Biografie
Frederick Bruce Thomas, ok. 1896 (fot. Domena publiczna)
Frederick Bruce Thomas, ok. 1896 (fot. Domena publiczna)

Na początku 1917 roku Rosja chwiała się w posadach. Ogromna, lecz źle dowodzona i słabo zaopatrzona carska armia ponosiła klęskę za klęską w starciu z wojskami niemiecko-austriackimi. Jej morale zbliżało się do krytycznie niskiego poziomu. Tymczasem na zapleczu frontu dojrzewał rewolucyjny ferment. Szalała inflacja, pojawiały się problemy z zaopatrzeniem miast w żywność i opał. Rozagitowani robotnicy organizowali kolejne strajki. Tu i ówdzie dochodziło nawet do zamieszek. Władza nieudolnego cara Mikołaja II słabła z dnia na dzień. Jutro ginęło we mgle chaosu i niepewności.          

Jednocześnie na carskim "Titanicu" bal trwał w najlepsze. Moskiewskie elity szukały ucieczki od coraz bardziej mrocznej codzienności w licznych teatrach, kabaretach czy eleganckich restauracjach. Smutki topiono w sprzedawanym spod lady alkoholu, jako że od 1914 roku w cesarstwie obowiązywała prohibicja. Coraz częściej mieszano go z kokainą – drugim, obok tanga, południowoamerykańskim "towarem eksportowym" podbijającym rosyjskie salony.

Symbolem popularności narkotyku stał się rzewny szlagier "Kokainetka" opowiadający o tragicznym losie uzależnionej dziewczyny, autorstwa Aleksandra Wertyńskiego, uznanego poety i pieśniarza. Artysta często prezentował swój repertuar na scenie Maxima, jednego z najbardziej ekskluzywnych ówczesnych moskiewskich teatrów variete. Znajdował się on w centrum miasta, przy ul. Bolszaja Dmitrowka 17. Uznawano go za jaskinię dekadencji, ponieważ oferował rozrywki uważane w tamtych czasach za odrażająco nieprzyzwoite.

Na głównej scenie oprócz lekkich komedyjek i pierwszorzędnych szansonistów można było codziennie podziwiać zgrabne dziewczęta tańczące kankana niczym w paryskim Moulin Rouge. W bocznej, kameralnej sali, urządzonej w stylu orientalnym, moskiewscy bogacze rozparci na wielkich poduchach mogli popalać nargile, popatrując na egzotyczne piękności wykonujące taniec brzucha. Klientom pragnącym bliższego zapoznania się z członkiniami zespołu udostępniano także niewielkie komnaty. Nastroje publiczności podnosiły wyszukane drinki serwowane również wprost przy barze, co było w Rosji nadal pewnym novum.

Co wieczór po salach Maxima krążył wysoki, szczupły i elegancko ubrany czarnoskóry mężczyzna. Z dostojnym półuśmiechem witał się ze znaczniejszymi gośćmi, z niektórymi przysiadał na dłuższe pogawędki. Turyści z Zachodu, a zwłaszcza z USA, początkowo brali go za szeregowego kelnera, bo taką rolę w lokalach wysokiej klasy kojarzyli z jego kolorem skóry. Stali bywalcy klubu szybko wyprowadzali ich z błędu.

Kreml i Cerkiew Wasyla Błogosławionego na Placu Czerwonym w Moskwie, ok. 1900 roku (fot. Library of Congress)

Owym ciemnoskórym gentlemanem z bujnym wąsem był sam właściciel Maxima – Fiodor Fiodorowicz Tomas, znany w swojej ojczyźnie jako Frederick Bruce Thomas. Gdy większość jego ziomków ze stanu Missisipi pracowała za głodowe stawki na farmach, cierpiąc rasistowskie represje, on w ciągu kilkunastu lat dorobił się fortuny w najbardziej zamordystycznym i skorumpowanym kraju Europy. Oprócz Maxima posiadał też w Moskwie kompleks rozrywkowy Akwarium. Do tego miał w Odessie, letniej stolicy Rosji, obszerną luksusową willę. Szczyt finansowej prosperity osiągnął 16 lutego 1917 roku, gdy zakupił w Moskwie sześć kamienic przy ul. Karetny Riad. Według ostrożnych szacunków jego ówczesny majątek dziś byłby wart kilkanaście milionów dolarów.

To niecodzienne osiągnięcie, zważywszy na to, że był potomkiem niewolników żyjącym w totalnie odmiennym kulturowo kraju, który w dodatku wchodził w najbardziej turbulentny okres swoich długich dziejów. Krętą drogę do sukcesu, wiodącą przez pół globu i trwającą cztery dekady, Frederick Bruce Thomas rozpoczął na zachodnich rubieżach amerykańskiego głębokiego Południa.   

Mord w Memphis

Hrabstwo Coahoma leży w północno-zachodniej części stanu Missisipi, tuż przy granicy z Arkansas. Na jego żyznych, płaskich jak stół ziemiach nieopodal osady Hopson Bayou znajdowała się farma Lewisa i Hanny Thomasów. Oboje przyszli na świat w niewoli. Po klęsce  Południa w wojnie secesyjnej i zniesieniu niewolnictwa dopisało im szczęście. W 1869 roku udało im się za niewielkie oszczędności nabyć na licytacji gospodarstwo. Stali się jedną z raptem sześciu afroamerykańskich rodzin w hrabstwie, które wówczas miały własną ziemię uprawną. Pozostali czarni wyzwoleńcy zwykle nadal pracowali na ziemi dawnych panów jako dzierżawcy i oddawali im część plonów.

Thomasowie mieli szóstkę dzieci, z których czworo dożyło wieku dorosłego. Frederick Bruce Thomas był najmłodszy z rodzeństwa. Przyszedł na świat 4 listopada 1872 roku. Niestety, niedługo potem zmarła jego matka, prawdopodobnie w wyniku komplikacji po połogu. Parę miesięcy po tych wydarzeniach Lewis Thomas ożenił się ponownie, z kobietą o imieniu India, młodszą od siebie byłą niewolnicą z Alabamy. To ona wychowała Fredericka i jego rodzeństwo.

W kilkanaście lat dzięki sprzedaży bawełny i obrotowi ziemią Thomasowie dorobili się znacznego majątku. W szczytowym momencie gospodarstwo miało powierzchnię 625 akrów, czyli przeszło 252 hektarów (dla porównania według danych United States Department of Agriculture dziś przeciętny rolnik w USA ma 179 hektarów ziemi). Jednocześnie Lewis i India stali się filarami lokalnej czarnej społeczności, inicjując budowę kościoła.

Jednak nie dane było im nacieszyć się dostatkiem i spokojem. Pewien bogaty biały farmer, ich sąsiad, przy użyciu groźby i podstępu – by nie wdawać się w szczegóły machinacji – zmusił Lewisa Thomasa do sprzedaży gospodarstwa po mocno zaniżonej cenie: za 2 tys. dolarów i wóz z dwoma mułami. Ostatecznie nie zapłacił im nawet i tego. Thomasowie latami procesowali się z sąsiadem o zwrot majątku. Nie ułatwiał im tego kolor skóry. Niewiele ugrali w sądzie.

Frederick Bruce Thomas w 1912 roku (fot. Domena publiczna)

A musieli jakoś żyć. Latem 1890 roku, spieniężywszy wszystko, co im pozostało, przeprowadzili się do Memphis, najbliższego dużego miasta. Szybko osiągnęli małą stabilizację. Lewis Thomas pracował na kolei, a India prowadziła pensjonat w części obszernego domu, który wynajmowali. 18-letni Frederick kontynuował edukację w szkole zawodowej. I wtedy na ich rodzinę spadła kolejna wielka tragedia.

Pewnego dnia Lewis był świadkiem, jak jeden z ich lokatorów – krewki czarnoskóry robotnik kolejowy Frank Shelton – pobił swoją żonę do nieprzytomności. Mężczyzna próbował interweniować w jej obronie, po czym wybiegł, by wezwać policję. W tym czasie oprawca się ulotnił. Kilka dni później, 28 października, nad ranem, Shelton włamał się do domu Thomasów, by dokonać zemsty za donos. Zakradł się do sypialni właścicieli, dwukrotnie uderzył siekierą w głowę śpiącego Lewisa Thomasa, zabijając go na miejscu. Już następnego dnia policja wpadła na trop zbiegłego mordercy – zginął trafiony gradem kul.

Tydzień później Frederick Bruce Thomas wyjechał z Memphis. Zapewne chciał złapać dystans do traumatycznych wydarzeń (o okolicznościach śmierci ojca nie wspominał nikomu), usamodzielnić się, a przede wszystkim, jak wielokrotnie podkreślał w następnych latach, pragnął po prostu podróżować, by poznać świat.

Globtroter w liberii

Najpierw młody Thomas zamieszkał w Saint Louis, a następnie osiedlił się na kilka lat w Chicago, w owym czasie kwitnącej gospodarczo metropolii, drugiej co do wielkości w USA. Po kilku miesiącach pracy w jednej z modnych kwiaciarni Frederick zaczął stawiać pierwsze kroki w zawodzie, który miał mu dać utrzymanie na kolejne dwie dekady życia – został kelnerem. Lepszego miejsca nie mógł wybrać.

Trafił do eleganckiej restauracji w nowym hotelu Auditorium, najbardziej prestiżowym budynku w mieście, który do dziś jest jednym z jego symboli. Szybko opanował rudymenty nowej profesji, a wrodzony wdzięk sprawiał, że doskonale radził sobie nawet z najbardziej wymagającymi gośćmi. Musiał zdobyć tam wybitnie pozytywne referencje, gdyż gdziekolwiek się potem przenosił – a zmieniał miejsce zamieszkania co kilka tygodni lub miesięcy – zawsze udawało mu się od ręki dostać posadę w najbardziej eleganckich restauracjach, hotelach lub kasynach.

Auditorium Hotel, Michigan Avenue, Chicago, gdzie Frederick Thomas pracował jako kelner, ok. 1892 (fot. Domena publiczna)

Swoje peregrynacje Thomas rozpoczął na dobre wiosną 1893 roku, po przeprowadzce do Nowego Jorku. Tam po godzinach pracy w hotelu uczęszczał na lekcje śpiewu. Marzył o karierze muzycznej. Jego nauczyciel, emigrant z Niemiec, poradził mu, że jeśli naprawdę chce rozwijać swój talent, musi wyjechać do Europy – znajdzie tam odpowiednie szkoły i ucieknie przed wszechobecnym w USA rasizmem.

Wiosną 1894 roku Frederick wsiadł na statek do Wielkiej Brytanii. Spotkał go tam jednak wielki zawód. Nie przyjęto go do londyńskiego konserwatorium. Młody Thomas jednak łatwo pogodził się z porażką, gdyż Stary Kontynent wydał mu się niezwykle gościnny – jego mieszkańcy nie reagowali negatywnie na ciemny kolor skóry. A poza tym Europa była tak różna od Stanów Zjednoczonych.

Już po kilku miesiącach Thomas, głodny nowych doznań, wyjechał do Paryża. Szybko zadomowił się we Francji. W kilka miesięcy opanował biegle nowy język – wówczas lingua franca wyższych sfer kontynentu. I ruszył dalej w świat: z miasta do miasta, z kraju do kraju. Pracując jako boy lub kelner, coraz lepiej poznawał sekrety funkcjonowania europejskich lokali na najwyższym poziomie. W ciągu niecałych czterech lat zwiedził w ten sposób między innymi Cannes, Monte Carlo, Ostendę (wtedy czołowy belgijski nadmorski kurort), Berlin, Kolonię, Neapol, Wiedeń i Budapeszt. Wreszcie wiosną 1899 roku trafił do Rosji. Prawdopodobnie wjechał tam jako kamerdyner jednego z arystokratów, który zatrudnił go podczas pobytu na Riwierze Francuskiej, a potem zabrał ze sobą.

Zmienna fortuna

Na przełomie XIX i XX wieku dla przybysza z Zachodu imperium carów było państwem widocznie zacofanym i odczuwalnie policyjnym. Jednak rozwijało się ekonomicznie i modernizowało, co przyciągało licznych cudzoziemskich przedsiębiorców i specjalistów. Frederick Bruce Thomas też musiał tam dostrzec perspektywy dla siebie, skoro osiadł na stałe w Moskwie i już w 1901 roku założył rodzinę. Jego wybranką była Hedwig Antonia Hähn, 25-letnia Niemka rodem z Pucka. W ciągu dekady dochował się z nią dwóch córek i syna.

W międzyczasie awansował zawodowo. Od 1903 roku pracował jako maître d’hôtel w Akwarium, parkowym kompleksie rozrywkowym dla majętnej klienteli, na który składały się między innymi restauracja i teatr. W lokalu bywał sam generał-gubernator Moskwy, arcyksiążę Sergiusz Romanow. W 1908 Thomasa zaangażowano na to samo stanowisko w restauracji Jar, uchodzącej wśród koneserów za najlepszą w Rosji. Lokal słynął nie tylko z wyśmienitej kuchni, lecz także z otwartości na zaspokajanie najbardziej ekstrawaganckich, wręcz absurdalnych pragnień swoich bogatych gości. Roy Norton, amerykański pisarz, który w 1911 roku odwiedził restaurację, był świadkiem, jak jeden podpity młody Rosjanin zażyczył sobie zagrać w piłkę ananasami – najdroższymi owocami, jakie można było wybrać. Młodzieniec kopał w nie zawzięcie, przy okazji tłukąc drogą zastawę, rozlewając szampany i niszcząc stoły w jadalni. Po tym, jak dokonał spustoszenia w lokalu, z uśmiechem wystawiono mu rachunek na 30 tys. rubli (dziś to około 750 tys. dolarów).

Wejście do Akwarium (fot. Domena publiczna)

Podobnie rozrzutnych klientów, acz może nie tak kłopotliwych, w Jarze nie brakowało, więc kelnerzy mogli uzbierać z napiwków znaczny kapitał. Udało się to także Frederickowi Thomasowi. Na początku 1912 roku Amerykanin wraz z dwoma rosyjskimi wspólnikami nabył Akwarium – miejsce, którego specyfikę znał na wskroś. Przed rozpoczęciem sezonu sam podróżował po Europie i Rosji, by wyszukać artystów, których występy – lekkie sztuki teatralne, operetki czy koncerty – przyciągnęłyby tłumnie moskiewską publiczność. Przedsięwzięcie okazało się strzałem w dziesiątkę. Akwarium stało się ulubionym centrum rozrywkowym miejskiej klasy średniej i wyższej. Po pierwszym sezonie, jesienią 1912 roku, każdy ze wspólników miał w kieszeni 150 tys. rubli czystego zysku (dziś około miliona dolarów).

Czarnoskóry przedsiębiorca postanowił te pieniądze od razu zainwestować. Jeszcze w tym samym roku kupił upadły klub Chanticleer. Wyremontował go i urządził z przepychem: dodał złote detale, kryształowe żyrandole i miękkie dywany. I tak powstał wspomniany na początku tej opowieści Maxim. Na jego scenie królowały popularne operetki, komedie i wodewile obsadzone przez urodziwe młode gwiazdy z Rosji i zza zachodniej granicy. Wkrótce miejsce stało się modne wśród moskiewskiej socjety, zwłaszcza płci męskiej.

Mimo że uchodzący za jaskinię rozpusty Maxim znajdował się pobliżu trzech cerkwi, władza pozwalała mu spokojnie funkcjonować, choć zwykle nie przymykała oka na takie sprawy. Thomas sowitymi łapówkami "uspokajał sumienia" zarówno urzędników, jak i duchownych. Miał z czego płacić. Lokal przynosił setki tysięcy rubli rocznie. Jego właściciel został milionerem.

Zmiany zaszły także w życiu rodzinnym Thomasa. W 1911 roku zmarła jego pierwsza żona. Dwa lata później poślubił wieloletnią opiekunkę swoich dzieci, Valli Hoffman, Niemkę spod Rygi. Zrobił to z rozsądku. Niemal równocześnie zakochał się w niemieckiej tancerce i piosenkarce Elvirze Jungmann, którą poznał podczas jej występów w Moskwie. Wywiązał się między nimi ognisty romans. Owocem tego związku było dwóch synów, którzy przyszli na świat w 1914 i 1915 roku. Oficjalnie para wzięła ślub dopiero w 1918 roku, gdy w rewolucyjnym chaosie Frederick ostatecznie rozwiódł się z Valli.

Frederick Thomas wkrótce po ślubie z drugą żoną (fot. Domena publiczna) , Z grupą aktorów w moskiewskim Akwarium, 1912 (fot. Domena publiczna)

Sułtan Jazzu

Na lato 1914 roku Thomas przygotowywał naprawdę wiekopomne wydarzenie. Na ringu w Akwarium miał walczyć sam Jack Johnson, pierwszy czarnoskóry mistrz świata w boksie. Teksańczyk gościł już od pewnego czasu w Moskwie, gdy doszło do zamachu w Sarajewie i stało się jasne, że niebawem wybuchnie wojna. Ostatecznie więc wydarzenie odwołano, a bokser wyjechał z Rosji, póki nie było jeszcze utrudnień na granicach.

Thomas stracił wtedy okazję do sporego zarobku, ale pojawiły się nowe, jeszcze bardziej lukratywne perspektywy. Po wybuchu wojny car wprowadził prohibicję. Ale tak jak później w USA zakaz ten był notorycznie łamany. Biedni pędzili samogon, a bogaci, czyli klientela Maxima i Akwarium, musieli po prostu więcej płacić za swoje ulubione trunki. I robili to, a Thomas dawał tłuste łapówki, by carscy urzędnicy patrzyli przez palce na proceder kwitnący w jego lokalach. Na początku 1917 roku jego majątek osiągnął wartość dzisiejszych kilkunastu milionów dolarów. I znów szczęście trwało tylko chwilę.

Po wybuchu rewolucji październikowej Frederick Thomas jako "burżuj" stał się "wrogiem ludu". Najpierw kawałeczek po kawałeczku konfiskowano mu nieruchomości. Lecz kiedy latem 1918 roku dowiedział się, że czekiści chcą go aresztować, zbiegł do Odessy. Tam czekała już na niego żona Elvira z czwórką jego dzieci. W kwietniu 1919 ewakuowali się stamtąd na francuskim okręcie wojennym do Stambułu.

W tureckiej metropolii Thomas wylądował niemal bez grosza przy duszy – znów musiał budować życie na nowo. Nie poddawał się. W następnych latach za pożyczone pieniądze otwierał kolejne kluby i restauracje nad Bosforem. Jednym z nich był Stella Club, gdzie grały pierwsze ściągnięte z USA zespoły jazzowe. Turecka prasa ochrzciła wówczas Thomasa mianem "Sułtana Jazzu". Niestety, po kilku sezonach modne trendy, które zaszczepił w Stambule, straciły moc przyciągania. Biznesmen został bez klienteli i z olbrzymimi zobowiązaniami.

Kiedy jesienią 1927 roku Frederick Bruce Thomas trafił do aresztu za długi, dyplomaci z miejscowego amerykańskiego konsulatu nie kiwnęli palcem w bucie, by go uratować. Za kratami zachorował, najprawdopodobniej na zapalenie płuc, i zmarł 12 czerwca 1928 roku. Pochowano go na cmentarzu katolickim w dzielnicy Feriköy. Dziś nie wiadomo nawet, gdzie leży, gdyż rodzina nie miała środków, by postawić mu nagrobek.

Pamięć o dokonaniach Fredericka Bruce’a Thomasa przetrwała głównie w miejskich legendach Stambułu. Moskwa dopiero sobie o nim przypomina.

Pisząc artykuł, korzystałem z książki "The Black Russian" Władimira Aleksandrowa.

Wojciech Rodak. Rocznik 1984. Redaktor i publicysta. Pasjonat szeroko pojętej historii i muzyczny koneser (od DJ Premiera do Jordiego Savalla). W przeszłości związany m.in. z dziennikiem Polska The Times i miesięcznikiem Nasza Historia. Obecnie współpracuje na wielu polach z Ośrodkiem KARTA, a także z Gazetą Wyborczą.