Modułowe szafki, zdolne pomieścić niezbędne naczynia i produkty, wygodny blat czy punktowe oświetlenie to dziś w większości kuchni standard, bez którego wielu z nas nie wyobraża sobie codziennego życia. A przecież kuchnia nie zawsze tak wyglądała. W takiej wersji, z jakiej dziś często korzystamy, wymyśliła ją kobieta, która nigdy samodzielnie nie gotowała, a projekt stworzyła z myślą o ubogich rodzinach.
Sama Margarete Lihotzky urodziła się w burżuazyjnym wiedeńskim domu. Na świat przyszła 23 stycznia 1897 roku. Jej ojciec był wysokim urzędnikiem służby cywilnej o postępowych zapatrywaniach, które miały duży wpływ na poglądy i życie córki. Po dziadku ze strony matki, Wilhelmie von Bodem, niemieckim historyku sztuki i kuratorze, Margarete odziedziczyła zamiłowanie do piękna i harmonii.
W rodzinie nikt nie protestował, gdy okazało się, że ambicje Margarete wychodzą daleko poza bycie panią domu i wychowywanie dzieci. Panna Lihotzky chciała realizować się zawodowo i postanowiła zostać architektką, co na początku XX wieku musiało szokować. Przystąpiła więc do egzaminu w Kunstgewerbeschule [Szkoła Sztuk Stosowanych, dziś wiedeński Uniwersytet Sztuki Stosowanej - przyp. aut.], uczelni, gdzie wykładali m.in. Oskar Kokoschka czy Josef Hoffmann. Jednocześnie, jak powiedziała w jednym z wywiadów, wówczas, w 1916 roku, nikomu, nawet jej, nie mieściło się w głowie, że kobiecie można zlecić zaprojektowanie domu.
Nieocenione okazało się wsparcie rodziców. Wierzyli w Margarete i świadomi ograniczeń wynikających z ówczesnego podejścia do płci, poprosili o wsparcie samego Gustava Klimta. Choć w późniejszych latach Lihotzky udowodniła dobitnie, że na miejsce na uczelni zasługiwała dzięki niekwestionowanemu talentowi, jeszcze długo musiała wysłuchiwać, że dostała się na studia wyłącznie dzięki protekcji słynnego znajomego matki.
Krytykom zamknęły usta nagrody, jakie za swoje projekty Margarete dostawała jeszcze w trakcie nauki w pracowni Oskara Strnada, pod którego okiem tworzyła pierwsze projekty. To pod wpływem profesora, który był pionierem budownictwa socjalnego, zaczęła swoje projekty kierować do klasy pracującej. W obranej drodze utwierdziła się, kiedy zobaczyła, jak ci ludzie żyją na co dzień - w ciemnych, wilgotnych i ciasnych "norach", które trudno było nazywać mieszkaniami, chorowali ich lokatorzy, szczególnie dzieci, dla których warunki te okazywały się wręcz śmiertelnie niebezpieczne.
Pierwszym projektem, jaki Lihotzky zrealizowała po ukończeniu studiów, były powstałe we współpracy z Adolfem Loosem osiedla dla weteranów i inwalidów I wojny światowej i ich rodzin. A przy kolejnym Margarete pokazała, że coś, co z założenia ma być tanie i praktyczne, może jednocześnie stać się wyznacznikiem trendów w architekturze i designie na długie lata.
Kuchnia jak z wagonu restauracyjnego
Kuchnia frankfurcka, najbardziej znany projekt Lihotzky, powstała, gdy Margarete, wraz z innymi członkami zespołu pod kierownictwem Ernsta Maya, na zlecenie władz miasta pracowała nad programem Nowy Frankfurt. Jego celem było rozwiązanie problemów mieszkaniowych, z jakimi borykała się tamtejsza ludność pracująca. Powojenna inflacja i kryzys mieszkaniowy spowodowały, że wielu ludzi albo nie miało dachu nad głową, albo żyło w warunkach urągających godności. Często kilka rodzin zmuszonych było dzielić jedno mieszkanie, a co za tym idzie, korzystać wspólnie z jednej kuchni, często ciasnej, ciemnej i niewyposażonej w sprzęty dziś uznawane za podstawowe, choćby zlew z bieżącą ciepłą wodą. Zespół Maya miał za zadanie to zmienić. Efektem jego prac miały być tanie mieszkania z nowoczesnych materiałów, wykorzystujące nowoczesne technologie i źródła energii, zelektryfikowane i wysoce funkcjonalne, bo nawet ciepło kuchenki miało być wykorzystane jako dodatkowe źródło ogrzewania. Udało się. Ba, można było wręcz odtrąbić sukces. W ciągu pięciu lat aż 10 procent mieszkańców miasta przeniosło się do nowo powstałych budynków.
Margarete jako zadanie przydzielono projekt kuchni - taniej, ergonomicznej i przystosowanej do masowej produkcji. Jak przyznała później, sama nigdy nie gotowała, miała jednak solidne, teoretyczne przygotowanie. Zapoznała się z publikacjami poświęconymi przestrzeni kuchennej, takimi jak badania Fredericka Winslowa-Taylora i jego teoria tayloryzmu, polegająca na prowadzeniu gospodarstwa domowego według zasad racjonalnego zarządzania. Teoria ta zakładała maksymalną intensyfikację pracy przy efektywnym wykorzystaniu czasu i obcięciu kosztów. Lihotzky zainspirowała się również tzw. badaniami niteczkowymi, przeprowadzanymi na początku XX wieku przez Christine Frederick, autorkę poradników dla kobiet, m.in. "The New Housekeeping". Metoda ta polegała na przywiązaniu poruszającej się po kuchni kobiecie nitki. Na podstawie zużycia nitki analizowano plan pomieszczenia i jego ergonomię. Margarete wykonała również szereg własnych eksperymentów. Tygodniami towarzyszyła kobietom wykonującym prace w dotychczasowych kuchniach i precyzyjnie, przy użyciu stopera, mierzyła czas, jakiego potrzebowały na wykonanie danej czynności czy ugotowanie posiłku. Za wzór posłużyły jej także pomieszczenia, w których posiłki przygotowywano w wagonach restauracyjnych pociągów czy mesach na statkach, ponieważ tam mała przestrzeń miała zapewnić jak największą efektywność pracy. Chciała dzięki tym obserwacjom zaplanować swoiste "laboratorium kuchenne", w którym najważniejsza była organizacja pracy i zapewnienie maksymalnej wygody podczas wykonywania każdej czynności.
Kobieta jak sprzęt?
Powstałe w ramach programu Nowy Frankfurt mieszkania były niewielkie, dlatego każdy metr kwadratowy powierzchni musiał być jak najlepiej wykorzystany. Tak właśnie stało się w przypadku zaprojektowanej przez Lihotzky kuchni. Choć miała zaledwie 1,9 na 3,4 metra, architektce udało się zmieścić na tej przestrzeni wszystko, co niezbędne. Albo, z dzisiejszego punktu widzenia, prawie wszystko, ponieważ lodówka, bez której dziś większość ludzi nie byłaby w stanie się obejść, w 1926 roku została uznana za zbytnią ekstrawagancję. Ale choć mieszkania socjalne musiały się obejść bez tego "luksusu", znalazło się w nich wiele sprzętów, które znacznie ułatwiły kobietom życie i skróciły czas, jaki spędzały przy przygotowywaniu posiłków. Wnętrze zostało więc wyposażone w liczne szafki, półki i gabloty, zdolne pomieścić niezbędne garnki i zastawę stołową. W pobliżu okna zaplanowano systemy aluminiowych szuflad do przechowywania sypkich produktów - każda z opisem, co znajduje się w środku. Standardowym wyposażeniem były gazowa kuchenka i metalowy zlew, których wcześniej szerzej nie stosowano. Lihotzky zadbała nawet o najmniejsze detale. Na ścianie w pobliżu okna zainstalowana była rozkładana deska do prasowania - dzięki możliwości jej złożenia można było zaoszczędzić przestrzeń, a lokalizacja przy oknie pozwalała na korzystanie z dziennego światła.
Margarete Schütte-Lihotzky na łamach "Das Neue Frankfurt" w 1927 roku pisała: "Problem racjonalizacji pracy gospodyni domowej jest równie ważny we wszystkich warstwach społecznych. Zarówno kobiety ze średniej klasy, które w swoich domach często obywają się bez żadnej pomocy, jak również kobiety z klasy robotniczej, które imają się wielu zajęć zarobkowych, są przepracowane do tego stopnia, że może to mieć poważne konsekwencje dla zdrowia publicznego".
Choć intencje architektki były szlachetne, jej projekt spotkał się nie tylko z zachwytem. Entuzjaści chwalili co prawda dobre zorganizowanie przestrzeni i takie, rewolucyjne wówczas, wynalazki jak suszarka do naczyń nad zlewem. Znalazło się jednak też sporo osób, które zarzucały Margarete zbytnią sztywność projektu oraz jego laboratoryjny chłód, w którym kobiety nie czuły się dobrze. Radykalne feministki krytykowały projekt jeszcze 40 lat po jego powstaniu, zarzucając, że w tej małej, zamkniętej przestrzeni tylko jedna osoba mogła wygodnie się poruszać. Powodowało to według nich wyizolowanie kobiety od reszty rodziny i sprowadzenie jej do roli kolejnego kuchennego sprzętu. A przecież dzięki skróceniu i ułatwieniu kuchennych prac wiele kobiet zyskało cenny czas dla siebie. A od tego już tylko krok dzielił je od zdobycia mocniejszej pozycji na rynku pracy i niezależności finansowej.
Nawet krytycy musieli się też zgodzić z bardzo ważnym faktem: kuchnie z prefabrykatów były tanie, kosztowały zaledwie kilkaset marek, a opłata była rozkładana na raty i doliczana do czynszu, co czyniło je dostępnymi dla większej liczby ludzi.
Brygada Maya i ruch oporu
Projekt Nowy Frankfurt okazał się sukcesem. Ale nadeszły lata 30. W Niemczech i Austrii coraz większe wpływy zyskiwała skrajna prawica. Lihotzky wraz z mężem, poślubionym w 1927 roku Wilhelmem Schüttem, i 17 innymi architektami o lewicowych poglądach zdecydowała się na wyjazd do Moskwy. Tam działający pod przewodnictwem Ernsta Maya projektanci dostali zlecenie w ramach wsparcia pierwszego Planu Pięcioletniego Stalina. Margarete, która już wcześniej projektowała budynki użyteczności publicznej, takie jak przedszkola czy akademiki, wzięła udział w planowaniu przemysłowego miasta Magnitogorsk oraz 20 innych miast, które w ciągu trzech lat stworzyła tzw. "brygada Maya".
May dość szybko zrozumiał, że lewicowość w wykonaniu Stalina jest daleka od idealistycznych przekonań austriackich architektów. Opuścił ZSRR w 1933 roku, po wygaśnięciu kontraktu. Małżeństwo Schütte-Lihotzky wyjechało cztery lata później, udając się najpierw do Londynu, następnie do Paryża, a stamtąd do Istambułu, gdzie wspólnie wykładali w Akademii Sztuk Pięknych, a Margarete projektowała budynki przedszkoli opartych na filozofii Montessori. Istambuł tuż przed wybuchem II wojny światowej był miejscem, gdzie przebywało wielu Niemców i Austriaków o lewicowych poglądach. Małżeństwo Schütte poznało tam m.in. muzyków Bélę Bartóka i Paula Hindermitha, a także austriackiego architekta Herberta Eichholzera. Eichholzer werbował wówczas ludzi do organizowanego przez siebie komunistycznego, antynazistowskiego ruchu oporu.
To jego wpływ sprawił, że w 1939 roku, kiedy wybuchła II wojna światowa, Margarete wstąpiła do Komunistycznej Partii Austrii. I choć wiązało się to ze sporym ryzykiem, wraz z Eichholzerem postanowiła wrócić do Wiednia, by nawiązać kontakt z austriackim ruchem oporu. 25 dni po powrocie do ojczyzny, 22 stycznia 1941 roku, w celu zorganizowania trasy komunikacji do Stambułu, Margarete spotkała się w Cafe Viktoria z członkiem ruchu oporu o pseudonimie "Gerber". W czasie spotkania ona, Eichholzer i kilka innych osób zostali aresztowani przez Gestapo. Architekta i jego kilku współpracowników oskarżono o zdradę, skazano na śmierć i stracono w 1943 roku. Margarete otrzymała wyrok "zaledwie" 15 lat więzienia. Karę miała odbyć w więzieniu w Aichach w Bawarii. 29 kwietnia 1945 roku została uwolniona przez wojska amerykańskie.
Choć Schütte-Lihotzky uratowała się z wojennej zawieruchy, jej lewicowe poglądy nie były w Austrii przełomu lat 40. i 50. mile widziane. Pomimo że architekci byli w zniszczonej wojną ojczyźnie niezbędni, wręcz poszukiwani, a Margarete miała doświadczenie w projektowaniu tanich mieszkań, na jakie było wówczas ogromne zapotrzebowanie, nie mogła liczyć na rządowe zamówienia. Jej komunistyczna przeszłość nie przeszkadzała natomiast niektórym właścicielom prywatnych domów. Była też mile widziana w Niemieckiej Republice Demokratycznej, na Kubie czy w Chinach - państwa te zatrudniały ją jako konsultantkę.
Kuchnie w muzeum
Trudne czasy wojny nie pozostały bez wpływu na małżeństwo Schütte - od 1951 roku Margarete i Wilhelm byli w separacji. Zmiany zaszły nie tylko w prywatnym życiu kobiety. Lata 50. przyniosły modę na opływowe formy i ciepłe, przytulne wnętrza. Zaprojektowane przez Schütte-Lihotzky modernistyczne, laboratoryjne kuchnie do niej nie pasowały. I choć tak wówczas, jak w późniejszych latach wiele z koncepcji Margarete czerpano, okraszając ją tylko coraz nowszymi ozdobnikami i bardziej zaawansowanymi technologicznie rozwiązaniami, większość zaprojektowanych przez nią modułów wylądowała na śmietniku. W latach 60. Margarete cały czas projektowała. Przy tworzeniu modeli osiedli robotniczych pozostała wierna idei prostoty i funkcjonalności.
Kuchnię frankfurcką odkryto na nowo w latach 90., kiedy wróciła moda na minimalizm i modernistyczny design. Chociaż w ciągu 70 lat w tych pomieszczeniach zmieniło się przecież tak wiele, doceniono w końcu, jaką wizjonerką była Schütte-Lihotzky, projektując tak nowoczesną przestrzeń już na początku XX wieku. Starszą już panią zaczęto zapraszać na spotkania i wykłady, proszono ją o udzielanie wywiadów, a inspirowane jej pomysłem projekty zaczęli tworzyć tacy giganci meblarstwa jak IKEA.
Ukoronowaniem pracy Margarete Schütte-Lihotzky była objazdowa wystawa "Modernism: Designing a New World" [Modernizm: Projektowanie Nowego Świata - przyp. aut.], zorganizowana w 2005 roku przez londyńskie Victoria&Albert Museum, pokazywana w Anglii, Niemczech i USA. Jednym z prezentowanych na niej eksponatów była kuchnia projektu Margarete.
Sama twórczyni tej nobilitacji nie doczekała - zmarła w 2000 roku. Szkoda tym bardziej, że sukces wystawy sprawił, iż niemal natychmiast projekt, który miał być "tylko" tani i funkcjonalny, awansował do rangi ikony designu. Kuchennych modułów ocalało niewiele, a te, które co jakiś czas odnajdują się w różnych częściach Niemiec, osiągają na aukcjach ceny nawet kilkudziesięciu tysięcy euro. A przecież pierwotnie kosztowały zaledwie kilkaset marek i mogli sobie na nie pozwolić najubożsi.
CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU
Natalia Jeziorek. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała fashion marketing i organizację eventów. Obecnie współpracuje z magazynem "K MAG", portalami Sezon, Pride i Enter the Room.