Biografie
Catherine Blake (rys. Frederick Tatham / wikimedia.org / domena publiczna)
Catherine Blake (rys. Frederick Tatham / wikimedia.org / domena publiczna)

"Tygrys" Williama Blake'a jest bodaj najczęściej tłumaczonym wierszem świata. Obraz przedstawiający brodatego boga z cyrklem w dłoni, czyli "Urizena stwarzającego świat", kojarzą nawet ci, którzy nie potrafiliby przywołać nazwiska jego twórcy. O literackiej i plastycznej twórczości Blake'a napisano obszerne tomy. Prywatność artysty żyjącego na przełomie XVIII i XIX wieku również została przez badaczy prześwietlona i opisana. Ale dopiero od niedawna w biografiach Blake'a pojawia się ton podziwu dla kobiety, która towarzyszyła mu niemal przez całe życie i umożliwiła pełne oddanie się sztuce: dla jego żony Catherine.

Poruszający opis życia małżeńskiego Catherine i Williama zawdzięczamy pisarzowi Williamowi Hayleyowi. Przez kilka lat Hayley - z którym Blake ostatecznie mocno się poróżnił i zerwał wszelkie stosunki - pełnił funkcję protektora Blake'a, zlecał mu liczne prace ilustratorskie.

"Catherine jest jedyną na Ziemi kobietą, która w pełni doń pasuje. Pobrali się ponad 17 lat temu i wciąż się kochają jak podczas Miodowego Miesiąca. Mieszkają w schludnym domku, który uważają za najrozkoszniejsze z miejsc kiedykolwiek zamieszkiwanych przez istotę śmiertelną. Obywają się bez służby - ta zacna niewiasta nie tylko wykonuje wszelkie prace domowe, ale nawet szyje mężowi większość ubrań i pomaga mu w jego sztuce: rysuje, rytuje, pięknie śpiewa i do tego stopnia jest Połową swojego Męża, że razem zdają się być ożywiani jedną Duszą (...)" - zanotował Hayley w swoim dzienniku.

"Byłaś dla mnie aniołem"

Poznali się, gdy William Blake wybrał się w odwiedziny do krewnych ojca. Tam spotkał Catherine. Małżeństwo zawarli 18 sierpnia 1782 roku. Na akcie ślubu widnieje mocny podpis "Blake" i krzyżyk zamiast podpisu żony. Catherine Boucher, jedno z licznych dzieci niezamożnego ogrodnika, nie umiała pisać. Nieżyczliwi Blake'owi plotkowali nieraz, że "ożenił się ze służącą", odnosząc się w ten pogardliwy sposób do niskiego statusu społecznego jego żony.

William Blake (autor: Thomas Phillips) i Catherine Blake (rys. William Blake) wikiemdia.org / domena publiczna

William nie wywodził się bynajmniej z klas wyższych, lecz z rodziny tekstylnych kupców z Soho, należącej do jednej z wielu wówczas protestanckich sekt. Państwo Blake'owie mieli dość radykalne poglądy polityczne, byli niechętni monarchii i moralnemu zepsuciu klas uprzywilejowanych. Nie żałowali środków i starań, by wykształcić sześcioro swych dzieci, choć akurat William unikał wszelkiej zinstytucjonalizowanej edukacji. Rozległą wiedzę zdobył sam - czytał książki, terminował u rytownika i oddawał się studiom nad Księgą. Biblia była bowiem podstawową lekturą wszystkich członków jego rodziny, przedmiotem nieustannej medytacji i interpretacji, co było zresztą charakterystyczne dla członków radykalnych sekt.

Catherine w chwili ślubu miała niewiele ponad 20 lat (Blake pięć lat więcej), była drobną, ładną dziewczyną o ciemnych oczach i delikatnej buzi - taką ukazuje ją portret namalowany przez Blake'a w 1785 roku. Umysł miała bystry - po ślubie nauczyła się czytać, pisać, a także obsługiwać prasę drukarską, dzięki czemu mogła być dla męża wielkim wsparciem w codziennych trudach. On okazywał jej swoje oddanie -  zwykł na przykład wstawać wcześniej i rozpalać w piecu, nim Catherine się obudziła.

Wszyscy biografowie, poczynając od tych najwcześniejszych, niemal współczesnych Blake'owi, przyznają, że Catherine odgrywała ogromną rolę zarówno w twórczej, jak i komercyjnej pracy męża. Ona pomagała mu drukować ryciny, kolorowała odbitki, zszywała gotowe książki - z tej pracy utrzymywali się oboje. Ona także zajmowała się domem - a przeprowadzali się często, choć zwykle pod londyńskie adresy - i finansami. Dopiero po ślubie z Catherine Blake zaczął się wyraźnie rozwijać jako artysta, zarówno w technikach wizualnych, jak i w poezji. Twórczość Blake'a zależała w dużym stopniu od ustabilizowanego życia domowego, nad którym czuwała Catherine.

Po lewej dom przy Broad Street (dziś Broadwick Street) w Londynie (autor Arthur St. John Adcock, rys. Frederick Adcock). Tu Blake urodził się i mieszkał 25 lat, do ślubu z Catherine. Po prawej jeden z domów, które zajmował z żoną - w Felpham. Mieszkali tu w latach 1800-1803 (fot. Midnightblueowl / CC BY-SA 3.0)

"Panie Blake, skończyły się pieniądze"

Znanych jest kilka portretów Catherine Blake. Na jednym z nich, namalowanym około 1805 roku, na odwrocie karty, która została Blake'owi po wykonaniu rycin do "Ballad" Williama Hayleya, widać Catherine, jak siedzi pochylona, może nad robótką, którą trzyma w dłoniach. Łagodna, skupiona na pracy, z włosami wymykającymi się niesfornie spod zamotanej na głowie chusty.

O czym myślała? Za czym tęskniła? Czy doskwierało jej pełne niedostatków życie u boku męża - artysty o rozległych horyzontach i wielkich ambicjach, ale niecieszącego się uznaniem, sławą ani pieniędzmi? Tego nie dowiemy się nigdy, nie usłyszymy też jej głosu, poza paroma zanotowanymi przez Blake'a albo jego przyjaciół wypowiedziami. Bardzo niewiele jest źródeł, które pozwalają spojrzeć na Catherine inaczej niż jako na "Żonę Artysty". Ta rola została jej przydzielona na wieki.

Wiadomo, że wywiązywała się z niej świetnie. Była żoną Williama przez 45 lat, do jego śmierci w 1827 roku. Nie mieli dzieci, żyli tylko we dwoje. Nigdy nie rozstali się na dłużej niż kilka dni. Jedyna kłótnia między małżonkami, której ślad zostawił Blake w swych notatkach, dotyczyła, a jakże, domowych finansów. "Panie Blake, skończyły się pieniądze" - miała powiedzieć zmartwiona Catherine. "A dajże mi spokój z pieniędzmi!" - odparł poirytowany William, dając do zrozumienia, że on nie jest od takich przyziemnych spraw.

Życie pary nie było przecież tak idylliczne, jak wynikałoby to z opisu Hayleya. Blake pracował po 12 godzin dziennie, dzieląc czas między pisanie wizyjnych poematów, obsługę prasy drukarskiej i tworzenie własnych rysunków i akwafort. Wierzył, że wynaleziona przez niego, bardzo pracochłonna i trudna, nowa technika rytownicza, tzw. metoda akwaforty wypukłej, pozwalająca na tworzenie kolorowych druków iluminowanych, przyniesie mu finansowy sukces. Tak się jednak nie stało, częściowo ze względu na pracochłonność samej metody. Wymagała przecież olbrzymiej cierpliwości i pietyzmu: mozolnego rytowania w miedzi, odbijania za pomocą drewnianej prasy, ręcznego kolorowania. Blake nie umiał też zabiegać o komercyjny sukces, jak inni artyści, z którymi się przyjaźnił - choćby John Flaxman, rzeźbiarz, rysownik, który bez trudu zdobył prestiżowe stanowisko profesora Królewskiej Akademii i przewodził katedrze rzeźby. William nie zamierzał iść na żadne artystyczne kompromisy w imię zarobku. "Komercja nie znosi indywidualności, jej nienasycony żołądek karmi się tym, co potrafi każdy" - zanotował z goryczą.

Po lewej Urizen stwarzający świat - akwaforta kolorowana akwarelą, wykonana przez Williama Blake'a w 1794 roku. Obecnie w zbiorach British Museum w Londynie. Po prawej Czerwony Smok i kobieta ubrana w słońce tego samego artysty (wikimedia.org / domena publiczna)

William Blake funkcjonował więc głównie jako rytownik, zwykły rzemieślnik o zwariowanych poglądach i skłonności do pisania niezrozumiałych wierszy. Był ekscentrykiem zarabiającym na chleb ciężką pracą fizyczną - zarówno rytowanie, jak i obsługa prasy drukarskiej wymagały nie tylko precyzji, ale też siły. Mnożące się w tym czasie manufaktury stawały się też coraz większą konkurencją dla jego pracy. Choć żona pomagała mu zwłaszcza przy komercyjnych zleceniach, i tak  często zawalał terminy, co dodatkowo zniechęcało nielicznych zleceniodawców.

Prowadzenie domu spoczywało w całości na barkach Catherine. Nie mieli pomocy, nawet w chwilach największej prosperity obywali się bez służącej. "(...) uznawszy (jak oznajmiła pani Blake i jak powszechnie wiadomo), że im więcej służby w domu, tym więcej kłopotu, małżonka moja, jak każda niewiasta rozsądna, pracowita, zdrowa i średnio zasobna wyrzekła się tej groźby dla domowego spokoju" - pisał w lekkim tonie Blake.

Dla Catherine oznaczało to jednak wzięcie na siebie wszystkich ciężarów domowego życia, co miało swoją cenę. "Nigdy nie widziałem, by jakaś kobieta aż tak się postarzała w ciągu paru lat" - zanotował John Flaxman, odwiedziwszy Blake'ów po powrocie z siedmioletniego pobytu we Włoszech. Z nim też Blake zerwał wszelkie stosunki - uznał się za zdradzonego.

Grób małżeństwa w Londynie (fot. Tomasz Fedor / wikimedia.org / oraz portret Catherine (rys. George Richmond / wikimedia.org / domena publiczna)

"Na widok którego rzygać mi się nie chce"

U sobie współczesnych Blake nie doczekał się uznania. Jak na czasy, w których żył, był artystą zbyt nowoczesnym - kuratorzy wystawy w Tate Britain piszą, że "jego nowoczesność nie objawia się jedynie poprzez formalne 'nowinki' (...), ale przede wszystkim w jego odejściu od głównych wartości jego epoki".

Blake kwestionował wiarę w postęp, prymat rozumu nad intuicją, instytucjonalną religijność, wartość edukacji. Robił to z furią, której dorównać potrafiła dopiero awangardowa sztuka XX wieku. I dopiero w wieku XX zaczęto na nowo "odkrywać" Blake'a. Choć do XX-wiecznych odbiorców bardziej przemawiał mroczny symbolizm jego wizji, niż zawarte w nich religijne i filozoficzne przekonania.

Problem w odbiorze jego uznawanej za hermetyczną sztuki polegał też na tym, że trudno oddzielić jego twórczość graficzną od poezji czy filozofii. Tworząc "Zaślubiny Nieba i Piekła" czy "Miltona" Blake nie tylko pisał i ilustrował poemat. Przy okazji formułował własną filozofię, opartą na żarliwym chrześcijaństwie i radykalnych - często sprzecznych z nauką Kościoła - przekonaniach.

Kolejną przeszkodą w zdobyciu uznania był charakter Blake'a - był trudny, skłonny do polemik, łatwo wybuchał oburzeniem i gniewem. Jego ogólny stosunek do ludzi, których uważał w większości za głupców, dobrze oddaje dwuwiersz, napisany na cześć jednego z nielicznych bliskich przyjaciół (i bodaj jedynego, z którym nigdy się nie poróżnił), wybitnego malarza Heinricha Füssliego:

"Jedyny z ludzi, com ich znał na mieście Na widok którego rzygać mi się nie chce".

Newton - William Blake's (fot. wikimedia.org / domena publiczna)

"Pan Blake"

Człowiek dręczony nerwowym niepokojem, poddany złudzeniom i halucynacjom, które zniszczyły mu karierę i życie - tak postrzegało Blake'a wielu mu współczesnych, także niekiedy bliskich ludzi, przyjaciół, artystów. Jedyną osobą, która nigdy w niego nie zwątpiła, która otaczała go opieką i podtrzymywała na duchu, była jego żona.

Towarzyszyła mu we wszystkich artystycznych przedsięwzięciach i przeżywała boleśnie jego porażki. "Byłaś dla mnie aniołem, Kate" - powiedział Blake na łożu śmierci. Obiecał też żonie, że nigdy jej nie opuści. Zawsze będzie przy niej. Jak zwierzyła się przyjacielowi, Johnowi Linnelowi, który otoczył ją opieką po śmierci Williama, pozwalając jej zamieszkać w swojej pracowni malarskiej, mąż dotrzymał słowa: miał przychodzić do niej w snach i na jawie, i doradzać, jak najkorzystniej sprzedać jego ryciny. Jak zwykle zaradna Catherine po śmierci Williama zajęła się bowiem sprzedażą mężowskich prac, by mieć się z czego utrzymać. Podkreślała jednak, że niczego nie czyni "bez naradzenia się z panem Blakiem".

Dziś wystawiane w galeriach Nowego Jorku czy Londynu prace "pana Blake'a" przyciągają tłumy. Tysiące ludzi gotowe są tłoczyć się w salach wystawowych, by z nosem przy szybie gablotki odcyfrowywać z mozołem litery na niewielkich kartach "Pieśni Niewinności". Te same, które pod okiem męża kolorowała Catherine.

Katarzyna Nowakowska. Dziennikarka, redaktorka, felietonistka. Od wielu lat związana z mediami kobiecymi i lifestyle'owymi. Tłumaczy gry i komiksy, uwielbia przeprowadzać wywiady (i nienawidzi ich potem spisywać).