Społeczeństwo
(kadr z filmu "Osiedle Zboczeńców")
(kadr z filmu

Stają przed kamerami. Mają imiona i nazwiska. Nie zasłaniają twarzy. Nie odwracają się plecami. Tracy płacze, Bill stara się zachować zimną krew. 22-letni Jamie trochę nie dowierza temu, co go spotkało. Obok nich jest jeszcze 117 innych pedofilów. Opowiadają o przestępstwach na tle seksualnym. O tym, jak molestowali dzieci, dlaczego je gwałcili i z jakiego powodu się przed nimi obnażali.

Frida i Lasse Barkforsowie, autorzy dokumentu "Osiedle Zboczeńców", nie umniejszają ich win, ale nie widzą w nich seksualnych drapieżników. Słuchają opowieści o traumach, zaniedbaniach, błędach systemowych i kastrowaniu problemów. I stają po stronie tych, którzy zostali wyrzuceni na margines i potępieni. Tylko po co?

Anna Bielak: W Stanach Zjednoczonych jest dziś około 800 tysięcy zarejestrowanych przestępców seksualnych. Statystyki wzrosły o 300 tysięcy od momentu, kiedy ukończyliście film. Gdzie są ci ludzie?

Lasse Barkfors:

Wszędzie. Na ulicach, w parkach, kawiarniach, w swoich mieszkaniach. Trudno powiedzieć, jak wielu spośród owych 800 tysięcy znajduje się obecnie w więzieniach. W rejestrze są zresztą do śmierci, nawet jeśli już odbyli karę. W trzydziestu stanach panuje prawo, zgodnie z którym przestępcy seksualni, a mówimy tu głównie o pedofilach, muszą się znajdować w odległości nie mniejszej niż 1000 stóp [300 metrów - przyp. red.] od placów zabaw, przedszkoli, szkół i innych miejsc, w których gromadzą się dzieci. To prawo nie obowiązuje jednak na terenie całej Ameryki.

W Stanach Zjednoczonych jest dziś około 800 tysięcy zarejestrowanych przestępców seksualnych (kadr z filmu

[Lasse milczy przez chwilę, po czym mówi, że uruchomił Sex Offender Locator - jedną z wielu aplikacji dostępnych na Androidy i iPhone'y, która kolekcjonuje informacje na temat zarejestrowanych przestępców seksualnych i sprawdza ich położenie wobec lokalizacji, w jakiej znajduje się użytkownik aplikacji ]

Jesteśmy teraz z Fridą na Brooklynie. Na przestrzeni ośmiu kilometrów kwadratowych wokół nas przebywa obecnie 150 przestępców seksualnych.

Kiedy kręciliście film w ośrodku o nazwie Florida Justice Transitions, było ich tam dokładnie 120. Co to za miejsce? Wszyscy mówią na nie Pervert Park [Osiedle Zboczeńców - przyp. red. ], tak też zatytułowaliście wasz dokument.

L.B.: - Osiedle mieszkalnych przyczep kempingowych powstało na tym terenie już w latach 50. Okolica była biedna, a wskaźnik przestępczości wysoki, więc miejsce zostało w końcu zaniedbane i opuszczone. Ponieważ było położone z dala od szkół i boisk, w 1996 roku Nancy Morais je zaadaptowała na Florida Justice Transitions - ośrodek dla przestępców seksualnych. Zrobiła to z myślą o swoim synu, który po odbyciu kary i zwolnieniu z więzienia nie miał gdzie się podziać, bo nie mógł z nią zamieszkać. Nie mógł też znaleźć pracy.

Frida Barkfors:

- Nancy zdała sobie sprawę, że to problem, z którym musi się zmierzyć mnóstwo osób. Florida Justice Transitions stało się miejscem, gdzie przestępcy seksualni mogą wynająć tanie mieszkania i korzystać z regularnej pomocy psychologicznej [obecnie miesięczny koszt pobytu i leczenia wynosi sześćset dolarów - przyp. red.].

W ośrodku Florida Justice Transitions, nazywanym

Pobyt w FJT jest dla nich etapem przejściowym. To przestrzeń, w której czują się bezpiecznie. Nikt ich nie wytyka palcami. Starają się pomóc sobie nawzajem w powrocie do społeczeństwa. Mają też pracę, bo wszystkimi pracownikami FJT, prócz psychologów, są zarejestrowani przestępcy seksualni. Poczucie, że mogą funkcjonować w normalny sposób i być częścią jakiejś społeczności, jest dla nich bardzo ważne. To miejsce nie ma nic wspólnego z tymi, do których trafia się zgodnie z prawem detencji sądowej [civil confinement law].

Co to za prawo?

F.B.: - Wedle jego założeń, kiedy skazany za przestępstwo na tle seksualnym opuszcza więzienie po odsiedzeniu kary, służby stanowe mogą uznać, że nie nadszedł jeszcze czas, by mógł powrócić do społeczeństwa. Oficjalnie detencja sądowa to czas przeznaczony na dodatkową terapię, w rzeczywistości to po prostu kolejne więzienie. Różnica polega na tym, że tym razem skazany nie wie, na jak długo trafia za kratki. Detencja sądowa może trwać kilka miesięcy lub kilka lat.

Ofiarą tych przepisów stał się jeden z naszych bohaterów, Bill. Odsiedział pięcioletnią karę w więzieniu. Kolejne osiem lat też spędził za kratkami zgodnie z prawem detencji. Uczestniczył w tym czasie w tzw. terapii. Polegała na tym, że przeprowadzano na nim eksperymenty. Skłaniano go np. do zwierzeń na temat przestępstw, które popełnił, i jednocześnie zmuszano do wąchania obrzydliwie śmierdzących substancji. Stymulowano u niego erekcję obrazami pornograficznymi i badano, co wywołuje fizyczne podniecenie.

Bill odsiedział łącznie 13 lat (kadr z filmu

Mam wrażenie, że opowiadasz mi fragment "Mechanicznej Pomarańczy" Stanleya Kubricka! Ten, w którym torturowano głównego bohatera.

F.B.: - (gorzki śmiech) Od połowy lat dziewięćdziesiątych kary za przestępstwa na tle seksualnym są ciągle zaostrzane. Karać jest najłatwiej. Don Sweeney, psycholog prowadzący terapie grupowe w FJT, opowiadał, że kiedy zaczynał pracę trzydzieści lat temu, przestępców seksualnych i ich ofiary starano się leczyć - tak jak leczy się osoby uzależnione od alkoholu lub narkotyków i ich rodziny. Dziś nie ma na to pieniędzy. Dla polityków problem nie istnieje. Przestępców seksualnych się stygmatyzuje, o działania prewencyjne nie dba i nie pamięta, że większość osób skazanych za molestowanie dzieci była ofiarami molestowania w dzieciństwie. Nikt tym ludziom nie pomógł wyjść z traumy, więc nic dziwnego, że sobie z nią nie poradzili i zaczęli kopiować patologiczne seksualne zachowania.

Trochę brakuje w tym logiki. Pieniędzy i chęci powinno być dziś więcej, a nie mniej. Jesteśmy przecież lepiej wyedukowani, mamy dostęp do informacji, więcej rozumiemy, chcemy być świadomi procesów, jakie wokół nas zachodzą, i chcemy leczyć choroby, jakie trawią nasze społeczeństwa.

L.S.: - Zgadzam się z tobą w stu procentach. Nie powinniśmy kastrować przestępców seksualnych, a potem zamykać ich w więzieniach o zaostrzonym rygorze i wyrzucać kluczy od celi. To niczego nie rozwiąże. Powinniśmy poznawać ich potrzeby i znaleźć sposób, by rozwiązywać ich problemy. Wtedy zdrowa będzie nie tylko jednostka, ale całe społeczeństwo, którego dotyka problem pedofilii.

F.B.: - Uważam, że podejście do tej sprawy wynika z lęku i faktu, że kiedy w grę wchodzi bezpieczeństwo naszych dzieci, w pierwszej kolejności reagujemy emocjonalnie. Chcemy je chronić i działamy instynktownie. To naturalne. Jesteśmy z Lasse rodzicami i w pełni rozumiemy ten mechanizm. Z drugiej strony w sytuacji zagrożenia, choćby hipotetycznego, często nie zachowujemy się racjonalnie. Stereotypy i abstrakcyjne lęki biorą górę nad prawdą. Wyobrażamy sobie, że pedofile to sadyści i porywacze, którzy ukrywają się w krzakach pod szkołą i atakują dzieci, które samotnie wracają po lekcjach do domu. Ale takie sytuacje mają miejsce rzadziej niż sporadycznie. Nie powinniśmy osądzać na ich podstawie.

Większość osób skazanych za molestowanie dzieci była ofiarami molestowania w dzieciństwie (kadr z filmu

Emily Horowitz, kryminolog z Saint Francis College na Brooklynie i autorka książki "Protecting Our Kids?: How Sex Offender Laws Are Failing Us" ("Chronić dzieci?: Jak prawo dotyczące przestępstw seksualnych nas zawodzi"), twierdzi, że ponad 90 procent przestępstw na tle seksualnym tak naprawdę ma miejsce w domach rodzinnych.

L.B.: - Dokładnie tak. Jeśli nie zajmiemy się ofiarami i rodzinami, które zostały zrujnowane przez przestępstwa seksualne, które popełnili ich członkowie, problem nigdy nie zostanie rozwiązany, a spirala przemocy nie przestanie się nakręcać. Kilkanaście lat temu Don Sweeney miał liczne sukcesy na polu terapii rodzin dotkniętych pedofilią. Dziś na poziomie rodziny się nie pracuje. Przestępca seksualny zostaje odseparowany od bliskich i o ile on uczestniczy w terapiach, straumatyzowani członkowie jego rodziny są pozostawiani sami sobie. I nie zawsze zgłaszają się do psychologa, z braku chęci lub pieniędzy, czasem ze wstydu.

W filmie swoją historię opowiada Tracy, która była gwałcona przez ojca, następnie przez kolejnego partnera swojej matki - bo - jak jej mówił - i tak była zepsuta . Później molestowała własnego syna, który nie uzyskał psychologicznej pomocy wystarczająco szybko i skrzywdził trzylatka. Co dalej?

Tracy była gwałcona przez ojca, następnie przez kolejnego partnera swojej matki. Później molestowała swojego syna (kadr z filmu

W jaki sposób Don Sweeney pracuje z pedofilami w ośrodku? Wedle statystyk tylko jeden procent rezydentów Florida Justice Transitions "wraca na złą drogę".

L.B.: - Don mówi, że jego metoda terapeutyczna jest oparta na technice dwunastu kroków, którą wykorzystuje się, pracując z anonimowymi alkoholikami. Pierwszy polega na przyznaniu się przed samym sobą, że ma się problem. To już sukces. Wielu pedofilów nie umie się na to zdobyć, bo to za trudne, zbyt bolesne. Podczas filmowanych przez nas spotkań grupy terapeutycznej wielu na wstępie mówi, że byli ofiarami okoliczności, że to, że tamto. Po czasie umieją jednak szczerze mówić, co zrobili i szukać powodów takiego zachowania.

Don Sweeney uważa, że Ameryka nie jest gotowa, by spojrzeć na nich ze współczuciem. Mówi, że typowa reakcja jest jedna: nie obchodzą mnie ci ludzie, to przestępcy, mogliby nie żyć. Wy, jako twórcy filmu, przyglądacie im się z uwagą. I wywołujecie we mnie empatię. Tylko czy to dobrze?

F.B.: - Bardzo chcieliśmy, żeby widz poczuł to, czego doświadczyliśmy sami, kiedy przebywaliśmy w ośrodku. Musieliśmy stawić czoła bardzo skomplikowanym emocjom.

Wyobraź sobie, że jednocześnie czujesz empatię wobec danej osoby i głęboko pogardzasz tym, co zrobiła. Chcieliśmy pokazać wydarzenia z ich perspektywy, nie minimalizując przy tym rozmiarów przestępstw, jakie popełnili. Nie chcieliśmy przedstawiać ludzi w czarno-białych barwach. Szukaliśmy odcieni szarości, choć to było bardzo trudne.

Wielu pedofilów dzięki wychowaniu zdaje sobie sprawę z tego, że takie potrzeby są niemoralne i nieakceptowane społecznie. Starają się wtedy im przeciwdziałać i kontrolować swoje emocje. Niebezpieczni są ci, którzy tego nie robią i z premedytacją krzywdzą dzieci, żeby zaspokoić swoje seksualne żądze. Inni kopiują patologiczne wzory, bo innych nie znali. Wielu z nich to desperaci, którzy okazywali "miłość" dzieciom tak, jak okazywali im "miłość" ich rodzice lub opiekunowie. Mieszkańcy ośrodka nie są jednak agresywnymi ludźmi, bo przemoc wcale nie musi być wpisana w molestowanie seksualne.

L.B.: - Wybierając pedofilów, których historie chcieliśmy opowiedzieć w filmie, szukaliśmy ludzi z rozmaitymi przeżyciami i wyrokami. Chcieliśmy zderzyć prawdziwych gwałcicieli z w gruncie rzeczy niewinnymi osobami, które padły ofiarą systemu. Jednocześnie bardzo wcześnie obiecaliśmy sobie, że czegokolwiek nie usłyszymy z ich ust - do wszystkich będziemy podchodzić z szacunkiem.

F.B.: - Postanowiliśmy nie zważać na etykietki, jakie doklejano im całe życie, dostrzec w nich ludzi - ludzkie problemy, lęki i nadzieje - posłuchać, co mają do powiedzenia i sprawdzić, czego możemy się nauczyć, kiedy zamiast karać, zaczniemy słuchać.

To trochę niewyobrażalne, jak mieszkańcy Florida Justice Transitions wam zaufali i jak bardzo się przed wami - i przed kamerą - odsłonili.

F.B.: - Czas był naszym sprzymierzeńcem. Po raz pierwszy przyjechaliśmy na Florydę w 2010 roku, żeby zrobić dokumentację. Wielu rezydentów osiedla traktowało nas wtedy z dystansem i podejrzliwością. Niechętnie z nami rozmawiano. Uważam jednak, że to naturalne i pewnie zareagowałabyś tak samo, gdyby ktoś podszedł do ciebie z kamerą i powiedział: - Hej, chcę zrobić o tobie film. Opowiedz mi o swoich tajemnicach i życiu seksualnym . W przypadku przestępców seksualnych niechęć i nieufność jest znacznie większa, bo opowieści o sekretach to historie o desperacji, traumie, winie, karze, wyrzutach sumienia i przegranym losie.

Mieszkańcy ośrodka nie są agresywni, bo przemoc wcale nie musi być wpisana w molestowanie seksualne (kadr z filmu

Po dokumentacji wróciliśmy do Europy. Mieliśmy problemy ze zgromadzeniem budżetu.

Ze względu na temat filmu?

F.B.: - Myślę, albo mam nadzieję, że głównie dlatego, że "Osiedle Zboczeńców" miało być naszym pierwszym pełnometrażowym filmem, a w debiutantów niechętnie się inwestuje. Do Stanów Zjednoczonych przyjechaliśmy ponownie dopiero cztery lata później. Mieliśmy trochę pieniędzy na film i parę dolarów w kieszeni. Fakt, że wróciliśmy mimo wszystko i pokazaliśmy, jak bardzo nam zależy na tym projekcie sprawił, że zyskaliśmy zaufanie rezydentów osiedla, którzy otworzyli się przed nami totalnie.

Najwięcej pracy włożyliśmy w zyskanie zaufania Tracy, która chciała opowiedzieć swoją historię, ale autentycznie brakowało jej śmiałości, by to zrobić. Kilka razy się godziła, a potem zmieniała zdanie i wycofywała z danego słowa. Nie zmuszaliśmy jej do niczego ani nie wywieraliśmy presji. Staraliśmy się być cierpliwi. I w końcu zwierzyła się przed kamerą.

Kiedy mówimy o pedofilu, zawsze myślimy o mężczyźnie. Może to zabrzmi jak prowokacja, ale czy to nie jeden z efektów ubocznych patriarchalnej kultury?

F.B.: - Naturalnie! Mężczyzna jest oprawcą, kobieta ofiarą. Role są przypisane. Nie mieliśmy wystarczających danych, żeby wprowadzić ten wątek do filmu. Don Sweeney opowiadał nam, że w ciągu trzydziestu lat swojej praktyki większość jego pacjentów stanowili mężczyźni, ale ponad połowa z nich w dzieciństwie padła ofiarą molestowania ze strony kobiet - matek, ciotek lub opiekunek. Sweeney twierdzi, że liczba kobiet popełniających przestępstwa na tle seksualnym jest porównywalna z liczbą mężczyzn. I jeśli rzeczywiście tak jest, problem jest bardziej skomplikowany, niż nam się wydaje. Dlaczego o nim nie mówimy?

Jak należy mówić? Jakiego języka używać? Na stronie "The Oprah Winfrey Show" znalazłam wywiad telewizyjny z Laurą, która odsiaduje karę za molestowanie dzieci. Podczas rozmowy zwraca uwagę na to, by w kontekście popełnionej przez nią zbrodni używać słowa gwałt, bo ona gwałciła dzieci. Słowo "molestowanie" brzmi zbyt delikatnie, jakby miało ukrywać rangę przestępstwa.

L.B.: - Wielokrotnie dyskutowaliśmy o tym, jakiego języka używać. Zwłaszcza kiedy przyjrzeliśmy się słowom dobieranym przez dziennikarzy piszących o naszym filmie - sportretowani w nim mężczyźni gwałcili dzieci, Tracy swojego syna uwiodła .

F.B.: - Używamy słów, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni, i języka, jaki narzuca patriarchalna kultura. Wszyscy w jakimś aspekcie jesteśmy jej ofiarami.

L.B.: - Jamie, jeden z naszych bohaterów, mówi w filmie, że jest absolutnym feministą. Feminista to słowo w Stanach bardzo źle widziane, a sam feminizm - totalnie niezrozumiany przez ogół społeczeństwa. To niemal temat tabu. Nie wiem, dlaczego tak jest, bo przecież feminizm zakłada po prostu równość między kobietami a mężczyznami. A o nią Amerykanie walczą nie od dziś. Słowo "feminizm" jest naznaczone bardzo negatywnymi emocjami i zupełnie niepotrzebnie stygmatyzowane. Z językiem, jakiego używamy, mówiąc o przestępcach seksualnych, jest podobnie - nie potrafimy się uwolnić od silnych i stereotypowych emocji, które wywołują konkretne słowa.

Kiedy używacie słów "ofiara" i "Jamie" w jednej wypowiedzi trochę gotuje się we mnie krew, bo Jamie - niewinny i trochę naiwny student - w wieku 22 lat padł ofiarą zasadzki urządzonej w internecie przez policję.

L.B.: - Jamie został zatrzymany, bo odpowiedział na ogłoszenie zamieszczone na portalu Craigslist [amerykański internetowy serwis ogłoszeń drobnych - przyp. red.]. Myślał, że rozmawia z trzydziestoletnią kobietą, która w pewnym momencie zaproponowała mu, żeby przyszedł do niej do domu. Podczas spotkania miała być też obecna jej nastoletnia córka. Do niczego nie doszło, bo ogłoszenie było policyjną pułapką. Ale ochota na odwiedziny, którą wyraził Jamie, odpowiadając na internetowe zaproszenie, wystarczyła, żeby został oskarżony i trafił do więzienia na rok. W imię czego życie takiego chłopaka zostaje zrujnowane?

Jamie padł ofiarą zasadzki urządzonej w internecie przez policję (kadr z filmu

Historia Jamiego nie jest wyjątkiem.

F.B.: - Absolutnie nie. Czytaliśmy też o innych tego typu absurdalnych oskarżeniach. Trafiliśmy na sprawę mężczyzny, który pod wpływem alkoholu oddawał mocz niedaleko szkolnego boiska. Został przyłapany przez policjanta, który zeznał, że nieopodal stało dziecko. Dziś ten mężczyzna jest w rejestrze. Do końca życia będzie traktowany jak przestępca seksualny.

Jest też mnóstwo spraw, które wkładamy do katalogu z napisem "Romeo i Julia". Zwykle dotyczą długotrwałych związków, w jakie wchodzą niepełnoletni partnerzy. Różnica wieku między nimi może wynosić rok. W momencie kiedy jedno z partnerów osiąga pełnoletność, a drugie nie - temu pierwszemu można wytoczyć proces. Powody ku temu bywają różne. Para się kłóci albo rodzice dziewczyny nie akceptują chłopaka i szukają sposobu, żeby rozdzielić zakochanych. Idą więc na policję. Mówiąc w skrócie - tak, system jest wadliwy.

Trudno się z wami nie zgodzić. Nie baliście się jednak, że jeśli nakręcicie taki film, społeczeństwo przylepi wam etykietkę adwokatów diabła?

L.B.: - Myślę, że społeczeństwo jest gotowe, by rzucić mu wyzwanie. I chce je podjąć. W rzeczywistości, w której nikt nad niczym nie pochyla się na dłużej, środowisko zaangażowanych dokumentalistów ma bardzo wiele do zaoferowania. Z racji procesu, jakim jest realizacja filmu, mamy czas i sposobność, żeby zbliżyć się do tematu i go autentycznie zgłębić. A to jest wszystkim bardzo potrzebne.

Frida i Lasse Barkforsowie (fot. archiwum prywatne)

F.B.: - Problem polega głównie na tym, że nikt nie ma odwagi, by wysunąć się przed szereg i stanąć w obronie przestępców seksualnych - bo jeszcze ktoś pomyśli, że ów obrońca nie dba o ofiary gwałtów! A jest wręcz przeciwnie. Płaczemy nad rozlanym mlekiem, a przecież każdy skutek ma jakąś przyczynę. Realizując ten film, staraliśmy się dociec, co tkwi u podłoża problemu.

I co dalej? Powiedzmy, że przestępca odbył karę, jego ofiary przeszły terapię. Czy ktoś taki jak Jamie przestanie być kiedyś jedynie groźną postacią, od której inni będą się mogli trzymać z daleka dzięki aplikacjom na smartfona?

F.B.: - Epilog filmu składa się z serii zdjęć policyjnych, które są wykorzystywane w aplikacjach. Każdy wygląda na nich jakby był wycieńczonym, ale niebezpiecznym bandytą. Oceniasz tych ludzi w pół sekundy. Nie znasz szczegółów sprawy i nie wiesz, co tak naprawdę się stało. Aplikacja nie widzi różnicy między brutalnym gwałcicielem a takim Jamiem, który nikogo nie skrzywdził i zdaniem psychologów generalnie nie ma problemów ze swoją seksualnością. Czy któryś z przestępców dostanie szansę, by zacząć życie jeszcze raz? O przyszłości decydują pieniądze.

L.B.: - Jeśli oskarżonego stać na dobrego adwokata, może nawet nie trafić do rejestru.

F.B.: - Pamiętam krótkometrażowy dokument, który oglądaliśmy, przygotowując się do kręcenia naszego filmu. Opowiadał o profesorze z college'u w Kolorado, który został oskarżony o uprawianie seksu z szesnastoletnią dziewczyną. Finalnie nie poniósł jednak żadnych konsekwencji, zachował nawet posadę.

A co z oskarżonymi, którzy nie mają pieniędzy?

F.B.: - Jeśli przestępca seksualny nie pochodzi z bogatej rodziny ani nie dysponuje dużą gotówką, jak mieszkańcy ośrodka na Florydzie, po wyroku i odsiadce nie liczy się już, kim był ani jakie miał wykształcenie. Jamie ma przecież tytuł magistra. Jeśli będzie miał trochę szczęścia, znajdzie pracę w fast foodzie, gdzie będzie zarabiał około dziesięciu dolarów na godzinę. Na nic lepszego nie może liczyć. Po tym, co przeszedł, to jednak życie, na jakie czeka z niecierpliwością i nadzieją.

 

"Osiedle Zboczeńców" będzie można zobaczyć podczas 56. Krakowskiego Festiwalu Filmowego , który odbywa się między 29 maja a 5 czerwca.

Frida Barkfors urodziła się w Szwecji. Była jedną z najmłodszych kandydatek przyjętych do szwedzkiej szkoły filmowej na kierunek reżyserii (Directing Fiction Programme). Jej film dyplomowy "Tick Tick Boom" został uhonorowany nagrodą Laterna Nordica i nominowany w kategorii Najlepszy Skandynawski Film Krótkometrażowy na festiwalu Nordisk Panorama.

Lasse Barkfors pochodzi z Danii, gdzie ukończył Royal Danish Academy of Fine Art. Karierę zaczynał jako twórca video-artów. Zrealizowany przez Fridę i Lasse pełnometrażowy dokument pt. "Pervert Park" ["Osiedle Zboczeńców"] był pokazywany na kilkudziesięciu międzynarodowych festiwalach filmowych i uhonorowany Specjalną Nagrodą Jury w Międzynarodowym Konkursie Dokumentalnym za "krytyczny humanizm i nadzieję na zmianę zasad panujących na świecie".

Anna Bielak . Konsultantka scenariuszowa, selekcjonerka Krakowskiego Festiwalu Filmowego i dziennikarka współpracująca m.in. z Dwutygodnikiem, "Dziennikiem Gazetą Prawną" i "Urodą Życia". Fanka mocnej kawy, dobrej literatury, długich podróży, niezależnego kina i rozmów z twórcami, których (jeszcze!) nikt nie zna.

(fot. Publio.pl)