Biografie
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock / Gazeta.pl)
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock / Gazeta.pl)

Kiedy była dzieckiem, terenami dzisiejszego Bangladeszu targał separatyzm, aż w końcu doszło do krwawej wojny. Perween wraz z rodziną musiała uciekać do leżącego w Pakistanie Karaczi. To doświadczenie uświadomiło jej, jak dotkliwy jest ból związany z wysiedleniem. I być może skłoniło do poświęcenia się mieszkańcom Orangi Town, jednego z największych slumsów na świecie.

10 mln migrantów

W lipcu 1947 roku parlament brytyjski ogłosił Akt Niepodległości Indii. Kraj podzielono na dwa niezależne byty: 14 sierpnia powstał muzułmański Pakistan, a 15 sierpnia Indie. Liczni wyznawcy islamu z Indii i innych krajów Azji Południowej wyruszali w długą drogę do Pakistanu, aby uniknąć prześladowań na tle religijnym. "Oblicza się, że w wyniku podziału przesiedlono prawie 10 milionów osób, co było jedną z największych, jeśli nie największą migracją ludności w XX wieku" – piszą Adam Burakowski i Krzysztof Iwane, autorzy książki "Indie. Od kolonii do mocarstwa".

Najwięcej ludzi przyciągało Karaczi, stolica ekonomiczna regionu, która generowała wówczas 40 proc. PKB i jednocześnie była jednym z najtańszych miast do życia. Populacja miasta rosła w zastraszającym tempie, a co za tym idzie – potrzeby mieszkaniowe. Szybko okazało się, że Karaczi nie będzie w stanie im sprostać. W efekcie migranci, którzy nie mogli sobie pozwolić na opłacenie mieszkań osiągających horrendalne ceny, zaczęli się osiedlać na obrzeżach miasta. Tak powstało Orangi Town, jeden z najstarszych i największy slums przylegający do Karaczi, który stał się domem dla przybywających do kraju muzułmanów. Obecnie zamieszkuje go około 2 mln ludzi.

Ówczesny Pakistan był krajem niejednorodnym – wyraźnie dzielącym się na wschód i zachód. Te części różniły się i historią, i językiem. Społeczność bengalska z Pakistanu Wschodniego porozumiewała się w bengali, a decyzje administracje z części zachodniej, w której znajduje się Karaczi, były ogłaszane w urdu. W części wschodniej panowało poczucie, że to zachodnia dominuje. Większość wydatków publicznych przeznaczano na jej rozwój, co tylko pogłębiało przepaść gospodarczą i potęgowało niezadowolenie mieszkańców wschodu. Te coraz bardziej sobie wrogie terytoria dzielił teren Indii o długości około 2000 km. Jedynym czynnikiem je łączącym był islam.

W marcu 1971 roku doszło do krwawej wojny o niepodległość Pakistanu Wschodniego. W jej wyniku 16 grudnia 1971 roku powstało niezależne państwo Bangladesz. Ludność z biednych terenów, która nie widziała perspektyw w nowym, zaniedbanym gospodarczo kraju, zaczęła migrować do Pakistanu, dawniej Pakistanu Zachodniego. Wśród migrantów znalazła się 14-letnia Perween Rahman z rodziną. Zamieszkali w Karaczi.

Orangi Town – bieda i mafia

Perween studiowała w Karaczi architekturę, a potem ukończyła podyplomowe studia z mieszkalnictwa, budownictwa i urbanistyki w Rotterdamie. Po otrzymaniu dyplomu wróciła do Pakistanu i pracowała dla prestiżowej firmy architektonicznej. Zaledwie kilka miesięcy po rozpoczęciu pracy zdała sobie jednak sprawę z tego, że projektowanie biur i domów dla bogatych ludzi nie jest tym, czego chce od życia.

"Czuła, że jej umiejętności zawodowe są przeznaczone dla biednych" – mówiła jej siostra Aquila Ismail, cytowana przez serwis Global Initiative. "Najbardziej bolało ją to, że mniej zamożni mieszkańcy są wyrzucani ze swoich domów. Wiedziała, co to jest wywłaszczenie" – dodała Aquila. 

W Orangi Town ziemia stała się cennym towarem, a terenem zaczęły rządzić mafijne układy, przez które wielu ludzi narażonych było na przymusowe wysiedlenia. Populacja Orangi Town po 1971 roku znacznie się zwiększyła, a wraz z nią teren katchi abadis – jak miejscowi określali slumsy. Ich nowe części były nieoficjalnym tworem, nieuznawanym za część okręgu administracyjnego. To oznaczało, że mieszkańcy, którzy przybywali tu z Indii i Bangladeszu, nie mogli stać się właścicielami zajmowanej ziemi, zasiedlali grunty bezprawnie, nie mogli liczyć na żadną pomoc. Wręcz przeciwnie: do gry z czasem weszły organizacje przestępcze, które po niskich cenach kupowały od lokalnych władz ziemię, wysiedlały jej mieszkańców i sprzedawały tereny pod nowe przedsięwzięcia budowlane. Nie było w tym biznesie miejsca dla milionów ludzi, którzy uciekali przed biedą, prześladowaniami, konfliktami.

Perween, która jako nastolatka musiała wraz z rodziną opuścić bangladeski dom i zacząć życie od nowa, wydawała się szczególnie na to wrażliwa. Porzuciła pracę w biurze architektonicznym i w 1982 roku dołączyła do Orangi Pilot Project, organizacji pozarządowej zajmującej się kwestiami sanitarnymi, mieszkaniowymi i opieką zdrowotną dla mieszkańców Orangi Town.

Orangi Pilot Project był pomysłem Akhtara Hameeda Khana, wykładowcy literatury angielskiej i społecznika, który za swoje zaangażowanie otrzymał honorowy doktorat prawa na Uniwersytecie Stanowym Michigan.

Perween na początku zarządzała programami mieszkaniowymi i sanitarnymi, a kiedy OPP podzielono na cztery organizacje, została dyrektorem OPP-RTI (Orangi Pilot Project – Research and Training Institute) – przejęła programy związane między innymi z edukacją i szkoleniem młodzieży. Szybko stała się twarzą projektu, a jej działania zdołały doprowadzić do powstania poczucia wspólnoty wśród różnych społeczności etnicznych Orangi Town. Ale warunki życia w slumsach były coraz gorsze.

Mafia to sam rząd

Przymusowe wysiedlenia były na porządku dziennym, a do tego szerzyły się choroby spowodowane złą jakością wody, często zanieczyszczonej ściekami, toksycznymi chemikaliami stosowanymi w rolnictwie oraz odpadami przemysłowymi. Przyczyną większości zgonów – zwłaszcza niemowląt i dzieci – oraz chorób był właśnie brak dostępu do czystej wody.

W jednym z wywiadów dla Pakistan Calling, kanału z wywiadami i filmami dokumentalnymi dostępnymi na różnych platformach, którego autorzy badają problemy, z jakimi boryka się Pakistan, Perween wypowiedziała się na temat korupcji związanej z dystrybucją wody – ją także opanowały mafie, które zawłaszczały wodę z hydrantów i pozbawiały jej mieszkańców. Perween otwarcie mówiła, że w Karaczi to wielomilionowy biznes, w który są zamieszani również ludzie władzy.

Perween od kilku lat dokumentowała liczne zaniedbania sanitarne i problemy z dostępem do czystej wody. Zbierała dowody na działania mafijne. Raport, który napisała w 2008 roku, zawierał mapę z oznaczeniem lokalizacji nielegalnych hydrantów w Karaczi. W 2012 roku było ich już ponad 100, a w cały "biznes" zaangażowali się skorumpowani urzędnicy. Perween obliczyła, że generuje on prawie 50 mld rupii, czyli ponad 3 mld zł rocznie. Nie dość, że nie podjęto żadnych działań w związku z jej odkryciami, to jeszcze raport rozsierdził mafię. Ona jednak nie ustawała w demaskowaniu przestępców.

Równie często Perween wypowiadała się o przejmowaniu ziemi i eksmisjach na terenie Orangi Town. "Nadepnęła na odcisk wielu ludziom, kiedy zaczęła dokumentować, jak ziemia była brutalnie wyrywana biednym i przekazywana deweloperom. Uważano, że ujawni, iż przestępcy funkcjonują w samym rządzie. Oczywiście trzeba było ją powstrzymać" – mówiła jej siostra Aquila, cytowana przez Global Initiative.

Sama Perween powiedziała w dokumentalnym filmie "The Rebel Optymist": "Mafia zajmująca się handlem ziemią to sam rząd".

Ale nie tylko oskarżała. Jej działanie na terenie Orangi było nastawione na to, żeby nauczyć ludzi współpracy, co pomoże poprawić sytuację całej społeczności. Siła programu, na czele którego stała Perween, polegała na motywowaniu społeczności, pomocy technicznej i finansowej. Dzięki wsparciu OPP-RTI udało się między innymi zbudować kanalizację. W liczącym prawie 2 mln mieszkańców Orangi Town powstało 650 szkół prywatnych i 700 klinik medycznych oraz 40 tys. małych przedsiębiorstw.

Zobacz wideo Ratują życie bezdomnym pod Dworcem Centralnym. "To akcja patriotyczna"

Życie warte 4 mln rupii

4 mln rupii pakistańskich to według obecnego kursu około 90 tys. zł. Tyle obiecano płatnym zabójcom, którzy 13 marca 2013 roku w godzinach popołudniowych, jadąc na motocyklach, strzelali do samochodu Perween wracającej z biura OPP. Nie przeżyła ataku. Miała 56 lat, a jej śmierć była na rękę wielu ludziom, którzy prowadzili przestępczą działalność na terenie Orangi Town.

Perween już wcześniej skarżyła się, że otrzymuje pogróżki, które stawały się coraz bardziej niepokojące, nie spotkało się to jednak z żadną reakcją władz. Po zamachu specjalny zespół śledczy ustalił, że zabójstwa dokonali dwaj talibowie. Ich mocodawcami byli Ayaz Swati, lokalny przywódca ANP, Ludowej Partii Narodowej Awami, jego syn Raheem Swati i dwóch innych mężczyzn.

Oskarżeni chcieli przejąć biuro Orangi Pilot Project na potrzeby Centrum Karate. "Przywódcy Partii Narodowej Awami (ANP) Ayaz Swati i Raheem Swati próbowali uzyskać wyznaczony obszar terenu OPP, ale pomimo wielokrotnych próśb Perween odmówiła im udostępnienia ziemi wewnątrz kompleksu" – czytamy na stronie internetowej Dawn, najstarszego, anglojęzycznego dziennika w Pakistanie. Perween nie chciała ustąpić, a do tego nazwała lokalnych przywódców "mafią ANP", co tylko zaogniło sprawę. Uknuli więc spisek.

Ayaz Swati przyznał przed sądem, że chciał się pozbyć Perween. Mężczyźni zaplanowali zbrodnię bardzo dokładnie. Inwigilowali Perween przez dwa miesiące, a szczegóły dotyczące harmonogramu jej pracy i miejsca pobytu przekazywali zamachowcom.

Proces zakończył się po ośmiu latach od morderstwa. Sąd w Karaczi uznał czterech oskarżonych za winnych i skazał ich na dożywocie.

Perween zainspirowała organizacje pozarządowe i studentów uniwersytetów pakistańskich do solidarności i kontynuowania pracy, której poświęciła życie. "Dziedzictwo Perween Rahman przetrwa dzięki zdolnym młodym ludziom" – czytamy na stronie internetowej Centrum Zasobów Miejskich założonego przez Perween. 

Centrum pełni funkcję strażnika w kwestii planowania i rozwoju miasta. Jest miejscem współpracy społeczności borykających się z problemami – między innymi nielegalnych eksmisji – z organizacjami pozarządowymi, instytucjami akademickimi i agencjami rządowymi.

Perween wciąż pozostaje w Karaczi ikoną.

W 2021 roku światową premierę miał krótkometrażowy film "Into Dust" w reżyserii Orlando von Einsiedela będący hołdem dla niej.

Pisząc ten artykuł, korzystałam ze źródeł:

Global Initiative
World Habitat Awards
Large Movements
The News International
Dawn

Marta Burza. Z wykształcenia indolog, turkolog, absolwentka Podyplomowych Studiów Pomocy Humanitarnej, a z pasji dziennikarka. W wolnych chwilach włóczy się po świecie. W Nigerii pracowała z dziećmi, w Nepalu chodziła po górach podziwiając Annapurnę, Indie przemierzyła z południa na północ, a turecki Kurdystan przejechała na gapę jako pasażer ciężarówki szmuglującej papierosy z Iranu. Pisała dla Gazety Krakowskiej, Krytyki Politycznej i portalu Popmoderna.pl, a w Gazeta.pl redaguje newsy. Interesują ją migracje, nierówności społeczne i Azja Południowa.