Biografie
Liv Ullman i Ingmar Bergman na planie filmu 'Persona' (fot. Wikimedia Commons / Swedish public domain)
Liv Ullman i Ingmar Bergman na planie filmu 'Persona' (fot. Wikimedia Commons / Swedish public domain)

Wydaje się, że w stosunkach Bergmana z jego kobietami pewną rolę odgrywał sposób, w jaki się ubierał. Harriet [Andersson - życiowa partnerka reżysera - przyp.red.] wysyłał do sklepu, aby kupowała mu odpowiednie koszule, spodnie i skarpetki. Kiedy poznał dojrzalszą i bardziej wymagającą pod względem estetycznym Käbi [Laretei - czwarta żona reżysera - przyp.red.], częściej pojawiał się w smokingu. Kobiety wspominały później albo elegancki styl Ingmara, albo jego zupełny brak. Można powiedzieć, że ubiór reżysera w pewnym sensie wskazywał, w jakim stadium znajduje się jego związek z aktualną kobietą.*

Dość często się zdarzało, że wkładał eleganckie ubranie. Na zdjęciach z gal filmowych i innych uroczystości z lat 1950-1970 widzimy go w smokingu. Wygląda w nim jak światowiec, jest w pełni odprężony. Przystojny, z typowym dla siebie trochę niebezpiecznym, wyrażającym zadowolenie z siebie uśmiechem, którego ofiarą padła między innymi Harriet Andersson. Zawsze w otoczeniu kobiet.

Poza tym zupełnie brakowało mu stylu. I bynajmniej nie z powodu nieświadomości. Było mu to zwyczajnie obojętne. Jeśli czarne pantofle zawiązał brązowymi sznurowadłami, mógł się czuć jak Frankenstein i wyobrażać sobie, że wszyscy gapią się na jego buty. Czasem nie dbał o higienę osobistą. Nie był chyba świadom, co się dzieje, gdy podczas upału (męskie) stopy zbyt długo tkwią w kaloszach. Na przykład kobieta, która towarzyszyła mu podczas przedstawienia operowego w połowie lat czterdziestych, miała zapamiętać tamten wieczór do końca życia. Olof Byström - krytyk literacki, muzealnik i znawca Bellmana - został kiedyś zaproszony na kolację do pisarza i członka Akademii Szwedzkiej, Olle Hedberga i jego żony, Ruth, nazywanej Chloë. Było to jedno z najbardziej przykrych doświadczeń w jego życiu. Tak to przynajmniej opisał w liście do Vilgota Sjömana.

Miałem pecha, bo posadzono mnie naprzeciwko władczego reżysera, więc musiałem szczegółowo studiować jego postać. [.] I.B. mówiąc najoględniej - miał czarne paznokcie, a na sobie brudne znoszone ubranie. Głośnym tonem zdominował rozmowę o "Rabies" [film Bergmana z 1958 r. - przyp.red.] i o sobie samym, i tylko się chwalił. Było to dość męczące.

Bergman nie chciał iść na całkowity kompromis. Jeden z najważniejszych sporów, które toczył z Käbi, dotyczył beretu i skórzanej marynarki - jego znaków rozpoznawczych. Käbi nie mogła zrozumieć, jak to możliwe, że tak znoszona i brudna marynarka daje mu poczucie tak wielkiego bezpieczeństwa. Kiedy miał ją na sobie, nie chciała go obejmować. Marynarka kryła całą jego przeszłość i dlatego Käbi traktowała ją z pewnego rodzaju zazdrością. "Marynarka symbolizowała brak gotowości do zmian i chęć dalszego bycia chłopcem", powiedziała w wywiadzie dla "Svenska Dagbladet". Uważała też, że nie powinien chodzić w berecie. W końcu Bergman poszedł na kompromis - zgodził się pozbyć beretu, ale nie marynarki! Nie chciał się też pozbyć swojego starego volvo. Istniała pewna granica.

Käbi Laretei i Bergman koło hotelu Siljansborg w prowincji Dalarna (fot. Lennart Nilsson/Scanpix)

Przeważnie chodziło o zewnętrzne symbole czegoś głębszego, co między nimi szwankowało. Poznali się dzięki wspólnej miłości do sztuki - jego do teatru i jej do muzyki. Nie potrafili się jednak zgodzić, że ich miłość dotyczy konkretnego przedstawienia teatralnego albo konkretnego utworu muzycznego. To, co podobało się jemu, nie podobało się jej i na odwrót. Tak samo było z willą w Djursholmie. Przypominała twierdzę, brakowało tylko fosy. Käbi była przyzwyczajona do zapraszania krewnych, rodziny, przyjaciół i kolegów z pracy, co z kolei stało w jaskrawej sprzeczności ze zwyczajami Bergmana, który najbardziej cenił sobie święty spokój.

Ich mieszczańskie życie na bogatym sztokholmskim przedmieściu było tylko chwilowym odejściem od życia bohemy, do którego Bergman przywykł. W "Laterna magica" [autobiografia reżysera z 1987 r. - przyp.red.] tak to wyraził:

Wszystko to było nową i heroiczną inscenizacją, która szybko zmieniła się w nową i heroiczną katastrofę. Dwoje ludzi w pogoni za własną tożsamością i bezpieczeństwem pisze sobie nawzajem role, które akceptują z silnej potrzeby, by sobie nawzajem dogodzić. Maski ulegają szybko spękaniu i opadają na ziemię przy pierwszej burzy. Nikt nie ma cierpliwości patrzeć na twarz drugiego. Oboje, odwracając oczy, krzyczą: spójrz na mnie - ale nikt nie patrzy. Wszelkie wysiłki są bezowocne. Dwie samotności stają się faktem, niepowodzenie nieuznawaną rzeczywistością. Pianistka wyjeżdża na tournée, reżyser reżyseruje, a dziecko powierza się kompetentnej osobie. Na zewnątrz obraz przedstawia ustabilizowane małżeństwo kontrahentów, którzy osiągnęli sukces. Dekoracja jest gustowna, a oświetlenie dobrze zaaranżowane.

Kiedy związek Ingmara z Käbi dobiegł końca, wieść o ich rozstaniu obiegła Sztokholm lotem błyskawicy. Od razu rzucili się na nich dziennikarze. Chodziło przecież o parę gwiazdorów, mistrzów w swoich dziedzinach. Nagłówki gazet przyspieszyły proces ich rozstania. Bergman oskarżał Käbi, że zdradza prasie szczegóły ich prywatnego życia, na co ona oburzała się, że gazety przekręcają jej wypowiedzi. Obowiązkowe mediacje, mające doprowadzić do zgody, zakończyły się niepowodzeniem i oboje podpisali stosowne dokumenty. Dwa lata później byli już formalnie rozwiedzeni.

W tym samym czasie tygodniki rozpisywały się o romansie Bergmana z Liv Ullmann. Para spotkała się kiedyś przypadkowo na ulicy, gdy Ullmann przyjechała z wizytą do Sztokholmu i poszła na spacer z przyjaciółką, Bibi Andersson. Bergman od razu wpadł na pomysł, żeby napisać rolę dla norweskiej aktorki. Jakiś czas później zobaczył zdjęcia, na których obie przyjaciółki siedziały przy ścianie domu wystawione na promienie słońca. Fotografem był jego dobry przyjaciel, Sture Helander, mąż Gunnel Lindblom, z którą Bergman na stałe współpracował. Ingmar był zafascynowany podobieństwami łączącymi Ullmann z Andersson i postanowił, że obie zagrają główne role w dramacie o dwóch kobietach, które są do siebie tak bardzo podobne, że ich tożsamości w końcu się zlewają.

Ingmar Bergman z Bibi Andersson na planie filmowym Diabelskich opowieści. 1960 r. (fot. Agencja BE&W)

Uwielbiał tego rodzaju intrygi. Swego czasu zerwał z Bibi, żeby ożenić się z Käbi, którą z kolei porzucił dla Ullmann. Teraz Bibi i Liv miały zagrać w jego następnym filmie. Zachował się fragment nagrania z konferencji prasowej zorganizowanej jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć do Persony. Zachwycony Bergman stoi w towarzystwie obu swoich kochanek - byłej i aktualnej. To on mówi, podczas gdy one milczą. Widać było, że są do siebie łudząco podobne.

Bergman wyznał kiedyś Harry'emu Scheinowi [założyciel Szwedzkiego Instytutu Filmowego - przyp.red.], że obecność Liv i Bibi w studiu dawała wspaniałe uczucie, podobnie jak "traktowanie ich jak ukochanych niewolnic, mówienie im, co mają robić, w nadziei że obie wypełnią jego słowa własną treścią".

Podczas pobytu na wyspie Farö zakochał się w Liv, a ona zakochała się w nim. Ich wzajemna miłość jeszcze bardziej wzmocniła jego uczucia dla wyspy. Kiedy dzwonił do matki, rozmawiał z nią głosem przepełnionym szczęściem. Praca sprawiała mu radość, co w zasadzie nie powinno dziwić. Dzięki miłości odzyskał inspirację.

Sytuacja była bardzo delikatna, ponieważ jedną z dwóch głównych ról grała jego dawna kochanka, Bibi. Aktorka, która wcześniej padła ofiarą namiętności Bergmana, przeczuwała, czym to się skończy, i próbowała ostrzec przyjaciółkę. Znała przecież jego metody postępowania z kobietami. Niestety, Liv była w siódmym niebie, czuła się jak pierwsza kobieta na ziemi, która kocha i jest kochana. Pierwszy raz w życiu miała do czynienia z reżyserem filmowym pozwalającym jej opowiadać o uczuciach i myślach, których nikt inny przed nim nie dostrzegał. Bergman słuchał i rozumiał wszystko, co chciała wyrazić. Pewnego razu spoglądali wspólnie na skąpane w słońcu morze. Ingmar powiedział wtedy: "Miałem dziś w nocy sen. Śniło mi się, że ty i ja jesteśmy ze sobą związani w jakiś bolesny sposób".

Ingmar Bergman (z prawej) z Liv Ullmann i Davidem Carradine'em (z lewej) podczas konferencji prasowej w ramach promocji filmu Jajo węża. Monachium 1977 r. (Agencja BE&W)

Tak mocne słowa potrafią trafić na samo dno zakochanego serca. Niestety, Liv nie wiedziała, że to jedna z jego standardowych odzywek. Tymczasem całkiem możliwe, że Bergman naprawdę tak się wtedy czuł. Jeśli jednak przestudiujemy listę jego podbojów, zauważymy, że w zmodyfikowanej formie powtarzał te same zdania innym swoim kobietom. Jeśli Liv dobrze zapamiętała jego słowa, to można przyjąć, że był całkiem wprawiony w wypowiadaniu podobnych kwestii. Okazało się, że osiągnął zamierzony efekt, Liv była już zgubiona. Rodziła się między nimi miłość, która miała przetrwać tylko kilka lat. Za to ich przyjaźń trwała do końca życia.

W "Laterna magica" Bergman w zdawkowy sposób opisuje namiętność do Liv, poświęcając jej niewiele miejsca. Dziesięć lat później Liv napisała własną książkę. Uderzające jest to, że o wiele bardziej pielęgnuje w niej pamięć o Bergmanie aniżeli on o niej.

Jej zdaniem, spotkali się zbyt wcześnie, a zarazem zbyt późno. Ona szukała poczucia bezpieczeństwa, chciała być chroniona i odczuwała wielką potrzebę bycia z kimś. Ingmar potrzebował matki, kogoś ciepłego i nieskomplikowanego, kto mógłby się nim zaopiekować. W zasadzie dobrze się dobrali, ponieważ mieli podobne potrzeby. Niestety, życie na wyspie, na której rok po nakręceniu Persony Bergman zbudował sobie dom, przypominało więzienie. To tam Liv odkryła straszliwą zazdrość, z którą wszystkie jego kobiety musiały się wcześniej czy później zmierzyć. Opisując tamto życie, używała takich określeń jak "nasze piekło", "nasz dramat". Na drzwiach jego gabinetu rysowali różne symbole - serca, krzyże, łzy, czarne kółka. Każdy z tych znaków komunikował wzajemne uczucia. Bergman powiesił też na drzwiach coś w rodzaju kalendarza. Jedne daty zaznaczał na czerwono, drugie na czarno. W jeszcze inne dni na horyzoncie pojawiały się groźne błyskawice, a stare diabły pląsały w tanecznym korowodzie.

Liv dość szybko zrozumiała, że musi się dopasować do jego potrzeby życia w spokoju i ciszy. Gdy nie mógł zasnąć, leżała obok niego i nie śmiała go spytać, o czym myśli. Bała się, że być może nie jest naturalnym składnikiem jego wszechświata - wyspy.

Ślub Bergmana z pierwszą żoną Else Fischer. Marzec 1943 r. (fot. Scanpix)

W sierpniu 1966 roku urodziła im się córka Linn. Z długiego artykułu, który tygodnik "Vecko-Revyn" opublikował w następnym roku, wyłania się obraz przepełnionej szczęściem rodziny żyjącej na surowej wyspie. Pisano o przyszłości, o ich życiu prywatnym i o małej Linn. Autorem fotografii był tak jak kiedyś Lennart Nilsson. Tym razem zdjęcia były kolorowe, nie czarno-białe jak te, które zrobił w Dalarnie Bergmanowi i Käbi. Autorka tekstu, Britt Hamdi, stwierdziła, że Ullmann i Bergman mają za sobą wiele trudnych chwil, "ale osobie postronnej nie wypada o tym pisać. Teraz łączy ich piękne uczucie, wszyscy to widzą i oni sami też to potwierdzają".

Pewnego dnia odwiedził ich Vilgot Sjöman [szwedzki reżyser i scenarzysta filmowy - przyp.red.]. Liv zdradziła mu radosnym głosem, co Ingmar powiedział o ich nowo narodzonej córce. "Ingmar mówi, że po raz pierwszy czuje się ojcem". Sjöman od razu przypomniał sobie, że Ingmar mówił to samo piętnaście lat wcześniej, gdy na świat przyszedł Lill-Ingmar.

Liv przygotowała spaghetti z mięsnym sosem, do posiłku podała wino. Sjöman odniósł wrażenie, że Linn jest jakby anonimowa, bo Liv nie poświęca jej zbyt wiele czasu. Z kolei Ingmar wypowiadał się o córce mniej więcej w taki sam sposób jak o Danielu. Twierdził, że jest szczęśliwy, i bawił się z nią.

Coś jest w komentarzach Sjömana na temat dzieci i w jego opiniach o Bergmanie w roli ojca. Ingmar wypowiadał takie frazy zbyt często. Mogły coś znaczyć, ale nie musiały. A może to była tylko poza?

Liv pisała, że próbowała pokochać Farö w taki sam sposób jak Ingmar, ale bez powodzenia. On zakochał się w wyspie natychmiast, instynktownie, podczas gdy ona musiała się do tego zmuszać. Kiedy urodziła im się córka, zrozumiała, że będą same. Wprawdzie Ingmar był blisko nich, ale nigdy nie z nimi.

Książka 'Ingmar Bergman. Miłość, seks i zdrada' została wydana nakładem Wydawnictwa Albatros (mat. promocyjne)

*Fragmenty książki "Ingmar Bergman. Miłość, seks i zdrada" Thomasa Sjöberga, tłumaczenie: Wojciech Łygaś. KUPISZ JĄ W PUBLIO.PL>>

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU