Biografie
Lewis Carroll naprawdę nazywał się Charles Lutwidge Dodgson (fot. Shutterstock)
Lewis Carroll naprawdę nazywał się Charles Lutwidge Dodgson (fot. Shutterstock)

Tekst został opublikowany w lutym 2020 roku. To jeden z najchętniej przez Was czytanych w minionym roku artykułów Weekendu

Charles Lutwidge Dodgson wiódł w wiktoriańskiej Anglii zwyczajne życie członka uprzywilejowanej klasy. Jako Lewis Carroll, za sprawą swoich książek i zdjęć, przeszło 150 lat po publikacji "Alicji w Krainie Czarów" zaczął wzbudzać kontrowersje.

Matematyka i literatura

Urodził się 27 stycznia 1832 roku w niewielkiej miejscowości Daresbury w hrabstwie Cheshire. Najstarszy syn anglikańskiego duchownego, trzeci z jedenaściorga rodzeństwa, odziedziczył imię Charles po ojcu, dziadku, pradziadku i prapradziadku. Był cichym, spokojnym dzieckiem, wychowywanym przede wszystkim przez starsze siostry. Wielu uważa, że ten fakt zaowocował późniejszą jego fascynacją dziewczynkami.

Jako dziecko Charles Lutwidge Dodgson potwornie się jąkał. To zaburzenie w połączeniu z chudością i wysokim wzrostem sprawiło, że w szkole z internatem w Rugby w Warwickshire nie miał łatwego życia. Dodgson nigdy nie przyznał wprost, że padł ofiarą znęcania się ze strony rówieśników. Ale jako dorosły człowiek napisał w swoich dziennikach, że żadna siła na świecie nie zmusiłaby go do powrotu do tamtych lat.

Od dziecka wykazywał wielkie zdolności matematyczne - miał je też jego ojciec, ale  zrezygnował z kariery akademickiej na rzecz religijnego powołania. Syn postanowił wypełnić ojcowskie ambicje. Zdecydował się na studia na oksfordzkim wydziale matematyki. Szybko dostrzeżono tam jego talent i po ukończeniu studiów zaproponowano mu stanowisko wykładowcy w jednym z kolegiów - Christ Church. Dodgson przyjął ofertę i na stałe zamieszkał w Oksfordzie. Pozostał na uczelni aż do śmierci, nawet po przejściu na emeryturę zajmował oksfordzkie mieszkanie. Jego zainteresowania nie ograniczały się do matematyki i logiki. Na uczelni pełnił różne funkcje, był również bibliotekarzem.

Spowodowany jąkaniem się brak pewności siebie sprawił, że Charles od dziecka dużo czasu spędzał samotnie. Tworzył i rozwiązywał matematyczne i logiczne zagadki, ale też pisał. Pierwsze wiersze publikował już jako nastolatek w periodyku "Mischmasch", na łamach którego ukazała się pierwotna wersja słynnego wiersza "Jabberwocky" - "Żaberzwłok". Jego bohater, wielki smok, pojawia się później w "Alicji w Krainie Czarów".

Alicja walcząca z Żaberzwłokiem, ilustracja Johna Tenniela (fot. Shutterstock)

W latach 1854-1856 utwory Dodgsona - najczęściej o humorystycznym, satyrycznym charakterze - zaczęły się pojawiać w "The Comic Times", "The Train" i "Withby Gazette". Ich autor uważał jednak, że pisanie zabawnych wierszyków nie idzie w parze z pozycją poważanego uniwersyteckiego wykładowcy. Dlatego najpierw publikował anonimowo, a w miarę jak jego literacka kariera zaczęła nabierać rozpędu, zdecydował, że potrzebuje artystycznego pseudonimu.

Nie jest do końca jasne, czy powodowała nim chęć zaistnienia na rynku wydawniczym, nawet pod przybranym nazwiskiem, czy impulsem stały się naciski wydawców. W każdym razie z właściwym sobie zamiłowaniem do językowych szarad wymyślił grę słowną. Przetłumaczył swoje imiona Charles Lutwidge na łacinę - Carolus Ludovicus - a potem zmienił ich kolejność i wrócił do języka angielskiego, z jednego z imion czyniąc nazwisko. Tak powstał Lewis Carroll. Co ciekawe, pisarz miał w zanadrzu jeszcze trzy inne pseudonimy: Edgar Cuthwellis, Edgar U.C. Westhill i Louis Carroll, jednak jego wydawca zdecydował się na Lewisa Carrolla. Pierwszym dziełem, które ukazało się na łamach czasopisma "The Train" pod tym pseudonimem, był romantyczny poemat zatytułowany "Samotność".

Charles Dodgson początkowo traktował swoją aktywność literacką jako rozrywkę, pozwalającą odetchnąć od matematycznych problemów i uniwersyteckiego życia. I być może tak właśnie by zostało, gdyby nie pewna znajomość.

W głąb króliczej nory

W 1855 roku dziekanem Christ Church został Henry Lidell. Mężczyzna przeprowadził się do Oksfordu z żoną Loriną, synem Edwardem Henrym, zwanym Harrym, i trzema córkami - Loriną, Edith i Alicją. Rodzinę dziekana Dodgson poznał 25 kwietnia 1856 roku w ogrodach uniwersyteckiego kampusu. Zaprzyjaźnili się i gdy Henry Lidell był zajęty na uczeni, Charles spędzał czas z jego żoną i dziećmi. Jedną z ich ulubionych rozrywek były wycieczki łódką po jeziorze.

Szczególnie chętnie mężczyzna poświęcał uwagę dziewczynkom, przede wszystkim obdarzonej bujną wyobraźnią Alicji, która w momencie przeprowadzki do Oksfordu miała cztery lata. To właśnie dla niej Charles podczas jednej z przejażdżek łódką wymyślił historyjkę o dziewczynce, która wpada do króliczej nory i przenosi się do świata pełnego bajkowych postaci. Mała Alicja ponoć była zachwycona opowieścią i błagała Dodgsona, aby ją dla niej spisał. Mężczyzna zgodził się, ale córka dziekana musiała uzbroić się w cierpliwość. Dopiero dwa lata później Charles sprezentował jej własnoręcznie spisaną i zilustrowaną opowiastkę, zatytułowaną "Alice's Adventures Under Ground" - "Przygody Alicji pod ziemią".

Współczesny portret Charlesa Dodgsona (fot. Shutterstock)

Szybko okazało się, że nie tylko mała panna Lidell jest zachwycona prezentem. Historyjka spodobała się też jej rodzeństwu, rodzicom i ich przyjacielowi, szkockiemu literatowi George'owi MacDonaldowi. Ten ostatni zachęcił Dodgsona, aby poszukał wydawcy książeczki. Charles ponownie zasiadł więc do pracy, rozwinął opowieść o Alicji i wysłał ją do wydawnictwa. Rękopis spotkał się z uznaniem, ale zdecydowano, że należy zmienić tytuł. W 1865 roku, po odrzuceniu dwóch kolejnych propozycji - "Alicja wśród wróżek" i "Złota godzina Alicji" - powieść została opublikowana jako "Alicja w Krainie Czarów". Za ilustracje odpowiadał popularny wówczas rysownik, sir John Tenniel. Sukces, który odniosła książka, przerósł najśmielsze oczekiwania jej autora.

Na Lewisa Carrolla spadło zainteresowanie, na które introwertyczny mężczyzna, zdecydowanie lepiej odnajdujący się wśród dzieci niż dorosłych, kompletnie nie był gotowy.

"Alicja..." szybko stała się światowym bestsellerem, ale Charles Dodgson nie cierpiał popularności do tego stopnia, że z czasem zaczął twierdzić, że to nie on jest jej autorem - Lewisem Carrollem. Tymczasem do jego oksfordzkiego mieszkania, które tak niechętnie opuszczał (w podróż zagraniczną wybrał się tylko raz, w 1867 roku, kiedy odwiedził Moskwę, Petersburg, a po drodze również Warszawę, Wrocław i Gdańsk), napływały setki listów od fanów. A on czuł się zobowiązany na nie odpowiadać.

W liście pochodzącym z 1891 roku pisał do jednej z czytelniczek: "Droga Pani Symonds, myślę, że nie wytłumaczyłem należycie powodów, dla których nie lubię, gdy moje listy dołączane są do kolekcji autografów. Cały ten rozgłos prowadzi do łączenia mojego prawdziwego nazwiska z książką i do wskazywania mojej osoby, patrzenia się i traktowania jak 'lwa'. Nie cierpię tego tak bardzo, że czasami żałuję, iż w ogóle napisałem jakieś książki."

Pisarzowi nie udało się zachować prywatności, mimo że nic, co napisał po "Alicji..." i jej wydanej sześć lat później kontynuacji, zatytułowanej "Po drugiej stronie lustra", nie zdołało powtórzyć sukcesu książek o przygodach dziewczynki. Można jednak powiedzieć, że miał szczęście - nie  dożył czasów, gdy jego twórczość doczekała się nowych interpretacji.

Herbata z Szalonym Kapelusznikiem i Białym Królikiem z 'Alicji w Krainie Czarów', ilustracja Johna Tenniela (fot. Shutterstock)

Po drugiej stronie lustra

Teorie na temat "Alicji...", które w XXI wieku zaczęły się mnożyć na potęgę, z pewnością przyprawiłyby Dodgsona o jedną z ostrych migren, na jakie cierpiał za życia. Większość z plotek co prawda nie ma potwierdzenia w faktach. Ale już samo to, że Charles Dodgson, poważny profesor renomowanej uczelni, wolał towarzystwo dzieci niż dorosłych jeszcze za jego życia przysporzyło mu etykietki dziwaka.

Nie ograniczał się on do organizowania dzieciom przejażdżek łódką i zabawiania ich wymyślanymi przez siebie opowiastkami i szaradami. Jednym z hobby Dodgsona było urządzanie wielkich balów dziecięcych, na które zapraszał nawet sto dziewczynek. Bo właśnie dziećmi płci żeńskiej Charles interesował się najbardziej. Były też muzami jego kolejnej pasji - fotografii.

Dodgson zainteresował się fotografią jeszcze przed publikacją "Alicji...". Tworzył w technice mokrego kolodionu, choć bardzo wymagającej, to jednak bardzo dobrze przez niego opanowanej. Wiedzę, jak robić zdjęcia, zdobywał, przeglądając fotografie prezentowane głównie na wystawach w Londynie. Za wzorcowe uznawał dzieła Williama Lake Price'a i Oscara Gustave'a Rejlandera. W przeciwieństwie do wielu ówczesnych amatorów tej sztuki nie uwieczniał jednak sielskich pejzaży, ale ludzi. Bohaterami jego zdjęć byli tak dorośli, jak i dzieci, głównie dziewczynki, w tym często panny Lidell. W samym wykorzystywaniu najmłodszych jako modeli nie byłoby nic złego, szczególnie że z dzienników artysty wynika, iż dzieci zawsze pojawiały się na sesjach w towarzystwie dorosłych. Problem polega na tym, że - jak okazało się w 2015 roku - część małych modelek pozowała nago. Należy jednak wspomnieć, że w czasach wiktoriańskich, kiedy powstały zdjęcia, dziecięca nagość na obrazach była odczytywana jako personifikacja niewinności. Mali modele byli przedstawiani jako nimfy czy amorki, bez seksualnego kontekstu.

Dziś zdjęcia nagich dziewczynek budzą zupełnie inne skojarzenia. Dlatego kiedy francuscy dziennikarze, przygotowujący program o życiu i twórczości Carrolla, natknęli się na zdjęcie nagiej 12-letniej Loriny Lidell, wybuchł skandal. Występująca w dokumencie prezenterka Martha Kearney opisała fotografię słowami: "Żaden rodzic nie zgodziłby się na coś takiego". Wkrótce wyszło na jaw, że niepokojących zdjęć dziewczynek było więcej. Na jednym z nich, zatytułowanym "The Beggar Maid", sześcioletnia Alicja Lidell pozuje w odsłaniającej sutek sukience. Znalezisko natychmiast wzbudziło spekulacje, jakoby Charles Dodgson był pedofilem.

Po lewej: fotografia 'The Beggar', modelką jest Alicja Lidell, która miała być pierwowzorem Alicji, po prawej: ilustracja Johna Tenniela przedstawiająca tytułową Alicję z Krainy Czarów (fot. Shutterstock)

Kolejne wątpliwości wzbudził fakt, że w dziennikach pisarza brakuje stron z przełomu lat 50. i 60. XIX wieku. Jedna z teorii głosi, jakoby w wyrwanej części Dodgson opisywał, jak zaproponował Alicji małżeństwo. Inni uważają natomiast, że strony traktowały o plotkach, jakoby Dodgson miał romans ze starszą siostrą Alicji, Loriną, lub guwernantką dzieci. Nie znaleziono dotychczas żadnego wiążącego potwierdzenia tej teorii, ale jest pewne, że wkrótce po wydarzeniach, które miały być opisane na brakujących stronach, rodzina Lidellów zerwała z Dodgsonem kontakt.

Dowodów na zaburzoną seksualność, jak również na uzależnienie Dodgsona od substancji psychoaktywnych, już wcześniej doszukiwano się w "Alicji w Krainie Czarów". Jednym z pierwszych, który w "Alicji..." dopatrzył się seksualnego kontekstu, był Anthony Goldschmidt. W 1933 roku opublikował artykuł pod tytułem "Alice in Wonderland Psycho - Analised", w którym wysnuwa teorię, jakoby spadanie w głąb króliczej nory było oczywistym nawiązaniem do penetracji seksualnej. Wybór przez Alicję nienaturalnie małych drzwi prowadzących do cudownego ogrodu nawiązywać miał do upodobań pisarza. Zdaniem Goldschmidta drzwi to kobiece genitalia, a mały rozmiar tych wybranych przez Alicję sugeruje pedofilskie skłonności autora.

Literaturoznawca William Empson, opierając się na Freudowskiej teorii, również twierdzi, że przejście przez króliczą norę to metafora stosunku seksualnego. Kraina Czarów miała być polem bitwy między niekontrolowanymi cielesnymi namiętnościami, reprezentowanymi przez Królową Kier, a świadomym intelektualnym oderwaniem od seksualności, którego wcieleniem jest znikający Kot z Cheshire.

Teorie na temat ukrytych znaczeń "Alicji w Krainie Czarów" zaczęły się mnożyć w latach 60. i 70. XX wieku, kiedy książka zyskała status kultowej w środowisku hipisów. Pełen symboliki, magii, tajemnic i dwuznaczności utwór zaczęto wówczas odczytywać jako narkotyczną wizję. Jej potwierdzeniem miały być spożywane przez Alicję magiczne napoje, ciasteczka i grzybki, wodna fajka palona przez Pana Gąsienicę oraz szaleństwo Kapelusznika. Uważano nawet, że będący w wiecznym pośpiechu Królik jest pod wpływem amfetaminy.

Teoria, jakoby Charles Dodgson zażywał narkotyki, nie ma potwierdzenia w faktach. Co prawda w Londynie jego czasów w artystycznych środowiskach palono opium i brano kokainę, ale brak dowodów, że kochający spokój własnego domu Carroll obracał się w takich kręgach. Jest natomiast bardzo możliwe, że Ptak Dodo to literackie wcielenie Dodgsona, który ze względu na jąkanie miał czasem wymawiać swoje nazwisko: "Do-do-dodgson". I tak jak ptak był szczupły i wysoki.

Alicja z ptakiem Dodo, ilustracja Johna Tenniela (fot. Shutterstock)

Spokojny domator czy Kuba Rozpruwacz

Mimo że Dodgson za sprawą sukcesu książki stał się zamożny, nadal uczył w Christ Church i publikował prace naukowe z zakresu matematyki, logiki i kryptografii. A w 1861 roku przyjął święcenia diakonatu w Kościele anglikańskim. Obok pisarstwa i fotografii poświęcał się kolejnej pasji - tworzeniu szarad, gier i wynalazków. Był m.in. autorem tzw. dubletów - gry słownej, w której należało zamieniać litery w słowach tak, by z jednego utworzyć drugie w ciągu kolejnych wyrazów, z których każdy kolejny różni się od poprzedniego dokładnie jedną literą, np. od dream - śnić, do sleep - spać: dream-dread-bread-breed-bleed-bleep-sleep. W im mniejszej liczbie kroków cel ten zostawał osiągnięty, tym lepiej. Dopuszczalne były wyłącznie rzeczowniki pospolite oraz takie, których można używać w dobrym towarzystwie. Jeszcze innym wynalazkiem Charlesa była językowa gra, którą dziś można uznać za wczesną wersję scrabble'a.

Choć Dodgson twierdził, że żałuje publikacji "Alicji w Krainie Czarów", napisał nie tylko jej kontynuację, ale również kilka innych książek. W 1876 roku ukazał się poemat absurdalny zatytułowany "Wyprawa na Żmirłacza". Następnie wydał dwie powieści dla dorosłych: "Sylvie and Bruno" (1889) i jej kontynuację, "Sylvie and Bruno Concluded" (1893). Książki nie cieszyły się jednak popularnością - recenzje były sceptyczne, a sprzedaż nie przekroczyła 13 000 egzemplarzy. W 1889 roku Carroll wydał też uproszczoną wersję "Alicji w Krainie Czarów", przeznaczoną dla młodszych dzieci - "The Nursery Alice". Co ciekawe, cytaty z książeczki sprawiły, że w 1996 roku pojawiła się teoria, jakoby Lewis Carroll był winien morderstw przypisywanych Kubie Rozpruwaczowi.

Brytyjczyk Richard Wallace uważał, że w "The Nursery Alice" pisarz zaszyfrował tajne wiadomości. Po odszyfrowaniu anagramów można odczytać takie komunikaty jak: "If I find one street whore, you know what will happen! 'Twill be off with her head!", co znaczy: "Jeśli znajdę na ulicy prostytutkę, wiecie, co się stanie! Obetnę jej głowę". Na poparcie swojej teorii Wallace miał też fakt, że matka Dodgsona miała duży nos, a Kuba Rozpruwacz pozbawił kilka ofiar tej części ciała. W dodatku autor "Alicji..." posiadał ponad 120 książek poświęconych anatomii, a sprawcą zbrodni Kuby Rozpruwacza był z pewnością ktoś, kto wiedział, jak pokroić ludzkie ciało.

Zobacz wideo "Nie umiałam sobie poradzić z tą historią". Rozmowa z Anną Krztoń, twórczynią komiksu "Weź się w garść"

Teoria Wallace'a nie znalazła jednak zbyt wielu zwolenników. Jej słaby punkt polegał m.in. na tym, że podobnie "zaszyfrowanych wiadomości" można było doszukiwać się w praktycznie każdej książce. Nie omieszkano tego Wallace'owi udowodnić, używając przykładu "Kubusia Puchatka".

Charles Dodgson zmarł 14 stycznia 1898 roku na zapalenie płuc. Spokoju wykładowcy za jego życia nie zakłócały oskarżenia o bycie Kubą Rozpruwaczem. Naprzykrzały mu się natomiast niezwykle silne migreny z aurą. W dziennikach wspominał, że dwukrotnie miał ataki, podczas których stracił świadomość. Współcześnie uważa się, że pisarz mógł cierpieć na łagodną formę epilepsji, ale jego zapiski nie wystarczają, aby postawić jednoznaczną diagnozę. Możliwe jednak, że to właśnie spowodowane chorobą zaburzenia świadomości, a nie branie narkotyków, były źródłem wizji, które zawarł w swojej najsłynniejszej książce.

Natalia Jeziorek. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała fashion marketing i organizację eventów. Obecnie współpracuje z magazynem "K MAG", portalami Sezon, Pride i Enter the Room.