Jest upalnie, duszno i cicho. Po usypanej żwirem alejce przebiega naga, bosa nastolatka. Ktoś patrzy na nią przez okno. W domu dziewczyn jest więcej. Niektóre się całują. Jedna śpi oparta o ścianę. Ma różowe majtki i białe adidasy. Kilku chłopców buja się w rytm muzyki, kilku uprawia seks, kilku gra w piłkarzyki. Palą papierosy i wciągają kokainę. Większość nie ma na sobie koszulek ani bokserek. Wszyscy świetnie się bawią. Kamera krąży między nimi, wymija kolejne osoby, niektórym dłużej się przygląda. To opis sekwencji otwierającej film "Bang Gang".
Inspiracją dla historii, którą w swoim debiucie opowiada Eva Husson, były legendarne seksimprezy, które miały miejsce w 1996 roku w hrabstwie Rockdale w Stanach Zjednoczonych. - W połowie lat 90. sama byłam nastolatką - opowiada reżyserka. - Szalenie nudziłam się w swoim mieszczańskim domu w małym miasteczku. Miałam mnóstwo wolnego czasu i przyjaciół, którzy lubili eksperymentować. Próbowaliśmy różnych narkotyków i wierzyliśmy w wolną miłość. Filmowa historia George, Laetiti, Alexa i Gabriela mogła być moją historią. Nie była, ale nie zdziwiła mnie, ani nie zaszokowała. Wzbudziła zainteresowanie.
Skandal i pluszowe misie
W 1996 roku na przedmieściach Atlanty wybuchł skandal. Ponad dwustu uczniów zaraziło się syfilisem. W rejonie zanotowano też nagły wzrost ciąż i liczby dokonywanych aborcji. W książce "Generation Lost: Pop Culture and Youth in Crisis" Timothy Quinnan pisze, że na seksparty często pojawiali się uczniowie poniżej trzynastego roku życia. Imprezy były suto zakrapiane alkoholem. Były na nich obecne też rozmaite narkotyki, od różnego rodzaju farmaceutyków po ecstasy i kokainę. Zwykle brakowało prezerwatyw. Większość imprez odbywała się po zajęciach w szkole. Między piętnastą a dziewiętnastą, kiedy rodziców jeszcze nie było w domach. Kiedy prywatki organizowano nocą, nastolatki wymykały się ukradkiem, nie budząc rodziców wyczerpanych po ciężkim dniu w pracy.
W artykule "What's Wrong with the Kids" opublikowanym na łamach "City Journal" w 2000 roku Kay S. Hymowitz napisała, że młodzież oglądała filmy porno i imitowała prawie wszystko, co widziała na ekranie. Nastolatki próbowały seksu waginalnego, oralnego, analnego. W jednej ze scen dokumentu "The Lost Children of Rockdale County" wyprodukowanego przez Frontline trzy dziewczyny używają pluszowych misiów, by wyjaśnić choreografię skomplikowanych stosunków płciowych. Czasem chłopcy uprawiali seks z jedną dziewczyną (kilku równocześnie lub kolejno) albo kilka dziewczyn zaspokajało jednego kolegę. Zbadano, że każdy z nastolatków leczonych na syfilis musiał mieć ponad pięćdziesięciu partnerów seksualnych.
Historia seksimprez określanych mianem gang bangów zaszokowała opinię publiczną do tego stopnia, że w 2000 roku pojawił się też szereg artykułów wiążących seksualny skandal ze szkolnymi strzelaninami z 1999 roku - w Heritage High w Rockdale i Columbine High na przedmieściach Denver. Zarówno strzelaniny, jak i seksimprezy uznano za metafory choroby, która dotknęła nie tylko współczesnych nastolatków, ale i ich rodziców - przedstawicieli klasy średniej.
Pięćdziesiąt twarzy, setki miraży
W świecie Evy Husson rodziców prawie nie ma. I jest to zabieg w pełni zamierzony. Matka Alexa (Finnegan Oldfield) wyjechała i na kilka tygodni zostawiła syna samego w wielkim domu z basenem. Ojciec Gabriela (Lorenzo Lefebvre) jest sparaliżowany, jeździ na wózku i wymaga opieki. Rodzice George (Marilyn Lima), Laetiti (Daisy Broom) i Nikity (Fred Hotier) krążą gdzieś w drugim planie niemal niezauważalnie, jakby chodzili na palcach i nie chcieli nikomu przeszkadzać swoją niefortunną obecnością. Z wywiadów przeprowadzonych na potrzeby filmu dokumentalnego wynika, że rodzice nie pochwalali seksualnych przygód swoich dzieci, ale i nie wierzyli, że mogliby im zapobiec. Większość z nich nie sądziła, że może podzielić się z dziećmi czymś więcej, niż opinią, a ta bez wątpienia nie ma takiego ciężaru gatunkowego jak wartość czy zasada. Nastolatki nie chcą, żeby cokolwiek im narzucać i wolą samodzielnie podejmować decyzje, a rodzice starają się spełniać ich oczekiwania? Badania dowodzą, że największym błędem, jaki mogą popełnić rodzice, jest uwierzenie w to, że nastolatki istotnie ich nie potrzebują.
Młodzi ludzie tęsknią za mądrymi i fajnymi autorytetami, ludźmi, którzy będą uważnie słuchać i z nimi rozmawiać. - Byłem zachwycony, kiedy dwie nastoletnie dziewczyny opowiedziały mi o swojej nauczycielce, która porozmawiała z nimi o "Pięćdziesięciu twarzach Greya" - opowiada Michał Pozdał, psychoterapeuta i seksuolog, który od kilku lat prowadzi spotkania psychologiczne w ramach projektu Strefa Młodzieży Uniwersytetu SWPS. - Nauczycielka otwarcie i po ludzku powiedziała im, co sądzi na temat tej książki. Przyznała, że jej zdaniem historia jest obrzydliwa. Nie moralizowała, ale mówiła o swoich własnych odczuciach. Wyjaśniając, że to, co się dzieje między bohaterami, nie ilustruje standardowego życia seksualnego. Dała swoim uczennicom realny punkt odniesienia.
Eva Husson opowiada o tych punktach w bardzo ciekawy sposób. Ucieka od klisz i stereotypów. Ma świadomość, że młodzi ludzie potrzebują zarówno wolności, jak i ram, w których mogliby się odnaleźć. Każdy człowiek potrzebuje przynależności do grupy, społeczności, kraju, ideologii - czegokolwiek, co potwierdza jego tożsamość. Reżyserka nie wierzy w mity na temat indywidualizmu stawiane na piedestał w latach 80. i 90. Jednostki funkcjonują najlepiej, kiedy zderzają się ze sobą, przyciągają, odpychają, uzupełniają. Indywidualiści tworzą sieć powiązań. Kiedy izolują się od świata, jak Robinson Crusoe, prędzej czy później wariują. - Prawdziwym wyzwaniem nie jest ucieczka od społeczeństwa, ale znalezienie balansu między życiem w ramach jakiejś społeczności a poczuciem nieskrępowania - mówi Husson. Każde pokolenie znajduje je na własne sposoby.
To nie jest patologia
- "Bang Gang" jest uniwersalny w kontekście pewnych nastolatków, ale nie całego pokolenia - podkreśla Pozdał. - Nie zgodzę się z obrazem medialnym, zgodnie z którym większość dzieciaków w dwunaste urodziny jest już po zabawie w Słoneczko i seksie grupowym, a w wieku czternastu lat po aborcji lub leczeniu syfilisu. Jest wiele środowisk, w których dzieciaki czekają na swój pierwszy raz i miłość. Na przekór artykułom i filmom skrajnie potępiającym sytuację w hrabstwie Rockdale, Husson nie ocenia jednak nastolatków eksplorujących swoją seksualność podczas orgii suto zakrapianych alkoholem. "Bang Gang" jest subtelny i skrojony na miarę nastoletniej psychiki rejestrującej wrażenia i emocje, ale jeszcze nieskłonnej do natychmiastowego analizowania sytuacji. Pozdał stoi murem za jej wizją. - Nie będę z nastoletnich bohaterów "Bang Gang" robił seksualnych predatorów tylko dlatego, że chcielibyśmy zbudować jasny podział na to, co czyste i dobre, oraz to, co brudne i złe. Świat nigdy nie wyglądał tak, jak przedstawia go swoich w książkach Małgorzata Musierowicz. Między jej opowiadaniami a filmem Evy Husson jest mnóstwo przestrzeni na różnego rodzaju doświadczenia. Porównywanie skrajności nigdy nie jest najlepszym pomysłem - podkreśla seksuolog.
To, co robią sportretowane nastolatki, nie jest wzorcem godnym do naśladowania, ale Pozdał zaznacza, że w psychologii od dawna odchodzi się od używania słowa "patologia" dla określania relacji międzyludzkich. Chęć potępienia seksualnego rozluźnienia jest naturalna, ale przedstawione w filmie orgie są rodzajem ekspresji dającej wyraz bardzo skomplikowanym emocjom. - W końcowej fazie pokwitania młodzi ludzie odczuwają ogromne pobudzenie seksualne. W swojej sile napór seksualny potrafi być nie do końca zrozumiały, ale zawsze jest dojmujący i w życiu młodego człowieka pełni dominującą rolę. Dawanie mu ujścia daje natychmiastową satysfakcję. Człowiek pozbawiony mądrych punktów odniesienia często pozwala mu się obezwładnić. Nastolatki są w momencie, w którym w ich mózgu zaczyna się pojawiać miliard nowych kategorii. W dzieciństwie emocje są jasne: jesteśmy zadowoleni albo znudzeni, źli albo uradowani. W okresie dojrzewania te emocje się splatają, komplikują, niełatwo je rozróżnić i nazwać. Nastolatki się w nich gubią, większość z nich odczuwa też ogromną samotność, z którą nie umie sobie poradzić w racjonalny sposób - tłumaczy Pozdał.
Pusty dom, w którym odbywają się filmowe gang-bangi , jest odbiciem świata wewnętrznego nastolatków. W willi z basenem po korytarzach hula wiatr, pokoje są zabałaganione, w brudnym basenie pływają liście. Głośne imprezy i używki tłumią emocje i wypełniają pustkę. Nastolatki potrzebują bliskości, intymności i kontaktu z drugim człowiekiem. Kiedy nie znajdują ich w rodzinie, bo rodzice są nieobecni, nieszczęśliwi lub niezainteresowani, szukają ich poza domem. Pozdał podkreśla, że nastolatki szukają bliskości w każdej sytuacji. Dotykają siebie i innych przy każdej okazji, ocierają się o siebie, przytulają. Nawet bijatyki między kumplami dają poczucie obcowania z ciałem drugiego człowieka. W filmie Husson zabierają ze szkoły chomika, żeby nie spędzał nocy sam w sali lekcyjnej. Alex proponuje przyjacielowi, żeby z nim zamieszkał podczas nieobecności matki, żeby nie być sam. Z tego samego powodu urządza też imprezy, na które zaprasza rówieśników.
- Przyjaciele są rodzajem obiektu zastępczego, jak pluszowa zabawka, którą mama zostawia dziecku na noc w łóżku, kiedy wychodzi z pokoju - tłumaczy Pozdał. Zaprzecza też, kiedy pytam, czy człowiek spełniający funkcję takiego obiektu nie ulega uprzedmiotowieniu. - Paradoksalnie każdy z tych nastolatków doświadcza bliskości. Nie tylko Alex. To nie jest sytuacja zero-jedynkowa. Nie zgodzę się na mówienie, że ci młodzi ludzie są zdeprawowani, godni potępienia i liczy się dla nich tylko pusty seks. Ich zachowania są ryzykowne, więc jednych mogą przerażać, a innych obrzydzać - tłumaczy. - Możemy się na to oburzać, ale summa summarum poza rozładowaniem napięcia seksualnego podczas orgii te dzieciaki doświadczają tego, czego im brakuje w domu, autentycznej bliskości.
Zatańcz ze mną
Eva Husson przekonuje, że nastolatek, który jeszcze dobrze nie zna siebie, idzie dosyć daleko w poszukiwaniu własnych granic. Z drugiej strony docieranie do granic poprzez eksplorowanie seksualności zawsze prowadzi go do odkrycia jakichś wartości i zadania sobie podstawowych pytań. Kocham cię? Kochasz mnie? Jak mam cię kochać? Jak chcę, żeby okazywano mi miłość? Kiedy czuję się zdradzony? Jakiej relacji potrzebuję? Czego nie przetrwam?
- Sądzę, że ludzie w gruncie rzeczy są prości i nie powinni się wstydzić sytuacji, w jakich kierują się instynktem. Tak dzieje się zawsze, kiedy zrzuci się społecznie i kulturowo narzucone zasady, które często jedynie krępują osobowość - przyznaje reżyserka. Zastanawiała się też, czy jej bohaterowie powinni się gruntownie zmienić pod wpływem wydarzeń, w jakich brali udział. Uznała, że taka zmiana nie byłaby wiarygodna, jeśli prowadziłaby do czegoś innego niż zwykłego zmęczenia, przebodźcowania.
Husson zdawała sobie sprawę z tego, że bierze na tapetę delikatny temat. Zanim weszła z aktorami na plan, spędziła z nimi mnóstwo czasu. Gotowali razem, dyskutowali, analizowali zachowanie i decyzje bohaterów. Chciała, żeby wszyscy czuli się częścią zespołu, bo to dodaje odwagi i pewności siebie. Pracę na planie z rozmysłem zaczęła od scen rozbieranych imprez. - Kręciliśmy je przez pięć dni i traktowaliśmy poniekąd jak sceny taneczne - opowiada. - Mówiłam aktorom, że jeśli poczują się ze swoim ciałem niekomfortowo, powinni pomyśleć, że tańczą. Nic więcej. Podczas prób pracowaliśmy w dresach i z choreografem. Chciałam sprawić, żeby aktorzy czuli się aktorami. Żeby nie wydawało im się, że są sobą. Powtarzałam im, że interesuje mnie wyłącznie to, jak zaprezentują filmową postać. Na początku wszyscy byli bardzo podekscytowani. Kiedy nakręciliśmy ostatnią scenę na party, wszyscy odetchnęli z ulgą, bo byli już tym znudzeni. Zaczęli zadawać pytania na temat emocji i konfliktów. Nagość przestała być atrakcyjna. Chcieli czegoś więcej niż ładnego ciała i kreowania seksownych, zainscenizowanych sytuacji.
Czeski film, teens i twinks w rolach głównych
Podstawowym zadaniem, przed jakim staje nastolatek, jest zbudowanie swojej tożsamości. Osobowość ujawnia się w trakcie tworzenia określonego wizerunku. A ten proces zawsze ociera się o narcyzm, czyli miłość własną. Zazwyczaj zaczyna się w głowie i ujawnia w sposobie ubierania się czy zachowywania. W świecie, w którym wszyscy jesteśmy bombardowani obrazami, nastolatek często w pierwszej kolejności musi się jednak nauczyć sposobów autoprezentacji, które będą go zadowalać. Nie bez powodu selfie jest domeną młodych ludzi. Pozwala im eksplorować narcystyczną stronę swojej natury. Nastolatki chcą żyć tak, aby czuć się dobrze z samymi sobą, a tego doświadczają wtedy, gdy spotykają się z uznaniem, pochwałą czy aprobatą ze strony środowiska. Jednocześnie dotyka ich i rani krytyka lub dezaprobata. Cały czas są świadomi tego, że ktoś może na nich patrzeć. Kamera im nie przeszkadza, umieją się przed nią zachować, bo wiedzą, że aby istnieć - trzeba się pokazać.
- Mamy dziś gdzie się pokazywać. Celebryci robią to za pieniądze. Sprzedawcy reklam zbijają kasę na ekshibowaniu pięknych ciał. Nastolatki żyją w tym świecie i chłoną go - potwierdza Pozdał. W jednej ze scen filmu Nikita ściąga ubranie przed George i Laetitią. Nie ma problemu z akceptacją, nie wstydzi się. Na zmianę w postrzeganiu i prezentowaniu ciała najbardziej wpływa bezproblemowy dostęp do pornografii. - Kiedy moje pokolenie (ur. 1979) było w liceum, cała szkoła oglądała dwa filmy porno nagrane na VHS-ach. Jeden był czeski, drugi niemiecki. Mój kolega wykradł je swoim rodzicom - opowiada Pozdał.
Dziś młodzież w ciągu kilku sekund zyskuje dostęp do hardcorowej pornografii, jest więc rozseksualizowana. Obrazy w filmach porno są jawnie sfetyszyzowane, podzielone na tysiące rozmaitych kategorii, zatrudnieni aktorzy są pełnoletni, ale wyglądają na nastolatków. Filmy z teens (w przypadku dziewcząt) i twinks (w przypadku chłopców) w rolach głównych cieszą się dziś ogromną popularnością - właśnie wśród nastolatków. Pozdał podkreśla, że nie jest przeciwnikiem pornografii, ale obcowanie z nią w nadmiarze i w zbyt wczesnym wieku propaguje wzorce uprzedmiotawiające nie tylko kobiety, ale i mężczyzn.
Żaden z bohaterów - i co ważne, bohaterek - filmu Husson nie jest jednak ofiarą. Chłopcy zaspokajają swoje potrzeby, ale dziewczyny bardzo często przejmują inicjatywę i inicjują kontakty seksualne. Są zupełnie inne niż ich matki, dużo bardziej świadome siebie i swoich potrzeb. - W patriarchalnym społeczeństwie kobiety są postrzegane jako ofiary systemu. Moim zdaniem stają się nimi dopiero wtedy, gdy to akceptują - podkreśla Husson.
George mogłaby zostać ofiarą społecznego ostracyzmu. Do internetu trafia nagranie z jednej z orgii z nią w roli głównej. George "daje ciepło i miłość", przyjmując do łóżka jednego chłopaka za drugim. Ona jednak nie daje się zawstydzić. Nie pozwala innym zrobić z siebie kozła ofiarnego. Popełniła błąd, ale to nie znaczy, że inni mogą przylepić jej łatkę, z którą będzie chodzić przez resztę życia. Współczesne kobiety nie są słabe ani zdominowane przez patriarchalne narracje. - Chciałam pokazać kobiecą seksualność w sposób bardziej wiarygodny dla samych kobiet. Zależy mi na tym, żeby młode dziewczyny dostrzegły, że mogą eksplorować seksualność i nie stają się przez to prostytutkami - tłumaczy reżyserka. - Poznawanie siebie i swoich potrzeb nie jest czymś złym. Nie ma powodu, żeby się tego wstydzić, a popełnienie głupiego błędu nie jest końcem świata.
Apokalipsa, lub jej brak
W warstwie dźwiękowej "Bang Gang" oprócz zmysłowej muzyki zespołu White Sea niczym refren powracają radiowe informacje o dramatycznych wypadkach na kolei. To symboliczne zapowiedzi nadchodzącej katastrofy? Pozdał nie widzi symptomów końca świata i nie uważa, że to, co dzieje się w filmie, doprowadzi do powstania kultury seksualnego rozpasania. Twierdzi, że nie powinniśmy nawet mówić o kolejnej seksualnej rewolucji. - Nie sądzę, że opowiedziana w filmie historia mówi coś szczególnego na temat lat 90., dlatego zdecydowałam się przenieść akcję do współczesnych czasów. Nastolatki się nie zmieniają. Zmienia się kultura, która czasem zachęca do eksperymentowania. Po okresach konserwatywnych następują okresy rozpusty. Rewolucja seksualna nie zaczęła się w Ameryce w latach 70. Spójrzmy na kulturę seksualną XVIII-wiecznej Francji! - przytakuje Husson.
Pozdał wspomina o dysfunkcjach - np. nastolatkach, które nie są w stanie uprawiać seksu bez asysty pornografii, i obawia się instrumentalnego podejścia do seksu. Twierdzi, że eskalacja zbliżeń może prowadzić do seksualnego przebodźcowania, co z kolei może sprawić, że z biegiem czasu coraz mniej rzeczy będzie sprawiać przyjemność. Często młodzi ludzie szukają bliskości poprzez seks, ale moment, w którym ta bliskość się pojawia, jest dla nich przerażający. Rozmaite problemy pojawiają się jednak też w przypadku seksualnej wstrzemięźliwości. Pozdał woli się więc skupić na wtórnych korzyściach wynikających z eksperymentowania z seksualnością. Dzięki niemu ludzie mogą swobodnie i lepiej poznawać swoje pragnienia. Uczą się też sposobów ich zaspokajania. - Moje pokolenie miało dekadę, żeby dowiedzieć się, co go w seksie podnieca - dodaje seksuolog. - Zaczynaliśmy od klasyki i otwieraliśmy się na eksperymenty. Dziś nastolatki próbują wszystkiego: SM, BDSM, przemocy, pissingu, bo mają to przed oczami. I nie ma się co temu dziwić, bo skłonność do podejmowania ryzyka i niezdolność do przewidywania konsekwencji jest charakterystyczna dla tego wieku.
Po seansie "Bang Gang" przed oczami na długo pozostaje zmitologizowana kraina pokwitania, której nie chce się opuszczać. Husson opowiada o niej bez moralizowania. W jej świecie nie ma winy ani kary, nie będzie też traumy. Relacje między bohaterami się rozluźniają, ale życie będzie toczyć się dalej. Czy Alex, George, Laetitia i Gabriel będą tęsknić za tym czasem, tak jak tęskni się za utraconym dzieciństwem? - Myślę, że tak - mówi Pozdał. - Mimo tego, że bang gangi miały nieprzyjemne efekty uboczne, nie sądzę, że będą się wiązały z traumą. Te nastolatki całkiem nieźle się bawiły i nie wierzę, że mogłyby tego żałować. Myślę, że w ich wspomnieniach to może być namiętny, dziki, niesamowity okres. Ci ludzie to młodzi bohaterowie. Zdążą jeszcze odkryć inne wartości, poukładać sobie życie i zbudować własny, intymny świat, w którym będzie im się po prostu dobrze żyło.
Anna Bielak. Konsultantka scenariuszowa, selekcjonerka Krakowskiego Festiwalu Filmowego i dziennikarka współpracująca m.in. z Dwutygodnikiem, "Dziennikiem Gazetą Prawną" i "Urodą Życia". Fanka mocnej kawy, dobrej literatury, długich podróży, niezależnego kina i rozmów z twórcami, których (jeszcze!) nikt nie zna.