Biografie
Violette Morris (fot. Agence Rol/National Library of France)
Violette Morris (fot. Agence Rol/National Library of France)

Stało się to o godzinie ósmej wieczorem 27 listopada 1930 roku na paryskim Montmartrze, tuż obok bazyliki Sacré-Cœur, w jednym z mieszkań kamienicy przy ulicy Pierre’a Picarda, którego lokatorką była panna Charlotte Lèfevre.

Owa młoda dama dokonała kilka dni wcześniej dramatycznej wolty w swoim życiu uczuciowym. Uwiedziona przez Violette Morris, słynną na całym świecie sportsmenkę, odrzuciła gorącą miłość boksera Isidore’a Shapiry. Urażony pięściarz powrócił feralnego wieczoru do mieszkania byłej, by – jak zapewniał później – zabrać od niej kolekcję listów miłosnych oraz ich wspólnych fotografii.

Drzwi otworzyła mu nowa partnerka Charlotte – osoba krępej postury, w garniturze i z papierosem w kąciku ust. Doszło do gwałtownej wymiany zdań. Nagle, zanim Shapira zdążył się zorientować, Morris wymierzyła mu silny cios w podbródek, a następnie przyparła go do ściany. Wówczas z głębi mieszkania ze wsparciem pospieszyli jej dwaj kompani i panna Lèfevre. Cała czwórka okładała Isidore’a. A ten, kiedy otrząsnął się po pierwszym szoku, zaczął kontrować przeciwników celnymi ciosami. Awanturę przerwało przybycie policji.

Incydent miał zaskakujący epilog sądowy parę miesięcy później, wiosną 1931 roku. Po procesie cywilnym uznano, że ze względu na znikome urazy bokserowi należy się odszkodowanie w wysokości... 1 franka. Każde z czworga napastników musiało mu zapłacić śmieszną kwotę 25 centymów – tyle kosztowała wówczas gazeta.

Z Isidore’a Shapiry bezlitośnie szydzono we francuskiej i światowej prasie. "Bokser pobity przez kobietę wygrał franka" – kpił w tytule "Chicago Daily Tribune", wtórując paryskim bulwarówkom. Z perspektywy można napisać, że mężczyzna miał szczęście. Kilka lata później krewka Violette Morris posłała na tamten świat weterana Legii Cudzoziemskiej. Nie pojawiała się jednak na łamach gazet tylko w kontekście krwawych skandali.

Violette Morris była popularną pionierką kobiecego sportu z mnóstwem tytułów mistrzowskich i rekordów w tak różnorodnych dyscyplinach, jak rzut dyskiem, piłka nożna czy wyścigi samochodowe. Postrzegano ją jako celebrytkę "gorszycielkę", manifestującą wszem wobec homoseksualność, a do tego szokującą opinię publiczną, gdy operacyjnie zmaskulinizowała swoje ciało. Wreszcie Violette Morris przeszła też drogę od bohaterki Francji w czasie pierwszej wojny światowej do niemieckiej kolaborantki podczas drugiej. Wyruszmy więc ścieżką jej losu od idyllicznego dzieciństwa po mroczny epilog.

Violette Morris w 1913 roku (fot. Domena publiczna)

Chłopczyca na froncie

Violette Morris pochodziła z arystokratycznej rodziny o mieszanym, francusko-orientalnym rodowodzie. Jej dziadek, generał Louis Michel Morris, zasłużył się w czasie podboju Algierii (lata 30. XIX wieku). Tam poślubił miejscową Żydówkę, z którą doczekał się piątki dzieci. Jednym z nich był Jacques Pierre Morris – ojciec Violette.

Jacques Pierre w wojsku awansował jedynie do rangi kapitana. Nie cieszył się dobrym zdrowiem, więc przeszedł w stan spoczynku już w wieku 40 lat. Wówczas związał się z o połowę młodszą Elżbietą Sakakani, posażną panną z bogatego klanu bliskowschodnich kupców. Para osiadła w Paryżu.

Violette, młodsza z ich dwóch córek, przyszła na świat 18 kwietnia 1893 roku. Po latach nauki z guwernantką wysłano ją na pensję prowadzoną przez siostry zakonne nieopodal Huy, uroczego miasteczka nad Mozą w Belgii. W szkole z internatem uchodziła za chłopczycę, ponieważ zawzięcie trenowała dyscypliny zdominowane wówczas przez mężczyzn, takie jak boks, kolarstwo, piłka wodna i pływanie. W tej ostatniej dziedzinie odniosła swój pierwszy sukces jako 20-latka. Podczas rozgrywanych w Paryżu mistrzostw Francji zajęła piąte miejsce w wyścigu na 8 km, będąc jedyną kobietą wśród wielu uczestników. Podobno wtedy ukuła swoje życiowe motto: "Jeśli mężczyzna może coś robić, to Violette też!".

W tym czasie Morris – jak można zobaczyć na zdjęciach z archiwów Francuskiej Biblioteki Narodowej – nosiła długie sukienki i wielkie kapelusze, zgodnie z modą belle époque. Niedługo po paryskich zawodach przystała na małżeństwo zaaranżowane przez rodziców. W sierpniu 1914 roku wzięła ślub z Cyprienem Gouraudem, synem fabrykanta z branży papierniczej. Kilka dni po uroczystości jej męża zmobilizowano – zaczynała się I wojna światowa.

Niespełna rok później Violette wstąpiła do Czerwonego Krzyża, wiedziona poczuciem patriotycznego obowiązku. Najpierw była pielęgniarką w szpitalu polowym podczas bitwy nad Sommą. Następnie trafiła pod Verdun, gdzie kursowała jako motocyklowa łączniczka, a potem kierowała ambulansami zwożącymi rannych z pola walki. Po kilku miesiącach nabawiła się ciężkiego zapalenia płuc i trafiła na dłuższy czas do szpitala. Gdy z niego wyszła w 1917 roku, nie wróciła już na linię frontu. Znów poświęciła się treningom atletycznym.

Rekordowa pionierka

W 1918 roku zmarli kolejno ojciec i matka Violette. Mocno przeżyła śmierć rodziców, a jednocześnie te wydarzenia zapoczątkowały u niej zmianę sposobu wyrażania siebie. Zaczęła ubierać się po męsku, zakładała spodnie i marynarkę. Zdziwionym wyjaśniała, że "przyzwyczaiła się do wojennego munduru". Co ciekawe, popełniała w ten sposób wykroczenie. W świetle ówczesnego prawa obowiązującego w Paryżu i okolicach, a pochodzącego z 1800 roku, kobieta mogła nosić spodnie jedynie po otrzymaniu pisemnego pozwolenia wydanego przez prefekturę policji. Inaczej groził jej areszt. Morris nigdy o taki dokument nie wnioskowała, bo nie musiała – już wtedy funkcjonariusze przymykali oko na tego typu "nieprzestrzeganie prawa". Jak się potem okazało, nie wszyscy we Francji zachowali w tej kwestii zdrowy rozsądek.

Ze zmianą garderoby poczyniła kolejny krok łamiący konwenanse epoki – przestała kamuflować swoją homoseksualność. Nikogo więc nie zdziwiło, gdy wiosną 1923 roku oficjalnie rozwiodła się z panem Gouraudem.

Ciągle intensywnie zajmowała się sportem. W 1917 roku zaczęła trenować piłkę nożną w paryskim klubie Fémina Sport. Grała w ataku. Jej koleżanki zawsze występowały na boisku w przepisowych beretach, ona miała najczęściej głowę odkrytą – jak gracze płci męskiej. Dwa lata później jej zespół pokonał w dwumeczu drużynę En Avant, zdobywając pierwszy tytuł mistrza Francji w futbolu kobiet. Od kiedy w 1919 roku została członkinią Federacji Francuskich Kobiecych Stowarzyszeń Sportowych (FSFSF; Fédération des Sociétés Féminines Sportives de France), zdarzało się jej grywać również w piłkarskiej kadrze narodowej.

Poza futbolem Violette Morris przez lata reprezentowała paryskie kluby i Francję, zdobywając wiele tytułów i bijąc kolejne rekordy w kilku sportowych dziedzinach. W 1921 roku, na pierwszych w historii międzynarodowych kobiecych zawodach w Monako, dwa razy stanęła na najwyższym podium – w pchnięciu kulą i w rzucie oszczepem. Rok później na Światowych Igrzyskach Kobiet w Paryżu zajęła drugie miejsce w pchnięciu kulą. W tej samej konkurencji w 1924 roku pobiła rekord świata (rzuciła 10,15 m; dziś rekord wynosi 22,63 m). A do tego była kilkukrotną mistrzynią Francji w rzucie dyskiem, oszczepem i w podnoszeniu ciężarów; wygrała kilka wyścigów kolarskich; w 1922 była wicemistrzynią kraju w pływaniu. I dalej grała w piłkę nożną w barwach Olympique de Paris, a potem Cadettes de Gascogne, sporadycznie triumfując w turniejach lub pucharach.

Poza futbolem Violette Morris przez lata reprezentowała paryskie kluby i Francję, zdobywając wiele tytułów i bijąc kolejne rekordy w kilku sportowych dziedzinach (fot. Agence Rol/National Library of France) , W 1921 roku, na pierwszych w historii międzynarodowych kobiecych zawodach w Monako, dwa razy stanęła na najwyższym podium – w pchnięciu kulą i w rzucie oszczepem (fot. Domena publiczna)

Mało tego, ambitna sportsmenka znalazła sobie kolejną pasję zdominowaną przez mężczyzn – motoryzację. Od 1922 roku regularnie startowała w zawodach na terenie Francji. Zawsze plasowała się wysoko w wyścigach wytrzymałościowych Bol d’Or, rozgrywanych pod Paryżem. Jednak triumfowała w nich tylko raz – w 1927 roku w Fontainebleau. Wycisnęła ze swojego BNC 527, ile fabryka dała, to znaczy średnio 67,4 km/godz. Stała się celebrytką.

Pisała o niej z sympatią zarówno prasa francuska, jak i światowa. Zdjęcie, gdy z uśmiechem zwycięzcy pali papierosa za kierownicą auta, obiegło cały glob. Choć była u szczytu, na jej sportowej karierze już wtedy pojawiły się pierwsze rysy.

Spodnie vs kariera

Kłopoty Violette Morris zaczęły się w 1926 roku. Ktoś doniósł władzom FSFSF, że zachęca swoje koleżanki z drużyny piłkarskiej do stosowania dopingu, konkretnie silnych środków pobudzających. Do tych zarzutów doszedł kolejny: nie interweniowała w czasie meczu, gdy zawodniczka z jej klubu biła sędziego wzburzona jego "niesprawiedliwą" decyzją. Koniec końców ukarano ją wykluczeniem z rozgrywek futbolowych.

Jednak najcięższy cios spadł na nią na początku 1928 roku. Konserwatywne władze FSFSF odebrały jej sportową licencję, powołując się na wspomniane już prawo "spodniowe" z 1800 roku. Słowem, oficjalnie decyzję umotywowano faktem, że Morris ubiera się jak mężczyzna: nosi garnitury i ma krótkie włosy. Wiadomo było jednak, że włodarzom federacji nie chodzi tylko o to. Sportsmenka czyniła awanse do koleżanek w szatni, tęgo piła i paliła (i to "wyczynowo": trzy paczki dziennie!), a do tego klęła jak szewc ("Wywodzę się z wojskowej rodziny. Tak mnie wychowano" – obruszała się, gdy ktoś zwrócił jej uwagę).

I tak marzenia Morris o występie na olimpiadzie w Amsterdamie, gdzie wreszcie szerzej dopuszczono kobiety do startu, legły w gruzach.

Nie zamierzała jednak ustępować. Uparła się – ku oburzeniu współczesnych – że będzie ubierać się tylko tak, jak chce, a nie tak, jak ktoś jej każe. Dlatego walczyła w sądzie z federacją o przywrócenie licencji. Bez skutku. W 1930 roku paryski trybunał orzekł, że FSFSF miała pełne prawo podjąć taką decyzję. I tak ostatecznie złamano jej profesjonalną sportową karierę.

Violette zostały jeszcze wyścigi samochodowe. Dla nich zmieniła nawet swoje ciało. Operacyjnie pomniejszyła sobie biust, tłumacząc, że dzięki temu "łatwiej jej będzie prowadzić auto". Jednak choć ścigała się jeszcze do połowy lat 30., nie odniosła już większych triumfów.

W latach 20. zaczęła też prowadzić sklep z częściami samochodowymi przy ulicy Rogera Bacona 6 na północno-zachodnich obrzeżach Paryża (fot. Domena publiczna) , Od 1922 roku regularnie startowała w zawodach na terenie Francji (fot. Agence Rol/National Library of France)

Zabójcza śpiewaczka

Od 1918 roku Morris utrzymywała się głównie z pokaźnej renty wypłacanej z majątku po rodzicach. W latach 20. zaczęła też prowadzić sklep z częściami samochodowymi przy ulicy Rogera Bacona 6 na północno-zachodnich obrzeżach Paryża. Niestety, nie wytrzymał załamania gospodarczego doby wielkiego kryzysu. Morris zmuszona była sprzedać lokal użytkowy, nad którym zresztą mieszkała, w 1932 roku. Niedługo potem przeniosła się na przedmieście Neuilly-sur-Seine, gdzie zamieszkała na barce. Znalazła sobie też nową pasję – śpiew. Okazało się, że i w tym kierunku jest utalentowana. Osiągnęła na tyle wysoki poziom, że występowała na scenach paryskich klubów z Josephine Baker, co dało pretekst do plotek o ich romansie. Zapraszano ją również do radia, gdzie także dawała wokalne popisy.

W latach 30. Morris należała do stałych bywalczyń lesbijskiego klubu Le Monocle, znajdującego się w podziemiach domu przy bulwarze Edgara Quineta 60. Właśnie tam Brassaï, legendarny fotokronikarz międzywojennego Paryża, uchwycił ją z jedną z jej partnerek. Zdjęcie należy dziś do najczęściej reprodukowanych kadrów z jego obszernego katalogu.

O Violette Morris ponownie zrobiło się głośno w 1937 roku. Stała się bohaterką tragicznego incydentu. W czasie bożonarodzeniowej kolacji u sąsiadów pokłóciła się z niejakim Josephem Lecamem, 34-letnim weteranem Legii Cudzoziemskiej. Wydawało się, że spór został załagodzony, gdy Violette około północy opuszczała towarzystwo, żeby wrócić na swoją barkę. Tymczasem legionista z każdym kieliszkiem stawał się coraz bardziej agresywny. Gdy zaczął się awanturować, zniecierpliwieni gospodarze wyrzucili go z domu nad ranem 26 grudnia. Wtedy pijany wojak wtargnął na barkę Morris. Obudziły ją hałasy. A potem wydarzenia potoczyły się szybko: intruz rzucił się na nią, chcąc wepchnąć ją do wody. Doszło do szamotaniny, podczas której kobieta chwyciła broń i zastrzeliła napastnika. Już dwa miesiące później sąd ją uniewinnił, ponieważ uznał, że działała w obronie własnej. Mimo to prasa nie miała dla niej litości. "Morderstwo – to ostatni wyczyn wybuchowej Violette, która ma amputowane piersi" – krzyczał w nagłówku nowojorski "Daily News".

Morris związała się na dłużej z aktorką Yvonne de Bray. Dzięki niej poznała samego Jeana Cocteau, wszechstronną artystyczną gwiazdę epoki. Okazjonalnie pracowała dla niego jako szoferka. Cocteau tak opisywał Violette swojemu kochankowi, aktorowi Jeanowi Marais: "To gruba dziewczynka lub gruby chłopczyk. Zabawna, drażliwa, zawsze tryskająca pomysłami".

Wiosną 1940 roku Morris współfinansowała prapremierę trójaktówki "Święte potwory" (fr. "Les Monstres sacrés"), którą Cocteau napisał specjalnie dla de Bray. Spektakl odbył się w maju, a wśród aktorów na scenie pojawiła się sama Violette. Miesiąc później Francja została zaatakowana przez III Rzeszę, a ona rozpoczęła życie na krawędzi.

O Violette Morris ponownie zrobiło się głośno w 1937 roku. Stała się bohaterką tragicznego incydentu (fot. Agence Rol/National Library of France)

W drodze po śmierć

Okupacyjne losy Violette Morris budzą kontrowersje. Historycy mają na ten temat różne opinie, ale pewne jest jedno: współpracowała z Niemcami. Czy kierował nią oportunizm? Czy – jak sporą grupką kolaborantów z Vichy – przekonanie? Czy bez żalu patrzyła na upadek III Republiki, której władze tak jej zalazły za skórę?

Do niedawna nad Sekwaną popularna była wersja biografii Morris prezentowana przez szanowanego pisarza historycznego Raymona Ruffina, wedle której miała ona współpracować z wywiadem niemieckim już przed wojną, co najmniej od 1936 roku. W czasie okupacji kontynuowała współpracę – tworzyła siatkę informatorów rozpracowujących grupy Resistance i brytyjskie komórki wywiadowcze na polecenie Gestapo. Co więcej, według publicysty należała również do grupy Henriego Lafonta, czyli francuskich gangsterów, którzy działali w Paryżu pod parasolem niemieckich służb – najpierw Abwehry, a później Gestapo. W podziemiach siedziby szajki Violette Morris miała nawet osobiście torturować członków ruchu oporu. Ruffin poświęcił jej dwie książki pod znamiennymi tytułami "Diablica" i "Hiena Gestapo".

Inne są ustalenia badaczki Marie Jo-Bonnet zawarte w książce z 2011 roku "Violette Morris: Historia skandalistki". Według nich była sportsmenka prowadziła do lutego 1941 warsztat samochodowy przy bulwarze Pershinga. Gdy został zarekwirowany na potrzeby Luftwaffe, zaczęła pracować jako szoferka dla różnych kolaboranckich figur, takich jak Christian Sarton du Jonchay (vichystowski urzędnik, wierny Niemcom do końca wojny) czy kapitan Georges Giraud z Legionu Francuskich Ochotników przeciwko Bolszewizmowi (później żołnierz Waffen-SS). Jednocześnie zarabiała, handlując na czarnym rynku w porozumieniu z gangsterami z "francuskiego Gestapo". Żyła z nimi w dobrej komitywie, ale wydaje się, że ich wzajemne relacje nie wykraczały poza biznes. Zresztą, jak podkreśla Jo-Bonnet, nie znaleziono żadnych dowodów wskazujących na to, że Morris rozpracowywała ruch oporu, uczestniczyła w operacjach policyjnych, a tym bardziej prowadziła brutalne przesłuchania. Ale jakikolwiek był stopień jej kolaboracji, zapłaciła za nią najwyższą cenę.

Podczas okupacji Morris często jeździła służbowo po Normandii. 26 kwietnia 1944 roku przebywała właśnie w tym regionie, niedaleko ujścia Sekwany. Wiozła znajomego rzeźnika, pana Bailleula z żoną i dwójką dzieci, drogą z Épaignes do Lieurey. W pewnym momencie musieli się zatrzymać, ponieważ wóz konny zatarasował im drogę. Jak się okazało, była to zasadzka. W pobliskich drzewach kryli się partyzanci. Z ich karabinów maszynowych posypał się grad kul. W kilkanaście sekund wszyscy podróżni zginęli.

Czy była to zemsta ruchu oporu za działalność Violette? Czy jedna z tragicznych pomyłek, jakich w czasie wojny nie brakowało? Tego także nie sposób stwierdzić.

Ciało Violette Morris trafiło do wspólnego, bezimiennego grobu. Ale pamięć o tej barwnej postaci nadal trwa, i to nie tylko w świecie historyków. Jest ona pierwowzorem bohaterki głośnej powieści Francine’a Prose’a "Klub Kameleona. Paryż 1932" z 2014 roku, a jej twarz, uwieczniona przez Brassaïa, widnieje na okładce polskiego wydania książki. Niedawno we Francji ukazał się też komiks, autorstwa Bertranda Galica i Javiego Reya, przybliżający jej biografię. Może teraz czas na film lub serial? W jej przypadku materiału na taką opowieść jest nadmiar.

Wojciech Rodak. Rocznik 1984. Redaktor i publicysta. Pasjonat szeroko pojętej historii i muzyczny koneser (od DJ Premiera do Jordiego Savalla). W przeszłości związany m.in. z dziennikiem Polska The Times i miesięcznikiem Nasza Historia. Obecnie współpracuje na wielu polach z Ośrodkiem KARTA, a także z Gazetą Wyborczą.