Biografie
Lamperie z płytek łysogórskich, dawne Technikum Ceramiczne w Łysej Górze (fot. Bożena Kostuch)
Lamperie z płytek łysogórskich, dawne Technikum Ceramiczne w Łysej Górze (fot. Bożena Kostuch)

Rok 1951 okazał się dla Bolesława Książka niezwykle istotny. Zaważył na całym jego późniejszym życiu, przyszłości jego rodziny, a także na historii polskiej ceramiki. Jak opisywał we wspomnieniach, pracował właśnie nad zestawem naczyń dla Biura Nadzoru Estetyki Produkcji, gdy w pracowni Spółdzielni Artystów Plastyków w Krakowie odwiedził go Franciszek Mleczko, który przed kilkoma laty opuścił Warszawę i powrócił do rodzinnej wsi, Łysej Góry, gdzie stał się głównym pomysłodawcą założenia spółdzielni przemysłu ludowego.*

Łysogórzanie mieli ambitne plany: chcieli stworzyć spółdzielnię produkującą wyroby z ceramiki w miejscu, które nie miało żadnych ceramicznych tradycji, i poszukiwali osoby, która mogłaby im w tym pomóc, która wpłynęłaby na kierunek produkcji i nadała jej indywidualny rys.

Nie wiemy, kto polecił do tej roli Bolesława Książka.

W relacjach padają nazwiska Antoniny Wilczek oraz Jerzego Petersa, sam Mleczko wspominał Romana Jarrę z krakowskiej ekspozytury Cepelii, dziś nie ma to zresztą większego znaczenia - najważniejsze, że wybór okazał się wyjątkowo trafny. I stało się. Pewnego pięknego dnia w końcu maja [...] wybraliśmy się do Łysej Góry. Było pięknie, wysłano po nas konie i jechaliśmy wśród rozkwieconych sadów i łąk pachnących kwieciem, byłem zachwycony. Życie w mieście, ten ciągły ruch, gwar, mury miasta i dla przeciwstawienia ta piękna przyroda, wśród tych pierwszych pagórków wijąca się maleńka rzeczułka, sprawiły, że byłem tym wszystkim oczarowany - wspominał po latach Książek.

Do Łysej Góry artysta przyjechał po raz pierwszy 23 maja 1951. Zarażony entuzjazmem twórców Spółdzielni, postanowił im pomóc. Miał wówczas czterdzieści lat, był więc młody i pełen energii, a zarazem zdobył już konieczne doświadczenie zawodowe. "Nie wiem, jakimi argumentami udało się doktorowi Mleczce przekonać Bolesława Książka, artystę plastyka, ceramika, aby rzucił wszystko i przeniósł się do Łysej Góry. Może wystarczyło tylko parę słów, bo przecież Książek jest urodzonym zapaleńcem i jeśli chodzi o ceramikę, toby nawet z diabłem podpisał cyrograf " - zastanawiał się dziewięć lat później Janusz Roszko.

Bolesław Książek (fot. Jan Ochoński / Materiały prasowe)

Artysta początkowo przyjeżdżał do Łysej Góry co tydzień, z reguły w sobotę wieczorem, i zostawał do niedzielnego wieczora lub poniedziałkowego poranka, nocował w pokoju urządzonym w pierwszym budynku "Kamionki" (wejście, co prawda, było przez okno, ale już był dach nad głową).

Chcąc sprawdzić walory i możliwości miejscowej gliny, Książek zabrał jej próbki do Krakowa, zaczął też budować niewielki piec muflowy i po pewnym czasie rozpoczął próbne wypały. Jak śmiesznie wyglądał Julian Toman, gdy mu powiedziałem, że za kilka miesięcy będę tu produkować ceramikę artystyczną, nie wierzył - chyba że z innych glin. Ta pęka, szkliwa się na niej nie trzymają - notował obawy Tomana.

1 września 1951 Bolesław Książek zamieszkał w Łysej Górze na stałe, choć nadal bardzo często jeździł do Krakowa, a 4 października tego roku doszło do pierwszego wypału szkliwionej ceramiki. Pierwsze próby tu na miejscu nie wyszły nadzwyczajnie, gdyż surowy piec i świeże płyty zlizały trochę szkliwo, niemniej jednak wyszły dzbanki, miski, flakony z napisami życzeń, gdyż dziś Franciszka i prof. Mleczki imieniny. Jakże się wtedy cieszył, nie słyszał ani 100 lat śpiewanych przez klasę ceramiczną, ani grania na trąbce, tylko złapał kilka wypalonych ceramik i poleciał przez wieś. Chyba to były dla niego najpiękniejsze prezenty. Każde kolejne otwarcie pieca wzbudzało emocje, a wyroby z tygodnia na tydzień były coraz bardziej udane. Wkrótce rozpoczęto budowę większego pieca, mającego ponad jeden metr sześcienny pojemności. Murarze stawiali komin, stolarze pod nadzorem Książka robili regały i potrzebne narzędzia, inni uczyli się wykonywania form gipsowych, jeszcze inni - mas do odlewów.

Garncarze, których sprowadzono do "Kamionki" do wyrobu doniczek, rozpoczęli toczenie na kole naczyń, które Książek postanowił zdobić techniką rożkową i uczył tej techniki łysogórskie dziewczęta. I tak zaczęły wychodzić zimą 1951/52 pierwsze garnki zdobione i dzbanki, a także w niewielkich ilościach flakony oraz miski i talerze ozdobne. Była to już więc ceramika artystyczno-ludowa, a więc taka, na której wyrobie najbardziej zależało Franciszkowi Mleczce. Książek ma "naturę na wskroś artystyczną, żywiołową, trudną do ujęcia w karby jakichkolwiek przepisów" - opisywał po latach ówczesnego współpracownika, a wkrótce przyjaciela, Franciszek Mleczko i dodawał, że ceramik jest też "organizacją artystyczną o niezmierzonej rzutkości i płodności, jest człowiekiem o rzadko spotykanym zmyśle społecznym".

fot. Marcin Sacha

Spółdzielnia "Kamionka" w Łysej Górze, do której trafił Książek, powstała w 1947 roku; statut przyjęto podczas zebrania, które odbyło się 31 sierpnia. Początkowo była zakładem wielobranżowym, miała także działy krawiecki, tkacki, wyrobów z metalu oraz szewski (buty - i to dość dobre - robiono jeszcze na początku lat pięćdziesiątych). Wyrób ceramiki był tylko jedną z dziedzin produkcji, wkrótce jednak to właśnie na niej postanowiono się skoncentrować. Franciszek Mleczko, jeden z głównych inicjatorów powstania Spółdzielni, nawiązał kontakt z profesorem Tadeuszem Szafranem, który uruchamiał wówczas przemysł ceramiczny w Bolesławcu na Dolnym Śląsku. Stamtąd postanowiono sprowadzić cegłę szamotową do budowy pieca oraz maszyny ceramiczne, wysłano tam także dwóch młodych łysogórzan na praktykę. Z Bolesławca przybył też do Łysej Góry wspomniany już Julian Toman, pierwszy kierownik techniczny zatrudniony w "Kamionce" na etacie. Zaczęto skromnie - od wyrobu cegieł w polowej cegielni w 1949 roku, w następnym zaś podjęto produkcję doniczek.

Gdy Książek dotarł do Łysej Góry, pierwszy, piętrowy budynek Spółdzielni położony na prawym brzegu Kisieliny był w stanie surowym. Wiosną 1951 roku zostały do niego przeniesione warsztaty ceramiczny i szewski, rozpoczęto organizowanie magazynu i biura. Zakład powstał na sześćdziesięciu arach ziemi oddanych hipotecznie na kredyt na rzecz Spółdzielni przez Bronisława Korcyla, wkrótce jednak budynek okazał się za mały, zadecydowano więc o jego rozbudowie i postanowiono nabyć sąsiednie tereny. Jak wspomina Jan Mleczko, "pertraktacje z rolnikami dały połowiczne rezultaty. W porozumieniu z Zarządem Cepelii> wszczęto kroki urzędowe wywłaszczenia łącznie osiemdziesięciu arów od siedmiorga właścicieli". I dodaje, że niektórzy uznali potrzebę upaństwowienia, ale ze strony innych padały "słowa nienawistne", a gospodarze nie zdecydowali się na przyjęcie należności, gdyż urzędowa wycena była niska.

Pierwszy budynek fabryki został ukończony na przełomie 1951 i 1952 roku, wzniesiono też wówczas osobną "doniczkarnię", a 22 lipca 1952 doszło do oficjalnego, uroczystego otwarcia zakładu. Wędrówka po zabudowaniach fabrycznych "Kamionki" wymaga sporo czasu. Obiekty ciągną się na znacznej przestrzeni, tworząc kompleks położony wzdłuż drogi prawie w samym centrum wsi.

Patrząc od frontu, widzimy po prawej stronie główny piętrowy budynek. Mieści się w nim pracownia ceramiczna i piece do wypalania. Na lewo ciągną się równolegle dwie długie parterowe hale. To wytwórnia doniczek i garnków oraz drewniana, dachówką kryta suszarnia. Z tyłu za budynkami wznosi się ścięty stok gliniastego wzgórza, źródło głównego materiału do produkcji - pisali Kazimierz Kisielewski i Jerzy Potępa w wydanej w 1954 roku opowieści o Łysej Górze. Wkrótce budynek fabryki i "gliniaste wzgórze" połączyły tory ułatwiające transport gliny. Napiętą sytuację spowodowaną rozbudową zakładu udało się jednak po pewnym czasie rozładować.

fot. Marcin Sacha

Jak pisze Jan Mleczko, "rok 1956 przyniósł zmiany polityczne, które umożliwiły podjęcie uchwały przez Walne Zgromadzenie Spółdzielni dopłaty za areał wywłaszczony od rolników [...] fakt ten rozładował napiętą i nienawistną sytuację między Spółdzielnią a rolnikami...".

W Krakowie Bolesław Książek miał stabilną sytuację. Rodzina mieszkała wówczas w Rząsce, mieszkanie mieli duże i piękne, Bolesław zaczynał myśleć o budowie domu. Narzekał co prawda na stan pracowni przy ulicy Stromej, ale cały czas tworzył, brał udział w wystawach, był ceniony jako fachowiec, dobrze zarabiał. A jednak postanowił przenieść się na stałe do Łysej Góry! Wiedział, że czeka go ciężka praca, lecz wierzył w jej efekty, wspierała go też żona, która późną jesienią 1951 roku odwiedziła męża w Łysej Górze. Pierwszy pobyt Marysi wypadł w złym czasie, bo w listopadzie, błoto po kolana, słota, no ale wierzy we mnie i myśli, że i tu będzie dobrze - notował.

Całą rodziną Książkowie zamieszkali w Łysej Górze w marcu 1952 roku, ceramik przywiózł też wtedy swoje akcesoria warsztatowe, toczki, narzędzia, książki; trochę trudno będzie rozmieścić to w dwóch pokojach - pisał. Ale już wkrótce był pełen optymizmu: jest dobrze, trochę różnych książek i rzeczy oraz farb i tlenków zostaje w skrzyniach, ale jakoś się pomieściliśmy.

Córka Marysia, która chodziła do pierwszej klasy liceum pedagogicznego, została u cioci w Krakowie. Po zakończeniu roku szkolnego dołączyła do rodziny, ojciec nie chciał się zgodzić, by została sama w mieście, i zapisał ją do drugiej klasy ceramicznej w łysogórskiej szkole zawodowej. Przeprowadzka była dla młodej dziewczyny szczególnie trudna. Musiała opuścić znajomych i porzucić marzenia, zmienić sposób bycia i ubioru, bardzo drażniło ją błoto, w którym grzęzły eleganckie buciki. Na szczęście spodobała się jej praca w ceramice, okazało się, że ma talent artystyczny. Cieszę się, że mała Marysia chodzi na ceramikę i że zdrowie się poprawiło. Chciałbym, aby była ceramiczką, mam przecież dość dobrze wyposażony warsztat - pisał Bolesław. Marysia należała do grupy pierwszych absolwentów klasy ceramicznej i już w 1953 roku rozpoczęła pracę w "Kamionce". Nie miała jednak taryfy ulgowej, w zakładzie musiała przejść przez wszystkie szczeble.

*Fragmenty książki "Czarodziej z Łysej Góry" Bożeny Kostuch

'Czarodziej z Łysej Góry' Bożeny Kostuch (fot. Materiały prasowe)