Dworzec PKP w Rzeszowie. Od grudnia na tutejszy peron zamiast pociągu "Boy-Żeleński" będzie wjeżdżać TLK "Pomarańczarka" z Warszawy. Jest sobota po południu. Nie ma wielkich tłumów, raczej pojedynczy pasażerowie. Pytam, co myślą o nowej nazwie połączenia między stolicą Polski a największym miastem na Podkarpaciu.
- Pomarańczarka? - dziwi się Milena z Rzeszowa, która czeka na pociąg do Krakowa. - Może będą serwować w podróży świeży sok pomarańczowy z pomarańczarki i dlatego tak nazwali ten pociąg ? W sumie to byłoby świetny pomysł - mówi.
PKP mają jednak na myśli inną "Pomarańczarkę" - tak potocznie nazywany jest obraz Aleksandra Gierymskiego, przedstawiający Żydówkę z koszem pomarańczy. Dzieło uznawane było za zaginione od zakończenia II wojny światowej. Odnalazło się dopiero w 2010 roku i można je oglądać w Muzeum Narodowym. I to właśnie muzeum wyszło z propozycją nadania takiej nazwy składowi relacji Warszawa Zachodnia - Rzeszów Główny. Instytucja jest jednym z dwóch partnerów tegorocznego plebiscytu PKP Intercity SA. Drugi to Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych.
Choć partnerzy proponują nowe przydomki dla wytypowanych przez PKP pociągów, to wyboru dokonują internauci. Pierwszy raz mogli głosować w ubiegłym roku. Ale tradycja nazywania pociągów jest dużo starsza - pojawiła się w Polsce po II wojnie światowej. Zwyczaj ten istnieje także w wielu innych krajach, np. w Indiach, w Rosji czy Japonii.
"Kuropatwy" i "Bociany"
Droga "Pomarańczarki" do zwycięstwa wcale nie była łatwa. Miała dwóch konkurentów: "Kuropatwy" i "Bociany", czyli obrazy Józefa Chełmońskiego. - Nie widzę żadnego związku tych obrazów z Rzeszowem - ocenia Robert, student spotkany na dworcu. - Według mnie nazwy pociągów powinny w jakiś sposób nawiązywać do kierunku, w jakim podróżujemy. Zdecydowanie bardziej trafiony jest TLK "Lubomirski", którym teraz można dostać się z Warszawy do Rzeszowa . Przynajmniej kojarzy się z historią miasta i stojącym tu do dziś pałacem Lubomirskich - dodaje.
Podobnego zdania jest Michał Bis, redaktor naczelny portalu o tematyce kolejarskiej 1435.pl: - "Pomarańczarka" to nazwa tak samo nietrafiona jak "Inka", która większości ludzi niestety wciąż kojarzy się z kawą zbożową, a nie z bohaterską Danutą Siedzikówną - mówi.
IC "Inka" od grudnia będzie kursować w weekendy między Lublinem a Bielskiem-Białą i zastąpi "Oleńkę", której imieniem nazwano pociąg na cześć bohaterki "Potopu" Henryka Sienkiewicza. "Inkę" zaproponował Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, obok "Zapory" i "Ognia" - pseudonimów żołnierzy wyklętych spod Tarnobrzega i Nowego Targu.
Według Michała Bisa nie należy iść tą drogą. PKP powinno wrócić do starych, sprawdzonych "imion" połączeń, takich jak "Solina", "San" czy "Wetlina". - W całej Europie używa się nazw regionów, miast, czasem nazwisk pisarzy lub postaci historycznych - podkreśla.
Podobnie myśli czekająca na pociąg bibliotekarka Anna: - Nie zwracam uwagi na to, jak nazywają się pociągi, ale jeśli muszą mieć swoje nazwy, to niech będą w jakiś sposób związane z miastem, do którego dany skład jedzie.
Pociąg do kultury i historii
PKP Intercity tłumaczy, że w całym zamieszaniu nie chodziło o lokalne czy regionalne skojarzenia, ale o "wymiar edukacyjny". - Partnerzy zaproponowali nazwy związane z polską kulturą i historią. Dzięki temu pasażerowie będą mieli okazję zapoznać się z ciekawymi dziełami sztuki czy biografią ważnych postaci historycznych - wyjaśnia Anna Zakrzewska z biura prasowego PKP Intercity.
Intencja ta wpisuje się w apel posła Adama Andruszkiewicza z Kukiz'15, który przed wakacjami krytykował PKP za niektóre nazwy pociągów. Według parlamentarzysty pseudonimy składów "powinny być elementem polityki historycznej i kształtowania w pamięci pasażerów oraz kolejarzy tożsamości narodowej ". Tymczasem, jak podkreśla poseł, część z nich popularyzuje okultyzm i komunizm. Np. "Aurora", bo kojarzy się z rosyjskim okrętem i symbolem komunistycznej rewolucji październikowej. Podejrzane są też "Wenus" i "Dionizos", nawiązujące do mitologicznych bóstw.
- Moim zdaniem poseł popada w ostrą paranoję. Mnie na przykład "Aurora" nie kojarzy się z komunizmem, ale z Kopciuszkiem w disnejowskiej wersji tej bajki. I nie widzę w tym nic złego - mówi Anna. Towarzysząca jej koleżanka, Iwona, pyta: - Jeśli pociągi z imionami mitycznych bóstw propagują okultyzm, to co robią nauczyciele w szkole, kiedy uczą historii starożytnej lub omawiają na języku polskim mitologię grecką?
Przykładów nazw niewłaściwych zdaniem posła Andruszkiewicza jest znacznie więcej, ale to "Aurora" z Warszawy Wschodniej do Wrocławia Głównego i "Wenus" ze Szczecina do Zakopanego zmienią nazwy. Od 11 grudnia będą kursować jako "Uznam" i "Pogoria".
W tegorocznym plebiscycie jeszcze inne nazwy pociągów do zmiany. Decyzją internautów po polskich torach jeździć więc będą:
- z Warszawy Wschodniej do Szczecina EIC "Podkowiński" (po malarzu Władysławie), który zastąpi obecnego króla "Łokietka",
- z Warszawy Wschodniej do Bydgoszczy/Konina TLK "Kutrzeba" (ku czci generała Tadeusza) zamiast "Przybyszewskiego" (Stanisław, pisarz),
- z Lublina do Bielska-Białej od poniedziałku do piątku IC "Pilecki" (pamięci rotmistrza Witolda) zamiast "Soły" (rzeka)
- ze Szczecina do Zakopanego "Haller" (po generale Józefie) w miejsce mitologicznej "Calipso".
W rozkładzie jazdy pojawią się też nowe połączenia: TLK "Stańczyk" ze Szczecina do Olsztyna, "Awangarda" z Poznania do Gdyni i TLK "Nautilus" z Katowic do Świnoujścia.
- Na to, jaka nazwa zostanie nadana konkretnemu pociągowi, składa się kilka czynników - informuje rzecznik prasowy PKP IC Cezary Nowak. - Na przykład przyjęty przez nas klucz, według którego pociągi na trasie Przemyśl - Wrocław noszą imiona sławnych malarzy. Jest więc Matejko czy Chełmoński. Inna, bardziej prozaiczna kwestia to długość nazwy - musi się ona zmieścić na tablicach informacyjnych.
Według moich rozmówców nadawane połączeniom nazwy powinny nie tylko kojarzyć się z miejscem docelowym podróży, ale należałoby też wprowadzać je na stałe, a nie zmieniać co roku. - Wśród pasażerów może to powodować dezorientację - podkreśla Krzysiek, student z Przemyśla. - Myślę, że przed następnym konkursem PKP powinno przeprowadzić konsultacje regionalne - dodaje.
W tym samym kierunku rozwinęła się dyskusja na profilu społecznościowym konkursu PKP. Nie brak tu opinii, że nazwy pociągów kompletnie "rozjechały się" z kierunkami połączeń.
"Wszystkie propozycje są tragiczne. Znów polska martyrologia i macierewiczyzmy. Do Bielska-Białej zdecydowanie wolałbym coś pozytywnego. Czemu nie np. "Mały fiat", albo po prostu "Maluch"? Większości Polaków FSM kojarzy się bardzo pozytywnie" - pisze Radek z Łodzi.
Kasper stwierdza: " Ktoś po prostu powybierał kilka modnych nazwisk i przyporządkował je do losowych kursów". Piotr z Tarnowa dodaje: " Upadli na głowę. Nie do pomyślenia w Czechach, tam nazwy funkcjonują od kilkunastu lat i każdy średnio zorientowany pasażer kojarzy je z relacjami pociągów!".
W morzu krytycznych komentarzy ciężko odnaleźć jakiś pozytywny wpis, ale w końcu się udaje. "Wreszcie ciekawe propozycje - premia dla pomysłodawcy" - pisze Sebastian z województwa zachodniopomorskiego.
Wielu internautów pyta, kto wymyślił te nazwy i jak można proponować, aby pociąg nazywał się np. "Pocałunek" lub "Rytm". Takie sugestie, nawiązujące do rzeźb Auguste'a Rodina i Henryka Kuny, dla składów jeżdżących na trasie Katowice - Świnoujście przedstawiło Muzeum Narodowe. Większość pasażerów odczytuje nazwy dosłownie i nie zastanawia się, czy to tytuł obrazu, rzeźby czy może pseudonim postaci historycznej. Czy PKP weźmie to pod uwagę? Dowiemy się pewnie w przyszłym roku, przy okazji kolejnego konkursu. Anna Tomczyk-Anioł. Dziennikarka i freelancerka. Publikowała m.in. w lokalnych mediach w Krakowie i Stalowej Woli. Współpracowała z PAP oraz Interia.pl. Lubi, kiedy jej praca przekłada się na pomoc innym.