Społeczeństwo
Londyn, Ealing Broadway, zwana też polską dzielnicą, 2014 r. (fot. Mateusz Skwarczek/ Agencja Wyborcza.pl)
Londyn, Ealing Broadway, zwana też polską dzielnicą, 2014 r. (fot. Mateusz Skwarczek/ Agencja Wyborcza.pl)

Kluczowych dla polskich emigrantów krajów jest sześć. To Wielka Brytania, Niemcy, Irlandia, Holandia, Francja i Norwegia. To tam (w czołówce są też Włochy) najczęściej wyjeżdżamy - wynika z danych GUS i z raportu Sedlak&Sedlak "Zarobki Polaków za granicą" . I, jak podkreślają analitycy, w latach 2010-2013 liczba Polaków przebywających na emigracji "powoli, ale systematycznie rosła".

- I to mimo kryzysu w krajach docelowych - Wielkiej Brytanii, Niemczech i Irlandii - zgadza się Dominik Owczarek, analityk i ekspert z Instytutu Spraw Publicznych.

Kto wyjeżdża? Wszyscy. W tym wysokiej klasy specjaliści, skuszeni znakomitymi pensjami. Tacy, jak Aleksandra, z zawodu prawnik. Wyemigrowała pięć lat temu do Belgii. Zarabia 4,5 tys. euro. Paweł wyjechał z Polski trzy lata temu. Jest współpracownikiem Komisji Europejskiej. Na razie jego pensja to ok. 3 tys. euro, ale jest optymistą.

Z danych firmy HR Adecco, powołującej się na informacje Komisji Europejskiej , wynika, że między 2003 a 2014 z Polski wyjechało ponad 30 tys. specjalistów. W cenie - m.in. w Szwajcarii czy Szwecji - są np. polscy spece z branży IT. Ale w porównaniu z łączną liczbą naszych emigrantów te 30 tys. to niewiele. W edłu g danych GUS cytowanych przez Forsal.pl na koniec 2014 r. liczba ta wzrosła do 2,3 miliona. Jakie branże czekają na Polaków i na jakie wynagrodzenie mogą liczyć?

1. Wielka Brytania

Wyspy Brytyjskie wybrało 29 proc. polskich emigrantów. Jest ich tam obecnie - według GUS - około 642 tys. A według nieoficjalnych danych więcej: nawet 1 mln. - precyzuje raport Sedlak&Sedlak, z którego pochodzą cytowane tu dane. Ile zarabiają? To bardzo zróżnicowane stawki. Pracownicy budowlani mogą liczyć na 80 - 110 funtów dziennie. Podobnie dekarze. Ale już cieśla szalunkowy może zarobić do 144 funtów za dzień. Ile dostaniemy w fabryce? Nawet do 10 funtów za godzinę.

W instytucjach i firmach zajmujących się różnymi formami opieki - nad osobami starszymi, nad dziećmi, w służbie zdrowia - stawka waha się od 60 do 80 funtów dziennie. Ale jeżeli mamy kwalifikacje pielęgniarskie, stawka rośnie - od 12 GBP za godzinę dla pielęgniarki ogólnej aż do nawet 26 GBP za godzinę dla pielęgniarki wyspecjalizowanej.

Najlepiej jest w administracji i na stanowiskach specjalistycznych. - Na tych stanowiskach wynagrodzenia Polaków są równorzędne z tymi, które otrzymują obywatele Wielkiej Brytanii - zaznacza w raporcie Ewelina Jurczak z Sedlak&Sedlak.

Wynagrodzenia Polaków w Wielkiej Brytanii (źródło: raport Sedlak&Sedlak)

2. Irlandia

Pozostajemy na Wyspach Brytyjskich, tylko przenosimy się na tę mniejszą. - W dalszym ciągu pensje Polaków na Zielonej Wyspie są dużo wyższe niż rodaków pracujących w ojczyźnie - oceniają eksperci Sedlak&Sedlak. Wysokość zarobków zależy tu - podobnie jak w Zjednoczonym Królestwie - od długości pobytu imigranta w kraju. Ci, którzy wyjechali na rok, dostają średnio 1,3 tys. euro miesięcznie. Ci z dłuższym stażem - ok. 1,7 tys. euro.

W jakich branżach pracujemy? Większość fizycznie: przy zbiorach, jako kelnerzy czy robotnicy - zarówno budowlańcy, jak i robotnicy wykwalifikowani: spawacze czy operatorzy maszyn. Mediana zarobków dla prostych prac wyniosła w 2015 r. 9 euro za godzinę. Robotnicy przemysłowi i rzemieślnicy dostawali przeciętnie 10 euro za godzinę, obsługa biurowa i kierowcy - 11 EUR. (dane za Europejskim Portalem Mobilności Zawodowej EURES). Najwyższe oferty pracy - na ok. 17 euro za godzinę - dotyczyły robotników budowlanych i górników.

Wynagrodzenia Polaków w Irlandii (źródło: Sedlak&Sedlak)

3. Niemcy

Aż 25 proc. emigrantów z Polski wybiera Niemcy. Obecnie, według GUS, za Odrą mieszka ok. 560 tys. naszych rodaków. I to dość daleko za Odrą - większość znalazła pracę w landach odległych od Polski: Badenii i Wirtembergii, w Bawarii i w Nadrenii Północnej-Westfalii. Dlaczego? W zachodnich landach Niemiec płacą - i Polakom, i samym Niemcom - po prostu więcej.

Wśród polskich emigrantów aż 24 proc. to specjaliści z wyższym wykształceniem. Jednak połowa Polaków, którzy wyjeżdżają do Niemiec, jest zatrudniona w pracach prostych i pracach fizycznych dla wykwalifikowanych pracowników.

Ile zarabiamy w Niemczech? Średnio 1,810 euro miesięcznie, ale ta suma ma duże wychylenia w obie strony - zależnie od tego, ile czasu mieszkamy u naszych sąsiadów. Polacy, którzy zostali tam dłużej niż trzy lata, zarabiają miesięcznie 2 tys. euro. Pracownicy sezonowi i ci, którzy mieszkają w Republice Federalnej krócej niż trzy lata, dostają przeciętnie 1,6 tys. euro. Widełki są więc spore, i opłaca się - niestety - emigrować na stałe.

Powód jest prosty: - Jak już jesteśmy na tym zachodnim rynku pracy, to choć nasze emocje mogą przemawiać za powrotem, argumenty racjonalne, głównie finansowe, przemawiają za tym, żeby zostać - kwituje Dominik Owczarek.

Jeśli zdecydujemy się wyjechać do Niemiec, ogromne znaczenie będzie miało to, czy znamy język. Jeśli nie, to mamy problem: nasze średnie zarobki zamkną się w kwocie 8,5 euro za godzinę. Zresztą pracodawcy często nie przyjmują do pracy bez znajomości niemieckiego na komunikatywnym poziomie (chyba, że jedziemy na zbiory warzyw i owoców - ale tam zarobimy maksimum 9 euro za godzinę).

Specjalistom wiedzie się lepiej. Kogo w Niemczech potrzeba? Na przykład hydraulików - wskazuje raport Sedlak&Sedlak. Dostaną od 7,5 do 11 euro za godzinę. Netto. Do 12 euro za godzinę mogą zarobić spawacze TIG/MAG (chodzi o metody spawania - red.). Od 7 do 13 euro dostaną, w zależności od kwalifikacji, pracownicy budowlani.

Ogromna liczba Polaków pracuje też w Niemczech przy opiece osób starszych. Od 1 stycznia stawka minimalna w tej branży to 8,5 euro za godzinę. I tu raczej trzeba znać dobrze język, a także liczyć się z nadgodzinami. I z pracą w szarej strefie.

Wynagrodzenia Polaków w Niemczech (źródło: Sedlak&Sedlak)

4. Holandia

W 2014 r. Polaków było tam około 100 tysięcy. Obecnie może być więcej, bo to atrakcyjny kierunek imigracji. W samym tylko 2011 r. z Polski do Holandii wyemigrowało 19 tysięcy ludzi - największy od II wojny światowej zastrzyk obcych przybyszów do Holandii - donosi holenderski portal iamexpat.nl .

Charakterystyczną cechą polskiej imigracji do Holandii jest jednak jej sezonowość - wielu naszych rodaków wyjeżdża na krótki okres. Ci, którzy myślą o szybkim powrocie, więcej oszczędzają, a mniej wydają na swój pobyt w Królestwie Niderlandów. Jednak autorzy raportu Sedlak&Sedlak przywołują dane Narodowego Banku Polskiego, świadczące, że coraz więcej polskich imigrantów rozważa, by osiąść na stałe w Holandii. A ile zarabiają?

W 2012 r. imigrant z Polski mógł liczyć w Holandii na średnio 1,5 tys. euro. Ci starsi stażem (ponad 3 lata) dostawali już 1,6 tys. Czyli wciąż niewiele powyżej holenderskiej płacy minimalnej 1,465 euro.

Dlaczego tak mało? Dlatego, że aż 45 proc. Polaków, którzy wyjechali do Holandii, szuka zatrudnienia w rolnictwie i ogrodnictwie - głównie w rolniczym eldorado Holandii, czyli Brabancji. Za podlewanie, nawożenie, podcinanie, ścinanie, pakowanie oraz załadunek roślin dostaniemy 9-10 euro za godzinę. Trochę mniej - od 8,5 EUR do 9,2 euro - zarobimy przy zbiorze owoców i warzyw.

Wyjeżdżamy też z Polski do Holandii do pracy w przemyśle i budownictwie. Na przysłowiowej "taśmie" w fabryce dostaniemy 9 euro. Na magazynie - 7,21 euro. Na wózku widłowym - od 8,6 do 10 EUR. Specjaliści z branży budowlanej - elektrycy, murarze, glazurnicy, hydraulicy, dekarze - dostaną więcej - do 11-13 euro za godzinę.

Wynagrodzenia Polaków w Holandii (źródło: Sedlak&Sedlak)

5. Norwegia

6 razy wyższe średnie wynagrodzenie od naszego według OECD. Oto cała tajemnica popularności Norwegii wśród polskich imigrantów. Dodajmy do tego bardzo tanie loty i oferty pracy w największych miastach - Oslo, Bergen, Trondheim i Stavanger - i mamy obraz atrakcyjnego kraju dla przybyszów.

Choć koszty życia w kraju nad fiordami są naprawdę wysokie - niektóre artykuły codziennego użytku i jedzenie mogą być trzy razy droższe niż w Polsce, gdzie z kolei są tańsze od średniej unijnej, to emigrantów nie zniechęca. 670 tysięcy - tylu przyjęła mała Norwegia przez ostatnie lata. Prawie 100 tys. z nich to Polacy - jesteśmy największą grupą imigrantów. W 2014 r. w Norwegii urodziło się ponad 8 tysięcy polskich dzieci - wskazuje raport Sedlak&Sedlak.

Kto znajdzie zatrudnienie w Norwegii? Oczywiście budowlańcy, których zaczęto tam uważać, podobnie jak w innych częściach Europy, za dobrych fachowców. Pracownik bez wykształcenia i doświadczenia zarobi minimalnie (w przeliczeniu z koron) 79 zł za godzinę, a wykwalifikowany specjalista 10 zł więcej. Najwięcej dostawali hydraulicy - maksymalnie 17 625 PLN brutto miesięcznie - wynika z raportu Sedlak&Sedlak. Jeszcze więcej - nawet do 18-19 tysięcy zł - zarobić można w przemyśle. Te 19 tysięcy to zarobek - uwaga - operatora koparki.

Wynagrodzenia Polaków w Norwegii (źródło: Sedlak&Sedlak)

6. Francja

W 2014 r. we Francji mieszkało ponad 64 tys. Polaków. Pensja minimalna nad Sekwaną to 1,458 euro. Tydzień pracy - 35 godzin. Uregulowane stawki za godziny nadliczbowe. Wzrost płac w ciągu ostatnich 11 lat - 20 proc. Brzmi doskonale, dodajmy do tego koszty życia - mniejsze niż w Norwegii, choć więcej zapłacimy za dość podstawowe produkty - mięso, owoce i warzywa. Ale też właśnie sektor gastronomiczny jest magnesem dla Polaków. 1,7 tys. euro - to zarobki kucharzy. Kierownicy sali i cukiernicy mogą liczyć na ok. 1,5 tys. Barmani i kelnerzy też nie najgorzej - do 1400 euro brutto. Plus napiwki.

Jeszcze lepiej jest w przemyśle - brygadzista może dostać niecałe 2 tys. euro, operator wózka widłowego - 1,5 tys, a ślusarz - 1,75 tys. Wszyscy zazdroszczą mechanikowi samochodowemu - 2 tys. euro. Budowlanka zarobi podobnie - od 1600 (elektrycy, dekarze, hydraulicy) do 1820 euro (monter-spawacz). A wszystkie sumy za 35-godzinny tydzień pracy.

Czy coś zahamuje imigrację? - W Polsce spada bezrobocie, pierwszy raz poniżej średniej UE. Do tego rosły płace i był to wzrost realny, nie wyrównany przez inflację. Rosło też PKB. Przez ostatnie dwa lata sytuacja gospodarcza Polski bardzo się poprawiła. Te wskaźniki mogłyby sugerować, że można spodziewać się pewnego wyhamowania fali migracji. Osoby planujące wyjazd mogą zmienić decyzję o emigracji i pozostać w Polsce, przekonane możliwością otrzymania pracy z pensją trochę wprawdzie gorszą, ale w kraju - mówi Dominik Owczarek z ISP.

Mimo dobrych wskaźników polskiej gospodarki istnieje jednak - zdaniem naszego eksperta - kilka mocnych argumentów przemawiających za tym, że Polacy jednak dalej będą emigrować.

- Pierwszy to edukacja za granicą. Drugi to chęć zdobycia pracy takiej, jakiej w Polsce po prostu nie ma: dla najwyższej klasy specjalistów, wymagająca wyższych kwalifikacji i wyższego kapitału kulturowego - wyjaśnia Dominik Owczarek. Trzeci powód to według niego pojmowana całościowo jakość życia, wyrażająca się m.in. w dostępie do usług i dóbr kultury, ale także opieki socjalnej. - Państwa opiekuńczego w Europie Środkowo-Wschodniej nie ma - podkreśla. Podwyżka płacy minimalnej pomoże? - Firmy, które już zainwestowały w Polsce spore pieniądze, być może nie będą chciały tak szybko przenosić działalności do innego państwa. Ale takie ryzyko istnieje, więc należy mieć nadzieję, że radykalne podwyżki płac nie wypłoszą inwestorów - kwituje analityk ISP. Inne metody wymuszenia wzrostu płac? - Mamy słabe uzwiązkowienie, więc układy zbiorowe, skuteczne na zachodzie, u nas nie sprawdziły się tak dobrze - zwraca uwagę. I dodaje, że prognozy o tym, że być może za 30 lat dogonimy w płacach Niemcy, nie sprawdzą się, jeśli nie przestawimy sterów gospodarki tak, by o tym, czy jest konkurencyjna, nie decydowały niskie płace.

Wciąż zatem to ostatni argument jest kluczowy. W dalszym ciągu, już uwzględniając koszty życia, po przeliczeniu na złotówki po prostu za granicą zarabiamy więcej.

Wynagrodzenia Polaków we Francji (źródło:Sedlak&Sedlak)

Michał Gostkiewicz . Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl, wcześniej w Dzienniku.pl i tygodniku "Newsweek". Rozmawiał m.in. z Richardem Bransonem, Benjaminem Barberem, Robertem Biedroniem i prezydentem Andrzejem Dudą. Prowadzi bloga Realpolitik , bywa na Twitterze i Instagramie . Gdy nie pracuje, chodzi po górach i robi zdjęcia.