Biografie
Harriet Tubman (Horatio Seymour Squyer, 1848 - 18 Dec 1905)
Harriet Tubman (Horatio Seymour Squyer, 1848 - 18 Dec 1905)

W XVIII i XIX wieku pas wybrzeża Karoliny Południowej rozciągający się pomiędzy Charleston a Savannah znaczyły wielkie plantacje. Na podmokłych nizinach uprawiano głównie ryż, zwany „złotem z Karoliny". Na ciągnącym się wzdłuż wybrzeża łańcuchu wysp, Sea Islands, sadzono przeważnie bawełnę. W okrutnym reżimie pracowały na nich dziesiątki tysięcy czarnoskórych niewolników. Plantacje przynosiły milionowe zyski miejscowym latyfundystom, tzw. południowym arystokratom. To oni stanowili trzon politycznej elity Skonfederowanych Stanów Ameryki, które w lutym 1861 roku – między innymi w imię utrzymania niewolnictwa – dokonały secesji z USA. Wydarzenia te dały początek krwawej wojnie domowej.

Już jesienią 1861 roku niebezpiecznie blisko posiadłości magnatów z Karoliny Południowej pojawiły się wojska Unii. Udało im się zająć strategicznie położoną nadbrzeżną wyspę Port Royal. Niedługo potem w poszukiwaniu wolności zaczęły na nią ściągać zastępy niewolników z okolicznych plantacji. Wiosną 1862 roku, by nieść im pomoc, przybyła tu z Massachusetts grupa wolontariuszy. Wśród nich znajdowała się drobna, około 40-letnia czarnoskóra kobieta o posępnym i czujnym obliczu. Nosiła przydomek „Mojżesz", a sława jej przedwojennych dokonań sprawiała, że jankescy oficerowie z miejscowego garnizonu, ilekroć ją mijali, kłaniali się jej z szacunkiem, unosząc kapelusz. Nazywała się Harriet Tubman.

Przez pierwsze 10 miesięcy pobytu na wyspie pracowała jako pielęgniarka. Jednak wczesną wiosną 1863 roku powierzono Tubman dużo poważniejsze zadanie – organizację siatki szpiegowskiej w regionie. W tym celu „Mojżesz" wielokrotnie wyprawiała się na tyły wroga, by rozpoznać teren i zasięgnąć języka na temat ruchów konfederatów wśród lokalnych czarnych społeczności, zarówno niewolników, jak i wyzwoleńców. Już po paru miesiącach dzięki pozyskanym przez nią informacjom oficerowie Unii mogli zorganizować brawurową akcję dywersyjną na konfederackim terytorium. Przeszła ona do historii jako rajd po rzece Combahee.

Rajd po rzece Combahee. Ilustracja z Harper's Weekly Volume VII, no. 340 (1863 July 4), p. 429. (autor nieznany / domena publiczna)

Krótko przed północą z 1 na 2 czerwca 1863 roku z portu w Beaufort wypłynęły trzy kanonierki z około 150 czarnoskórymi żołnierzami Unii na pokładzie. Dowodził nimi biały płk James Montgomery, dobiegający pięćdziesiątki weteran abolicjonistycznej partyzantki Johna Browna z Kansas. U boku miał Tubman, która jako przewodniczka bezpiecznie prowadziła ekspedycję między mieliznami i minami rozmieszczonymi przez konfederatów u ujścia rzeki Combahee.

Nawigując w mroku, statki Unii płynęły w górę rzeki. Co jakiś czas zabierały na pokład grupy zbiegłych niewolników ukrywających się w szuwarach. Wielu zostało uprzedzonych o przybyciu „armii pana Lincolna", więc zdążyli zabrać z plantacji nie tylko swoje rodziny, ale i dobytek. „Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Zjawiały się kobiety z dopiero co urodzonymi bliźniakami podwiązanymi pod szyją, torbami na ramionach i koszami na głowach. A za nimi dreptały gromadki ich pozostałych dzieci, oczywiście także obładowane ciężarami. Świnie chrumkały, kury gdakały, a dzieci piszczały" – opisywała po latach atmosferę na kanonierkach Tubman. Nie przejmowano się, że te hałasy mogą zaalarmować konfederackie posterunki. Trwał sezon malaryczny, były więc one nieliczne i rozproszone na dużym obszarze.

Kanonierki Unii płynęły kilkanaście mil w górę rzeki, aż na wysokość Combahee Ferry, gdzie znajdował się konfederacki most pontonowy (dziś jest tam most im. Harriet Tubman). Po ostrzelaniu i podpaleniu przeprawy zawróciły. W drodze powrotnej czarni żołnierze Montgomery’ego plądrowali i podpalali plantacje położone nad brzegami Combahee. Ich ofiarą padły dobra ważnych rodów południowej magnaterii – między innymi Middletonów, Heywardów i Lowndesów.

Operacja trwała kilka godzin, o poranku 2 czerwca kanonierki armii Północy opuściły słodkie wody Combahee i skierowały się do bazy w Beaufort. Ścigał je bezskutecznie ogień samotnej armaty polowej przyciągniętej nad brzeg rzeki przez pewnego zawziętego konfederackiego majora.

W toku akcji oddziały Jamesa Montgomery’ego nie poniosły żadnych strat. Zdobyły przy tym pokaźny łup – w postaci ryżu, bawełny i bydła – a także ewakuowały około 750 zbiegłych niewolników. Operacja zakończyła się więc pełnym sukcesem. Nie byłoby go, gdyby nie Tubman i jej ludzie. Dobitnie świadczy o tym konfederacki raport sporządzony po rajdzie wojsk Unii. „Wróg dobrze zdawał sobie sprawę z liczebności i rozmieszczenia naszych wojsk. Widzieli, że szansa napotkania oporu jest niewielka. Poza tym musieli być prowadzeni przez kogoś obeznanego z rzeką i jej okolicą" – czytamy w dokumencie.

Muzeum Harriet Tubman (fot. WhisperToMe / wikimedia.org / Creative Commons CC0 1.0)

W przeszło miesiąc po akcji w Karolinie Południowej, w połowie lipca 1863 roku Franklin Benjamin Sanborn na łamach abolicjonistycznej bostońskiej gazety „The Commonwealth" zdekonspirował jej bohaterkę, dotychczas pozostającą w cieniu. Pisał o jej wojennych zasługach, używając jej pełnego imienia i nazwiska, a także pseudonimu. Przypominał, że w latach poprzedzających wojnę Amerykanie „pozostali głusi na okrzyki rozpaczy" Harriet Tubman, gdy ta prowadziła kolejne kolumny zbiegłych niewolników z Południa USA ku wolności na Północy. W uniesieniu napisał też, że powinien wychwalać ją cały świat.

Tego jednak Tubman nie dane było doczekać, mimo iż żyła ponad 90 lat.

Jak Araminta została Harriet        

Półwysep Delmarva znajduje się na Wschodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, mniej więcej na wysokości Waszyngtonu. Ciągnie się na długości niemal 300 km i oddziela wody zatoki Chesapeake od Oceanu Atlantyckiego. Jego zachodnie, pełne bagien i rozlewisk wybrzeże należy do stanu Maryland. W początkach XIX wieku na tutejszych farmach uprawiano przede wszystkim kukurydzę i tytoń. Pracowali tam głównie czarnoskórzy niewolnicy. Gospodarze z regionu mieli ich średnio 11. Harriet Tubman przyszła na świat właśnie na jednej z takich niewielkich plantacji w okolicach osady Bucktown najpewniej około 1822 roku – nie zachował się żaden wiarygodny akt jej urodzenia.

Araminta Ross, bo tak pierwotnie nazywała się Tubman, była owocem związku dwojga niewolników z sąsiadujących ze sobą gospodarstw – Harriet Green i Bena Rossa, z zawodu drwala. Para dochowała się dziewięciorga dzieci: czterech synów i pięciu córek. Dwie z nich zostały wcześnie wyrwane z rodziny. Edward Brodess, właściciel Green i jej potomstwa, sprzedał dzieci handlarzom niewolników z Południa. Ich płacz, krzyki i zrozpaczone twarze, gdy oddzielano je od bliskich, mocno wryły się w pamięć małej Araminty. Kilka lat później mogła też stracić młodszego brata Bena, wystawionego przez ich pana na sprzedaż. Jednak ich matka na to nie pozwoliła. Najpierw przez miesiąc ukrywała syna w lesie, a potem zagroziła właścicielowi, że „pierwszej osobie, która tknie jej dziecko, rozwali głowę". Ostatecznie ta taktyka okazała się skuteczna. Harriet Green postawiła na swoim – chłopiec pozostał na plantacji, a jej nawet nie ukarano.

Araminta, jak większość dzieci niewolników, zaczęła pracować już jako pięciolatka. Przez lata wynajmowano ją różnym gospodarzom. Początkowo pomagała przy pracach domowych i niańczyła dzieci. Na przykład musiała całą noc bujać kołyskę z niemowlęciem. Gdy w trakcie służby zasnęła, a dziecko się obudziło, bito ją lub wręcz chłostano. Jak po latach wspominała Tubman, większość farmerów, dla których pracowała, stosowała wobec niej przemoc – niektórzy tłukli ją „rytualnie", co rano. Gdy skończyła 12 lat, zaczęła pracować na polach uprawnych. Wolała ten znój niż lżejsze zajęcia w pobliżu swoich państwa, ciągle narażona na ich gniew.

Plakat z 1853. 'Mężowie, żony i rodziny sprzedawane bez różnicy różnym nabywcom są brutalnie rozdzielane; prawdopodobnie nigdy więcej się nie spotkają.' (domena publiczna)

Jak większość dzieci niewolników nie odebrała żadnego wykształcenia. Do końca życia pozostała analfabetką. Żarliwie religijna, na pamięć znała fragmenty Biblii i wiele przypowieści, których nauczyła się od rodziców.

Gdy była nastolatką, o mało nie zginęła. W czasie prac polowych próbowała powstrzymać rozwścieczonego nadzorcę, który gonił innego niewolnika, chcąc go ukarać za jakieś prawdziwe bądź domniemane przewinienie. W trakcie chaotycznego pościgu cała trójka wparowała do wiejskiego sklepu. Gdy chłopak po raz kolejny wymknął się nadzorcy i wybiegł z budynku, ten w napadzie furii cisnął za ściganym ciężarkiem od wagi sklepowej. Trafił Aramintę prosto w głowę. Ranna dziewczyna kilka tygodni leżała w letargu, między życiem a śmiercią. „Zatroskany" pan Brodess próbował ją szybko sprzedać, „póki była żywa". Kupca nie znalazł, a dziewczyna wróciła do zdrowia.

Uraz głowy miał jednak poważne konsekwencje. Araminta do końca życia cierpiała na napady narkolepsji. Zdarzało się, że urywała zdanie w połowie i popadała w otępienie. Wówczas, jak twierdziła, nawiedzały ją koszmarne wizje. Ich powracającym motywem był mroczny jeździec wyrywający dzieci z rąk płaczących ciemnoskórych matek.

Około 1844 roku Araminta wzięła ślub z Johnem Tubmanem, wyzwoleńcem mieszkającym w okolicy. Nie mieli dzieci. Według ówczesnego prawa odziedziczyłyby status niewolniczy po matce. Młoda kobieta była tego świadoma. Lękała się, że zostałyby jej z dnia na dzień  zabrane i sprzedane na Południe, tak jak niegdyś siostry.  

Kiedy latem 1849 roku nagle zmarł Edward Brodess, szybko pojawiły się plotki, że Eliza, wdowa po nim, zamierza sprzedać Aramintę, a może także innych członków jej rodziny, by pokryć długi. Araminta nie mogła trwać w niepewności, gdzie rzuci ją los. 17 września w okolicznościach, których do końca życia nie ujawniła, ruszyła na Północ.

Granica Marylandu i Pensylwanii, czyli słynna linia Masona-Dixona, oddzielała południowe stany niewolnicze od północnych, gdzie ludzie niezależnie od koloru skóry mogli żyć wolno. Z Bucktown do granicy było około 170 km. Nie wiemy, w jakim czasie Tubman pokonała tę odległość ani kto udzielił jej wówczas schronienia i pomocy. W każdym razie bezpiecznie udało jej się dotrzeć do Filadelfii, przeszło 120-tysięcznej metropolii, gdzie wielu zbiegłych z Południa czarnoskórych zaczynało nowe życie. By zmylić tropicieli zbiegłych niewolników, Araminta zmieniła imię na Harriet. Jej właścicielka, Eliza Brodess, wyznaczyła nawet 100 dolarów nagrody za schwytanie jej poza stanem Maryland. 

Tubman imała się różnych prac fizycznych, żeby przetrwać. A po paru miesiącach rzuciła się w wir konspiracyjnej pracy w tzw. Kolei Podziemnej (ang. Underground Railroad) – nieformalnej abolicjonistycznej organizacji, która pomagała niewolnikom z Południa zbiec na Północ, ku wolności. I stała się najbardziej znaną postacią tego ruchu.

Mapa wielu tras w sieci umownego szlaku Kolej Podziemna, wydana w 1895 (domena publiczna)

Mojżesz na szlaku     

Od pierwszej dekady XIX wieku do wojny secesyjnej na ucieczkę za linię Masona-Dixona co roku decydowały się tysiące czarnoskórych niewolników z plantacji Południa. Tak jak Tubman pochodzili głównie ze stanów przylegających do granicy, jak Maryland czy Wirginia. Szacunkowo przez pół wieku blisko 100 tys. z nich dotarło do „Ziemi Obiecanej" – jak nazywali północ USA i Kanadę – właśnie dzięki Kolei Podziemnej. W tej organizacji, co oczywiste, zdecydowanie dominowali biali przeciwnicy niewolnictwa, głównie motywowani religijnie – uważali je za grzech. Ukrywali czarnych zbiegów w swoich domach, obejściach czy piwnicach. Przewozili ich z jednej kryjówki do drugiej w wozach, które miały na przykład specjalne podwójne dno, albo prowadzili nocami przez bezdroża. I tak od punktu do punktu, aż do przekroczenia „Jordanu", jak Afroamerykanie zwykli nazywać granicę „wolnych" stanów.

Ten szlachetny proceder był ryzykowny i niebezpieczny. Schwytanych zbiegłych niewolników czekały srogie kary, przede wszystkim chłosta. „Recydywiści" mieli też podcinane ścięgna Achillesa. Białych, którzy im pomagali, karano różnie. W 1844 roku kapitan Jonathan Walker z Massachusetts został przyłapany na Florydzie, gdy próbował przeszmuglować kilku czarnoskórych uciekinierów na swoim statku. Za karę wypalono mu na ręku litery „SS", czyli slave stealer (pol. złodziej niewolników). Najwyższą cenę za pomoc grupie zbiegów z Wirginii zapłacił Charles Turner Torrey, zaciekły i charyzmatyczny abolicjonista. Pojmany w Marylandzie, został skazany na sześć lat ciężkich robót. Zmarł w 1846 roku podczas odbywania kary, stając się męczennikiem ruchu.

Harriet Tubman zaangażowała się w Kolej Podziemną motywowana przede wszystkim chęcią uwolnienia swoich bliskich. Pierwszy raz od ucieczki z plantacji wyprawiła się na „złą stronę Jordanu", do rodzinnego Marylandu, gdy dostała informację, że jedna z jej siostrzenic, Keziah, razem z dwójką dzieci ma być sprzedana na aukcji niewolników. Mąż kobiety, wyzwoleniec, „porwał" i przewiózł łodzią swoją rodzinę do Baltimore. Tam przejęła ich Tubman, która w jakiś sposób – zapewne z pomocą miejscowych konspiratorów Kolei, których dopiero co poznawała – przerzuciła ich szczęśliwie do Pensylwanii.

Przez następną dekadę Tubman wyprawiała się do Marylandu jeszcze 12 razy, stając się legendą Kolei Podziemnej. Z czasem zyskała pseudonim „Mojżesz", ponieważ niczym biblijny prorok prowadziła „swój lud z niewoli egipskiej do Ziemi Obiecanej".

Nie zachowały się opisy jej ekspedycji, zabrała sekrety konspiracyjnej roboty do grobu. Wiadomo natomiast, że wypuszczała się na niebezpieczne misje jesienią lub wczesną zimą, gdy ludzie chronili się przed chłodem w domach, a drogi były mniej uczęszczane. Nawiązywała kontakt z chętnymi do ucieczki, rozpuszczając wici przez zaufane osoby. Gdy już prowadziła grupę zbiegów na Północ, a któryś z niewolników się rozmyślił i chciał zawrócić, potrafiła wyciągnąć rewolwer i zagrozić mu śmiercią. Nie ruszała się bez broni; używała jej także do „celów leczniczych" – rękojeścią zwykła wybijać sobie bolące zęby.

Harriet Tubman (Harvey B. Lindsley / domena publiczna)

Tubman często prowadziła swoje grupy przez Wilmington w stanie Delaware, a stamtąd na most do „wolnego" New Jersey. Placówką Kolei w tym mieście zawiadywał Thomas Garrett, jedna z ważniejszych postaci abolicjonistycznej konspiracji. Udzielił schronienia nawet 2,5 tys. zbiegłych niewolników.

Po północnej stronie linii Masona-Dixona przewodniczka wiodła uciekinierów przez stany New Jersey lub Pensylwanię do stanu Nowy Jork, a stamtąd do Kanady, gdzie dopiero mogli poczuć się całkowicie bezpieczni. Bo wedle obowiązującego od 1850 roku prawa, tzw. Fugitive Slave Act, władze i obywatele „wolnych" stanów mieli obowiązek pomagania w schwytaniu i zwrocie zbiegłych niewolników ich właścicielom.

W przerwach pomiędzy kolejnymi wyprawami Tubman pracowała głównie jako służąca i kucharka lub z rodziną w Kanadzie, gdzie z biegiem lat przerzucała coraz więcej bliskich i znajomych. I stała się znaną postacią ruchu przeciwko niewolnictwu. Zaangażowała się także w jego zbrojną działalność. Pomogła Johnowi Brownowi, radykalnemu abolicjoniście, rekrutować ochotników, którzy w 1859 roku dokonali ataku w Harper’s Ferry w Wirginii. Chcieli w ten sposób sprowokować wybuch powstania niewolników. Ponieśli jednak całkowitą klęskę. Brown skończył na szubienicy. Harriet Tubman dane było bezpiecznie zakończyć karierę przewodnika czy też jak mówiono – „konduktora" Kolei Podziemnej. Mawiała, że w odróżnieniu od wielu „konduktorów" Kolei Podziemnej nigdy nie zabłądziła i nie zgubiła ani jednego pasażera. A miała ich około 70. Tubman ściągnęła na Północ znajomych i bliskich: trzech braci z rodzinami, oboje swoich rodziców i kilkoro krewnych. Jednak mąż odmówił pójścia z nią, gdy się po niego zjawiła. Znalazł nową żonę. W 1867 roku zginął zastrzelony przez białego sąsiada.  

Jesień w Auburn

Podczas wojny secesyjnej Tubman pracowała dla armii Unii na zapleczu frontu jako pielęgniarka i kucharka, ale także za liniami wroga jako szpieg. Wytężona praca i stres spowodowały, że przez ostatni rok konfliktu głównie chorowała – męczyły ją napady narkolepsji.

Koniec wojny przyniósł upadek niewolnictwa w USA. A Tubman mogła wreszcie się odpocząć. Osiadła w Auburn w stanie Nowy Jork. Dom dostała od jednego z abolicjonistycznych działaczy. Mieszkała z dożywającymi swoich dni rodzicami, o 22 lata młodszym drugim mężem – weteranem wojennym Nelsonem Davisem – a także ich adoptowaną córką Gertie.

Ameryka szybko zapomniała o jej wojennych zasługach. Tubman przez trzy dekady walczyła o wypłatę zaległego żołdu i zapomogę dla siebie i męża. Ostatnie środki, które kraj był jej winien, wypłacono dopiero w 2003 r. i przekazano na poczet muzeów z nią związanych.

Będąc już w zaawansowanym wieku, Harriet Tubman wciąż od czasu do czasu udzielała się publicznie. Popierała ruch sufrażystek. Zmarła 10 marca 1913 roku na zapalenie płuc, przeżywszy najprawdopodobniej ponad 90 lat.

Afroamerykanie nigdy nie zapomnieli o jej dokonaniach. Pozostała dla nich ikoną walki o wolność. W 2016 roku pojawił się pomysł, rzucony przez administrację prezydenta Baracka Obamy, by umieścić jej wizerunek na 20-dolarowym banknocie zamiast prezydenta Andrew Jacksona. I nadal tylko krąży po waszyngtońskich korytarzach.

Wojciech Rodak. Rocznik 1984. Redaktor i publicysta. Pasjonat szeroko pojętej historii i muzyczny koneser (od DJ Premiera do Jordiego Savalla). W przeszłości związany m.in. z dziennikiem Polska The Times i miesięcznikiem Nasza Historia. Obecnie współpracuje na wielu polach z Ośrodkiem KARTA, a także z Gazetą Wyborczą.