 40 proc. prywatnych placówek, które świadczą usługi opieki całodobowej dla osób starszych w Polsce. UOKiK interesował się głównie treścią umów zawieranych z klientami. Okazało się, że niemal 90 proc. przedsiębiorców stosowało postanowienia niedozwolone. Często np. zgodnie z umową, gdy rodzina nie uiściłaby w porę comiesięcznej opłaty, osoba starsza mogła zostać pozbawiona miejsca zamieszkania i opieki.
Zakłady opieki długoterminowej: złe warunki
Zarówno codzienne doświadczenia osób korzystających z usługi, jak i oficjalne kontrole NIK sprzed kilku lat wskazują również na wiele nieprawidłowości w ZOL-ach. Czyli miejscach będących rodzajem zakładów opieki długoterminowej, które podlegają ustawodawstwu medycznemu.
- Moja mama od 1,5 roku leży w takim zakładzie opieki długoterminowej - mówi Jurand. - Jest nieprzytomna, zazwyczaj nie ma z nią kontaktu. Szpital, w którym wcześniej się leczyła, wskazał mi to konkretne miejsce, bo to jedyny ośrodek z respiratorem w okolicy.
Ośrodek ma umowę z NFZ, więc część pobytu jest finansowana z Funduszu. Z emerytury mamy Jurand i jego rodzina płacą 850 zł, czyli przepisowe 70 proc. kosztów. Prócz tego na prośbę personelu stale dokładają: a to do wody, a to do środków higienicznych. W sumie wychodzi więc jakieś 1200 zł miesięcznie. Nie finanse są jednak największym problemem.
- To, c o się dzieje z pacjentką, objęte jest jakąś dziwną tajemnicą, niby w celu jej chronienia, a tak naprawdę w celu chronienia tyłków opiekujących się nią osób - twierdzi Jurand. - Mam wrażenie, że pielęgniarki mają wręcz zakaz informowania, w jakim stanie jest mama. Kiedy o to pytam, mówią, żeby zgłaszać się do lekarza. A ja bywać u mamy mogę z reguły późnym wieczorem, kiedy pani doktor już nie ma. Mama ma cukrzycę. Któraś z salowych się wygadała, że był kłopot związany ze skokiem poziomu cukru. Tymczasem mnie mówiono, że wszystko jest w porządku. Nikt też nie poinformował mnie, że mama ma zaawansowane odleżyny. Kiedy zrobiłem o to awanturę, dostałem wykład na temat tego, że skóra osób długo leżących najczęściej jest w złym stanie. Pani doktor wmówi mi wszystko, byle usprawiedliwić siebie.
Justyna Samolińska w październiku zeszłego roku opisała swoje doświadczenia z Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego im. Sue Ryder w Warszawie, gdzie sprzątała, odbywając karę sądową za niezapłaconą grzywnę. Warunki życia pacjentek tego miejsca sprawiają, że osobom przyzwyczajonym do "higieny" i "wysokich standardów" włos jeży się na głowie - brak choćby papieru toaletowego czy mydła w toaletach, jest jedna wanna na cały ośrodek, oszczędności widać na każdym kroku, także w zakładowym menu. Samolińska zwraca jednak uwagę, że pielęgniarki "są nieustannie zajęte, ciągle w biegu, pomiędzy jedną babcią a drugą. Zwracają się do nich jak do małych dzieci 'kochanie', 'perełko', 'koteczku'. Przytulają, głaszczą, uśmiechają się". Pracownice starają się wypełniać swoją rolę jak najlepiej, jednak jest to utrudnione w sytuacji, gdy na 65 pensjonariuszek przypada maksymalnie 6 pielęgniarek.
- W świetle wcześniejszych kontroli NIK z ZOL-ami jest problem, jeśli chodzi o zasady kierowania i kwalifikowania do tego typu zakładów, prowadzenie rzetelnej dokumentacji medycznej przebywających tam osób i warunki socjalne panujące w placówkach - podkreśla Bakalarczyk. Twierdzi, że doświadczenia ludzi, którzy otarli się o tego rodzaju instytucje, nierzadko potwierdzają ten ciemny obraz. Niektórzy badacze wskazują, że prawo zbyt restrykcyjnie określa warunki przyjęcia osób starszych do tego typu ośrodków. - Żeby zamieszkać w takim miejscu, trzeba być naprawdę bardzo niesamodzielnym. Toteż szansy na pobyt w zakładzie nie dostają często osoby, które nie są całkowicie zależne od pomocy innych w załatwianiu najprostszych czynności, a jednak mają rozmaite schorzenia wymagające leczenia i opieki. Schorzenia, które uniemożliwiają im powrót do samodzielnego prowadzenia gospodarstwa domowego. A część schorowanych sędziwych osób wypisywanych po leczeniu ze szpitala jest samotna i w domu nie ma kto im pomóc - wyjaśnia Bakalarczyk.
W podsumowaniu raportu NIK o funkcjonowaniu zakładów opiekuńczo-leczniczych z 2010 roku warunki socjalne określono jako fatalne: przepełnienie, ciasnota, brak miejsc, w których odbywać by się mogła terapia czy rehabilitacja, niedobór urządzeń higienicznych i sanitarnych. Najczęściej też bardzo niskie stawki żywieniowe. Raport wykazał również mnóstwo nieprawidłowości w formalnych kwestiach dotyczących kierowania pacjentów do zakładów.
Co się zmieniło? Po kilku latach - przede wszystkim liczba placówek. Wzrosła w skali kraju o około 25 proc. Jednak trzeba pamiętać, że rośnie jednocześnie liczba osób starszych, które opieki w tego typu domach potrzebują i będą potrzebować. Zakłady opiekuńczo-lecznicze stają się coraz bardziej popularne, bardziej niż domy pomocy społecznej. Dlaczego? Bo są tańsze.
Domy pomocy społecznej: wysokie koszty
Standardy DPS-ów są mocno wyśrubowane prawnie: ściśle określono w ustawodawstwie, jak ma wyglądać przekrój zatrudnienia, metraż, warunki socjalne. Jak nadmienia Bakalarczyk, osoby, które zarządzają takimi placówkami, skarżą się nieraz, że normy są wręcz zbyt wysokie. A to powoduje tak wysokie koszta. Wiele osób starszych po prostu nie trafia do takich domów, bo nikogo na to nie stać - ani ich samych, seniorów, ani rodziny, ani gmin, które również finansują ich pobyt.
- Dzień dobry, chciałabym umieścić... nie, to złe słowo, zaprosić mojego dziadka do państwa ośrodka - dzwonię do DPS-u w Giżycku. - Ile kosztuje pobyt i jakie są warunki?
- Cena pobytu to 2656 zł miesięcznie. Z tego 70 proc. z emerytury czy renty płaci mieszkaniec, reszty gmina szuka u rodziny. Mamy pokoje jedno-, dwu- i trzyosobowe, całodobową opiekę.
- A czy macie państwo dobrą atmosferę? To dla dziadka bardzo ważne.
- Atmosferę... No to zależy. Mamy 131 osób, to bardzo duża grupa. Personel stara się, żeby konfliktów było jak najmniej. Są osoby, które zmieniają co chwila pokój, nie potrafią się dogadać. Nie mogę pani zagwarantować, że damy dziadka do takiego, a takiego pokoju, ale jak się z kimś dogada na miejscu, to możemy przenieść.
- Zastanawiam się też nad innym miejscem, tylko to jest ZOL. Co mi pani radzi?
- ZOL działa na zasadzie szpitala, my na zasadzie domu. To zupełnie inna forma mieszkania.
Gminy radzą sobie same
Zgodnie z prawem emerytura czy renta może pokrywać nie więcej niż 70 proc. opłaty za pobyt osoby w domu pomocy społecznej. A koszt ten sięga 3000-4000 zł miesięcznie. Jeśli więc emerytura czy renta wynosi 1500 zł, pozostałą część w pierwszej kolejności powinni opłacać członkowie rodziny.
- W praktyce jednak często nie da się tego wyegzekwować, członkowie rodziny żyją daleko, lub nie ma z nimi kontaktu, wówczas finansowanie spada na barki gminy - zwraca uwagę Rafał Bakalarczyk.
Jak podkreślają specjaliści z NIK, "w latach 2011-2014 wydatki gmin na utrzymanie domów pomocy wzrosły w całej Polsce z 680 mln zł do ponad 1 mld zł, czyli o 52 proc.". Trudno się więc dziwić, że w tej trudnej sytuacji niektóre gminy postanowiły radzić sobie same, kierując starsze osoby nie do publicznych domów pomocy społecznej, tylko do finansowanych za pośrednictwem NFZ zakładów opiekuńczo-leczniczych, lub wręcz do często najtańszych placówek prywatnych.
Na koniec dzwonię do Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Zgierzu. Chcę się upewnić, czy jeśli uruchomię procedurę przyznawania domu opieki dla dziadka Bronka na terenie zgierskiej gminy, dziadka nie spotka horror taki, jak starsze osoby w Domu Schronienia Marka N.
- My kierujemy do DPS-ów. Dom schronienia to całkiem inna działalność, nie podlega pod pomoc społeczną. Dziadek po rozpatrzeniu dokumentów przez panią kierownik trafi do jednego z DPS-ów na terenie gminy. Nie jestem w stanie teraz stwierdzić, do którego. Ważna jest zgoda dziadka. I czy jest świadomy podejmowania decyzji. Wszystko to sprawdzamy - wyjaśnia urzędniczka.
Rozłączam się. Jakie miejsce wybrałabym dla dziadka? Co byłoby dla niego ważne, co byłoby ważne dla mnie? Czy dziadek, gdyby żył, cieszyłby się, że zamieszka z osobami w swoim wieku? Czy bałby się, że nikogo nie polubi, czy prosiłby, aby często go odwiedzać?
Jedno nie ulega wątpliwości: aby mieć pewność, że dziadek będzie traktowany z szacunkiem, szukałabym dodatkowych funduszy. Bo z jego emerytury na szacunek mogłoby nie wystarczyć.
Katarzyna Michalczak. Autorka tekstów w różnych czasopismach, wierszy i opowiadań. Laureatka nagrody specjalnej w konkursie im. Jacka Bierezina. Doktorka nauk humanistycznych, współzałożycielka i członkini kolektywu szkoleniowo-kołczingowego Multiprops. Rysuje komiksy, które można oglądać na Facebooku na stronie "Pilnuj się i korzystaj".