Biografie
Mileva i Albert w 1912 roku (fot. Domena publiczna)
Mileva i Albert w 1912 roku (fot. Domena publiczna)

Rok 1914, Berlin. Lista zasad i warunków:
Zadbasz o to, by:

  • moje ubrania i bielizna były w odpowiednim stanie;
  • trzy posiłki dziennie były dostarczane bezpośrednio do mojego pokoju;
  • moja sypialnia i gabinet były utrzymane w czystości i porządku, nie dotyczy to biurka i wszystkiego, co się na nim znajduje.

Zrzekniesz się wszelkich osobistych relacji ze mną, chyba że będą absolutnie niezbędne ze względów powinności społecznych. W szczególności nie wymagaj ode mnie:

  • spędzania ze sobą czasu w domu;
  • wspólnego podróżowania.

Będziesz przestrzegać poniższych zasad:

  • nie będziesz oczekiwała żadnej intymności ani nie będziesz robiła mi w tej kwestii wymówek;
  • nie będziesz się do mnie odzywała;
  • opuścisz moją sypialnię lub gabinet, gdy tylko tego zażądam.

Nie podejmiesz żadnych działań umniejszających mnie w oczach naszych dzieci.

Tylko przy zachowaniu tych warunków możemy pozostać razem – napisał Albert Einstein do swojej żony Milevy Einstein-Marić. Zakochany już w innej – swojej kuzynce Elsie – chciał odciąć się raz na zawsze od kobiety, która dała mu troje dzieci i pomogła wspiąć się na naukowy Olimp. Czy gdyby nie Mileva, znakomita matematyczka, błyskotliwa fizyczka i osoba o wyjątkowo szerokich horyzontach, Albert Einstein stworzyłby swoje przełomowe prace?

Mała serbska czarownica**

Gdy poznała Einsteina, była jedną z pięciorga studentów profesora Heinricha Webera, cenionego fizyka i wykładowcy Politechniki w Zurychu (ETH). Studentów, bo choć Weber sam przyjął Milevę na uczelnię, nie tolerował kobiet w nauce i regularnie zwracał się do swoich podopiecznych "panowie", i to nawet mówiąc bezpośrednio do Milevy. Miała 20 lat i była piątą kobietą, która dostała się na tę stateczną uczelnię techniczną – jedną z niewielu na świecie, które w ogóle przyjmowały kobiety. Dlatego nie w głowie była jej miłość ani zaloty niesfornego 17-latka z bujną czupryną i szelmowskim uśmiechem.

Urodziła się w 1875 roku w serbskim miasteczku Titel jako trzecie dziecko oficera armii austro-węgierskiej. Trzecie, choć była najstarsza z trojga żyjącego rodzeństwa. Dwoje urodzonych przed nią dzieci zmarło, pozostawiając rodzinę, szczególnie matkę, w niekończącej się żałobie. Matkę, która nie spodziewała się po córce za wiele. Powikłania przy porodzie sprawiły, że Mileva miała zwichnięty staw biodrowy i kulała. To zdaniem matki przekreśliło przyszłość córki, która nie nadawała się do małżeństwa. Może dlatego nie oponowała zbytnio, gdy ojciec, wbrew ówczesnym obyczajom, wspierał naukowe zapędy Milevy. A ona świetnie radziła sobie przede wszystkim z naukami ścisłymi. Pod okiem ojca, który własną pracą doszedł do znacznego majątku, uczyła się fizyki i powtarzała klasyczne eksperymenty Newtona. Miała również dar do języków i niezły słuch muzyczny. 

Ojciec wysłał ją do gimnazjum w Nowym Sadzie, później do kolejnego w Sremskiej Mitrovicy. To nie wystarczyło. Aby móc rozwijać talent, Mileva potrzebowała lekcji matematyki i fizyki, dyplomu umożliwiającego jej podjęcie studiów uniwersyteckich. A o to nie było łatwo.

Mileva, pod koniec XIX wieku (fot. Domena publiczna) , Albert, w roku 1904 lub 1905 (fot. Domena publiczna)

Uniwersytety były dla mężczyzn, politechniki tym bardziej. Podnoszono, że kobiety nie mają wystarczająco lotnych umysłów, by odbierać wyższe wykształcenie, a ich obecność w salach wykładowych przeszkadza mężczyznom w skupieniu. Przykład? Jeszcze w 1900 roku Wydział Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego uchwalił, że "kobiety ze względu na szczególne właściwości ich temperamentu i ich uzdolnienia umysłowe nie posiadają odpowiedniej kwalifikacji". W tym samym roku ukazała się również niesławna rozprawa niemieckiego neurologa Paula Juliusa Möbiusa zatytułowana "O umysłowym i moralnym niedorozwoju kobiety", w której można było znaleźć między innymi takie stwierdzenia: "Cały postęp pochodzi od mężczyzn. Dlatego kobieta ciąży mu niejednokrotnie wagą ołowiu", czy: "pod względem umysłowym należy kobiecie dostarczyć wszystkiego tego, co ułatwia powołanie matki, a usunąć wszystko to, co je utrudni".

Dlatego gdy Mileva dostała od władz Austro-Węgier specjalne pozwolenie na uczęszczanie do gimnazjum dla chłopców w Zagrzebiu, nie została mile powitana. Wytykano ją palcami – brzydka, kulawa, cicha, prawie niema. A jednak tak dobra, że żaden z uczniów nie dorównywał jej wiedzą i talentem. Ukończyła szkołę z celującymi ocenami i mogła zacząć myśleć o studiach.

Tylko gdzie? Maria Skłodowska, która nie mogła studiować w Polsce, wybrała się na Sorbonę, wówczas najnowocześniejszą światopoglądowo uczelnię w Europie. Ale Skłodowska od najmłodszych lat uczyła się francuskiego, języka ówczesnej inteligencji. Wychowana w Austro-Węgrzech Mileva z równą lekkością co Skłodowska francuskim operowała językiem niemieckim. Celem stała się więc uznawana wówczas za mekkę nowoczesności Szwajcaria, a konkretnie Zurych, do którego tłumnie ściągali studenci z niemieckojęzycznej części Europy. Tamtejszy uniwersytet przyjmował kobiety. Mileva początkowo zapisała się na studia medyczne, z których jednak zrezygnowała, gdy Heinrich Weber mimo oporów zdecydował się przyjąć ją na politechnikę.

Założona w 1854 roku Politechnika Federalna w Zurychu do dziś uznawana jest za jedną z najlepszych światowych uczelni technicznych. To tam studiował Wilhelm Conrad Roentgen, laureat pierwszej, historycznej Nagrody Nobla z fizyki (1901 rok). Tam również dwukrotnie próbował się dostać młody Einstein, człowiek błyskotliwy, acz leniwy i traktujący naukę, a tym bardziej wszelkie powinności akademickie, w nieco kpiący sposób. 

Einstein od początku budził jej sympatię. Czarujący, muzykalny, prawił jej komplementy, w których podziw dla jej intelektu łączył się z fascynacją Milevą jako kobietą. Einstein wykazywał nad wyraz jasne chęci zaciśnięcia znajomości. Lubił łamać konwenanse, drwić ze sztywnych zasad społecznych. Chcąc zbliżyć się do Milevy, wpraszał się do pensjonatu, w którym mieszkała, by muzykować wraz z ukochaną i jej współlokatorkami. Zapraszał ją do popularnych kawiarni, gdzie wraz z innymi studentami i adeptami nauk ścisłych prowadzili długie dyskusje o kolejnych odkryciach i opisywanych w prasie eksperymentach. 

Był rok 1896. Zaledwie osiem lat wcześniej Heinrich Rudolf Hertz po raz pierwszy przeprowadził eksperyment, w którym posługując się skonstruowanym przez siebie oscylatorem elektrycznym, udowodnił, że można wytworzyć falę elektromagnetyczną. Rok wcześniej, w 1895 roku, niemiecki naukowiec Wilhelm Roentgen rozpoczął obserwacje promieni katodowych podczas eksperymentów z lampami próżniowymi, co doprowadziło do odkrycia promieni X, określanych dzisiaj nazwiskiem badacza. A w tym samym czasie, gdy Albert i Mileva po raz pierwszy zasiedli w ławach nobliwej Politechniki w Zurychu, francuski chemik Antoine Henri Becquerel ogłosił światu swoje badania nad promieniotwórczością. Badania, które dwa lata później podjęli Maria Skłodowska-Curie i jej mąż Pierre.

Koło zamachowe nauki zostało wprawione w ruch, a natura wydawała się tracić swoje tajemnice jedna po drugiej.

Maria Skłodowska-Curie i jej mąż Pierre (fot. Domena publiczna)

Właśnie tego chciała Mileva – być częścią tego wielkiego ruchu. Do tego się przygotowywała i w tym przeszkadzały jej awanse młodszego kolegi. Żeby odciąć się od Alberta, zdecydowała się spędzić semestr na Uniwersytecie w Heidelbergu. I chociaż była to ryzykowna decyzja – w Niemczech mogła uczęszczać na zajęcia tylko jako wolna słuchaczka – to patrząc na późniejsze osiągnięcia Alberta, była to jednocześnie decyzja znakomita.

Między miłością a nauką

"Poprosił pan, bym napisała, dopiero gdy nie będę miała nic do roboty, a do tej pory mój czas w Heidelbergu był wypełniony nieustanną pracą" – napisała Mileva w odpowiedzi na list Alberta. List, który przeleżał na jej biurku wiele tygodni, nim zdecydowała, co z nim zrobić. Obawiała się Einsteina. Jego żywiołowości i niepoprawności, łamiącej konwenanse śmiałości i wybitnej inteligencji. Jednocześnie te same cechy sprawiały, że nie mogła przestać o nim myśleć. Chociaż właśnie temu miał służyć pobyt w Heidelbergu i wykłady samego Philippa Lenarda, późniejszego noblisty i światowej klasy badacza luminescencji.

Semestr w Heidelbergu minął szybko i Mileva wróciła do Zurychu i do Alberta. Ich miłość rozkwitła, ku niezadowoleniu całej rodziny Einsteina, choć głównie jego matki, osoby zamożnej, dla której już ślub z Hermannem Einsteinem, niezbyt udolnym przedsiębiorcą, oznaczał obniżenie lotów. Pochodziła z zamożnej rodziny Kochów, której majątek i koneksje nieraz ratowały Hermanna przed upadłością. I chociaż Einsteinowie byli mocno zsekularyzowanymi żydami, to jednak Paulina Einstein nie wyobrażała sobie, by jej syn miał poślubić gojkę. W dodatku kulejącą Serbkę, która ponad obowiązki żony przedkładała aspiracje naukowe.

Parę próbowano rozdzielić. Rodzina zabierała Alberta do Włoch i usiłowała wybić mu z głowy Milevę. Ten jednak pisał do ukochanej coraz bardziej namiętne listy, w których wyznania natury miłosno-erotycznej mieszały się z naukową pasją obojga. Nakłonił nawet Milevę, by przyjechała do niego. Spędzili romantyczne chwile nad jeziorem Como, mieli kochać się i pracować, uważali, że razem mogą wszystko. Jednak rzeczywistość wystawiła im słony rachunek za to przekonanie.

Zaczęło się od tego, że Mileva nie zdała egzaminów dyplomowych, czym bardzo podpadła profesorowi Weberowi, któremu również nie podobała się jej zażyłość z Einsteinem. I to od dawna. Przyszły noblista też nie zachwycił wynikami i prześlizgnął się przez ostatni egzamin z najsłabszym, choć pozytywnym, wynikiem w grupie. Przez to nie zaoferowano mu posady uniwersyteckiej i musiał ratować swój budżet korepetycjami.

Jak do tego wszystkiego doszło? Co się stało, że wybitna uczennica, utalentowana i uparta studentka, nie zdała egzaminów końcowych? Cóż, gdy do nich podchodziła, była w trzecim miesiącu całkowicie nieplanowanej ciąży. W dodatku ojciec dziecka nie kwapił się do ożenku. Był rok 1901.

Mileva wsiadła do pociągu do Zagrzebia, aby tam, w otoczeniu rodziny, urodzić panieńskie dziecko. Jej rodzice nie byli tak nieprzychylni Albertowi jak Einsteinowie Milevie, mimo to nieplanowana ciąża była tragedią. W końcu córka miała poświęcić się nauce, to temu celowi podporządkowali swoje życie, przenosząc się z miasta do miasta, wszędzie tam, gdzie Mileva mogła pobierać naukę. To dlatego opłacali gigantyczne koszty jej pobytu w Zurychu. A tu córka zamiast z dyplomem wraca z panieńskim dzieckiem. Z dziewczynką, której nadała imię Elżbieta, zdrobniale Lieserl. Był styczeń 1902 roku.

Cudowny rok 1905

Co się stało z dzieckiem? Tego nie wie nikt, choć biografowie zarówno Alberta, jak i samej Milevy przeszukiwali archiwa w nadziei znalezienia jakiegokolwiek śladu. Jedni twierdzą, że zmarła jako niemowlę na szkarlatynę lub inną chorobę, która w tamtych czasach zbierała śmiertelne żniwo wśród dzieci. Inni utrzymują, że została oddana do adopcji, a dokumenty przepadły. Jakkolwiek było, Albert nigdy nie zobaczył córki, nie był przy Milevie, gdy ją rodziła. Nie przyjechał również później, choć Mileva go ponaglała. Pisał tylko, że praca w urzędzie patentowym w Bernie jest już pewna i że w końcu wezmą ślub. Później, że nie przyjedzie, bo jego ojciec Hermann Einstein rozchorował się poważnie i musi odwiedzić go we Włoszech. Mileva została sama z nieślubnym dzieckiem. Dzieckiem, o którym słuch zaginął.

Na łożu śmierci ojciec Alberta nareszcie pobłogosławił jego związek i naukowiec mógł się ożenić. Ślub był skromny. Urzędnik stanu cywilnego pouczył małżonków o ich obowiązkach i wpisał do rejestru. Zamieszkali w Bernie, gdzie Albert piastował stanowisko urzędnika patentowego – niezłe, bo przynoszące całkiem dobre dochody, a dodatkowo dające mu dużo czasu na rozmyślania.

Mileva znowu była w ciąży. Hans Albert Einstein przyszedł na świat 14 maja 1904 roku. Krótko przed "cudownym rokiem 1905", kiedy to Albert opublikował pięć przełomowych prac, w tym "O elektrodynamice ciał w ruchu", w której wyraził szczególną teorię względności oraz inną, w której wyjaśnia efekt fotowoltaiczny zaobserwowany przez Philippa Lenarda. I to właśnie ta praca co do autorstwa każe się zastanawiać, czy – a jeśli tak, to w jakim stopniu – Albert korzystał z wiedzy żony.

Renoma Einsteina rosła z dnia na dzień. Nadal pracował w urzędzie patentowym i zajmował się fizyką. W 1907 roku sformułował zasadę równoważności, która legła u podstaw ogólnej teorii względności. Rok później wystarał się o stanowisko na Uniwersytecie Berneńskim, by już w marcu 1909 roku wrócić do Zurychu i objąć posadę profesora nadzwyczajnego fizyki teoretycznej na tamtejszym uniwersytecie. Tym samym, na którym obronił doktorat. Pisał artykuł za artykułem, a w 1910 roku po raz pierwszy ogłoszono jego kandydaturę do Nagrody Nobla. W 1911 roku został profesorem zwyczajnym Uniwersytetu w Pradze, by półtora roku później w sławie i chwale wrócić na swoją macierzystą Politechnikę w Zurychu. Świat stał przed nim otworem.

Początek końca

A co z Milevą? W 1910 roku urodziła trzecie dziecko, Eduarda "Tete" Einsteina. Jej stosunki z mężem były już wówczas bardzo napięte. Przyszły noblista nawiązał kontakt z dawną kochanką, z okresu, gdy przygotowywał się do egzaminów na Politechnikę, i mimo nalegań żony nie chciał zakończyć znajomości. Wyprowadzka do Pragi również nie pomogła. Mileva czuła się tam źle, była samotna i nieszczęśliwa. Gdy Albert odbierał hołdy, ona zajmowała się dziećmi. Im była bardziej nieszczęśliwa, tym rzadziej Albert bywał w domu. Sprawę nieco uspokoił powrót do Zurychu, za to znacznie pogorszył wyjazd do Berlina. Wyjazd, który ostatecznie przypieczętował los małżeństwa.

W Berlinie Albert spotkał bliską kuzynkę, córkę siostry swojej matki, Elsę Einstein. Co ciekawe Elsa była spokrewniona z Albertem również ze strony ojca - jej ojciec i Alberta byli bliskimi kuzynami i nosili to samo nazwisko. Namiętność między nimi wybuchła szybko i przysłoniła Einsteinowi świat. Był rok 1914, tuż przed wybuchem I wojny światowej. Albert przestał bywać w domu, a gdy zrozpaczona Mileva prośbami i groźbami zmuszała go do zajęcia się rodziną, całkowicie ją ignorował. To właśnie wtedy napisał list z warunkami, w którym stawia żonę na równi ze służącą.

Albert z Elsą (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Mileva nie wytrzymała długo. Zabrała dzieci i wróciła do Zurychu. Para wystąpiła o formalną separację. Było krucho z pieniędzmi, a wojenna zawierucha nie ułatwiała znalezienia pracy. Mileva udzielała korepetycji i uczyła gry na instrumentach, by podreperować rodzinny budżet. Albert publikował prace na temat kosmologii i fal grawitacyjnych i pracował nad ogólną teorią względności.

Drogi obojga rozeszły się na dobre. Mileva została w Zurychu, gdzie opiekowała się synami, Albert ożenił się z Elsą, otrzymał Nagrodę Nobla i zyskał sławę największego naukowca.

I wszystko byłoby jasne, gdyby nie to, że w umowie rozwodowej pary był zapis mówiący o tym, że jeśli kiedyś Albert otrzyma Nobla, to pieniądze z nagrody przekaże Milevie. I może jeszcze to, że fizyk Abram Joffe, wówczas asystent Roentgena, zarzekał się, że widział złożony do druku egzemplarz szczególnej teorii względności podpisany Einstein-Marity, gdzie Marity było węgierską formą nazwiska Marić. No i listy Milevy do przyjaciółek, w których opowiada o wspólnej pracy z mężem. W jednym z nich, napisanym w 1905 roku, stwierdziła: "Zakończyliśmy prace, które uczynią mego męża słynnym na cały świat". Na pytanie, czy zadbała o to, by również jej nazwisko pojawiło się przy artykułach, miała odpowiedzieć, że nie musi, bo w końcu są jednym kamieniem, skałą. Są Ein Stein.

Przez wiele lat związek Einsteina i Milevy, a tym bardziej jej ewentualny wpływ na odkrycia męża, był marginalizowany. Dopiero odnalezione po śmierci noblisty listy pary, wydane w 1987 roku, rzuciły nowe światło na życie i pracę małżonków. Listy, w których Albert pisał między innymi: "Ależ będę szczęśliwy i dumny, kiedy będziemy razem i będziemy mogli uwieńczyć sukcesem nasze prace nad względnością ruchu".

Mileva zmarła w 1948 roku w Zurychu, do końca życia opiekując się chorym na schizofrenię Tete. Na to też przeznaczyła wszystkie pieniądze z Nagrody Nobla. Einstein przeżył ją o siedem lat. Odszedł w chwale największego uczonego wszech czasów. 

*Po serbsku - mądra głowa

**Takimi słowami zwracał się do Milevy zakochany w niej Albert.

Artykuł oparłam na:

Einstein’s Wife: The Real Story of Mileva Einstein-Marić, Allen Esterson & David C. Cassidy, with Ruth Lewin Sime, MIT Press 2019

The Love Letters, Albert Einstein & Mileva Maric, Princeton University Press 2000

Pani Einstein, Marie Benedict, tłum. Natalia Mętrak-Ruda, Znak 2017