Społeczeństwo

Tekst został opublikowany w 2016 roku

Bob Geldof, Midge Ure - "Do They Know It's Christmas?" (1984)

Jestem odpowiedzialny za dwie najgorsze piosenki w historii. Mowa o "Do They Know It's Christmas?" i "We Are The World" - powiedział "Daily Telegraph" Bob Geldof, muzyk i filantrop. Drugi z wymienionych utworów, choć nie wyszedł wcale spod ręki Irlandczyka, został niewątpliwie zainspirowany charytatywnym singlem z 1984 roku. To właśnie od kompozycji napisanej wspólnie z Midge'em Ure'em, wokalistą Ultravox, zaczęła się moda na utwory wykonywane przez gwiazdorską śmietankę w tzw. szczytnym celu.

"Do They Know It's Christmas?" być może rzeczywiście nie jest muzycznym arcydziełem, ale trudno nie docenić jej uroku. Nieco naiwna melodia grana na syntezatorze, plastikowy bas charakterystyczny dla lat 80., no i ten teledysk! Fryzurę "na czeskiego piłkarza" z dumą prezentuje tu Bono, a równie stylowe cięcia możemy zaobserwować u George'a Michaela i Stinga.

Inspiracją do powstania utworu był materiał na temat głodu w Etiopii, który Geldof obejrzał wraz z żoną w telewizji. I, jak to zwykle bywa w przypadku świątecznych przebojów, piosenka została sklejona przez Ure'a i Geldofa z napisanych przez nich wcześniej kawałków. Tekst utworu krytykowano wielokrotnie za europocentryczny punkt widzenia.

"Do They Know It's Christmas?" wracano w XXI wieku dwukrotnie. Mowa o Band Aid 20 z 2004 roku i o młodszym o dekadę Band Aid 30. Wstrzymam się od opinii na temat doboru wykonawców - ważne, że singiel spełnił swoją rolę i pozwolił zgromadzić na cele charytatywne miliony funtów.

 

Darlene Love - "Christmas (Baby Please Come Home)" (1963)

Z piosenką stworzoną przez słynnego amerykańskiego producenta muzycznego Phila Spectora wiąże się pewna nieprzyjemna historia. Ale od początku: choć Spector był zwolennikiem teorii, że na płytę powinny się składać dwa hity i dziesięć odpadów, zdecydował się na skompilowanie albumu z samymi przebojami. Jedynym oryginalnym utworem, który znalazł się na świątecznej składance Spectora z 1963 roku, było "Christmas (Baby Please Come Home)"; resztę zawartości płyty stanowiły sprawdzone świąteczne hity i kolędy.

Początkowo piosenka miała być wykonywana przez Ronnie Spector, żonę producenta, a zarazem członkinię tria The Ronettes. Okazało się jednak, że wokalistka nie potrafi włożyć w nagranie wystarczająco dużo emocji - tak przynajmniej twierdzi Darlene Love, która zastąpiła ją podczas sesji nagraniowej. I tu zaczynają się schody: w dzień premiery płyty "A Christmas Gift for You from Phil

Spector" zastrzelony został prezydent John Kennedy. Album oraz singiel nagrany przez Love wycofano. Producent był jednak na tyle pewien komercyjnego potencjału "Christmas (Baby Please Come Home)", że skłonił wokalistkę do nagrania czternaście lat później wersji "niesezonowej", pod tytułem "Johnny (Baby Please Come Home)".

Prawdziwą drugą młodość zapewnił jednak piosence następujący przypadek: David Letterman, gospodarz talk-show "Late Night", postanowił zobaczyć w 1986 roku broadwayowski spektakl "Leader of the Pack", w którym występowała Love. Słynny prezenter co prawda nie przepadał za piosenkami świątecznymi, natomiast uwielbiał soul. Letterman poprosił artystkę, aby wykonała swój singiel z 1963 roku w jego programie. Od tej pory Love śpiewała "Christmas " w przedświątecznym odcinku "Late Night with David Letterman" (potem: "Late Show") co roku, przez dwadzieścia osiem lat, dopóki gospodarz programu nie poszedł na emeryturę.

 

Czerwone Gitary - "Dzień jeden w roku" (1976)

Pora na przykład z naszego podwórka. Tytuł nie brzmi zbyt znajomo? To dlatego, że wykonywana przez Czerwone Gitary piosenka jest znana większości słuchaczy jako "Jest taki dzień" - od frazy ją rozpoczynającej. Utwór, którego tekst napisał Krzysztof Dzikowski, jest obowiązkowym punktem programu na świątecznych apelach szkolnych i wigiliach w zakładach pracy. A jednocześnie przykładem całkowicie świeckiej kolędy.

Wynikało to oczywiście z czasów, w których powstawała. - Było zapotrzebowanie na piosenkę świąteczną, jednak ze względów politycznych nie mogłem zawrzeć w tekście bezpośrednich nawiązań do religijnego charakteru Bożego Narodzenia - mówi Krzysztof Dzikowski. - Dlatego też całą ideę Świąt należało przemycić w subtelny sposób: Niebo - Ziemi, Niebu - Ziemia . Nie ukrywam, że nieoceniona okazała się tu pomoc Jurka Koseli [gitarzysta Czerwonych Gitar - przyp. aut.], który pomógł mi znaleźć sposób na ten tekst . Kosela pokazał utwór Sewerynowi Krajewskiemu, który błyskawicznie skomponował do niego muzykę. - To było tak świetnie skonstruowane, że natychmiast udało mi się ułożyć melodię - mówi wykonawca.

"Dzień jeden w roku" nie różni się pod względem stylistycznym od reszty twórczości Czerwonych Gitar, jednak subtelna aranżacja smyków i dźwięki ksylofonu (instrumentu nazywanego przez laików cymbałkami) dodają mu wyjątkowego, odświętnego charakteru. Również sami twórcy uważają go za utwór szczególny. Jak mówi Dzikowski: - Mieliśmy wiele bardzo atrakcyjnych propozycji związanych ze sprzedaniem tej piosenki do reklamy. Zadecydowaliśmy jednak z Sewerynem, że jest to wykluczone. "Dzień jeden w roku" to kolęda i niech tak zostanie .

 

Mariah Carey - "All I Want For Christmas Is You" (1994)

To jeden z najbardziej lubianych świątecznych hitów. Niewykluczone też, że jeden z najlepszych. Można za twórczością Carey nie przepadać, trudno jednak odmówić jej zdolności wokalnych. Jej głos doskonale pasuje do kompozycji opartej na sprawdzonych, soulowych wzorcach rodem z wytwórni Motown.

Wokalistka miała początkowo dość duże wątpliwości w związku z nagraniem świątecznego hitu. Uważała bowiem, że zmiana wizerunkowa (od zalotnej dziewczyny z gorszej dzielnicy do grzecznej pomocniczki Świętego Mikołaja) podważy jej autentyczność wśród słuchaczy hip-hopu i r'n'b. Obawy okazały się niesłuszne, a "All I Want For Christmas" stało się najczęściej graną w amerykańskich rozgłośniach piosenką świąteczną od czasów "Do You Hear What I Hear" Binga Crosby'ego.

Co ciekawe, "All I Want For Christmas Is You" trafia nie tylko w ludzkie gusta. Jak wykazał w 2010 roku Angus Wielkopolski, angielski farmer z Yorkshire, kozy, które słuchają kawałka Carey, dają nieporównywalnie więcej mleka. Czy kogokolwiek trzeba jeszcze przekonywać?

 

Ania Szarmach - "Radość dzielenia (Coraz bliżej Święta)" (2006)

Sygnałem, że Święta są tuż-tuż, była dla mnie w dzieciństwie reklama Coca-Coli. Tak jest, ta z tirami i z Mikołajem uśmiechającym się z plandeki ciężarówki. Wówczas w tle jak mantra pobrzmiewały śpiewane przez Melanie Thornton słowa "Holidays are coming" z 2001 roku. Polska wersja piosenki "Wonderful Dream", o której mowa, powstała pięć lat później. Do nagrania zaproszono Annę Szarmach, wokalistkę popową i jazzową, ówczesną laureatkę nagrody internautów na festiwalu Top Trendy.

Artystce nie przeszkadza, że jest kojarzona przede wszystkim z reklamowym przebojem: - Przyznaję się do wszystkich płyt i projektów, w których brałam udział, nie odczuwam żadnej niechęci do "Coraz bliżej Święta", przeciwnie . Wokalistka znała rzecz jasna wcześniej oryginalną wersję utworu, tym bardziej ucieszyło ją wspomniane zaproszenie: - Pamiętajmy, że ten utwór to nie tylko fraza znana z reklamy, ale kompletna kompozycja. Numer bardzo mi się podobał, ze względu na nieco soulowy nastrój, bardzo mi bliski .

Jak twierdzi Szarmach, początkowo nie miała świadomości, że dla wielu osób, w tym dla najmłodszych, będzie heroldem obwieszczającym nadejście Świąt: - Wiedziałam, że jest to jedna z piosenek, które podobają się ludziom. Ale że dla wielu jest aż tak ważnym kawałkiem? To dla mnie ogromny zaszczyt i przyjemność .

 

Slade - "Merry Xmas Everybody" (1973)

Jeden z dziennikarzy "Daily Mail" określił "Merry Xmas Everybody" mianem utworu, który "uratował Slade". Być może to przesada, nie ma jednak wątpliwości, że singiel grupy uchronił pogrążoną w 1973 roku w gospodarczej recesji Wielką Brytanię przed całkowitą utratą świątecznego nastroju.

Pomysł na napisanie bożonarodzeniowej piosenki narodził się... latem. Slade byli w tamtym czasie bodaj najpopularniejszym brytyjskim zespołem wypuszczającym hit za hitem. Nie dziwi więc, że postanowili z odpowiednim wyprzedzeniem przygotować się na szturmowanie świątecznych list przebojów.

"Merry Xmas Everybody" jest tak naprawdę zlepkiem dwóch starszych kompozycji. Basista Jim Lea przypomniał sobie melodię wymyśloną niegdyś pod prysznicem, natomiast wokalista grupy Noddy Holder wygrzebał z szuflady jeden ze swoich starych utworów, z którego wziął refren. - Nie mogłem, niestety, zostawić zbyt wiele z oryginalnego tekstu. Kawałek powstał w czasach mocno narkotycznej epoki flower power, więc możecie się domyślać, dlaczego nigdy wcześniej go nie opublikowaliśmy - wspominał Holder w wywiadzie dla "Melody Maker".

Słowa piosenki i tak nie należą do najgrzeczniejszych. Mowa między innymi o wróżkach, które pomagają Mikołajowi przeżyć choć jeden dzień w trzeźwości: - Pomyślałem, że ten człowiek być może pije przez cały rok i rezygnuje z alkoholu raz w roku, kiedy ma poważną robotę do wykonania .

"Merry Xmas Everybody" miało być z założenia utworem, który sprawi, że zmęczeni brytyjscy robotnicy zapomną na chwilę o swoich problemach. Sam zespół jednak również musiał zmierzyć się w tamtym czasie z przeciwnościami losu. Perkusista grupy Don Powell uległ na tyle poważnemu wypadkowi samochodowemu, że konieczna była kilkutygodniowa rekonwalescencja. Na szczęście muzyk wrócił do pełnej formy i wraz z zespołem zarejestrował utwór, który okazał się ogromnym przebojem i przywrócił karierę Slade na właściwe tory.

O popularności piosenki niech świadczą badania organizacji PRS for Music z 2009 roku, z których wynika, że ponad czterdzieści dwa procent światowej populacji zetknęło się z nią choć raz w życiu.

 

John Lennon, Yoko Ono - "Happy Xmas (War Is Over)" (1971)

Nieco za dużo muzycznego lukru i patosu jak na artystę tej klasy, co Lennon? Cóż, eks-Beatles dobrze wiedział, że - jak stwierdził ponoć podczas trasy promującej album "Imagine" w Stanach - aby komunikat stał się nośny, należy dodać do niego nieco miodu .

"Happy Xmas (War Is Over)" z 1971 roku miał z założenia stanowić zwieńczenie pacyfistycznej kampanii, którą wokalista prowadził wraz ze swoją żoną, Yoko Ono. Utwór, na który możemy z łatwością natrafić w grudniu w radio, to tak naprawdę tzw. protest song, będący odpowiedzią na przedłużający się konflikt w Wietnamie.

Mimo że dziecięce głosy wyśpiewujące, iż to koniec wojny , jeśli tylko tego chcesz , mogą brzmieć nieco naiwnie, tworzą bardzo silny kontrast wobec teledysku do utworu. Twórcy nie szczędzą nam szokujących obrazów z rozmaitych części świata dotkniętych konfliktami zbrojnymi. Rozczłonkowane ciała, płaczące sieroty i świąteczne życzenia wyśpiewywane przez małżeństwo muzyków - cóż, Lennon i Ono dobrze wiedzieli, co chcą osiągnąć.

Mimo to singiel, początkowo wydany jedynie w Stanach Zjednoczonych, nie od razu osiągnął światowy sukces. Inaczej rzecz miała się w wypadku rynku brytyjskiego, choć warto nadmienić, że bodaj największą sprzedaż zanotował dopiero dziewięć lat po premierze. Wznowienie płyty

miało rzecz jasna związek ze śmiercią Lennona.

Co do samej kompozycji zaś: mimo że Ono została wymieniona jako jeden ze współautorów, utwór został prawdopodobnie napisany w całości przez jej męża. Jak chce legenda: powstał w pokoju hotelowym.

I choć trudno byłoby wątpić w talent i inwencję Lennona, "Happy Xmas (War Is Over)" jest tak naprawdę zmodyfikowaną wersją angielskiej piosenki folkowej pod tytułem "Skewball". Sama fraza war is over , która powtarza się w tekście kilkakrotnie, również pojawiła się już wcześniej w innych utworach: wystarczy wymienić choćby piosenkę Phila Ochsa o tym samym tytule oraz "Unknown Soldier" The Doors. No cóż, pożyczać też trzeba umieć.

 

Dean Martin - "Let It Snow" (1959)

Co roku wielu z nas, podobnie jak Bing Crosby, marzy o białych Świętach. Niestety, jedyne, na co możemy ostatnio liczyć, to lekki przymrozek. Nic dziwnego, że część z nas decyduje się nadrobić deficyt śniegu za pomocą odpowiednich utworów.

Jest w czym wybierać: "Jingle Bells", "White Christmas", "Snow Is Falling" i cała masa innych hymnów na cześć niskiej temperatury i konieczności odśnieżania. Mój wybór pada jednak na "Let Is Snow". Ten subtelny, swingujący utwór to efekt współpracy tekściarza Sammy'ego Cahna i broadwayowskiego kompozytora Jule'a Styne'a.

Piosenka nagrana po raz pierwszy w 1942 roku przez amerykańskiego trębacza i wokalistę Vaughna Monroe z miejsca stała się standardem. Prawdziwym komercyjnym sukcesem okazała się jednak dopiero interpretacja Deana Martina z 1959 roku, która do dziś jest (obok młodszego o dziewięć lat wykonania Sinatry) najbardziej znaną wersją tego utworu.

Okoliczności powstania "Let It Snow" są natomiast tak nieświąteczne, jak to tylko możliwe. Uwaga: wspomniani wyżej autorzy napisali piosenkę w Los Angeles, w najgorętszy dzień w roku. Sammy Cahn tak to wspomina w książce "Songwriters on Songwriting" Paula Zollo: - Zaproponowałem Jule'owi, żebyśmy poszli na plażę i nieco się schłodzili. On miał jednak ciekawszą propozycję: "A może zostaniemy tutaj i napiszemy świąteczną piosenkę?". Usiadłem do maszyny do pisania i jakoś poszło: "Oh the weather outside is frightful, but the fire is so delightful, and since we've got no place to go, let it snow, let it snow, let it snow" .

Mimo że piosenka jest nieodłącznie kojarzona z Bożym Narodzeniem, w tekście nie pada żadne bezpośrednie odwołanie do Świąt. Mowa jest przede wszystkim o tym, że śnieżna pogoda stwarza doskonałe możliwości, aby spędzić dzień w domu, siedząc przed kominkiem z ukochaną osobą.

 

Wham! - "Last Christmas" (1984)

Pominięcie w tym zestawieniu utworu, który dla jednych jest zwiastunem nadchodzących Świąt, dla innych natomiast - nadchodzącej depresji, byłoby niedopatrzeniem.

Hit Wham! z 1984 roku to kolejny utwór świąteczny, w którym o Świętach nie ma niemalże ani słowa (pomijając rzecz jasna tytułową frazę). George Michael z platynową czupryną wyśpiewuje dla nas historię ponownego spotkania z osobą, która złamała mu serce, a zarazem deklaruje, że tym razem będzie nieco ostrożniejszy w lokowaniu swoich uczuć. Populacja ziemi zna już tę historię na pamięć, gdyż jesteśmy nią raczeni rokrocznie od, nie będzie w tym przesady, listopada. Mimo że trudno o bardziej zgraną piosenkę pop, warto przytoczyć kilka ciekawostek z nią związanych.

Po pierwsze: "Last Christmas" to najlepiej sprzedający się utwór świąteczny w historii Wielkiej Brytanii. Mimo to przebój Wham! (to po drugie) nigdy nie dotarł na pierwsze miejsce brytyjskich list przebojów. Po trzecie: autorzy piosenki "Can't Smile Without You" wykonywanej przez Barry'ego Manilowa zarzucili George'owi Michaelowi plagiat - sprawa została umorzona, gdy artysta zdecydował się przekazać cały dochód

z pierwszego roku sprzedaży singla na cele charytatywne.

Wreszcie: pamiętacie teledysk do "Last Christmas"? Tak, ten z gustownymi kombinezonami i sztucznym śniegiem. Jest to ostatni wideoklip Wham!/George'a Michaela, w którym wokalista występuje bez zarostu.

Nieważne, i tak nienawidzicie tej piosenki.

 

Mateusz Witkowski (ur. 1989) . Redaktor naczelny i współzałożyciel portalu Popmoderna.pl . Absolwent krytyki literackiej na Wydziale Polonistyki UJ, obecnie doktorant na tym samym wydziale. Interesuje się związkami między literaturą a popkulturą, brytyjską muzyką z lat 80. i 90. oraz włoskim futbolem. Zdecydowanie sprzeciwia się dzieleniu kultury na "wysoką" i "niską". Publikował m.in. w "Dwutygodniku", "Xięgarni", "Czasie Kultury", "Opcjach", stale współpracuje z Gazeta.pl i Wirtualną Polską.