Społeczeństwo

W 2014 roku Internet podbiła piosenka "Give it Up". Gwiazdą kolejnej multiinstrumentalnej kompozycji Kutimana była tajemnicza wokalistka, prowadząca na YouTube konto pod pseudonimem Princess Shaw. Podobnie jak reszta muzyków, których kawałki zsamplował, pochodząca z Nowego Orleanu Princess nie wiedziała, że jej magiczne wykonanie a capella zainteresowało jednego z muzycznych guru wirtualnego świata.

Kutiman - właściwie Ophir Kutel - to izraelski muzyk, kompozytor i producent muzyczny. Wśród jego kompozycji znalazł się między innymi utwór stworzony specjalnie dla Krakowskiego Festiwalu Kultury Żydowskiej. Kutiman w 2009 roku zyskał światową popularność projektem "ThruYOU", który zanotował ponad 11 milionów odsłon na YouTube. W jego ramach samplował i miksował dźwięki znalezione w opublikowanych na serwisie klipach innych wykonawców. W tym właśnie Princess Shaw.

Plany Kutimana względem wokalistki z Nowego Orleanu znał - i to dużo wcześniej - Ido Haar, izraelski dokumentalista. Przez miesiące towarzyszył Princess Shaw z kamerą. Przyglądał się trudnej codzienności dziewczyny, która - nieświadoma, że gdzieś daleko popularny producent właśnie robi z niej gwiazdę - każdego dnia marzyła o karierze wokalistki, choć życie nie omieszkało jej przypominać, że mierzy zbyt wysoko.

 

YouTube'owy kanał Princess jest zapisem nie tylko fenomenalnego instynktu do melodii, ale też osobistym kalendarzem, pełnym mocnych wyznań. Molestowana w dzieciństwie kobieta z internetowego medium uczyniła swój pamiętnik i terapeutyczne narzędzie. W codziennych wrzutkach opowiada o swoich wątpliwościach i bolączkach. Zachwyca ogromnym sercem i empatią, widoczną tak w czułym sposobie traktowania dźwięków, jak i stosunku do ludzi - na co dzień pracuje w domu opieki. Jej utwory i wyznania nie biły rekordów popularności. "Give it up" wywrócił jej życie do góry nogami tuż przed czterdziestką.

Występy w pustych salach podrzędnych barów to już przeszłość. Princess Shaw łapię telefonicznie w studiu nagraniowym - wraz z Kutimanem nagrywają w Izraelu płytę. Z wrodzonym optymizmem i skromnością opowiada o rewolucji, którą przedstawia film Haara, ale przede wszystkim o szczęściu i spokoju, jakie nareszcie udało się jej znaleźć.

Życie mieszkającej w Nowym Orelanie Princess Shaw zmieniło się przed czterdziestką. Jak sama mówi - już nie śpiewa do pustych sal (fot. materiały prasowe / Millennium Docs Against Gravity)

Anna Tatarska: Jesteś główną bohaterką filmu "Thru you Princess (Presenting Princess Shaw)". Ale kiedy reżyser Ido Haar przekonywał cię do wzięcia udziału w tym przedsięwzięciu, nie powiedział ci całej prawdy o twojej w nim roli.

Princess Shaw:

- Myślę, że dobrze się stało, że nie miałam pojęcia, co się wokół mnie dzieje, bo dzięki temu wszystko, co oglądałaś na ekranie, jest szczere. Gdybym wiedziała, co się szykuje, nie można by było tego filmu nazwać dokumentem. Właściwie wręcz doceniam to małe kłamstwo, którego dopuścił się Ido, mówiąc mi jedynie, że planuje nakręcić film o youtuberach. Poza tym to było zgodne z polityką Kutiego [Kutimana - przyp. red.]. On od lat właśnie tak działa - sampluje utwory ludzi, nie informując ich o tym. Dowiadują się, że zmiksował ich do popularnego hitu dopiero, kiedy kawałek zostaje wypuszczony w świat. Robi to, bo ma ku temu swoje powody. Doceniam, że ludzie się o mnie martwią, ale przecież wszystko wyszło dobrze, prawda?

Zanim powstał film, chodziłam z pracy do domu, z domu do pracy, zdarzało mi się nie dojadać, bezskutecznie próbowałam się przebić... I tak byłam szczęśliwa, ale teraz jestem jeszcze szczęśliwsza. Jeżdżę po świecie i śpiewam dla pełnych sal. Mam wrażenie, że niezależnie od tego, kim jesteśmy, zawsze się znajdzie ktoś niezadowolony, kto zacznie nas krytykować. Jesteś milionerem, to usłyszysz, że na pewno uzyskałeś fortunę, oszukując. Jesteś biedny? Toś żebrak, lump! Słyszałam już wiele razy, że zostałam przez Kutiego i reżysera oszukana lub wykorzystana. Ale jeśli tak ma wyglądać oszustwo, to proszę, oszukujcie mnie od rana do wieczora! Nie ma sensu, żeby ktokolwiek martwił się za mnie. Ja czuję się nie tylko szczęśliwa, ale wręcz wdzięczna.

Kutiman, właściwie Ophir Kutiel (fot. materiały prasowe / Millennium Docs Against Gravity)

W filmie widzimy chwilę, w której odkrywasz, o co w tym wszystkim chodzi. Odtwarzasz po raz pierwszy klip, którego jesteś gwiazdą. Wróćmy do tego momentu. Siedzisz na skwerze w Nowym Orleanie, odpalasz podesłany przez kogoś link i...

Prowadziłam już od jakiegoś czasu swój kanał na YouTube i tak ustawiłam powiadomienia, że kiedy pojawiał się komentarz, dostawałam maila. I tego dnia nagle zaczęły przychodzić, jedna za drugą, wiadomości; "Kutiman zremiksował ten kawałek", "Nadchodzi sztorm Kutiman" Kutiman to, Kutiman tamto, a ja nie miałam pojęcia, kto to w ogóle jest. Do tego miałam stary telefon z beznadziejnym wyświetlaczem, rwało mi połączenie...

Wreszcie znalazłam miejsce - właśnie ławeczkę na tym skwerku - gdzie miałam wystarczający zasięg. Odpaliłam link z komentarza. To było właśnie "Give it up". Cały utwór stworzony do moich słów, z moim głosem w roli głównej... Nie umiem opisać emocji, które czułam w tamtej chwili. Miałam wrażenie, że Kutiman wyjął melodię z mojej duszy i ubrał ją w dźwięki, a do tego dołożył moje słowa. To była najpiękniejsza muzyka, jaką słyszałam w życiu, więcej, niż mogłabym sobie kiedykolwiek wyobrazić. Surrealne doświadczenie.

Ile lat minęło, odkąd zaczęłaś śpiewać do tej chwili?

- Zaczęłam śpiewać jako młodziutka dziewczyna, ale nie na pełen gwizdek. Śpiewałam to, co inni chcieli usłyszeć. Nosiłam aparat, wstydziłam się swoich zębów, a do śpiewania trzeba przecież otwierać usta! Nie potrafiłam zaufać swojemu głosowi, krępowała mnie chorobliwa wręcz nieśmiałość. Byłam tak dramatycznie nieśmiała, że nie zorientowałabyś się, że jestem w tym samym pokoju! Przez długi czas jedynym miejscem, gdzie byłam w stanie śpiewać głośno, był prysznic. Któregoś dnia coś we mnie pękło, odrzuciłam strach i po prostu zaśpiewałam pełnym głosem. To tak brzmię? To ja? Nie mogłam uwierzyć. Można zatem powiedzieć, że znalazłam swój głos w kąpieli. Kiedy to się zdarzyło, odnalazłam też swoją tożsamość. Odkryłam, kim naprawdę jest Samantha. Na poważnie śpiewam od czterech, może pięciu lat.

Kompleksy długo nie pozwalały Princess Shaw śpiewać pełnym głosem (fot. materiały prasowe / Millennium Docs Against Gravity)

W filmie jest scena, w której na lokalnym konkursie śpiewasz dla całkiem pustej sali. Takich momentów było w twoim życiu wiele?

- Niezliczenie wiele! Na takich imprezach ludzie przychodzą wspierać swoich znajomych i zaraz po ich występie wychodzą. Kiedy wchodzi się za kulisy i trwa jeszcze poprzedni występ, człowiek ma poczucie, że sala jest pełna. A potem wkracza na scenę i nikt na niego nie czeka. Ciekawe jest to, że czasami w trakcie takich mikro koncertów, które łatwo byłoby potraktować jak porażkę, zdarzało mi się czuć najwspanialszą, zachwycającą energię.

Czy kiedy zakładałaś kanał na YouTube wiedziałaś, że stanie się nie tylko katalogiem występów muzycznych, ale też formą pamiętnika? Dzielisz się ze śledzącymi twój kanał ludźmi bardzo intymnymi emocjami.

Zaczęło się od muzyki. Chciałam śpiewać i zależało mi, żeby ktoś tych moich piosenek słuchał, patrzył, jak śpiewam, i mówił mi, co myśli. Miałam nadzieję, że znajdę artystę, który zechce komponować muzykę do moich kawałków - bo ja sama na niczym nie gram. Ale nigdy nie przypuszczałam, że będę też mówić o sobie. Jestem typem samotnika, nie mam wianuszka przyjaciół, z którymi rozmawiam o prywatnych sprawach, nie ma wielu osób, którym ufam. Jestem ja i mój telefon. Kiedy moje życie zaczęło się wymykać spod kontroli, miałam poczucie, że tylko w ten sposób mogę się wygadać. Nie zniosłabym nikogo, kto na bieżąco komentowałby, oceniał to, co mówię. I tak z narzędzia do nagrywania muzyki telefon stał się też moim konfesjonałem.

 

Fanom opowiadałaś o przejmującej samotności i cierpieniu z tym związanym. Dziś jesteś nieco mniej samotna?

Wciąż zdarza mi się odczuwać samotność, ale zdecydowanie rzadziej niż kiedyś. Nauczyłam się siebie lubić. I zaakceptowałam ciszę. Kiedyś napawała mnie przerażeniem, uwielbiałam chaos, bo nie umiałam okiełznać swoich demonów, które w ciszy najgłośniej wyły. Ale teraz już się jej nie boję. Wreszcie zrozumiałam różnicę pomiędzy byciem samemu a samotnością.

Niektórzy trzymają swoje traumy i przeżycia w środku, to daje im poczucie bezpieczeństwa. Ty zdecydowałaś się opowiedzieć o nich światu. Najpierw na swoim kanale, potem godząc się na emisję filmu, który odsłania także twoją rodzinną historię.

Byłam molestowana w dzieciństwie i ukrywanie tego przez te wszystkie lata dosłownie wyjadło kawałki mojej duszy, zabrało mi część mnie, której już nigdy nie odzyskam. Miałam wrażenie, że umieram. Byłam tak zdołowana, że zaczynałam mieć problemy z normalnym funkcjonowaniem. Działałam jak na autopilocie, nic nie czułam. Wracałam do domu i płakałam, dopóki nie usnęłam. Niektórzy uważają, że jeśli nie będą mówić o problemach, to będą mogli udawać, że one nie istnieją. A powiedzenie o nich na głos nie pozwala dalej udawać, wymaga podjęcia działania. Dopóki trzyma się traumę w środku, ma się poczucie, że jest się z tym samemu, że nikt nigdy czegoś takiego nie przeżył - tylko my. Ale to nieprawda. Nie miałam wyboru. Nie mogłam już tak żyć, musiałam to z siebie wyrzucić.

Wzięłam oddech i... Choć na początku bolało jak cholera, to z czasem zaczęłam się czuć lepiej. Z reakcji moich followersów wiem, że nie jestem sama. Jest wśród nas wiele ofiar. Odkrycie tego dało mi ogromną siłę.

Twoja mama nie oponowała, kiedy zdecydowałaś się upublicznić waszą rodzinną historię?

Nie. Od początku mówiłam jej, że jeśli mam być uczciwa i otwarta, nie mogę pominąć tego "detalu", jakim jest molestowanie. Przed premierą filmu uprzedziłam ją, że postanowiłam niczego nie ukrywać. Uszanowała moją decyzję. Bardzo długo byłyśmy w raczej luźnych stosunkach, teraz jesteśmy bardzo blisko, najbliżej, jak to możliwe w tak popi***onej rodzinie. Wiem, że niektórzy obarczają ją winą za to, co mnie spotkało ze strony ojca. Rozumiem ich. Ale to moja matka i postanowiłam jej wybaczyć. A także chronić ją za wszelką cenę.

Byłam molestowana w dzieciństwie i ukrywanie tego przez te wszystkie lata dosłownie wyjadło kawałki mojej duszy, zabrało mi część mnie, której już nigdy nie odzyskam - mówi Princess Shaw (fot. materiały prasowe / Millennium Docs Against Gravity)

W filmie śledzimy moment, w którym jednocześnie psuje ci się samochód i odcinają ci prąd. Nie załamujesz rąk. Z naładowanym wcześniej laptopem, po nocy, przy świeczce, wrzucasz nagrania na YouTube, podśpiewując...

Zawsze taka byłam. Kiedy wyłączyli mi światło, dostałam ataku śmiechu. Bo co mogłam zrobić? Straciłam jedną pracę, szukałam drugiej, rachunki się skumulowały i wtedy popsuł mi się samochód, bez którego jestem całkowicie niezdolna do zarabiania... Szkoda gadać. Nie ma sensu przejmować się tym, na co nie mamy wpływu. Zawsze pamiętam, że są ludzie, którym jest trudniej.

Nie można bać się swoich emocji, każda reakcja jest uprawniona. Chcesz płakać - płacz, chcesz się śmiać - śmiej się! Problemem w dzisiejszych czasach jest, że ludzie nie umieją zaufać swojemu instynktowi, podążyć za emocjami, tylko w nawet najbardziej skrajnej sytuacji zaczynają od zastanawiania się, jaka reakcja będzie najwłaściwsza. Żyją w przekonaniu, że muszą być silni. Ja się nie boję słabości. A jednocześnie nigdy nie przestaję przeć do przodu, choćbym każdego dnia miała zaczynać od nowa, a robiłam to wiele razy. Moja recepta: Nie masz prądu? Kup świeczkę albo lampkę solarną (śmiech) . Te wszystkie zmagania zdecydowanie pomogły mi stać się tym, kim dziś jestem.

Na Instagramie opisujesz się jako "Chicago bred, New Orleans bound". Wybrałaś Nowy Orlean na swoją małą ojczyznę. Dlaczego?

Uwielbiam to miejsce. Jest jak Feniks. Wiele razy się przeprowadzałam, ale tu zostałam. Bo jak już to miasto zarzuci na ciebie swoje sieci, nie potrafisz go opuścić! Przez jakiś czas wydawało mi się, że jeśli chcę śpiewać, muszę mieszkać gdzie indziej, nawet na chwilę przeniosłam się do Atlanty. Ale tak naprawdę uciekałam od swoich problemów. W którymś momencie zrozumiałam, że muzyka jest we mnie, a nie w otoczeniu. Stąd też mogę podróżować, nic mnie nie blokuje. Najlepszy dowód - to że teraz jestem w Izraelu, gdzie nagrywam album z Kutimanem. Bóg ma dla mnie plan, głęboko w to wierzę.

Życie dało ci po tyłku tak mocno, że nie zdziwiłabym się, gdybyś straciła zdolność empatii. A ty wciąż pracujesz w domu opieki dla starszych ludzi?

Byłam typem opiekuńczym, odkąd pamiętam. Zajmowałam się wszystkim, co się rusza. Jako opiekun osób starszych pracuję od dawna. Obecnie zajmuję się nimi w jednym z ośrodków na obrzeżach Nowego Orleanu [Noveau Marc w Kenner - przyp. aut.]. Ta praca mnie uspokaja, daje poczucie celu. Czasami jest męcząca, ale bywa też przezabawna. Jeśli mam zły dzień, wiem, że moi podopieczni zaraz poprawią mi humor. Nigdy się na nich nie zawiodłam. Niektórzy nie są w stanie chodzić, inni w ogóle się nie ruszają. Choć są ode mnie starsi, jestem dla nich trochę jak mama. Wiem, że przynoszę im radość. A oni mi ją oddają. Szalenie interesują się moją karierą, cały czas pytają, co teraz robię, gdzie nagrywam, co śpiewam. Są dla mnie jak rodzina. Potrzebujemy siebie - oni mnie, a ja ich. Przebywanie z nimi ogromnie inspiruje.

(fot. materiały prasowe / Millennium Docs Against Gravity)

Dzięki filmowi jesteśmy świadkami twojego pierwszego w życiu występu przed pełnym audytorium. Śpiewałaś w Izraelu, na żywo, do muzyki Kutimana. Pamiętasz, jak się czułaś w tamtej chwili?

Zdenerwowana, bo bez odrobiny nerwów nie można docenić chwili, ale jednocześnie spokojna. Wszystko w życiu dzieje się po coś. Widocznie musiałam tyle czekać na ten występ, wcześniej nie byłam na niego gotowa.

Wiem, jak się wtedy czułam! Jakbym wróciła do domu. Bo scena to mój dom. Uwielbiam tam być, bo nawet jeśli sala jest pełna ludzi, to każdy z nich ma indywidualny kontakt z piosenką i każdy wyciąga z tego spotkania coś innego. Uwielbiam słuchać po koncercie widzów, opowiadających mi o swoich emocjach. Chcę tylko śpiewać, niczego innego nie pragnę. Muzyka jest jak miłość, jak kochanie i uprawianie miłości. Tak samo intymna w tłumie i kiedy śpiewam do ekranu, przygotowując kolejny klip na YouTube.

Od czasu premiery filmu podróżujecie z nim po świecie, pokazujecie na różnych festiwalach. Jaka reakcja widzów zaskoczyła cię najbardziej?

- Kiedy przychodzą do mnie zapłakani, odruchowo panikuję. Chcę ich uspokajać, pocieszyć, przytulić. Uczę się powoli, że to najczęściej te dobre łzy, których nie trzeba się bać. Po projekcji spotykam wiele osób, które znają moje życie, same miały podobne. Mówią: Wiem, przez co przeszłaś, mnie też ktoś wykorzystywał. Teraz, kiedy nie jestem w tym sama, czuję się mocniejsza . To jest połączenie bez słów, natychmiastowe. Czytam z ich oczu jak z otwartej księgi. Nigdy nie miałam prawa się spodziewać, że ktoś będzie mi dziękował za podzielenie się moją historią. Ludzka wdzięczność jest cenniejsza niż jakakolwiek nagroda czy wyróżnienie.

Myślę sobie, że całe to doświadczenie było jak sen, który się spełnił, choć nawet nie wiedziałaś, że go śnisz. Dziś, odważniejsza, mocniejsza, masz już odwagę marzyć?

Zawsze miałam wielkie marzenia, nawet w najgorszych momentach swojego życia. Ono może się nie spełnić, ale jego wartość zostaje. Poza tym ze mną jest dość prosto, bo tak naprawdę mam tylko jedno marzenie: nie przestawać śpiewać. No i pomagać innym. Jeśli tylko będę mogła to robić dalej, nic innego mi niestraszne.

 

Film "Thru you Princess (Presenting Princess Shaw)" będzie pokazywany w ramach festiwalu filmowego Millennium Docs Against Gravity. Kutiman Orchestra zagra 13 maja w warszawskiej Cafe Kulturalnej . Festiwal odbędzie się 13-25 maja w Warszawie, Wrocławiu, Gdyni i Bydgoszczy.

Princess Shaw (właściwie Samantha Montgomery). Rocznik '77. Urodzona w Chicago, mieszka w Nowym Orleanie. Pracuje w domu opieki dla osób starszych w jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic miasta. Odkąd pamięta, chciała śpiewać. Jej nagrania - własne kompozycje i osobiste wyznania, zamieszczane na kanale YouTube - odkrył w 2014 roku Kutiman, kompozytor, muzyk i wideoartysta z Izraela. Wokal Samanthy stał się "gwiazdą" jego klipów złożonych z fragmentów cudzych utworów. Dziś Kuti i Shaw pracują nad wspólną płytą. O losach Princess Shaw, niespodziewanej internetowej sensacji, powstał film "Thru you Princess" w reżyserii Ido Haara.

Anna Tatarska. Dziennikarka pisząca dla polskich i amerykańskich mediów. Absolwentka filmoznawstwa, wiedzy o kulturze i Polskiej Szkoły Reportażu, recenzentka "Co Jest Grane". Ceni wolność w pracy i życiu. Za dużo mówi. Jej pasją są wywiady, wegetariańskie kulinaria i podróże, ale najbardziej lubi innych ludzi.