Zuza kończy 10 lat. Na swoim przyjęciu urodzinowym będzie projektować z koleżankami ubrania. Potem dziewczynki urządzą pokaz mody. Wszystko pod czujnym okiem zaangażowanego animatora. Każda dziewczynka wróci do domu z własnoręcznie wykonaną torebką. Przecież nie wypada, by goście wyszli z urodzin z pustymi rękoma. Nikomu nie chciałoby się wtedy przyjść.
Przyjęcie urodzinowe dla dziecka wymaga organizacji, pieniędzy i rozeznania w aktualnie panujących modach. A te zmieniają się dość szybko. - Tak jak kiedyś był szał na przyjęcia w McDonald's, a kilka lat temu w sali zabaw, tak teraz jest dużo więcej opcji: może być tor gokartowy, sala wspinaczkowa, kręgle - wylicza Agnieszka, była animatorka.
Efekt WOW
- Starszemu synowi zorganizowałam rok temu urodziny w księgarni połączonej z klubokawiarnią - opowiada Joanna z Warszawy, mama dwóch chłopców (7 i 9 lat). - Rodzice mogą tam posiedzieć w ciszy lub porozmawiać. Dzieci są w innej sali, animator zapewnia im atrakcje, jest spokojnie. Ale obaj synowie stwierdzili, że nie chcą już takich urodzin. Młodszy chce zabawy w kulkach, starszy zażyczył sobie coś "bardziej ekstra".
"Bardziej ekstra" to w dużych miastach np. urodziny na stadionie, paintball, park linowy. Są też opcje kulturalne: urodziny w muzeach, salach kinowych. Starszy syn Joanny w tym roku wybrał urodziny w pokojach zagadek. To dziecięca wersja popularnych wśród dorosłych tzw. "Exit Rooms", w których grupa osób musi rozwiązać szereg zadań, by znaleźć wyjście z pokoju, w którym została uwięziona. Liczy się refleks i pomysłowość. - Przedstawiłam mu kilka możliwości. Omówił sprawę z kolegami i decyzja zapadła - dodaje Joanna.
Modne są wszelkie sportowe wydarzenia, które pozwolą dzieciom wyszaleć się na powietrzu i zakończyć dzień zmęczeniem, ale i wielkim szczęściem wypisanym na twarzy. Potwierdza to Katarzyna Piekarczyk z krakowskiej Famigi, centrum aktywnego wypoczynku: - Coraz więcej mamy zleceń na urodziny wyjazdowe, z racji tego, że ludzie mają swoje domy, działki, robią urodziny w parkach czy w willach, gdzie jest dostęp do ogromnej przestrzeni. Są też urodziny sportowe. Mamy np. zamówienia na mecze piłki nożnej.
Więcej znaczy lepiej
Niektórzy sugerują, że zorganizowane urodziny są bardziej dla rodziców niż dla dziecka - że chodzi o to, by się pokazać, by o nas mówiono . Jeśli Jaś miał urodziny na wypasie, to Kuba musi mieć lepsze. Nie ma problemu, kiedy rodzica na to stać, ale dla wielu wydatek rzędu 800-1000 zł - a tyle trzeba zapłacić w Warszawie za ciekawy kinderbal - to znacząca część miesięcznej pensji. Kiedy pieniądze nie są problemem, ma być na bogato: niech będą konie, golf, żaglówki, fajerwerki i prezenty dla gości. - Rodzice chcą pokazać, że wszystko u nich w życiu jest fajniejsze niż w rzeczywistości. To chyba taka odpowiedź na trendy z mediów społecznościowych: "Zastaw się, a postaw się" - twierdzi Agnieszka. - Bardzo często jest tak, że skoro już ktoś miał takie urodziny, to oni chcą coś więcej, opcję full wypas. Pytają ciągle: "Co jeszcze, co jeszcze?". Myślę, że to kwestia pokazania się wśród znajomych.
Katarzyna Piekarczyk potwierdza, że zdarzają się rodzice z takim podejściem: - Może 1 na 10 przyjęć jest takich, że rodzic chce napchać tyle atrakcji na te dwie godziny, żeby dzieci dostały kociokwiku. Przychodzi taki rodzic i mówi: "Proszę pani, dla mnie nieważne są pieniądze, ja chcę, żeby przez te dwie godziny było wszystko, co państwo mogą zaoferować. Kasa się nie liczy" .
Kinderbal bez dzieci
- Tam, gdzie pracowałam, była jedna sala dla znajomych, a druga dla rodziców, w której oni najchętniej siedzieliby w dorosłym gronie bez przeszkadzających im dzieci. To podstawowe założenie: "Zróbcie tak, żebyśmy mieli dzieci z głowy na dwie godziny". To też jest powód, dlaczego nie robią tego przyjęcia w domu - uważa Agnieszka.
Katarzyna Piekarczyk potwierdza, że czasami właśnie o to chodzi: - Rodzice chcą mieć święty spokój przez te dwie godziny. Czasami mam wrażenie, że te urodziny są organizowane po to, żeby mieli ten spokój. Zwłaszcza w przypadku starszych dzieci. To się zdarza, ale takich rodziców jest mniej.
Zaangażowanie rodzica może być problematyczne, ale czasem jest mile widziane. - Ja się zawsze cieszyłam, kiedy rodzice chcieli brać udział w zabawach, bo to rzadko się zdarza, a dzieci bardzo się wtedy cieszą - przekonuje Jolanta, animatorka z Lubelszczyzny. Zwykle niestety rodzice siedzą z boku i mało się interesują. Czasami potrafią też przeszkadzać, tak jak w sytuacji opisanej przez Katarzynę Piekarczyk: - Kiedyś mieliśmy kawiarenkę i rodzice wchodzili do sali z kawą i rozmawiali przez telefon. To było naprawdę trudne. Nie miałam wtedy skrupułów i zwracałam uwagę, żeby wyszli albo skończyli rozmawiać przez telefon.
Tatusiowie w natarciu
Praca animatora to też niezłe pole do prowadzenia obserwacji socjologicznych. Zdaniem animatorów w większości przypadków podczas imprezy matki oczekiwały, że to ojcowie będą się wszystkim zajmować. - Często było tak, że jak wychodziłam z dziećmi na plac zabaw, kobiety mówiły do mężczyzn: "Jest weekend, to ty się dziś zajmujesz dziećmi". Tacy jesteśmy świetni, nowocześni, dzielimy się obowiązkami. W tygodniu nie pomaga, więc w weekend jest jego kolej, i matki to egzekwowały. Czy ojcowie mieli z tego frajdę? Różnie bywało - stwierdza Agnieszka.
Nie brakuje też ojców, którzy nie mogą sobie darować okazji do wypróbowania swoich "czarów" na młodych animatorkach. - Zawsze najbardziej wkurzali mnie tacy ojcowie żartownisie, którzy dopytywali: "A mnie pani też pomaluje?". To było tak obleśne. Wiesz, że jest tu jego żona, jego dziecko, a on nie ma żadnych oporów. Rzucali teksty: "A z dużymi chłopcami pani też się bawi?". To miało być zabawne, a było ohydne - wspomina Agnieszka.
W stylu "Gwiezdnych Wojen"
Z zadowoleniem dzieci bywa jak z entuzjazmem weekendowych ojców - różnie. - Dzieci bywały naburmuszone, bo w ogóle nie chciały przyjęcia albo miały inny pomysł. Jeszcze częściej niezadowoleni byli mali goście, bo wcale nie chcieli przyjechać na te urodziny, woleliby zostać w domu i pograć na tablecie - opowiada Agnieszka. - I zdarzają się śmieszne sytuacje, że np. dziecko mówi: "A jak byliśmy tutaj na urodzinach u Stasia, to była inna pani i ona była fajniejsza" .
Czasami bywa tak, jak na popularnych w sieci memach porównujących rzeczywistość z Pinteresta czy Facebooka z prawdziwym życiem. Rodzic chce np. urządzić urodziny sportowe u siebie w ogródku, a ten ogród okazuje się za mały. - Ostatnio miałam takie przyjęcie, że pan zapewnił, że w jego ogrodzie jest dużo miejsca, wszystko się zmieści. Nie chciał wysłać zdjęć, bo był za granicą, ale podkreślał, że chce cały pakiet atrakcji: zamek dmuchany, bańki, baloniki i w ogóle wszystko - wspomina Katarzyna Piekarczyk. - Przyjeżdżamy na miejsce w cztery osoby i okazuje się, że w ogródku co prawda jesteśmy w stanie rozłożyć tego dmuchańca, ale nic więcej nie da się tutaj zrobić.
Chybiony bywa także wybór motywu przewodniego przyjęcia. Zdarza się, że animator przyjeżdża na miejsce przygotowany do zabaw na wybrany temat, a okazuje się, że to dzieci nie interesuje albo nie wiedzą, o co chodzi. Wtedy trzeba ratować się innymi zabawami. Katarzyna Piekarczyk opowiada, że zdarzyło się, że rodzic chciał urodziny w stylu "Gwiezdnych Wojen" dla trzylatka, bo syn jest znawcą tematu, obejrzał już wszystkie części sagi, więc będzie super. Jednak inne trzylatki niekoniecznie są ekspertami w tym temacie: - W ten sposób inne dzieci na urodzinach będą zestresowane, bo np. mama zażyczy sobie quiz wiedzy o "Gwiezdnych Wojnach", a odpowiedzi znać będzie tylko jej syn . Współwłaścicielka Famigi przekonuje wtedy mamę - bo to mamy w 80 proc. są organizatorkami urodzin - żeby połączyć "Gwiezdne Wojny" z zabawami o kosmosie. Zazwyczaj się udaje.
Z domu trudniej wygonić gości
Jola twierdzi, że urodziny wyprawiane poza domem stały się już normą: - Rodzice są zabiegani, brakuje im czasu, a chcieliby dziecku zrobić przyjemność. Niektórzy też nie czują się na siłach, żeby ogarnąć grupę kilkulatków. To duże ułatwienie, że jest ktoś, kto może pokazać dzieciom, jak się mogą bawić. Myślę, że dzieci mają z tym teraz problem, bo nie wiedzą, jak się bawić i pobyć razem bez używania tabletu czy telefonu.
Córki Tosi z Warszawy bardzo chciałyby mieć urodziny w domu. Sęk w tym, że chciałyby zaprosić całą klasę, mieć ogromny dom, ogród i zabawę z motywem przewodnim z "Asteriksa". To niemożliwe. - Mamy bardzo małe mieszkanie i dlatego nie robię urodzin w domu. Dziewczynki były załamane, że nie mogą zaprosić wielu osób. Zaproponowałam im w końcu Muzeum Etnograficzne i się zgodziły. I były zadowolone - opowiada Tosia.
Zdaniem Katarzyny Piekarczyk to właśnie kwestie lokalowe są ważnym powodem, dla którego rodzice decydują się zorganizować urodziny dziecka poza domem: - Rozumiem rodziców, którzy nie chcą robić urodzin w domu. Jeśli ktoś ma małe mieszkanie, to ciężko jest taką imprezę zorganizować.
Jest też inny powód, dla którego niektórzy rodzice wolą organizować przyjęcia poza domem. - Pracowałam w sali zabaw pod Warszawą. Tam był bardzo specyficzny klimat. Przychodziły matki bogatki, którym wydawało się, że należy dziecku zrobić przyjęcie urodzinowe - zwraca uwagę Agnieszka. - Nie chciało im się jednak robić go w domu. Dlaczego? Bo trudniej wygonić gości, a tu mają czyste rączki. Sala opłacona na dwie godziny i tyle czasu trzeba temu przyjęciu poświęcić.
Karolina Stępniewska. Dziennikarka, redaktorka parentingowa w Babyonline.pl, wcześniej w eDziecko.pl. Fanka dobrej kuchni, ładnych wnętrz i koncertów rockowych. Ma dużą słabość do czekolady i pięknie wydanych książek dla dzieci.