Pierwsze wrażenie uderza od progu przedziału. W nos. Ten niepowtarzalny, charakterystyczny zapach, fuzja woni skarpet wyjętych z butów, kiełbasy jałowcowej, jajka na twardo i kiszących się w przedziale ludzi, z których nie każdy się regularnie myje. A spróbuj otworzyć okno. Zaraz podniesie się krzyk, że zimno, że kogoś "zawieje" i będzie natychmiast, biedaczek, chory. I nieważne, że na zewnątrz 30 stopni. Nie, okno ma być zamknięte. Chyba, że będziesz asertywny i się uprzesz. Jeśli tak, brawo ty.
Wrażenie drugie - dźwięk. Pół biedy, jeśli to tylko głuchy jak pień meloman rozkręcił słuchawki na cały zycher i dlatego razem z innymi pasażerami w przedziale słyszycie, że ona tańczy dla mnie albo robi gorsze rzeczy. Gorzej, jak Pan Kierownik musi przez pół podróży opowiadać przez telefon kumplowi z branży, jaki ten jego szef jest gnój, że każe mu nawet w pociągu pracować, albo jak cały know-how z poprzedniej firmy zabrał ze sobą do nowej i dzięki niemu - tak, tylko dzięki niemu! - "trzepią teraz hajs, a on nic z tego nie ma".
Wrażenie trzecie - typowo wzrokowe. Fotel, na którym chcesz usiąść, jest mokry, lepki i pełno na nim okruszków. Może być pokryty dżemem, nasączony piwem, lepić się od sosu barbecue i diabli wiedzą, od czego jeszcze. I żadna z osób w przedziale się nie przyznaje, że to jej sprawka. "To na pewno poprzedni pasażer".
Znacie? Znacie. Oczywiście takie sytuacje nie przydarzają się non stop. Trudno też winić obsługę pociągu - nie może być 24 h na dobę we wszystkich przedziałach. Ale smutna prawda wygląda tak, że czasem z powodu zachowania współpasażerów podróż nie jest komfortowa. PKP Intercity chce z tym skończyć. Od jakiegoś czasu testuje tzw. Strefę Ciszy, czyli wagony, w których np. nie można rozmawiać przez telefon.
Przy tej okazji kolejarze zrobili akcję "Strefa kulturalnego podróżowania". Najpierw zaprosili dziesięcioro pasażerów na konsultacje. Pytali m.in. osoby niepełnosprawne, podróżujące z dziećmi, studentów, seniorów czy podróżujących służbowo. A potem założyli internetową sondę, w której ludzie mogli głosować na to, co ich najbardziej denerwuje w podróżach pociągiem. Sonda trwała od 20 do 30 czerwca, wzięły w niej udział ponad 3 tysiące osób.
A oto wyniki ankiety na najbardziej denerwujące zachowania podróżnych:
1. głośne rozmowy ze współtowarzyszami bądź przez telefon 2. pozostawianie śmieci 3. zdejmowanie butów 4. zajmowanie miejsca bagażem 5. głośne słuchanie muzyki i oglądanie filmów 6. spożywanie jedzenia o intensywnym zapachu 7. zakładanie nóg na siedzenie 8. włączony dźwięk w urządzeniach mobilnych.
- I nic dziwnego, badania wskazują, że ludzi wyjątkowo irytuje, gdy ktoś przy nich rozmawia przez telefon. Zwłaszcza że często nie przestrzegamy przy tym podstawowych zasad savoir-vivre'u - nie rozmawiamy cicho, tylko głośno, nie rozmawiamy krótko, tylko długo i poruszamy tematy "nieprzyzwoite", "niepoprawne", np. sprawy damsko-męskie. Najlepiej byłoby, gdyby rozmawiający wyszedł z przedziału albo przeszedł na koniec wagonu - mówi Piotr Kłyk, trener w zakresie savoir-vivre, protokołu dyplomatycznego i wystąpień publicznych, wykładowca w Szkole Dobrych Manier - instytucji prowadzącej szkolenia m.in. dla Ministerstwa Finansów, Narodowego Banku Polskiego, Naczelnego Sądu Administracyjnego czy Ministerstwa Spraw Zagranicznych. - Dlaczego tak bardzo się irytujemy czyjąś rozmową? Widziałem badania, z których wynikało, że nasz mózg, gdy "słyszy" rozmowę, jest ciekawy, co mówi osoba po drugiej stronie słuchawki - podkreśla.
Z kolei odpowiedzi na pytanie: "które z poniższych zachowań najczęściej spotkałeś/aś podczas podróży?" rozkładały się następująco:
1. Głośne rozmowy ze współtowarzyszami bądź przez telefon 1467 głosów. 2. Zdejmowanie butów 318 3. Zajmowanie miejsca bagażem 187 4. Pozostawianie śmieci 130 5. Głośne słuchanie muzyki/oglądanie filmów 91 6. Zakładanie nóg na siedzenie 85 7. Spożywanie potraw o intensywnym zapachu 72
8. Włączony dźwięk w urządzeniach mobilnych (telefon, tablet) 60
- Zgadza się, zdejmowanie butów nie jest dobrze przyjmowane. Przypomniała mi się historia opisywana w prasie, gdy jeden pan zdjął buty i położył nogi na siedzeniu obok drugiego pana. To się skończyło awanturą z bronią w ręku. Jeżeli chcemy się położyć, możemy wykupić tanią kuszetkę - dodaje ekspert.
Wynikiem akcji "Strefa kulturalnego podróżowania" ma być powstanie "kodeksu kulturalnego podróżowania" - pisze "Metro Warszawa" . Inaczej mówiąc - kodeksu dobrych manier. By jeździło się lepiej. Wszystkim. - Pracujemy nad takim rozwiązaniem, by pasażerowie mogli zapoznać się z kodeksem jadąc pociągami PKP Intercity. O tym, w jakiej formie będzie on dostępny dla podróżnych, będziemy informować w najbliższym czasie - wyjaśnia biuro prasowe kolejowej spółki.
Ale zapoznać się to jedno, a stosować, to co innego. Pytam PKP Intercity, jak wymusić przestrzeganie tych zasad? Czy np. kontrolerzy będą zwracać baczniejszą uwagę na osoby trzymające nogi na siedzeniach? Czy jeśli wśród niepożądanych zachowań jest jedzenie w przedziale, obsługa pociągu będzie sugerować podróżnym, by nawet z własną kanapką przeszli np. do Warsu lub na korytarz? PKP nie chce jednak pasażerów do niczego przymuszać. - Celem akcji jest przypomnienie zasad dobrego wychowania - liczymy, że pasażerowie będą sami się do nich stosować - odpowiada biuro rzecznika PKP Intercity.
Czyli jak zawsze to od nas, pasażerów, będzie zależało, czy podróż będzie przyjemna, czy nie. Tymczasem pod facebookową sondą na profilu PKP Intercity ludzie spontanicznie dopisują kolejne zachowania, które ich zdaniem powinny się na liście znaleźć. Przewożenie psa na fotelu pasażera, bez żadnego koca, który zatrzymałby psią sierść. Do tego picie alkoholu czy - fuj! - obcinanie paznokci. W przedziale, zamiast w toalecie.
Kolejowe łazienki to zresztą osobna historia. "Najgorsze są brudne toalety bez papieru toaletowego i ręczników. Zwłaszcza jak się na taką trafia po ruszeniu ze stacji początkowej" - pisze jeden z internautów. I, niestety, bywa to prawdą - nie umiemy zachować elementarnych zasad czystości.
Ludzie narzekają też na to, co nie podpada pod kryterium "złe zachowanie współpasażerów" - spóźnienia pociągów, zbyt mała liczba wagonów na oblężonym kierunku i kursie czy... brak sieci wi-fi w części pociągów. Ale przodują dwa zachowania. Po pierwsze - palenie w toaletach. "Uczciwszym wyjściem byłby powrót wagonów dla palaczy - jeśli są ludzie, którzy chcą się truć, niech się trują we własnym gronie" - napisała jedna z internautek. Po drugie: "Krzyczące, płaczące, rozwydrzone dzieci". Oczywiście dzieci nieraz mają słuszne powody do krzyku i płaczu. Ale często nie mają. Wiele wówczas zależy od postawy rodziców.
"Wchodząc na peron, potem zajmując miejsce w przedziale, porzucamy ogólnie przyjęte normy na rzecz osobistych przyzwyczajeń" - napisali kolejarze . - Zwróćmy uwagę, że w wagonach otwartych ludzie zachowują się lepiej niż w przedziałach. Mała, zamknięta przestrzeń, przypisane do nas miejsce - i jeżeli podróżuje grupa, czy kilka osób, to ta grupa zajmuje określone terytorium. To jest terytorium podświadomie zawłaszczane - mówi Piotr Kłyk.
A Wy, drodzy czytelnicy, co jeszcze dopisalibyście do kolejowego kodeksu savoir-vivre'u?
Michał Gostkiewicz . Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej w dziale zagranicznym "Dziennika" i w tygodniku "Newsweek". Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Prowadzi bloga Realpolitik , bywa na Twitterze i Instagramie .
r e me de la cr e me