Społeczeństwo
(fot. iStockphoto.com)
(fot. iStockphoto.com)

Dwudziestolatka, która używa pseudonimu Doaa, szczególnie żałuje tego, że biła stare kobiety. Po ucieczce z kalifatu do Turcji wciąż żyje w strachu. Wydaje jej się, że jest na celowniku uśpionych komórek milicji ISIS. Z ich punktu widzenia jest bowiem zdrajczynią, która w wywiadach opowiada o sprawach wewnętrznych kalifatu.

W zasadzie Doaa mówi przede wszystkim o sobie, o swoich wyrzutach sumienia z powodu pracy w charakterze policjantki religijnej: "Kobiety, które maltretowałam, mogły być moimi matkami". Jest Syryjką, była żoną zabitego w międzyczasie saudyjskiego bojownika. Stała się jednak kimś więcej niż tylko bierną współuczestniczką motywowaną miłością do męża. Stanowiła część aparatu ucisku. Patrolowała ulice z bronią automatyczną przewieszoną przez ramię i egzekwowała drakońskie kary nakładane w imieniu kalifatu. Bezlitośnie.

W lutym 2014 roku powstała brygada Al-Chansa, złożona wyłącznie z kobiet policja obyczajowa, do której należała Doaa. Nazwę swą oddział zawdzięcza pewnej poetce, która żyła w czasach proroka Mahometa. Brygada była zaprzeczeniem powszechnie funkcjonującego wizerunku kobiet w tzw. Państwie Islamskim, z reguły przedstawianych jako stojące w cieniu swoich poślubionych wojowników Boga, pasywne i pozbawione ambicji politycznych. Policjantki Al-Chansy zarabiają około stu pięćdziesięciu euro miesięcznie. Wcześniej przechodzą trzydziestodniowy trening obchodzenia się z bronią.

Jednakże dzień powszedni kobiet z brygady jest, mówiąc ostrożnie, bardziej prozaiczny: ich zadaniem jest zmuszanie kobiet mieszkających w kontrolowanych przez tzw. Państwo Islamskie regionach Syrii i Iraku do ścisłego przestrzegania zasad kalifatu. Mogą one opuszczać dom tylko i wyłącznie, gdy mają ku temu ważny powód: jeżeli są chore czy też muszą coś kupić. Wyjście do miasta dozwolone jest wyłącznie w towarzystwie mężczyzny lub w grupach kobiecych. Dziewczynki, które ukończyły ósmy rok życia, także muszą pojawiać się w przestrzeni publicznej całkowicie zasłonięte czarnymi lub granatowymi płóciennymi szatami. Całkowicie, gdyż obowiązujący w kalifacie absurdalny kodeks nakazuje, aby zakryte były również ręce i twarz.

Zakryta musi być nie tylko twarz, ale i oczy oraz ręce (Steve Evans / wikimedia.org / CC BY 2.0)

Jeżeli kobieta odkryje tylko na moment oczy, grozi jej grzywna wynosząca jeden gram złota. Jeżeli natomiast nie jest zakryta całkowicie lub nosi buty na wysokich obcasach, wówczas karą jest czterdzieści uderzeń pejczem. Brutalne biczowanie to tylko jeden z wielu punktów na niekończącej się liście niewyobrażalnych okrucieństw. Już w pierwszym roku istnienia kalifatu dziesiątki kobiet zostały bez skrupułów stracone za "zdradę małżeńską" lub "uprawianie czarów". Na przykład pod koniec maja 2015 grupa aktywistów Raqqa is Being Slaughtered Silently podała do publicznej wiadomości, iż młoda lekarka została ukamienowana na śmierć, ponieważ rzekomo leczyła mężczyznę.

W obliczu takich dowodów barbarzyńskiego postępowania trudno sobie wyobrazić, iż kobiety biorą w czymś takim udział dobrowolnie. Co dziwniejsze, większość brygady Al-Chansa stanowią cudzoziemki. W tym przypadku chodzi z reguły o Czeczenki, Tunezyjki i Afganki, jednak również Europejki stanowią sporą część tego aparatu represji. Na przykład eksperci z australijskiej firmy doradczej Terrorism Research and Analysis Consortium [Konsorcjum Badań i Analiz Terroryzmu - przyp. tłum.], zajmującej się kwestiami bezpieczeństwa, zgromadzili informacje wskazujące, iż w brygadzie tej służy aktywnie sześćdziesiąt Brytyjek.

***

Kobiety z Zachodu odgrywają centralną i aktywną rolę w tzw. Państwie Islamskim. W lutym 2015 roku pojawiły się sprawdzone informacje dotyczące tożsamości pięciuset pięćdziesięciu Europejek, które od 2013 roku wyjechały do kalifatu. Większość ekspertów wychodzi z założenia, że należy do tego doliczyć jeszcze mniej więcej jedną piątą nieudokumentowanych przypadków: tym samym można mówić o co najmniej siedmiuset dżihadystkach. Ich liczba jest niejasna dlatego, że od początku 2015 roku gwałtownie powiększyła się liczba wyjeżdżających do Syrii kobiet, przede wszystkim młodych.

Niemiecki Federalny Urząd Ochrony Konstytucji ostrzegał pod koniec czerwca 2015 roku, że w ostatnim czasie liczba kobiet wśród dżihadystów wzrosła ponaddwukrotnie. Oficjalnie w tym okresie przyjmowano, iż w Syrii znajduje się setka kobiet pochodzących z Niemiec, ale co tydzień pojawiają się nowe nazwiska na liście. Władze twierdzą, że oficjalnie możemy mówić jednak tylko o potwierdzonych przypadkach i przyznają, iż w obliczu faktów zachodzących w kalifacie "poruszają się po omacku". Podobnie tylko szacunkowe są liczby dżihadystów pochodzących z Austrii: wśród dwustu trzydziestu znanych przypadków wyjazdów w kierunku kalifatu około trzydziestu, według Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, mogą stanowić kobiety.

W Syrii znajduje się setka kobiet pochodzących z Niemiec. Na zdjęciu ulice Berlina (fot. Metropolico.org / flickr.org / CC BY-SA 2.0)

Niejasne są również motywy działania tych kobiet. Silniej jeszcze niż w przypadku mężczyzn pojawia się pytanie, jak wyobrażały sobie one życie pod kontrolą milicji tzw. Państwa Islamskiego. Były przecież muzułmankami, ateistkami, chrześcijankami, miały lepsze lub gorsze wykształcenie. Noszą imiona Elif, Fatma czy Andrea. Ta ostatnia wraz ze swoimi córkami, mającymi wówczas trzy i siedem lat, opuściła wieś w niemieckim powiecie Oberallgäu i przeniosła się do Syrii. Podobnie pod koniec czerwca 2015 roku zrobiły to razem trzy Brytyjki, mające w sumie dziewięcioro dzieci, z czego najmłodsze miało rok.

Ich biografie są z reguły bardzo różne i trudno wyczytać w nich jakiś wspólny mianownik, który mógłby wskazywać na jednakową ewolucję postaw zakończoną fanatyzmem. Łączył ich jedynie młody z reguły wiek oraz to, że było wśród nich więcej konwertytek niż wśród mężczyzn. (...)

Próbując odpowiedzieć na pytanie "dlaczego?", fachowcy z reguły wikłają się w stereotypy, krążą wokół jednowymiarowych, socjalno-romantycznych powodów, które nie zawsze mają coś wspólnego z prawdziwym życiem tych kobiet. Zostanie "narzeczoną dżihadu" jest często uznawane za cel kobiet wyjeżdżających do kalifatu. Jednak użycie tego określenia sprawia, iż cała historia komplikuje się jeszcze bardziej.

- Oczywiście, że pewną rolę odgrywają tu błędne wyobrażenia natury romantycznej - podkreśla Edith Schlaffer, jedna z najbardziej cenionych ekspertek w dziedzinie prewencji przeciwko radykalizmowi. - Nie wolno nam jednak zapominać o tym, że młode kobiety, podobnie jak mężczyźni, posiadają świadomość polityczną. Także i one, z tego właśnie powodu , przyłączają się do tzw. Państwa Islamskiego. Chc ą stać się częścią składową procesu historycznego. Wierzą, że biorą udział w czymś wielkim [Ten cytat i następne pochodzą z rozmowy Edith Schlaffer z autorką - przyp. aut.].

Kobiety popierające prawo szariatu (fot. Dying Regime / flickr.com / CC BY 2.0)

Schlaffer założyła organizację pozarządową Sisters Against Violent Extremism (SAVE) [Siostry Przeciwko Brutalnemu Ekstremizmowi - przyp. tłum.], ponieważ jest przekonana, iż kobiety mogą odegrać istotną rolę w walce z ekstremizmem. To one są lokomotywami - w obu kierunkach.

- Motywy emigrujących kobiet są bardzo podobne do tych , jakimi kierują się mężczyźni - twierdzi także w rozmowie z BBC News Ross Frenett, dyrektor inicjatywy Against Violent Extremism Network. - Ich celem jest stworzenie kalifatu, wypowia dają się z nienawiścią przeciwko zachodnim wartościom, poszukuj ą poczucia wspólnotowości, gdyż dopiero tam pełnią ściśle określoną rolę. To właśnie odróżnia Państwo Islamskie od innych podobnych ugrupowań dżihadystów . (...)

Także Melanie Smith, jedna z głównych ekspertek w tej dziedzinie, podkreśla, iż redukowanie kobiet do roli narzeczonych to niezrozumienie tej problematyki: "To spojrzenie jest już dawno nieaktualne". Smith prowadzi badania nad przyczynami emigracji kobiet w Centrum Deradykalizacji w King's College w Londynie. W tym celu stworzyła pierwszy bank danych dżihadystek, zawierający szczegółowe informacje na temat siedemdziesięciu kobiet, które wyjechały do tzw. Państwa Islamskiego. "To, co wiemy o Brytyjkach żyjących w kalifacie, pokazuje, iż odgrywają one znaczną rolę w radykalizacji sympatyków w Europie. Zdarza się, iż to one właśnie redagują wiadomości, brzmiące na przykład tak: Jeżeli nie możecie przyjechać tutaj do kalifatu, to zróbcie coś u siebie w domu ".

***

Jedną z czołowych kobiecych postaci w europejskiej sieci tzw. Państwa Islamskiego jest dwudziestoletnia Szkotka Aqsa. Wyemigrowała już zimą 2013 roku. Dwa lata później, pod nowym imieniem Umm Lajas, miała już dwa tysiące sympatyków obu płci na Twitterze i stała się jedną z profesjonalnych werbowniczek. W styczniu 2015 roku opublikowała w języku angielskim poradnik pod tytułem "Diary of Muhajirah" ("Dziennik emigrantki"). Aqsa wylicza tam, punkt po punkcie, jak zorganizować taki wyjazd, jakie przygotowania są konieczne. Przypomina i uczy, jak np. zapobiegać lokalizacji telefonu komórkowego. "Nigdy nie będę w stanie opisać, jak cudowne uczucia budzi we mnie to miejsce", napisała w jednym ze swoich propagandowych tweetów. "Głęboka przyjaźń sióstr i braci w Państwie Islamskim jest źródłem radości", stwierdziła innym razem.

Werbowanie kobiet w szeregi IS odbywa się m.in. na Twitterze (fot. twitter.com)

Jej bezradni i zrozpaczeni rodzice ostrzegają inne kobiety przed retoryką Aqsy, którą posyłali do najlepszych szkół, z dala od wszelkiego radykalizmu. - Jeżeli nasza có r ka, która miała wszystkie możliwości i swobody, jakie można sobie tylko wyobrazić, dała się potajemnie wciągnąć przez internet w krąg oddziaływania Państwa Islamskiego, to może się to przydarzyć także i waszej córce - tymi słowami rodzice młodej Brytyjki zwrócili się do opinii publicznej. - Od zawsze pokładaliśmy w niej nasze największe nadzieje, myśleliśmy, że zostanie lekarzem, aby ratować ludzkie życie .

Stała się jednak kimś zupełnie innym, kto w sposób zasadniczy zagraża życiu innych. Na przykład szesnastoletniej Amiry, która wiosną 2015 roku uciekła z domu z dwoma przyjaciółkami w tym samym wieku, Shamimą i Kadizą, i wyjechała do kalifatu. Pochodząca ze wschodniego Londynu dziewczyna była, co udowodniono, w kontakcie z Aqsą i została przez nią wciągnięta - tak jak co najmniej kilkanaście innych - w krąg fascynacji tzw. Państwem Islamskim. Odbyło się to w zaskakująco szybkim tempie: jeszcze zimą 2014 roku Amira była normalną uczennicą londyńskiej Bethnal Green Academy. Jednak w ciągu zaledwie kilku tygodni zaczęła uważać swoje życie w metropolii Wielkiej Brytanii za godne pogardy i je odrzucać. Po przybyciu do Ar-Rakki, stolicy kalifatu, robiła wrażenie, jakby jej dawna tożsamość została wymazana. "LOL", w ten sposób skomentowała wiadomość z końca czerwca, iż w Wielkiej Brytanii zarządzono minutę ciszy ku czci trzydziestu ośmiu ofiar zamachu terrorystycznego w Susie. Skrót ten oznacza: "głośno się roześmiałam".

Podobnie pozbawione wszelkich skrupułów są e-maile dwudziestojednoletniej Niemki Sevady, które wysyła z Syrii do swojej przyjaciółki Annaleny: "Hahahaha, mój mąż nie żyje". Kiedy przyjaciółka zaczęła się dopytywać o szczegóły, młoda wdowa zbagatelizowała całą sprawę: "Jakoś leci, hehe, wszystko dobrze". Jej mąż, urodzony w Pforzheim dwudziestojednoletni Munir, zginął podczas trwających kilka tygodni walk o kurdyjskie miasto Kobane. Wszedł na minę.

Także Sevada jest rekruterką na służbie tzw. Państwa Islamskiego. W grupach czatowych reklamuje kalifat i stała się obiektem zainteresowania ze strony Gemeinsame Terrorismusabwehrzentrum [Wspólne Centrum Zwalczania Terroryzmu - niemiecka instytucja koordynująca walkę z terroryzmem na szczeblu krajów związkowych i federacji - przyp. tłum.] rządu federalnego (GTAZ).

Po ucieczce z Europy do Państwa Islamskiego niektóre kobiety sprawiają wrażenie, jakby ich wcześniejsza tożsamość została wymazana (fot. SADIKGULEC / istockphoto.com)

To nie są jednak pojedyncze fanatyczki. Prawie każda z siedmiuset kobiet z Zachodu przybyłych do kalifatu bierze udział w kampaniach reklamowych. Propagowana jest głównie wizja idylli, która zwabia coraz większą liczbę kobiet, a zwłaszcza te, które czują się wyalienowane w swoim środowisku i tęsknią do poczucia wspólnotowości.

***

- Wszyscy posiadamy naturalną osłonę, chroniącą nasze myśli przed złymi ideami - stwierdził Nasser Weddady, ekspert do spraw bliskowschodnich, który w ostatnim czasie specjalizuje się w opracowywaniu strategii walki z ekstremizmami. Prawie każdy człowiek ma jednak słabe strony, piętę achillesową duszy, których wykorzystanie przy użyciu właściwych słów i gestów ułatwia proces prania mózgu. To właśnie one go uruchamiają.

Przebieg takiego procesu opisany został z godną uwagi precyzją w jednym z reportaży "New York Timesa". Niewiele przypadków rekrutacji zostało udokumentowanych tak dokładnie. Tekst ten opowiada o dwudziestoczteroletniej kobiecie, która chce, aby nazywać ją Alex. Przypadkowo zobaczyła nagranie wideo ze ścięcia Jima Foleya. Była wstrząśnięta, chciała dowiedzieć się więcej i zaczęła nawiązywać kontakty w mediach społecznościowych ze zwolennikami tzw. Państwa Islamskiego. Od października 2014 roku coraz bardziej fascynowały ją treści przekazywane jej przez pomysłowych specjalistów z promocji ISIS. Alex mieszka w małym amerykańskim mieście, jest samotna, nie ma partnera, zarabia kilkaset dolarów miesięcznie jako opiekunka do dzieci oraz, jako głęboko wierząca chrześcijanka, uczy w niedzielnej szkółce.

Nagle wszystko zaczęło się zmieniać: za pośrednictwem internetu znalazła kilkudziesięciu przyjaciół, którzy rozmawiali z nią godzinami. Dyskutowali o religii i o islamie, a ta wierząca mocno w Biblię chrześcijanka zaczęła powątpiewać we własny obraz świata. Za pośrednictwem Twittera zmieniła wyznanie, a jeden ze znajomych wysłał jej chusty na głowę, które zaczęła potajemnie nosić. Ten sam znajomy znalazł jej narzeczonego. Perspektywa wyjazdu i rozpoczęcia nowego życia wraz z "siostrami" w tzw. Państwie Islamskim zaczęła przybierać realne kształty. Kiedy wiosną 2015 roku dziadkowie przyłapali ją na przymierzaniu nikabu, zaczęli interweniować. Dopiero wtedy internetowy świat Alex zaczął się chwiać. Stopniowo udało jej się wyswobodzić z tej sieci. W ostatniej chwili. Faisal zaczął już bowiem załatwiać jej bilety na wyjazd.

Prawie wszystkie młode kobiety, które emigrują do kalifatu, marzą o swobodzie zasłaniania się bez konieczności znoszenia mobbingu. Jednak równie wielką siłę przyciągania ma, jak w przypadku Alex, uczucie przynależności do ściśle powiązanej ze sobą "siostrzanej grupy". To ono wciąga je w krąg terroru. Dzięki grupie poznają kult ideologicznych haseł bojowych. Nowo przybyłe do kalifatu kobiety są natychmiast po przyjeździe kwaterowane w "schroniskach dla kobiet", gdzie czekają na wyjście za mąż. Swobodnie mogą się poruszać tylko wewnątrz tych schronisk. Żyją tam w dziwacznych wspólnotach mieszkaniowych i tam też wracają, gdy ich mężowie giną w walce. Stąd też ich rzeczywistość w tzw. Państwie Islamskim stanowi egzystencja w "siostrzanej grupie", mająca dużo więcej wspólnego z przemocą, niż się początkowo wydaje. Oczywiście na ich kontach na Twitterze roi się od małych kotków i nutelli, jednak często widać też ich dzieci, którym kładą kałasznikowa do wózka, oraz nagrania z nowiuteńkich przedszkoli.

Najłatwiej zwabić kobiety, które czują się wyalienowane w swoim środowisku (fot. Steve Snodgrass / flikr.com / CC BY 2.0)

Bardzo rzadko natomiast jest mowa o pozbawionej wszelkiej nadziei rzeczywistości - o bombardowaniach i braku jakiejkolwiek infrastruktury. Jeżeli wspomina się o tym w tysiącach wiadomości wysyłanych online, to tylko w formie anegdot opowiadanych na marginesie. "Weźcie ze sobą do kalifatu solidne biustonosze", brzmi jeden z takich wpisów. Albo: "LOL - kolacja przy świecach z siostrami", kiedy po raz kolejny zabrakło prądu.

Im dłużej analizuje się te wiadomości, tym jaśniejszy staje się prezentowany w nich obraz: życie w kalifacie przedstawiane jest w wirtualnym świecie jak przedziwna wycieczka szkolna, podczas której wszystko, co miało jakąkolwiek wartość w świecie europejskim, zostaje odrzucone, a kobiety podporządkowują się rygorystycznemu systemowi. Na przykład szesnastoletnia Lisa-Marie dała w jednej z wiadomości do zrozumienia, że do pseudobezpieczeństwa, oferowanego przez tzw. Państwo Islamskie, przyciągnął ją odczuwany lęk egzystencjalny. Na pytanie, czy byłaby szczęśliwa, żyjąc bez pracy i przebywając tylko w domu, będąca przez długi czas na bezrobociu dziewczyna odpowiedziała: "Ależ takie życie byłoby cudowne".

- Autorzy kampanii rekrutacji kobiet posługują się stereotypami jak z filmów Walta Disneya - uważa profesor Mia Bloom, badająca kwestie bezpieczeństwa na Massachusetts University oraz autorka książki na temat kobiet i terroru. - A kobiety, które tam przebywają, kreślą obraz utopii, mający ogromną siłę przyciągania.

Także i tutaj, podobnie jak w przypadku mężczyzn, należy rozróżnić dwie grupy: kobiet, które walczą w sposób aktywny, współdziałają i przenoszą się do kalifatu, oraz tych, stanowiących dużo większą grupę, które pozostają w domu i w mniej lub bardziej czynny sposób sympatyzują z całym ruchem. Stanowią one jednak, co do tego zgodne są również władze USA, znaczne ryzyko terrorystyczne. Na przykład piętnaście procent wszystkich osób aresztowanych z powodu podejrzeń o działalność terrorystyczną w Stanach Zjednoczonych w całym roku 2015 to kobiety. To tendencja bardzo szybko rosnąca.

Dżihadystki sprawiają spore problemy także niemieckim władzom bezpieczeństwa. - Społeczny wizerunek kobiety czyni z nich perfekcyjne terrorystki - mówi jeden z pracowników Federalnej Służby Wywiadowczej. Są rzadziej kontrolowane niż mężczyźni i dzięki temu mogą się łatwiej zajmować logistyką. Do przygotowań i organizacji zamachów nadają się wręcz idealnie, twierdzi się w kręgach bezpieczeństwa. Swoją nierzucającą się w oczy pracą u podstaw kobiety przyczyniają się w dużym stopniu do realizacji aktów terroru .

Działająca w Nigerii grupa ekstremistów Boko Haram przysięgła na początku 2015 roku wierność kalifowi tzw. Państwa Islamskiego i włączyła się do działań tej organizacji jako jednostka zewnętrzna. To terrorystyczne ugrupowanie często używa kobiet do swoich straszliwych ataków. W wyniku tego sojuszu taktyka ta może znaleźć zastosowanie w całym tzw. Państwie Islamskim. Nie przez przypadek prawdziwy ojciec założyciel tego ugrupowania stawiał na kobiety w roli zamachowców samobójców: dziesięć procent zamachów zaplanowanych przez Abu Musaba az-Zarkawiego zostało wykonanych przez kobiety. Powodem był z jednej strony brak męskich zamachowców, a z drugiej, dodatkową korzyść stanowił fakt, iż o tego typu przypadkach media donoszą wyjątkowo obszernie i w ten sposób wzmacniają efekt przerażenia.

Nawiasem mówiąc, jedną z pierwszych kobiet zamachowców, która w 2005 roku wysadziła się w powietrze w imieniu tej organizacji, była pochodząca z Europy dżihadystka - Muriel de Gauque, konwertytka z Belgii.

(fot. NEWS/Stoegmuller / materiały prasowe)

Książka Petry Ramsauer "Pokolenie dżihadu" jest dostępna w Publio.pl >>

Petra Ramsauer . Urodzona w 1969 roku. Politolog i reporterka z terenów objętych kryzysami, pracuje od 1999 roku jako korespondentka na Bliskim Wschodzie, ostatnio głównie w Libii, Egipcie, Tunezji i Syrii. Materiały do książki "Pokolenie dżihadu" na temat powstania i działania "kalifatu" zbierała wśród członków milicji islamistycznych, jak również w głównych "bazach dżihadystów" w Europie. Jej reportaże ukazały się w licznych mediach w krajach niemieckojęzycznych. W 2014 roku Petra Ramsauer otrzymała nagrodę Concordia za obronę praw człowieka oraz została wyróżniona Prälat-Leopold-Ungar-Preis przyznawaną przez wiedeński Caritas. W grupie wydawniczej Styria ukazała się także jej książka "Muslimbrüder. Ihre geheime Strategie, ihr globales Netzzwerk" (Molden Verlag, 2014).

(fot. Publio.pl)