Społeczeństwo
(fot. Agnieszka Sadowska)
(fot. Agnieszka Sadowska)

- Wszyscy się zmieniamy, to nieuchronne. A właściwie już się zmieniliśmy - mówi Marcin Fiedziukiewicz, twórca aplikacji Jobsquare, która - jak zapowiada - zrewolucjonizuje rynek rekrutacji. Tworząc ją, myślał o tym, że coraz więcej czasu spędzamy wpatrzeni w ekrany i coraz rzadziej są to ekrany komputerów. I nie jest to "gapienie się bez celu". Wirtualny świat pomaga nam rozwiązać realne problemy, a odpowiedzi na kolejne pytania też będziemy znajdować w urządzeniach mobilnych. Im młodsze pokolenie, tym ten trend jest silniejszy - studentom i licealistom już teraz życie porządkują smartfony i tablety.

Instytut badawczy Millward Brown zbadał zwyczaje Polaków związane z korzystaniem ze smartfonów i tabletów. 72 proc. spośród ankietowanych w tym badaniu właścicieli smartfonów oraz niemal 54 proc. właścicieli tabletów przyznało, że używa tych urządzeń niemal codziennie - w domu (93 proc.), a także w pracy, w drodze, w samochodzie (ponad 40 proc.).

- Technologia, która nas otoczyła, doprowadziła do tego, że inaczej funkcjonujemy - tłumaczy Fiedziukiewicz. - W metrze czy tramwaju nie patrzymy w gazetę, tylko w malutki telefon. Ze znajomymi rzadziej kontaktujemy się przez SMS-y, częściej poprzez Messengera. Nie oglądamy telewizora tak często jak kiedyś, a nawet jeśli, to z telefonem w ręku. Jednym uchem słuchamy, co się dzieje na ekranie, drugim okiem scrollujemy Facebooka na smartfonie. Okazuje się, że nawet oferta sklepów internetowych sprzedających ubrania chętniej przeglądana jest w telefonach niż na komputerach.

Coraz więcej czasu spędzamy wpatrzeni w ekrany i coraz rzadziej są to ekrany komputerów (pexels.com)

W kadrach po staremu

Smartfony stały się centrum dowodzenia w wielu dziedzinach, tymczasem proces rekrutacji pracowników sprawia wrażenie dosyć tradycyjnego. Od lat funkcjonują oczywiście portale oferujące pracę dla specjalistów, ale pracodawcy, którzy szukają ochotników do tymczasowej albo sezonowej pracy, ciągle nie mają wielu przestrzeni, w których mogą to ogłosić. W witrynach sklepowych, kawiarnianych, hotelowych właściciele wywieszają kartki z napisem: "szukam pracownika na wakacje", "praca dla kelnera", "poszukiwany barman".

To oferty dla młodych ludzi, którzy nie mają jeszcze zawodowego doświadczenia, mają natomiast czas i ochotę, żeby dorobić do stypendium albo odłożyć na wyjazd. Problem w tym, że nie dostrzegają ogłoszeń w witrynach, bo nie rozglądają się po ulicy, tylko wpatrują w ekrany smartfonów.

- Miałem poczucie, że te dwa światy mogą się nie spotkać - opowiada Fiedziukiewicz. - Zastanawiałem się, o co chodzi. Są przecież serwisy ogłoszeniowe, strony, które pośredniczą między pracownikami a pracodawcami, tymczasem na szybach ciągle widzę mnóstwo ogłoszeń naskrobanych długopisem na kartkach wyrwanych z zeszytu i przyklejonych taśmą klejącą. Postanowiłem połączyć te dwa światy - w ten sposób powstał Jobsquare. Bazując na naszych doświadczeniach, stworzyliśmy aplikację do szybkiego rekrutowania tymczasowych pracowników. Chcieliśmy umożliwić pracodawcom łatwe dotarcie tam, gdzie są oni najczęściej dostępni - czyli w sieci, ale tej mobilnej.

Ogłoszenia na witrynach sklepów czy w oknach restauracji to standard (fot. Michał Mutro / Agencja Gazeta)

GUS szacuje, że przy pracach sezonowych zatrudnionych jest w Polsce 2,4 miliona osób. Wszelkie znaki wskazują, że ten rynek będzie się u nas powiększał. W Unii Europejskiej tymczasowo zatrudnionych jest 5,5 proc. pracowników. U nas szybko rozwija się sektor usług turystycznych, z roku na rok otwieramy więcej restauracji, hoteli i kawiarni. To wszystko, a także rolnictwo i przetwórstwo spożywcze to branże o charakterze sezonowym.

Jak działa Jobsquare

Marcin Fiedziukiewicz z bliska obserwował, jak zmieniają się platformy kontaktujące pracodawców i pracowników: - Przez lata pracowałem w papierowym jeszcze wydaniu Gazety Praca. Potem przenosiłem ją do internetu i obserwowałem, jak rozwija się jako strona WWW. Sporo nauczyłem się wtedy o rynku rekrutacji w Polsce, o tym, w jaki sposób firmy szukają pracowników, co robią, żeby ich znaleźć i do siebie przekonać, a także ile ten proces kosztuje i jak wygląda krok po kroku.

A schemat jest taki: pracodawca zamieszcza ogłoszenie, które kandydat musi znaleźć i aplikować o stanowisko, wysłać CV, spotykać się, rozmawiać, przechodzić kolejne etapy. Słabością tego klasycznego systemu jest to, że taka rekrutacja długo trwa. Proces ciągnie się tygodniami, a jak tłumaczy Fiedziukiewicz - młodzi ludzie nie chcą czekać.

Do pracy tymczasowej nie trzeba przeprowadzać wielostopniowej rekrutacji (fot. pixabay.com)

- Są przyzwyczajeni, że w telefonie znajdują rozwiązania od razu, nie aplikują zresztą na stanowiska wymagające skomplikowanych umiejętności czy doświadczenia, które trzeba udowadniać na kolejnych etapach rekrutacji - mówi. - Dlatego oferujemy im platformę, na której pracodawca i pracownik mogą się bezpośrednio skontaktować przy pomocy smartfona, umówić na rozmowę w kwadrans i znaleźć pracę czy pracownika z dnia na dzień. Mam już informacje od ludzi, którzy piszą, że w pięć minut znaleźli pracę w sklepie. Spróbujcie to zrobić w tradycyjnym serwisie.

Podstawą działania aplikacji jest baza ludzi, którzy chcą pracować. Pracodawca, nadając komunikat, że szuka pracownika, po wciśnięciu "dodaj" od razu dostaje do wglądu profile kandydatów, którzy są zainteresowani tego typu zajęciem. Po przejrzeniu ich profili wybiera: chcę pracować z tobą, z tobą i z tobą. W tym momencie ci kandydaci dostają sygnał o tym, że ktoś szuka z nimi kontaktu, informację w stylu: ten człowiek chce, żebyś dla niego pracował, zobacz, czy warunki, które proponuje, są dla ciebie interesujące . I już obie strony mogą się umawiać na spotkanie. Wszystkie potrzebne szczegóły - kontakty, telefony, opinie - znajdują w jednym miejscu.

Każdy, kto szuka pracy, zakładając konto w aplikacji, wypełnił standardową ankietę - wpisał wiek, stawkę minimalną, za jaką chce pracować, doświadczenie zawodowe liczone w miesiącach oraz znajomość języków. Do profilu można też dołączyć tradycyjne CV. Pracodawca przegląda je dokładnie tak samo, jak w Tinderze (na którym zresztą wzorował się Fiedziukiewicz),  i jeśli jest kimś zainteresowany - przesuwa jego profil na ekranie smartfona lub tabletu w prawo, jeśli nie - w lewo.

(fot. materiały prasowe)

W aplikacji aktywnych jest już 10 tys. profili. Na portalu logują się młodzi ludzie, często studenci, którzy nie mają jeszcze wielu doświadczeń zawodowych. Szukają prostej, nieskomplikowanej pracy. Po stronie pracodawców w Jobsquare pojawiają się głównie właściciele knajpek, restauracji, butików. Ale Marta Bukowska zajmuje się rekrutacją w Nationale Nederlanden i właśnie przez Jobsquare poszukiwała dwóch pracowników zdecydowanych na zatrudnienie na krótkoterminowe umowy.

- Za pomocą tej aplikacji znaleźliśmy stażystę do zespołu jakości sprzedaży - mówi. - Teraz szukamy wsparcia do naszej infolinii przychodzącej. To stanowiska, które oferujemy na kilka miesięcy. Nie oczekujemy, że ci pracownicy będą od początku samodzielnie wykonywać obowiązki, ale mają szansę dużo się nauczyć, obserwować w pracy osoby z większym doświadczeniem.

W kolejnych tego typu rekrutacjach również zamierza korzystać z telefonicznej aplikacji: zamiast przeglądania dużej liczby CV kandydatów wystarczy rzut oka na ich profil, aby zdecydować, czy będą odpowiedni do oferowanej roli.

Ale Bukowska widzi też ograniczenia Jobsquare: - To jest nowinka, która trafia przede wszystkim do młodych ludzi. Nie uda się w ten sposób zrekrutować pracowników po trzydziestce. Oni zresztą szukają już innej pracy - takiej, w której mogą wykorzystać zdobyte wcześniej doświadczenie. Proces ich zatrudniania jest bardziej skomplikowany .

(fot. materiały prasowe)

Przyszłość

Aplikacja na razie koncentruje się na pracy tymczasowej. Chociaż, jak podkreśla jej twórca, ta tymczasowość jest umowna. Można przecież zatrudnić kogoś jako barmana i współpracować z nim przez lata. Co się dalej będzie działo z relacją pracodawca - pracownik, zależy już tylko od samych zainteresowanych.

Jobsquare dostępny jest bezpłatnie. - U nas wszystko jest za darmo - zapewnia Fiedziukiewicz. - Na razie. Ważne jest dla mnie zbudowanie rozległej bazy kandydatów. Z czasem będziemy pobierali procent za zatrudnienie pracownika. W pewnym momencie pracodawcy będą też mogli rankingować pracowników. Pozostali będą mogli zobaczyć czy kandydat to - zdaniem innych pracodawców - ktoś godny zaufania, czy nie.

Dominika Buczak . Dziennikarka, współautorka książek "Gejdar" oraz "Pan od seksu". Publikuje między innymi w "Wysokich Obcasach", "Ja My Oni", "Urodzie życia". Specjalizuje się w wywiadach i reportażach. Najbardziej interesują ją historie wykluczonych, słabszych, bardziej kruchych. Im chce dać głos.

(fot. Publio.pl)