Ruch Fair Trade (Sprawiedliwy Handel), który hołduje zasadzie, że człowiek jest ważniejszy od zysku, pojawił się już w latach 60. ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych. Do nas echa afer wokół wielkich koncernów wykorzystujących nieuczciwie tanią siłę roboczą z krajów tzw. Globalnego Południa zaczęły docierać w późnych latach 90. Dziś nikt już nie ma wątpliwości, że tani produkt "Made in China" okupiony jest łamaniem praw pracowników, z których ogromna część to dzieci. Gromy sypią się od lat na branżę mody. Problem nie dotyczy już wyłącznie tanich ubrań sprzedawanych przez sieciówki. Nawet wielkie ekskluzywne marki przeniosły produkcję m.in. do Chin. A tam dochodzi do paradoksów - w tych samych fabrykach produkowane są i oryginały, i podróbki.
W Stanach Zjednoczonych i rozwiniętych krajach Europy Zachodniej świadomy i zamożny konsument sprawdza metki i rzadziej sięga po towary, które pochodzą z wyzysku. Wybiera marki produkujące lokalnie, a jeśli globalnie, to tylko wtedy, gdy opierają swoją działalność na uczciwych zasadach. I płaci za ubrania więcej, niż wydałby w sieciowych sklepach.
W Polsce pięćdziesiąt lat pustych półek i kilometrowych kolejek przed sklepem, do którego "rzucili towar", skutkuje opóźnionym w stosunku do Zachodu zachłyśnięciem się konsumpcjonizmem. Jeszcze nie do końca zdążyliśmy zmęczyć się zakupami w galeriach handlowych - cieszymy się, że w końcu możemy sobie na to pozwolić. Ale i u nas widać pewną zmianę.
Ci, którzy kochają modę i których stać na taki luksus, sięgają po odzież od polskich projektantów, ubrania małych, niezależnych marek, których w ostatniej dekadzie zdecydowanie przybyło na polskim rynku. Stały się alternatywą dla masowej produkcji, nie tylko jeśli chodzi o jakość. Wybierając rodzimych twórców, można mieć poczucie spełnionej misji. Przecież wspieramy "swoich", dajemy zarobić polskiemu biznesowi, który - w co chcemy wierzyć - dba o pracowników lepiej niż właściciele szwalni w Bangladeszu. Szkopuł w tym, że i tutaj zdarzają się rozczarowania, na przykład nowatorskie projekty szyte z tanich materiałów niewiadomego pochodzenia, niejednokrotnie wcale nie w Polsce.
Jak przebrnąć przez gąszcz modowych propozycji z pewnością, że dokonało się świadomego wyboru? Właśnie tworzy się Transparent Shopping Collective - grupa, która ma skupiać polskie firmy chcące zachować przejrzystość kosztów produkcji. Początek dają jej dwie bardzo młode marki: Elementy i Balagan. Ich właściciele są jednocześnie pomysłodawcami przedsięwzięcia. Priorytetem ma być wyjaśnienie klientom, skąd bierze się cena ubrania.
Mamy prawo wiedzieć
- Mamy za sobą kilka lat doświadczenia z projektowaniem, modą i prowadzeniem biznesu . Pomysł na inicjatywę Transparent Shopping Collective zrodził się raptem niecały rok temu - mówi Bartosz Ladra z Elementów. - Większość z nas zna te miejskie legendy o znajomym znajomego, który pracował w salonie ekskluzywnej marki i przy rozpakowywaniu świeżutkich spodni, pachnących azjatycką fabryką, zobaczył zagraniczne faktury, a na nich szokującą kwotę 5 euro za parę, do których salon dorzucał, bagatela, 300 zł marży. Prawdziwe czy nie, tego rodzaju historie prowadzą do prostego pytania: ile właściwie warte są ubrania?
Bartosz Ladra jest zdania, że coraz więcej osób patrzy na odzież nie tylko przez pryzmat marketingowego sukcesu marki, ale szuka też jej realnej wartości. Klient chce wiedzieć, kto i gdzie wyprodukował ubranie, czy zrobił to z szacunkiem dla środowiska naturalnego i czy godnie wynagrodził pracowników. - Świat mody dzieli się na producentów i konsumentów, pierwsi mają komplet informacji dotyczących produktu, drudzy mocno ograniczoną wiedzę. W Transparent Shopping Collective uważamy, że każdy konsument ma prawo wiedzieć, z czego wynika cena kupowanego przez niego produktu i co się na nią składa - dodaje Ladra.
Agnieszka Ścibior, redaktor naczelna magazynu "VIVA! MODA", przypomina, że podobne rozwiązania już w światowej modzie funkcjonują. - Marka Honest by założona kilka lat temu przez Bruna Pietersa, byłego dyrektora kreatywnego Hugo Boss, jako pierwsza na świecie zaczęła kierować się zasadą stuprocentowej przejrzystości. Wiadomo, skąd pochodzi materiał, ile kosztował, kto wykonał produkt, ile na nim zarobił, włącznie z pensją samego Pietersa - mówi Agnieszka Ścibior.
Diagram prezentowany przez Transparent Shopping Collective nie zawiera aż tak szczegółowych informacji. Wśród danych znajduje się: 23-procentowy podatek, wydatki na materiały i produkcję (ujęte razem), koszty stałe i marża (także połączone) oraz 3-5 proc. ceny przeznaczonej na kapitał społeczny.
Koszty stałe, czyli
- Polski rynek potrzebuje nowych zjawisk i bodźców do rozwoju. Wydaje mi się, że każdą ideę, która wypełnia niszę na rynku, trzeba przeanalizować. Jeśli chodzi o TSC - wydaje mi się, że ma szansę na zgromadzenie wielu osób świadomie kupujących. W Polsce jest ich coraz więcej. Należałoby jednak przyjrzeć się diagramowi, którym posługuje się TSC. Mam do niego kilka zastrzeżeń - komentuje Michał Szulc, projektant, wykładowca Międzynarodowej Szkoły Kostiumografii i Projektowania Ubioru. - Po pierwsze - 23 proc. podatku. Rozumiem, że autorzy zaznaczyli wyłącznie podatek VAT. W diagramie powinien znaleźć się jeszcze 18-procentowy podatek dochodowy. Drugie zastrzeżenie dotyczy "kosztów stałych". Moim zdaniem należałoby je szczegółowo wymienić, nawet jeśli dla wielu osób okazałyby się oczywiste. Jeśli o kosztach stałych mówimy, to dlaczego w tę samą część diagramu została wpisana marża, czyli zysk? Co autorzy rozumieją pod określeniem "kapitał społeczny" i dlaczego sumują koszt materiałów i koszt produkcji? Odpowiedź na te kilka pytań oraz skonkretyzowanie diagramu na pewno wyjaśniłoby więcej potencjalnemu "świadomemu" klientowi .
Bartosz Ladra tłumaczy, że diagram jest próbą prostego przekazania dość złożonego komunikatu. I jeśli tylko klienci wyrażą taką potrzebę, zostanie zmodyfikowany. - Zrezygnowaliśmy z formy opisowej na rzecz klarownego schematu, aby na stronie sklepu internetowego, który planujemy niebawem uruchomić, diagram zachował swoją czytelność. Nie może być przeładowany danymi. Dlatego właśnie koszty produkcji, czyli koszt wszystkich materiałów i szycia, zawarliśmy w jednej pozycji - tłumaczy. - Podobnie jest z podatkiem dochodowym: wiadomo, że jeśli firma wykaże zysk, to będzie musiała ten podatek odprowadzić, a zatem jego wysokość zmniejszy zysk, czyli marżę. Z punktu widzenia klienta wydaje się to informacja neutralna. Wspólne przedstawienie kosztów stałych i marży ma z kolei na celu zakomunikowanie, że to, co zarabiamy na ubraniu, jest przeznaczane w dużej mierze na pokrycie wydatków związanych z prowadzeniem i rozwojem firmy, zatrudnianiem ludzi, organizowaniem sesji zdjęciowych, marketingiem.
Inspirując się działaniami marek takich jak TOMS, która z każdą sprzedaną parą butów drugą przekazuje potrzebującym, TSC będzie przeznaczało 3 - 5 proc. wartości każdego sprzedanego produktu na szczytny cel. Klient będzie mógł wybrać spośród trzech inicjatyw wytypowanych przez założycieli platformy. Wśród nich jest akcja "Pomaluj świat dzieci w Ghanie" prowadzona przez podróżniczkę i pedagożkę Monikę Kaczmarczyk, która zbudowała w Duadze w Ghanie Janusz Korczak Day Care Center - przedszkole dla 80 maluchów z terenów wiejskich. Pieniądze przekazane przez TSC mają być wykorzystane na malowanie przedszkola i zbudowanie kuchni.
Drugą inicjatywę stanowi MiastoDwa, stowarzyszenie skupiające miejskich aktywistów, którzy z pieniędzy od TSC chcą organizować warsztaty dla projektantów i rzemieślników. Trzecim beneficjentem ma być Kibuc Warszawa, Żydowska Ogólnopolska Organizacja Młodzieżowa, skupiająca młodych Żydów mieszkających w Polsce. Kibuc Warszawa ma wykorzystać pieniądze z TSC na utrzymanie swojej siedziby.
Tanio kupię, tanio sprzedam
Czy przejrzysta cena będzie wysoka? Ubrania oferowane przez Elementy i Balagan oraz firmy im podobne produkowane są w Polsce, w małych seriach - a to oznacza wysokie koszta. Założyciele Transparent Shopping Collective twierdzą jednak, że nie ma konfliktu pomiędzy dobrą jakością a przystępną ceną. Planują stworzyć silną sprzedażową platformę internetową, omijając marże sklepów i dystrybutorów. To ma umożliwić utrzymanie przystępnych cen dołączającym do niej markom odpowiedzialnym w biznesie. - Chcemy wprowadzić zmianę w dominującym i starym jak świat "modelu biznesowym", który sprowadza się do tego, żeby jak najtaniej kupić czy wyprodukować, a jak najdrożej sprzedać - tłumaczy Bartosz Larda.
Czy to się uda? - Na jakość ubrania ma wpływ tkanina, z której ubranie jest uszyte, sama staranność, a zatem i czas szycia, konstrukcja, ale też projekt. To wszystko elementy, które im lepsze, tym więcej kosztują. Rzeczy dobrej jakości na pewno nigdy nie będą tanie, ale wciąż mogą być w rozsądnej cenie - twierdzi Agnieszka Ścibior.
Michał Szulc uważa, że są dwa sposoby na uzyskanie balansu pomiędzy wysoką jakością i przystępną ceną. - Pierwszy, łatwiejszy z punktu widzenia produkcyjnego, ale wiążący się z nakładami finansowymi, które trzeba jednorazowo ponieść, to zamówienie dużej partii ubrań. Nawet najlepsza szwalnia, która zapewnia idealną jakość szycia, zaproponuje dobrą stawkę, jeśli zamówienie będzie opiewać na kilkadziesiąt lub kilkaset sztuk. Drugi sposób to własny, nawet skromny zespół - mówi.
I właśnie ta druga opcja jest szansą dla marek skupionych w TSC. Dzięki własnej produkcji stać je będzie na oferowanie przystępnych cen. Ich przejrzystość i przeznaczanie części zysków na tzw. kapitał społeczny - to aspekty inicjatywy, które mają przyciągnąć do niej klienta. - Klient każdej marki skupionej wokół platformy będzie dokładnie znał stosunek kosztów wytworzenia produktu do jego ostatecznej ceny. Sam oceni, czy dana rzecz jest jej warta - tłumaczy Agata Matlak-Lutyk, współzałożycielka marki Balagan. - W tej relacji każdy ma być wygranym - klient, projektant, podwykonawca. I my szczerze wierzymy, że takie założenia mają potencjał i wpłyną na większą sprzedaż.
Gdzie marki, które dołączą do TSC, mają upatrywać korzyści dla siebie? - Nasze nieśmiałe marzenia zakładają, że grono marek skupionych wokół platformy będzie rosło razem z gronem klientów. Stawiamy na organiczny rozwój, sami chcemy głośno mówić o naszym modelu działania i osobiście zachęcać innych do dołączenia. Liczymy również na zgłoszenia. Mamy "tylko", a może "aż" dwa kryteria selekcji: świetny produkt oraz chęć działania w zgodzie z filarami stanowiącymi fundament naszej filozofii - mówi Agata Matlak-Lutyk. - Każdy, kto czuje i myśli podobnie, chce coś zmienić w świecie mody, będzie mile widziany. Tylko współdziałanie dużej liczby marek pozwoli osiągnąć efekt, o którym marzymy.
Pytanie, czy dla polskiego klienta filozofia TSC jest argumentem w wyborze podczas zakupów? Czy stać go na "świadome" zakupy?
- Jest taki cytat Gandhiego: "Nie ma piękna w nawet najpiękniejszej tkaninie, jeśli powoduje ona głód i nieszczęście". Moim zdaniem przyszłość Transparent Shopping Collective leży w rękach odbiorców. Siedem miliardów konsumentów rządzi światem i wszystko, czego chcą, stanie się w mgnieniu oka. Jeśli oni będą dokonywać etycznych wyborów, producenci się do nich dostosują. To właśnie oni mogą wymóc konieczność udostępnienia pełnej informacji na temat towaru. To klienci, dokonując odpowiedzialnego wyboru, wymuszą tym samym, by moda była etyczna - mówi Agnieszka Ścibior.
Marta Mach . Absolwentka arabistyki na UAM, tłumaczka i dziennikarka. Zanim w 2010 roku zamieszkała w Warszawie, dużo podróżowała. Mieszkała w Syrii, Libii i Indiach, gdzie współpracowała z organizacjami pozarządowymi. Współtwórczyni i redaktorka naczelna magazynu "Zwykłe Życie", produkuje sesje zdjęciowe i wideo, dla przyjemności fotografuje.