Biografie
Cezary Kulesza (Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta)
Cezary Kulesza (Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta)

Cezary Kulesza (rocznik 1962) jest zaprzeczeniem Białegostoku, gdzie życie toczy się nieśpiesznym tempem. Kulesza jest szybki i skuteczny, nawet podczas negocjacji potrafi dać przeciwnikowi pięć minut, wyjść i wrócić, oczekując decyzji. Zawsze opanowany.

Krzysztof Jackowski, twórca teledysków: - Jest twardym biznesmenem. Ma pieniądze, bo potrafi negocjować. Czasami fair, czasami nie.

Robert Klatt, lider Classica i organizator Festiwalu Muzyki Tanecznej w Ostródzie: - Za każdym razem co roku jest na festiwalu. Wszystkiego dogląda.

Na płytach z Green Stara widnieje napis: WYDAWCA: CEZARY KULESZA.

Dobry ojciec

Białystok. Niedziela, 20 stycznia 2019 roku, 13.30, pięciogwiazdkowy hotel Royal Hotel and Spa – pierwszy taki w regionie. Spotykamy się w części restauracyjnej. Hotel usytuowany jest w najlepszej, centralnej części miasta, zaraz przy fontannie i Rynku Kościuszki. Blisko miejsc, w których białostoczanie umawiają się na spotkania przez cały rok.

Royal Hotel to prawdziwy splendor: wykwintne jedzenie, salon spa marki Dr Irena Eris, Browar Stary Rynek i na najwyższej kondygnacji basen, gdzie przez przeszklone ściany widać Białystok.

Cezary Kulesza pracuje codziennie. Dał się namówić na rozmowę w niedzielę. Tutaj, bo jest współwłaścicielem, tak samo jak innych niezliczonych nieruchomości, kilku dyskotek czy motelu Atlanta w Jeżewie Starym.

Wszyscy ostrzegają mnie, że Kulesza już nie rozmawia z dziennikarzami o Green Starze i disco polo, bo teraz jest jedną z najważniejszych osób w polskim futbolu – poważnym wiceprezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej (PZPN) do spraw piłkarstwa profesjonalnego i przede wszystkim prezesem Jagiellonii Białystok [z funkcji w klubie zrezygnował w czerwcu 2021 roku, kiedy postanowił kandydować na szefa PZPN - przyp. red.].

Płyty disco polo sprzedawane na straganach podczas święta Przemienienia Pańskiego na Świętej Górze Grabarce (Fot. Agnieszka Sadowska / AG)

Disco polo to biznes z twardymi zasadami i trzeba mieć do niego głowę nie od parady. Kulesza porównuje disco polo właśnie do piłki nożnej. Bo i tu, i tu jest podobny sposób prowadzenia negocjacji, spotkań z ludźmi i stresu od decyzji, które mogą dużo kosztować.

W 2008 roku został udziałowcem Jagiellonii Białystok. Kiedy zaczynał, Jaga, jak nazywają Jagiellonię kibice, przegrywała mecz po meczu. Kulesza wyrzucił czternastu zawodników i zatrudnił szesnastu nowych, a do tego trenera Michała Probierza. Jaga tak szybko odrabiała straty, że Kulesza zapracował na opinię najskuteczniejszego prezesa w ekstraklasie. W 2012 roku został członkiem PZPN-u. Jak mówi, propozycja wypłynęła od związku.

Pytam o transfery w Green Starze i Jagiellonii Białystok, bo w końcu muzycy są jak zawodnicy, trzeba wiedzieć, kto okaże się talentem i zrobi karierę, zanim zauważą to inni. Kulesza potrafi również przygarnąć tych, którzy zostali spisani na straty. On daje im szansę. Potrafi też ją szybko zabrać, jak asystentowi trenera, który mimo ostrzeżenia przyszedł kilka razy na trening pod wpływem alkoholu. Kulesza nie akceptuje niesubordynacji.

Mówi się o nim: ma głowę do biznesu i kontrolę nad wszystkim.

Kiedy w 2008 roku do Jagi zwerbował brazylijskiego po-mocnika piłkarskiego Bruno Coutinho Martinsa, a ten trafił do pustego mieszkania, prezes zabrał go do centrum handlowego po meble. Kiedy zaś w 2009 roku kupił od Legii za pół miliona złotych Kamila Grosickiego, ten dwa lata później był już wart cztery razy więcej. - To, co robię, staram się robić najlepiej, jak się da. I staram się to robić z korzyścią – wyznaje Kulesza.

I robi to, co lubi, a wobec lojalnych jest lojalny. Ponad dwadzieścia lat zatrudniał tę samą księgową. Musiał zmienić dopiero, kiedy odeszła na zasłużoną emeryturę. O prywatnym życiu nie mówi, podobno żonę Patrycję poznał na planie teledysku disco polo. Żona też ta sama od ponad dwudziestu lat.

Grosicki nazywał go nawet drugim ojcem – to w rękach Kuleszy uzależniony od hazardu zawodnik, który miał już za sobą roczną, nieudaną terapię odwykową, zrozumiał, co to rygor i dyscyplina. Kulesza spłacił jego długi, których ten narobił sobie, grając w ruletkę – warunkiem było zerwanie z hazardem. Pomógł mu zadomowić się w Białymstoku i otoczył go opieką. I gdy pewnego razu dostał telefon, że jego ukochany zawodnik jest w kasynie, bez wahania wsiadł w auto i urządził mu ojcowską awanturę w samym środku miasta.

Kamil Grosicki w barwach Jagielloni Białystok (Fot. Jędrzej Wojnar / Agencja Gazeta)

Podobnie gdy piłkarz kupił w sklepie prezerwatywy, nie minęło dziesięć minut, a prezes Jagiellonii pytał swojego zawodnika: „A po co ci te prezerwatywy?".

Bo Kulesza wszędzie ma informatorów. W Białymstoku nic się przed nim nie ukryje.

W disco polo podobnie – wielu artystów ma nałogi, zwłaszcza nadużywa alkoholu, i ludzkie słabości jak skoki w bok, albo domowa patologia: awantury, narkotyki. Kulesza to wszystko obserwuje i trzyma język za zębami. Choć głowa puchnie od tych sekretów i trzeba być pod telefonem całą dobę. Tu piłka, tam muzyka, i jeszcze mnóstwo inwestycji, i nieruchomości. Kulesza niemal nie bywa w swoim gabinecie w siedzibie Jagi. Nie ma na to czasu.

Są i plusy łączenia branż. Jak się posiada najlepszych muzyków disco polo i świetnych zawodników, to można z tego korzystać. Grosickiemu, prywatnie zapalonemu fanowi disco polo, w prezencie ślubnym w 2011 roku Kulesza zafundował występ Boysów.

Disco polo i piłka to nieuchronna mieszanka.

Kulesza ma ten piękny białostocki akcent, którego nie da się podrobić. Żeby go mieć, trzeba się tutaj urodzić. Większość muzyków stąd też go ma. Kulesza zaciąga równie mocno, jakby pełnymi płucami wessał w siebie zielony Białystok z wszelkimi jego potrzebami.

Ci, co ostrzegają, nie mylą się. Kulesza mówi niewiele. – Disco polo? Green Star? Im mniej rozgłosu, tym mniej plotek. Był tu też taki, który pisał książkę o Białymstoku, bzdury napisał, nie autoryzował. Pozwać? Można, ale szkoda mu robić reklamę, bo może właśnie tego oczekuje?

Kulesza nauczył się, żeby nie mówić zbyt wiele. Większość informacji o nim trzeba zdobyć rozmowami z innymi albo szukaniem w archiwach. On co najwyżej potwierdzi lub zaprzeczy. (…)

Piłka jeść ci nie da

Młody Kulesza od dziecka chciał grać. Z kolegami umawiał się na kopanie piłki przed pierwszą godziną lekcyjną. Jego  ojcu się to nie podobało, kazał mu się więcej i więcej uczyć i namiętnie powtarzał synowi: „Piłka jeść ci nie da".

–  To były inne czasy, teraz rodzice ciągają dzieci na mecze, ubierają w markowe stroje, inwestują we fryzury. A kiedyś dzieci bardzo chciały grać, a rodzice hamowali ich w tych zapędach – opowiada Kulesza.

–  Czy żałuje pan, że tak się stało?

–  Mogło być różnie.

Nie będzie gdybał. Jest tu, gdzie jest.

Miał piętnaście lat, gdy wyjechał z rodzinnych Kuleszy Kościelnych do oddalonego o sześćdziesiąt kilometrów Białegostoku. Do Technikum Przemysłu Spożywczego. Musiał szybko dojrzeć – ojciec wyjechał do pracy do Stanów Zjednoczonych pod koniec lat siedemdziesiątych. Cezary, siostra i brat zostali sami z matką.

Kulesza nie narzeka na dojazdy i internat. Stwierdza krótko: –  Było nas kilku w podobnej sytuacji. Nie byłem jedyny.

Miał siedemnaście lat, kiedy zginął starszy brat. W dniu, kiedy umarł, jego żona urodziła mu syna.

Kulesza odcina się emocjonalnie: –  Nie pamiętam. To rozdział zamknięty. Parę rzeczy na uczyło mnie, żeby za wiele nie mówić.

I nie pytam.

Cezary Kulesza i piłkarz Tomasz Frankowski (Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta)

Na pierwszy trening piłkarski poszedł dopiero jako osiemnastolatek. W sezonie 1981/1982 dostał się do dorosłego składu Gwardii Białystok, a w kolejnym zagrał trzynaście meczów w trzecioligowej wówczas Olimpii Zambrów. Gdy miał dwadzieścia trzy lata, złamał kość strzałkową i piszczelową. Lekarz nie dawał mu szans na powrót na boisko. Wrócił na nie po dziewięciu miesiącach. W 1988 roku trafił do Jagiellonii Białystok. Mimo że grał niewiele, to właśnie ten klub okazał się dla niego najważniejszym. To z nim rozegrał finałowy mecz o Puchar Polski 1989 z Legią Warszawa, który Jaga przegrała 2:5. W pierwszej lidze Kulesza rozegrał osiemnaście spotkań. Podobno nie potrafił na dłuższy czas ustabilizować formy. A przede wszystkim, jak sam twierdzi, był krnąbrny, a po boisku szedł jak taran, i jak od kogoś dostał, oddawał mu z nawiązką. I pyskował. To pomogło prezesowi Jagiellonii, nieżyjącemu już Ryszardowi Żodzikowi, w decyzji o usunięciu Kuleszy z drużyny. Był w pierwszej jedenastce i z dnia na dzień wypadł z ligi.

Szybko jednak pojął, że ma wrodzony talent do biznesu.

W 1990 roku w Kuleszach Kościelnych otworzył bar z piwem. Już wtedy podpatrywał, jaka muzyka ma wzięcie. Potem na krótko trafił do belgijskiego klubu FC Obel, gdzie grał w sezonie wiosennym 1990/1991 oraz jesiennym 1991/1992. W trakcie piłkarskiej kariery zyskał pseudonim „Gary". Zawdzięcza to fizycznemu podobieństwu do Gary’ego Linekera, jednego z najlepszych angielskich napastników.

Po powrocie do Polski organizował imprezy taneczne. Był grudzień 1992 roku, gdy otworzył słynną, istniejącą do dziś dyskotekę Scorpio we Wnorach-Wiechach. Trzeba było znać zasady: zabawy odbywały się wówczas w soboty i niedziele, i należało zorganizować dojazd do dyskotek, ochronę, wystrój i atrakcyjne zespoły, by w każdy weekend był efekt świeżości. Tutaj trzeba było dryblować jak piłkarz na boisku.

Po powrocie z Belgii do Polski kariera piłkarska Kuleszy była coraz bardziej odsuwana na bok. Został rezerwowym w Jagiellonii, a potem rozegrał dwadzieścia jeden meczów w trzecioligowym MZKS Wasilków, podczas których strzelił dziewięć bramek. Karierę zakończył w Supraślance Supraśl, w której rozegrał ostatni swój sezon 1995/1996.

Za to jego drugie, biznesowe życie kwitło. Co w przyszłości pokazało, że na swój sposób ojciec miał rację: syn, jak na bardzo późny początek kariery, wiele osiągnął, ale to nie piłka dała mu chleb.

Właściciel, prezes – to są jego życiowe role.

Green Star

W 1994 roku powstaje discopolowy potentat – firma Green Star, do której dołączają głównie podlaskie zespoły, przedtem związane z warszawskim Blue Starem. Kulesza jest jednym ze współwłaścicieli, z czasem wyłącznym właścicielem.

Niewiele wiadomo o tym, jak z Blue Stara odeszły białostockie zespoły i jak skupiły się wokół nowej wytwórni. Przebąkiwano o tym, że zespoły z Podlasia u poprzedniego wydawcy nie mogły liczyć na taką samą promocję, jak ich koledzy z Mazowsza.

Robert Klatt z Classica stwierdza: – W Green Starze lepiej płacili, stawki były o jedną trzecią wyższe.

Kulesza, jak później stał się słynny z ojcowania piłkarzom, tak wcześniej dbał o młodych muzyków, których przygarnął pod swoje skrzydła.

Zaangażował się, bo wielu chłopaków z tych grup, między innymi z Imperium, Milano, znał, zanim jeszcze zaczęli śpiewać. Wziął ich pod opiekę, inwestował w sprzęt do grania. Potrafił jeździć z zespołami do stolicy, by wybrać dla nich instrumenty, i płacił za to. Nie szczędził, jak wybierał, to najlepszy sprzęt Bose. Chciał, żeby konkurencja nie miała z jego zespołami szans. Z dnia na dzień stał się też ich menedżerem.

Robert Sasinowski ze Skanera mówi, że to dzięki Kuleszy powstało w Polsacie Disco Polo Live. –  Pojechał i załatwił pogram – wspomina.

Czasami Kulesza podejmował decyzje za muzyków. Tak było z Marcinem Millerem i "Jesteś szalona" autorstwa Janusza Konopli z grupy Mirage. Zespół wydał piosenkę w 1992 roku, przeszła bez echa, a potem Green Star odkupił ją i w lipcu 1997 roku zgodę na wydanie dostał zespół Boys. Kariera piosenki nabrała ekspresowego tempa – album O.K. z "Jesteś szalona" po niecałym roku sprzedał się w ponad milionie egzemplarzy, a na liście przebojów polsatowskiego Disco Polo Live utwór utrzymywał się przez rekordowe 91 tygodni.

To chyba też był 1997 rok. Marcin do dziś wspomina, jak pojechał do Kuleszy i powiedział, że brakuje mu czterdziestu tysięcy, żeby kupić dom. Kulesza nawet się nie zastanawiał, pieniądze spakował w dwie reklamówki i dał je Marcinowi. Wiedział, że muzyk, który ma zabezpieczony byt i dług wdzięczności, to efektywny muzyk.

A potem nastały lata chude, kiedy nie było programów discopolowych.

–  Który czas był dla pana najgorszy biznesowo? – pytam Kuleszę.

–  Nigdy nie dokładałem do biznesu, po prostu się rozwijałem.

Wtedy bardzo pomogło Radio Jard Jarosława Dziemiana, prywatnie fana Jagiellonii, emitując programy z gwiazdami z Green Stara.

Przez twe bramki, brameczki strzelone

Ulubiony zespół disco polo?

–  Nie mogę mówić, że ktoś jest lepszy, gorszy. Nikogo w Green Starze nie faworyzuję – stwierdza Kulesza.

Można się tylko domyślać, że specjalne względy ma autor piosenki "Przez twe oczy zielone". Zenek Martyniuk nagrał nawet z piłkarzami Jagiellonii specjalną wersję hitu, do którego słowa dopisywali sami zawodnicy.

I tak powstało "Przez twe bramki strzelone":

W Białymstoku każdy kibic
Jagiellonię w swym sercu ma
Zagrzewają nas do walki

A nasz zespół pięknie gra
Zenek mocno nas wspomaga
Po każdej bramce daje rytm
Ze trzy punkty dziś ma Jaga
I na zwycięski przeszła styl

Ref.:
Przez twe bramki, brameczki strzelone
Oszalałem!!

Jaga znowu wygrywa wysoko ważny mecz
A ja serce swe żółto-czerwone
Jej oddałem!!

Tak zakochać, zakochać się można
Tylko raz

 

Teraz po strzelonej bramce zawodnicy śpiewają stworzony z Martyniukiem hit. Nie od dziś wiadomo, że lider grupy Akcent jest wielkim fanem sportu, a w szczególności piłki nożnej, i wielkim kibicem Jagiellonii Białystok. Martyniuk twierdzi wręcz, że gdyby nie został wokalistą, byłby komentatorem sportowym.

Wojna domowa

Na początku nie było cukierkowo. Green Star miał opinię firmy, która rządzi swoją stajnią twardą ręką. Jednocześnie na relacjach z koncertów, zwłaszcza w latach dziewięćdziesiątych, widać sporą zażyłość.

Na pytanie o umowy i złe warunki Kulesza odpowiada krótko: –  Niczego nikomu nie zabraniam. Niczego nie nakazuję. Dzielimy się pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Podział mamy jasny: prawa autorskie niezbywalne, prawa majątkowe zbywalne. Zresztą to wszystko załatwiają teraz moi pracownicy, a nie ja.

I tak Kulesza jest właścicielem choćby nazwy Boys i połowy praw do wszystkich piosenek zespołu. Marcin Miller kilka lat temu narzekał, że większość z tego, co zarobi, bierze Green Star, a on zarabia tylko na koncertach, ale szybko się ocknął. Wie, że aby występować pod nazwą Boys, musi współpracować z firmą Kuleszy. Podobno zaproponowano mu wykupienie się z tej umowy za milion złotych.

Marek Chojnowski tłumaczy: – Stąd między innymi liczne duety Marcina z początkującymi wykonawcami, które są pomysłem Green Stara. Marcin nagrywa też z młodymi zespołami, bo są jego podopiecznymi w agencji artystycznej Diamond Music, do której należą między innymi Nastja i Luka Rosi.

Teraz Miller relację z Green Starem podaje jako przykład lojalności, a na płytach dziękuje Cezaremu Kuleszy.

Wcześniej muzycy nie tylko śpiewali. Zajmowali  się w Green Starze też sprawami administracyjnymi. Kilku pracowało tam na etacie. Działo się tak głównie w latach dziewięćdziesiątych. Robert Klatt: –  Ja nie byłem zatrudniony tam jako zespół Classic. Byłem project menedżerem, zgłaszałem zespoły do ZAiKS-u, ZPAV-u. Starałem się to wszystko ucywilizować.

Kulesza zatrudniał też Marcina Millera (Boys), Roberta Sasinowskiego (Skaner) czy Marcina Siegieńczuka (wówczas Toples).

– Ja na początku nie byłem w stanie sobie wyobrazić, ile będzie tych koncertów, ile będzie roboty i jakie pieniądze są do wzięcia. A to na samym początku było dosyć wygodne. Nieważne, ile miałem koncertów, robiłem swoją robotę i dostawałem wypłatę. Pracowałem na umowę o dzieło – opowiada Siegieńczuk, który przez dwa lata pracował w Green Starze i dostawał comiesięczną pensję za koncerty.

Zatrudnianie muzyków zaczęło być normą.

Więcej o tym, jak obecny prezes PZPN prowadzi discopolowy biznes przeczytacie w książce Judyty Sierakowskiej "Nikt nie słucha. Reportaże o disco polo"

Judyta Sierakowska. Z wykształcenia socjolog, zawodowo dziennikarz. Pracowała i pisała m.in. dla "Przekroju", "Rzeczpospolitej", "Życia Warszawy", "Bloomberg Businessweek Polska" i "Focusa". Za reportaż "Władcy 'jamników'" ("Puls Biznesu Weekend") opowiadający historię twórców autobusowej potęgi "Solaris", była nominowana do nagrody Grand Press 2012. Współautorka książek Stowarzyszenia Rodzin i Opiekunów Osób z Zespołem Downa Bardziej Kochani: "Pytania, których się nie zadaje. 12 reporterów, 12 ważnych odpowiedzi" (2012), "Twarze Sukcesu. Zespół Downa"(2014), "Rysa na raju" (2015); redaktorka i współautorka: "Listy obecności 2. Rozmowy z ojcami niepełnosprawnych dzieci" (2017). Autorka książki "Mołdawianie w kosmos nie lietajut biez wina" - kilka miesięcy mieszkała w Komracie, stolicy Gagauzji, gdzie uczyła dzieci języka polskiego, a dorosłych przygotowała do egzaminu na Kartę Polaka. Wszyscy zdali.