Społeczeństwo
(AP Photo / Andre Penner)
(AP Photo / Andre Penner)

Szczęśliwa siódemka

Martine Wright wsiadła do metra na lekkim kacu. Wyruszyła do pracy później niż zwykle, ponieważ w nocy świętowała ze znajomymi przyznanie Londynowi organizacji igrzysk olimpijskich w 2012 roku. Oparta o fotel, czytała artykuł o kulisach radosnej decyzji. Nie zwracała uwagi na pasażerów, nie zauważyła mężczyzny z dużym plecakiem. O godzinie 8.49 wybuchła bomba. W pociągu, którym jechała Martine, życie straciło siedem osób. W sumie w wyniku kilku eksplozji zginęły 52 osoby, a ponad 700 zostało rannych.

Był siódmy lipca 2005 roku. Tego dnia Martine straciła obie nogi i 80 procent krwi. Przeżyła dzięki policjantce, która zatamowała krwotok. Przez 10 dni znajdowała się w śpiączce.

Siedem lat później reprezentowała Wielką Brytanię podczas igrzysk paraolimpijskich w Londynie. Z numerem siódmym na koszulce.

Martine Wright z "7" na koszulce. Obok Andrea Green. Wspólnie blokują serw. Zdjęcie zrobione podczas treningu na igrzyskach paraolimpijskich w Londynie (fot. The Department for Culture, Media and Sport / flickr.com / CC BY-NC 2.0)

Najważniejszą decyzję podjęła jeszcze w szpitalu. Zamiast leżeć przez resztę życia, wolała nauczyć się jeździć na nartach, skakać ze spadochronem i grać w tenisa. Poślubiła swojego chłopaka Nicka, urodziła syna Oskara i urządziła ich nowy dom, przed którym uwielbiają słuchać śpiewu ptaków.

O zamachu mówi dziś tak: - W pewnym sensie to była najlepsza rzecz, jaka kiedykolwiek mi się przytrafiła. Albo inaczej: rzecz, która miała największy wpływ na moje życie. To miało głębokie i pozytywne efekty. Nie sądzę, że cofnęłabym czas, gdybym miała taką okazję.

W 2009 roku Martine dołączyła do tworzącej się reprezentacji Wielkiej Brytanii w siatkówce na siedząco. Jej koleżankami z drużyny zostały między innymi:

Sam Bowen, która straciła nogę podczas bombardowania w Iraku. Pełniła tam misję przez zaledwie dwa miesiące;

Claire Harvey, którą samochód potrącił, gdy jechała rowerem na trening rugby. Od tamtego czasu jest sparaliżowana od pasa w dół;

Jodi Hill, która spadła z balkonu na wyprostowane nogi. Z 10 metrów na asfalt. Po 10 latach walki z bólem poprosiła o amputację;

Emma Wiggs, która obudziła się świadoma, że nie może ruszać nogami. Niezidentyfikowany wirus nieodwracalnie uszkodził jej nerwy. Dzień wcześniej biegała po górach.

Martine, Sam, Claire, Jodi, Emma i sześć innych, wspaniałych siatkarek. Zanim rozpoczęły zmagania na igrzyskach, pozowały do zdjęć w strojach wieczorowych. Były podziwiane jako kobiety. Gdy przebrały się w stroje sportowe, były podziwiane jako sportsmenki. Mimo że w Londynie nie wygrały nawet seta. Zajęły ostatnie miejsce, jednak parkiet opuściły z uśmiechami na twarzach. Oscar, synek Martine, przyniósł na trybuny transparent z napisem "Go Mummy Go!" - to było znacznie ważniejsze niż wynik.

Martine Wright (Sam Friedrich / acumenimages.com / flickr.com / CC BY-ND 2.0)

Na gali BBC, podczas której wybierano Sportowe Osobistości 2012 roku, Martine odebrała Nagrodę Helen Rollason - za wybitne osiągnięcia w obliczu przeciwności losu.

Z wizyty w pałacu Buckingham najlepiej wspomina nie królową Elżbietę II, nie księcia Filipa, a ich wnuczkę, księżniczkę Eugenię: - Wszyscy grzecznie pytali o paraolimpiadę, a ona spojrzała na moje stopy, na których miałam złote trampki Converse, i krzyknęła: "O mój Boże, skąd je masz? Są niesamowite!".

Wróciła do metra. 10 lipca 2015 roku napisała na Twitterze: "Dzień debiutów. Po raz pierwszy na Wimbledonie i po raz pierwszy od 10 lat podróżowałam metrem. Życie jest dobre!".

Do Rio nie pojedzie. Wielka Brytania nie zakwalifikowała się do paraolimpijskiego turnieju. Martine wciąż jest jednak aktywna. Na każdym kroku podkreśla, że kluczowe w odzyskiwaniu wiary w siebie były uśmiech i łzy, którymi dzielili się z nią pracownicy szpitala i wolontariusze. Dziś jest jednym z nich. Śmieje się i płacze razem z tymi, którzy właśnie rozpoczynają nowe życie.

Martine Wright udziela wywiadu podczas paraolimpiady w 2012 r. (fot. David Poultney for GOC / flickr.com / CC BY-NC 2.0)

Bolesna historia, piękne triumfy

Z całej drużyny tylko dwóch wchodzi na boisko. Reszta zwinnie prześlizguje się po parkiecie. Kiedy zmierzają na minutową przerwę, żeby nie tracić czasu, wstają i na jednej nodze skaczą w stronę trenera. Błyszczące, niebieskie stroje i błysk w brązowych oczach.

Na tablicy wyników 2:1 w setach i 24:22 w czwartej partii. Ostatnia przerwa, ostatnia narada. 24:23. Jeszcze raz serwują Marokańczycy. To już trzecia piłka meczowa. Blok! 25:23! Rwandyjczycy wygrywają mecz! Wstają, skaczą - większość na jednej nodze. Są najszczęśliwsi na świecie. Razem z tysiącami kibiców cieszą się, jakby właśnie wygrali złoto. Ale złota nie wygrali. Zwyciężyli w meczu o dziewiąte, przedostatnie miejsce igrzysk paraolimpijskich w Londynie.

Reprezentacja Rwandy w siatkówce na siedząco była pierwszą w historii drużyną z Afryki Subsaharyjskiej, która wzięła udział w paraolimpiadzie. Wszyscy zawodnicy urodzili się przed 1994 rokiem. Najstarszy, Jean Rukundo, miał wtedy 30 lat. Najmłodszy, James Rutikanga, niespełna cztery latka. Ocaleli.

22 lata temu Rwanda była sceną największego ludobójstwa od czasów drugiej wojny światowej. Około sto stu dni i blisko milion ofiar. Oprawcom rozdano kilkaset tysięcy maczet. Dziś nic nie trzeba mówić, aby o tamtym horrorze przypominać. Ślady wciąż widać. Po rwandyjskich drogach chodzą tysiące ludzi bez kończyn.

Reprezentacja Rwandy w meczu z Marokańczykami (fot. Andrew Whiting / CC BY-NC-ND 2.0 / flickr.com)

Zawodnicy, którzy stworzyli siatkarską drużynę, wówczas stali po przeciwnych stronach. Tutsi Dominique Bizimana i Hutu Jean Rukundo, ten najstarszy. Obaj w walce stracili nogi. Dziś są najlepszymi przyjaciółmi. - Chcemy być wzorem dla młodych Rwandyjczyków. Nasz zespół, nasza jedność to wzór dla kolejnych pokoleń - mówi Bizimana, który podczas igrzysk w Londynie był nie tylko graczem, ale również przewodniczącym Narodowego Komitetu Paraolimpijskiego.

Do turnieju Rwandyjczycy przygotowywali się w trudnych warunkach. Codziennie rozstawiali wózki wokół prowizorycznego boiska w Kigali i spędzali na nim wiele godzin. Holender Peter Karreman przyznał, że europejskie zespoły nie byłyby w stanie trenować i grać z taką zaciętością, jak jego podopieczni. Już sam udział w igrzyskach był spełnieniem ich marzeń. Dla swoich rodaków i kibiców na całym świecie są superbohaterami.

Złoty medal wywalczyli w Londynie Bośniacy - reprezentanci narodu, który ludobójstwa doświadczył rok po Rwandyjczykach.

Reprezentanci Rwandy i Maroka (fot. Andrew Whiting / CC BY-NC-ND 2.0 / flickr.com)

Wiadomość dla świata

Miał marzenie. Ibrahim Al Hussein bardzo chciał zostać olimpijczykiem. Trenował koszykówkę i judo, jednak od najmłodszych lat najlepiej czuł się w wodzie. Jego ojciec był trenerem pływania.

Do Eufratu wskakiwał z wysokiego na 36 metrów mostu. W Dajr az-Zaur, rodzinnym mieście Ibrahima, mostu już nie ma - został zbombardowany trzy lata temu. Ibrahima również tam nie ma. W 2014 roku uciekł do Turcji, a następnie, wraz z 16 osobami, przepłynął na pontonie do Grecji. Tam poprosił o azyl.

Dziś ma dom i pracę. Nauczył się mówić i czytać po grecku. Pływa trzy razy w tygodniu, pięć razy w tygodniu gra w koszykówkę. Po treningach trochę bolą go ręce. Porusza się na wózku.

W 2012 roku Ibrahim ruszył na pomoc przyjacielowi, który został ranny podczas zamachu. Wybuchła kolejna bomba. Prawą nogę od połowy łydki trzeba było amputować. Ale Ibrahim nie poddał się, nie przerwał treningów. - Czasem, gdy kładę się spać, jestem tak szczęśliwy, że aż płaczę - mówi.

 

W kwietniu bieżącego roku, wraz z pochodnią olimpijską, odwiedził obóz dla uchodźców. Ateński Eleonas jest domem dla ponad półtora tysiąca osób. Jedną z nich był w 2014 roku Ibrahim. Dwa lata później, wyraźnie wzruszony, otoczony przez tłum dziennikarzy oraz setki dzieci, wyznał: - Szansa, którą dziś dostałem, była wyjątkowa. To wielki honor. Moim życzeniem jest, aby wszystkie wojny się zakończyły i aby każdy mógł wrócić do swojego domu.

Miał marzenie. Właśnie je spełnia. Ibrahim Al Hussein jest jednym z dwóch sportowców, którzy podczas igrzysk paraolimpijskich w Rio de Janeiro wystąpią jako reprezentanci uchodźców pod flagą Międzynarodowego Komitetu Paraolimpijskiego.

- Chcę przekazać wiadomość do wszystkich, którzy byli sportowcami w swoich krajach, ale zostali zmuszeni do ucieczki. Nie poddawajcie się, wyjdźcie z obozów i pracujcie, aby również wasze marzenia się spełniły! - apeluje Syryjczyk.

Ibrahim wystartuje w pływackich wyścigach na 50 i 100 metrów stylem dowolnym. Sprzed telewizora wspierać będzie go ojciec.

Z parkietu do wody

1997

James O'Shea wpada na tory. Ostatniego dnia roku, podczas sylwestrowej zabawy, przesadza z alkoholem. Gdy przytomnieje, jego nogi są pod pociągiem.

Mark Foster zdobywa srebrny medal mistrzostw Europy na 50 metrów stylem dowolnym.

James O'Shea (fot. facebook.com/bettermobility)

1998

James spędza wiele miesięcy w szpitalu. Uczy się, jak żyć bez nóg. Mark pobija rekord świata. W Sheffield przepływa 50 metrów stylem motylkowym w 23,45 sekundy.

2001

James kończy studia na uniwersytecie w Preston. Zdobywa dyplom z historii i nauk politycznych. Mark rozpoczyna rok od ponownego ustanowienia rekordu świata na 50 metrów motylkiem. Po zawodach zapowiada: "Rekord na 50 metrów kraulem pobiję za kilka dni". Nie dotrzymuje słowa.

2003 James zwiedza świat. Uczy się, jak żyć mimo przeciwności losu.

Mark zdobywa srebrny medal mistrzostw świata na 50 metrów stylem dowolnym.

2008 James wygrywa konkurs za konkursem. Jest profesjonalnym tancerzem na wózku.

Mark pełni rolę chorążego brytyjskiej reprezentacji w Pekinie. To jego piąte igrzyska olimpijskie. Na koncie ma kilkanaście medali mistrzostw świata i Europy, a także osiem rekordów świata.

2010

James i Mark spotykają się w programie BBC "Dancing on Wheels", w którym tancerze na wózkach tańczą z celebrytami. Obaj docierają do finału. Wygrywa James w parze z prezenterką telewizyjną Caroline Flack.

- Wyglądasz na wysportowanego. Możesz pływać? - zagaduje Mark.

- Mogę - odpowiada James.

- Chcesz wygrać paraolimpiadę?

- Chcę.

James O'Shea (fot. facebook.com/bettermobility)

Kilka miesięcy później rozpoczynają regularne treningi. Cel: złoto igrzysk paraolimpijskich w Londynie. Mają podstawy, by wierzyć, że się uda. Mimo że wcześniej James miał do czynienia z basenem najczęściej przy okazji wakacji w luksusowych hotelach, to teraz osiąga rewelacyjne wyniki. Trenują dwa razy dziennie. W ciągu tygodnia James przepływa ponad 40 kilometrów. Kiedy brakuje mu pieniędzy na wynajem mieszkania, śpi na kanapie w domu Marka.

Mark: - Od razu zauważyłem, że ten facet ma niesamowitą kontrolę nad swoim ciałem. Płynność, z jaką się poruszał, zasygnalizowała mi, że może być z niego dobry pływak.

James: - Mark jest dla mnie jak Yoda dla Luke'a Skywalkera. Jest moim mistrzem, w pełni mu ufam.

2012

18.19. Piąty dzień września, Aquatics Centre. James staje na słupku startowym. Za sobą ma sześć milionów metrów przepłyniętych podczas treningów. Przed sobą: 100 metrów do przepłynięcia podczas finału igrzysk paraolimpijskich. 18.21. James przypływa na metę jako czwarty.

2016

James nie wystartuje w Rio de Janeiro. Rok po igrzyskach w Londynie, na mistrzostwach świata, znów był czwarty. Na kolejnych mistrzostwach, w 2015 roku, zabrakło go w finale.

Mark jest ekspertem telewizyjnym i blogerem. Konsekwentnie kreuje swoją markę, trenuje kolejnych pływaków i prowadzi działalność charytatywną.

Zdobyć medal i umrzeć

Ma 37 lat i ostatnie życzenie. Chce zdobyć medal na paraolimpiadzie, a potem zniknąć. Na zawsze. - Po Rio zakończę karierę. Zaczęłam myśleć o eutanazji - ogłosiła Marieke Vervoort.

 

Belgijka jest mistrzynią paraolimpijską z Londynu. Na koncie ma również złote medale mistrzostw świata oraz cztery rekordy globu. Wcześniej była triathlonistką, teraz ściga się na wózkach. Startuje na wielu dystansach - potrafi wygrać zarówno na 100 metrów, jak i na pięć kilometrów. Na dystansie życiowym sił starczyło jej na 17 lat.

Od 20. roku życia Marieke cierpi na chorobę zwyrodnieniową, która doprowadziła do paraliżu nóg: - Ludzie widzą moją radość z medali, ale nie widzą drugiej, ciemnej strony. Ból, który czuję każdego dnia, jest nie do wytrzymania.

Cierpienie jest tak silne, że nie pozwala zmrużyć oczu. Zdarza się, że Marieke zasypia na 10 minut, po czym rusza na trening. A jest coraz gorzej. Belgijka zapomina o bólu tylko w jednym momencie: - Gdy siedzę w moim wózku wyścigowym, wszystko znika. Wszystkie czarne myśli, strach, smutek, frustracja i cierpienie.

Marieke znów zaciśnie zęby i powalczy z rywalkami, być może ten ostatni raz. - Trenuję bardzo ciężko i nie przestanę, nawet jeśli będę zmuszona zmagać się z chorobą dzień i noc. Chciałabym zakończyć karierę na podium - ogłosiła.

Udowodnili, że w życiu nic ich nie złamie. Polscy #BOHATEROWIE jadą do Rio po złoto [8 HISTORII]>>>

Między treningami przygotowała dokumenty wymagane do eutanazji, która w Belgii jest legalna. Opowiada również, jak powinien wyglądać jej pogrzeb: - Żadnego kościoła, żadnych ciastek. Wyobrażam sobie, że wszyscy trzymają w ręku lampkę szampana i mnie wspominają.

Bez względu na to, co ostatecznie postanowi Marieke, szanse na otwarcie szampana są bardzo duże. Jej kibice już szykują się do wzniesienia toastu za kolejny medal.

***

Marieke Vervoort oraz ponad 4000 innych sportowców ze 176 krajów można podziwiać podczas igrzysk paraolimpijskich, które od 7 do 18 września odbywają się w Rio de Janeiro. 528 konkurencji, 23 dyscypliny, 20 aren i jeden cel: przezwyciężyć własne ograniczenia.

Paweł Marszałkowski. Dziennikarz i scenarzysta. O sporcie opowiada od ponad 10 lat. Współautor książki o kulisach polskiego futbolu "Przegrany". Jest studentem Polskiej Szkoły Reportażu. Lubi kawę, wino, Marka Hłaskę i Kaszuby.

(fot. Publio.pl)