Biografie
Autoportret. Tamara w Zielonym Bugatti (Tamara Łempicka)
Autoportret. Tamara w Zielonym Bugatti (Tamara Łempicka)

Uchodźcy*

Niepewna sytuacja polityczna w Polsce pod koniec I wojny światowej nie pozwoliła Tamarze i Tadeuszowi osiąść na stałe w kraju ojczystym. Po krótkim pobycie w Warszawie Łempiccy wyjechali w ślad za Deklerami [rodzina Tamary od strony matki - przyp. red.] do Francji. W czerwcu albo lipcu 1918 roku młodzi małżonkowie wraz z córeczką przybyli do Paryża w takim samym stanie jak wielu innych zmuszonych do ucieczki wschodnioeuropejskich arystokratów i plutokratów - zaniedbani, wyczerpani i zagubieni. Tamara powtarzała - w drugą stronę - ucieczkę swych przodków z ogarniętej rewolucją Francji sprzed ponad wieku. W ciągu dwóch lat zainteresowanie sprawą granic państwowych, jakie przejawiała jej rodzina, zamieniła na osobiste zaabsorbowanie wyraźnymi konturami w malarstwie.

Latem 1918 roku na Gare du Nord dwudziestotrzyletnia żona i matka nie zastanawiała się jednak nad karierą artystki, tylko przyglądała się znużonym francuskim żołnierzom snującym się po hałaśliwych peronach, wciąż oficjalnie będącym na służbie, gdyż nie odtrąbiono jeszcze zwycięstwa. Młodzi uchodźcy musieli podporządkować się rygorom nocnych alarmów przeciwlotniczych, które miały utrzymywać obywateli w stanie czujności. Kiedy rozlegały się syreny, każdy musiał "wyskoczyć z łóżka i wybiec na ulicę, a następnie rzucić się w kierunku schronu - otchłani przygnębienia". Zarazem jednak, choć wokół wciąż było pełno śladów po czterech latach wojny, Tamara i Tadeusz widzieli miasto spragnione powrotu do życia - które, gdy tylko wojna się skończyła, zaczęło się zapamiętale odradzać.

Życie w Paryżu zaspokajało pragnienia Tamary, które odkryła już jako poszukująca wolności ośmioletnia dziewczynka próbująca sprzedawać kwiaty na ulicach Moskwy. Wielka Wojna pogrzebała belle epoque; w następnym dziesięcioleciu narastającej konsumpcji, która sprzyjała ekonomicznemu i zawodowemu wyzwoleniu kobiet, w Paryżu radykalnie rozluźniły się normy społeczne. Tamara czekała na taką zmianę: odkąd opuściła ukochany Sankt Petersburg (posługiwała się wyłącznie tą nazwą), wiodła przeciętne, nudne życie wśród hołdujących tradycji bogatych rosyjskich wychodźców.

Tamara Łempicka 'La Dormeuse'

Brylanty za chleb

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 1918 roku do Paryża przenieśli się niemal wszyscy Deklerowie. Ponieważ francuski był ich pierwszym językiem, a Paryż traktowali od wielu lat jak drugi dom, sądzili, że łatwo się w nim zasymilują. Obecność wielu podobnych im ludzi dawała podstawy do takiego optymizmu: kiedy Łempiccy dotarli do Paryża, było już tam niemal ćwierć miliona obywateli rosyjskich i polskich. Wśród tych przybyszy z Europy Wschodniej było wielu "białych Rosjan" - arystokratów zmuszonych do ucieczki, których "językiem ojczystym był francuski" i którym z dnia na dzień przyszło żyć w dystyngowanej biedzie, z dala od "starego świata [...] dworskich przywilejów". Ponieważ nie byli w stanie uciec z ojczyzny z całym majątkiem, mogli liczyć - jeśli chodzi o środki do życia - jedynie na uprzejmość rodaków, którym dopisało więcej szczęścia, lub - jak to zwykle bywa - na wyprzedaż tych klejnotów rodzinnych, które udało im się przewieźć w różnych skrytkach. Wyprzedawanie brylantów i szmaragdów, by kupić artykuły pierwszej potrzeby, było powszechne: nawet Nataszę Brasową, która zamieszkała na wygnaniu w Londynie, widziano wysiadającą z rolls-royce'a przed sklepem jubilerskim przy Bond Street, w którym sprzedała nadzwyczajnej wielkości perłę, by zdobyć środki do życia.

Często wywłaszczeni arystokraci przyjmowali przyzwoitą, choć słabo płatną pracę: zajmowali się na przykład szyciem dla słynnych domów mody lub prowadzeniem herbaciarni. Niektóre damy, jak Natalia Palej, urodziwa córka wielkiego księcia Pawła, miały szczęście wyjść za mąż za kogoś bogatego, choć nienależącego do ich sfery - w jej wypadku wybór był niekonwencjonalny: projektant mody Lucien Lelong. Ci, którzy w Rosji należeli do nielicznego grona właścicieli automobili, zostawali taksówkarzami, co tak poruszyło Tamarę, że wspominała później te lata jako "jedyny okres w życiu, kiedy za szofera miałam hrabiego".

Tamara przez wiele miesięcy utrzymywała rodzinę, gdyż udało jej się sprzedać szmaragdowy pierścionek, który przewiozła przez granicę. W tej sytuacji ona i Tadeusz z początku mogli sobie pozwolić ledwie na jeden pokój w hotelu, w którym była umywalka pełniąca podwójną funkcję: kuchennego zlewu i wanienki kąpielowej dla Kizette. "Biedne maleństwo, produkty spożywcze - wszystko myliśmy w tej jednej balii - wspominała później Tamara. - Mieszkaliśmy we trójkę w jednym pokoju, bez łazienki". Hotel prowadziła kobieta, której wyniosłe zachowanie Tamara uważała za obelżywe, lecz pogarda taka szybko przestała być dla nich dziwna. Jak wspominała ten okres jedna z rosyjskich emigrantek: "Zwłaszcza konsjerżki prześladowały swych słowiańskich lokatorów, zmuszając ich do zaciągnięcia się ochotniczo do wojska: 'W przeciwnym razie - won!'". Niemniej kobieta przyjęła wędrowców, kiedy Tamara pokazała jej zabezpieczenie: swój ślubny pierścionek wysadzany 3-karatowym okrągłym brylantem i czterema idealnie owalnymi rubinami w filigranowej oprawie z 24-karatowego złota.

Tamara Łempicka 'Młoda dziewczyna w zielonej sukience'

Z liczby wzmianek Tamary na temat ciasnego pokoju, w którym mieszkała z rodziną, można wnioskować, że ich względne ubóstwo zaostrzyło napięcia między nimi; tuż po podpisaniu zawieszenia broni 11 listopada 1918 roku Tamara postanowiła na jakiś czas rozstać się z mężem, by zastanowić się w spokoju, z czego mogą się utrzymywać.

Jak zwykle niezależna i samolubna, oświadczyła Tadeuszowi, że sprzedaje ostatnie cenne klejnoty, więc będą mogli opłacić czynsz za osiem tygodni i jeszcze starczy dla niej i Kizette [córka Tamary i Tadeusza - przyp.red.] na wakacje w Nicei, nie lada atrakcję, zważywszy, że tej zimy w Paryżu było wyjątkowo zimno. "Jesteśmy zgubieni - dramatyzowała przed Tadeuszem. - Nic nie mamy. [...] Zostanę tam, dopóki nie dojdę do siebie, dopóki [...] nie znajdę jakiegoś rozwiązania". Reakcji męża na jej wyjazd nie znamy; jak zwykle jednak Tamara postawiła na swoim.

Na południu Francji matka z córką zamieszkały w "najtańszym hotelu, na ostatnim piętrze", niedaleko rosyjskiej restauracji, w której przesiadywali liczni zubożali rosyjscy arystokraci, równie nerwowo jak one rozmyślający nad swoją przyszłością. Któregoś dnia pewna leciwa rosyjska hrabina, przyglądająca się z sąsiedniego stolika dwuletniej Kizette, podeszła do Tamary. "Pani córeczka [...] jest tak dobrze wychowana i taka śliczna, że chciałabym pani pogratulować" - rzekła do dumnej matki. Pochwała ta podniosła Tamarę na duchu, gdyż przypomniała jej, że wykształcenie i wychowanie otrzymała także po to, by je przekazać córce, i utwierdziła ją w przekonaniu, że nadal zasługuje na przywileje, które utraciła.

Jeszcze większym optymizmem napawała Tamarę szybkość, z jaką Stifterowie odbudowali swoją pozycję społeczną. Jej inteligentni wujostwo radzili sobie lepiej niż większość uchodźców z wyższych sfer. Maurycy Stifter, zanim wyjechał z Rosji, przelewał powoli, lecz systematycznie swoje fundusze na konto w Crédit Lyonnais przy Boulevard des Italiens, zabezpieczając się przed utratą większości rodzinnego majątku. Wspaniały dom w Petersburgu, pełen mebli w stylu Ludwika XIV i wełnianych kobierców, które uwielbiała Tamara, był jedynym dobrem utraconym podczas rewolucji. Maurycy zaczął pracować w paryskiej filii Crédit Lyonnais niedługo po przybyciu do Francji Tamary i Tadeusza. Dzięki temu jego żona mogła co tydzień zapraszać na lunch w ich przestronnym mieszkaniu niedaleko Champs-Élysées uchodźców, którzy zjeżdżali teraz do Paryża. Od czasu do czasu przyłączał się do nich książę Jusupow, skandalizujący znajomy z Piotrogrodu, zazwyczaj bez swojej pięknej małżonki, księżnej Ireny, bardzo zajętej pracą dla wszelkiej maści projektantów mody, którzy akurat potrzebowali modelki.

Chociaż Tamara bywała u ciotki na herbatkach i wieczorkach, wolała kawiarniane życie odradzającego się po wojnie Paryża, z pernodem, kawą i niekończącymi się sporami na temat polityki i sztuki.

Tamara Łempicka 'Portret Madame M'

Żywicielka rodziny

(...) Paryska awangarda w niewielkim stopniu sympatyzowała z caratem i w jej oczach biali Rosjanie znaleźli się po niewłaściwej stronie rewolucyjnej barykady. W rezultacie emigranci owi dźwigali podwójne brzemię: materialnego niedostatku i pogardy artystycznych i intelektualnych elit Paryża. Jednak kobiety z rodziny Deklerów należały do twardej rasy, a po Malwinie i jej siostrach odporność odziedziczyło także następne pokolenie.

Przed upływem roku od przyjazdu Łempickich do Paryża utalentowana siostra Tamary, Adrianna, została przyjęta do École Spéciale d'Architecture, gdzie uzyskała po trzech latach dyplom z architektury. Dla przyzwyczajonej już do roli rodzinnej intelektualistki Adrianny to, że uczęszczała do otwartej zaledwie przed dwudziestoma laty prestiżowej szkoły żeńskiej, było później źródłem pewności siebie. (Tamara podnosiła wartość jej wykształcenia, utrzymując, że Adrianna ukończyła jeszcze lepszą uczelnię - École des Beaux-Arts). Liczącą wówczas około dwudziestu lat Adriannę wspierali finansowo jej wujostwo, których syn Kostia również studiował architekturę. Podbudowana sukcesem, Adrianna przyjęła wobec nieudolnej, choć starszej Tamary rolę mądrzejszej siostry. Tamara potrzebowała dobrej rady, tyle spostrzegawcza młoda kobieta wiedziała.

W tym czasie cała rodzina martwiła się nieszczęśliwym małżeństwem Tamary. W towarzystwie krążyły niemiłe plotki o jej nieustannych kłótniach z Tadeuszem, a Adriannę szczególnie denerwowały siniaki siostry, których pochodzenia Tamara nie umiała jasno wytłumaczyć. W końcu Adrianna, pod koniec 1919 roku, wkroczyła do akcji podczas przyjęcia wydanego przez Stefę, na którym przygnębiona i milcząca Tamara krążyła w kółko, jakby nie mogła się zdecydować, gdzie usiąść. Zaniepokojona nietypowym zachowaniem siostry zaprowadziła ją do nieużywanego salonu i zapytała, co się stało.

- Nie mamy pieniędzy - zaczęła chlipać Tamara - a on mnie bije.

O tym pierwszym Adrianna wiedziała, drugie podejrzewała.

- Musisz więc iść do pracy - odrzekła.

Tamara Łempicka 'Idylle'

Z początku Tamara nie potrafiła sobie wyobrazić, jaką pracę mogłaby podjąć. Jak później wspominała, kobiety z jej sfery najczęściej pracowały jako modelki u znanych projektantów mody. "Zapytałam: 'Do pracy? Jakiej pracy?'. Wszystkie wielkie księżne były modelkami u Chanel [...], ale one miały smukłe sylwetki". Adrianna przypomniała jednak siostrze, która miała niemodną zmysłową figurę, że ma talent malarski, i podsunęła jej myśl o niewymagających czesnego studiach artystycznych w Académie de la Grande Chaumiere. Mogłaby potem utrzymywać rodzinę ze sprzedaży obrazów. Przez resztę życia Tamara twierdziła, że właśnie wtedy, z potrzeby zdobycia finansowej niezależności, narodziła się jako malarka. Wiara Adrianny w talent siostry była tu rozstrzygająca, gdyż Tamara ze wszystkich kobiet najbardziej szanowała właśnie ją.

Nie upłynął rok od tej rozmowy, jak Tamara ukończyła dwa wyrafinowane portrety, które zdobyły spore uznanie - Kobietę z karłami i Portret młodej kobiety w niebieskiej sukience - co pozwala sądzić, że jej talent był już w pełni ukształtowany. Tamara jednak wolała przez całe życie uchodzić za kogoś bez wykształcenia artystycznego, więc konsekwentnie pomniejszała znaczenie swoich studiów. Biografia Tamary Łempickiej w jej wydaniu układała się prosto: miała wrodzone zdolności, które rozwinęły się pod wpływem podróży do Włoch, a następnie doraźnych potrzeb finansowych. Z jednej strony dowodziła, że droga do jej powołania była przypadkowa: gdyby jakiś mężczyzna potrafił ją utrzymać albo gdyby rewolucja bolszewicka upadła, nigdy nie zostałaby malarką. Z drugiej strony na podstawie jej relacji można wysnuć wniosek, że działało tu przeznaczenie - zapisano w gwiazdach, że Tamara Łempicka zostanie wielką malarką.

Zaledwie trzy lata po decydującej rozmowie z Adrianną jedna z prac Tamary została przyjęta przez jury Salonu Jesiennego. Zanim jednak Tamara miała okazję zastosować się do rady siostry, Malwina [matka Tamary - przyp.red.], mieszkająca w pensjonacie przy rue Paul Sauniere, gdzie opłacała także pokój Adrianny, poprosiła swoje córki, by towarzyszyły jej w krótkiej podróży do granicy niemieckiej. Udała się tam na spotkanie z niemieckimi urzędnikami, którzy mogli coś wiedzieć o losach Stanisława. Malwina ciągle z nadzieją czekała na powrót swojego jedynego syna z wojny, chociaż nie miała od niego ani o nim wiadomości od około trzech lat. Wysiłki kobiet spełzły na niczym. Niemcy byli dość chętni do pomocy, lecz po prostu nie mieli na jego temat żadnych informacji. W drodze powrotnej do Paryża Malwina nieomal oszalała z żalu za swoim pierworodnym. Powiedziała Adriannie i Tamarze, które nie były zbyt poruszone zaginięciem brata, że to dla niej bardziej bolesne niż samobójstwo Juliusza [wuj Tamary - przyp.red.] (wersja Tamary).

 

Na trzy tygodnie Malwina pogrążyła się w głębokiej żałobie, jej córki zaś się nią opiekowały. Tamara poprosiła Kizette, by była dla grand-mere szczególnie dobra, i nim upłynął miesiąc, Malwina prawie doszła do siebie, chciała nawet znowu zaopiekować się dzieckiem. By ją czymś zająć, Adrianna poruszyła sprawę wyboru przez Tamarę kariery malarskiej, a Malwina dała tym planom swe błogosławieństwo. Żal matki po jednym dziecku i jej aprobata dla życiowych planów drugiego stał się dla Tamary inspiracją. Postanowiła, że wykorzysta swój talent, by zrekompensować rodzinie utratę brata.

Po powrocie matki do zdrowia Tamara postanowiła zdobyć w Paryżu formalne wykształcenie artystyczne, lecz martwiła się o męża. Tadeusz w niewielkim stopniu przypominał człowieka, którego poślubiła. Zblazowanie, z jakim ten bon vivant obnosił się po Piotrogrodzie, w Paryżu przeszło w prawdziwe znużenie życiem. Pod koniec wojny Tadeusz rozważał wstąpienie do Armii Polskiej we Francji, do tej "walecznej armii sprzymierzeńców" składającej się po części z byłych żołnierzy zmobilizowanych przez Niemców na ziemiach polskich. Jednakże nie wziął bezpośredniego udziału w wojnie, przypuszczalnie z powodu ułomności stopy, która stanęła też na przeszkodzie jego wcześniejszym próbom zrobienia kariery wojskowej w Rosji. Prawdopodobne jest też, że w jego duszy panował zamęt: z jednej strony nie kochał Niemiec, państwa, które tak okrutnie obeszło się z jego ojczyzną, z drugiej - nie miał zamiaru uczestniczyć w działaniach wojennych, które przyniosłyby korzyść Rosji rewolucyjnej.

Ze wspomnień Kizette dotyczących okresu paryskiego wyłania się obraz Tadeusza jako człowieka, który od wszystkich się odsunął. Z wyjątkiem uwag na temat jego męskiej urody Tamara w późniejszych latach rzadko o nim wspominała, a córka zapamiętała go jako zmęczonego, przystojnego mężczyznę, który albo wylegiwał się na kanapie, albo - kiedy zebrał siły - wrzeszczał na matkę. Tamara nalegała, by przyjął posadę urzędnika w banku jej wuja i zaczął zarabiać na rodzinę, ale on wzdragał się przed tym, co uważał za zdradę swojego talentu i wykształcenia prawniczego. Podejmę pracę, kiedy przyjdzie pora, mówił.

*Fragmenty książki "Tamara Łempicka. Sztuka i skandal" Laury Claridge

Książka Laury Claridge ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy (mat. prasowe)

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>