Biografie
Kadr z filmu 'Jane' (fot. materiały prasowe)
Kadr z filmu 'Jane' (fot. materiały prasowe)

Kiedy 26-letnia Jane Goodall pojechała po raz pierwszy do Parku Narodowego Gombe Stream w Tanzanii, pracowała jako sekretarka Louisa Leakeya, uznanego antropologa i paleontologa. Nie miała kierunkowego wykształcenia, ale Leakeya nie obchodziły tytuły naukowe, potrzebował ochotnika do badań w Afryce, kogoś, kto będzie miał otwartą głowę i cierpliwość do zwierząt. Dla zakochanej w Afryce Jane wyprawa na drugi koniec świata była spełnieniem marzeń - od dziecka chciała żyć wśród zwierząt, jak doktor Doolittle.

Kadr z filmu 'Jane' (fot. materiały prasowe)

Przed ekspedycją do Gombe nie wiedziano praktycznie nic o szympansach żyjących na wolności. Naukowiec zakładał, że opisanie ich obyczajów może pomóc zrozumieć naszych wspólnych ewolucyjnych przodków. Goodall wkupywała się w łaski zwierząt przez pięć miesięcy, zanim szympansy ją zaakceptowały i pozwoliły jej stać się aktywną uczestniczką ich codziennych rytuałów. Wszystko zostało uwiecznione na taśmie filmowej przez Hugo van Lawicka, słynnego fotografa dzikiej przyrody, dla którego wyprawa do Gombe była pierwszym zawodowym zleceniem. Wspólna pasja z czasem przerodziła się w szczere uczucie, a Jane, która nigdy nie widziała siebie w roli żony, wzięła ślub, urodziła syna i przez następne lata starała się pogodzić swoją pracę z obowiązkami rodzinnymi.

Jane Goodall dokonała przełomowych odkryć w badaniach nad szympansami. Odrzucając tradycyjne metody naukowe - zamiast numerów badanym człekokształtnym nadawała imiona - przeniknęła do świata zwierząt. Odkryła, że naczelne są w gruncie rzeczy bardzo podobne do ludzi. Odczuwają całe spektrum "ludzkich" emocji - od radości, strachu, poprzez zazdrość, złość i rozpacz. Lubią dotyk i spędzają mnóstwo czasu na pielęgnacji, formują rodzinne więzi, w wychowanie potomstwa angażuje się także jego rodzeństwo. Są też zdolne do okrucieństwa. Kiedy Goodall odkryła, że szympansy potrafią posługiwać się narzędziami - ta umiejętność do tej pory była przypisywana jedynie ludziom - w świecie nauki zawrzało.

Kadr z filmu 'Jane' (fot. materiały prasowe)

Badania Goodall nad szympansami w Gombe wciąż są kontynuowane. To najdłużej trwający w historii projekt poświęcony obserwacji zwierząt w ich naturalnym środowisku.

O niesamowitej historii Jane Goodall rozmawiamy z Brettem Morgenem, reżyserem filmu "Jane", który 18 marca o godz. 21.00 będzie można obejrzeć na kanale National Geographic.

Do tej pory realizowałeś głównie biografie artystów związanych z show-biznesem. W twojej filmografii znajdują się dokumenty o Kurcie Cobainie, Robercie Evansie czy Rolling Stonesach. Skąd pomysł, by opowiedzieć o życiu Jane Goodall, słynnej brytyjskiej prymatolożki [prymatologia - dział zoologii zajmujący się ssakami naczelnymi z wyłączeniem człowieka - przyp. red.]?

Byłem w trakcie trasy promocyjnej mojego poprzedniego filmu "Cobain: Montage of Heck", kiedy zadzwonili do mnie przedstawiciele National Geographic z propozycją wyreżyserowania filmu o Jane Goodall. Na początku myślałem, że zwariowali. Przecież całą swoją karierę zbudowałem wokół dokumentów o uzależnionych od narkotyków gwiazdach rocka (śmiech). Odniosłem wrażenie, że nie pasuję do ich profilu. Nie wiedziałem nic o Jane oprócz tego, że badała dzikie zwierzęta w Afryce. Producenci podrzucili mi książki i artykuły. Kiedy zacząłem się zagłębiać w życie Goodall, dowiedziałem się o niej rzeczy, które bardzo głęboko mnie dotknęły.

 

Co poruszyło cię w jej historii?

Uważam, że filmowcy wbrew pozorom nie kręcą filmów o innych ludziach, ale za każdym razem opowiadają przede wszystkim o sobie. Przepuszczają temat przez własną wrażliwość, doświadczenia, traumy. Robienie filmu dokumentalnego przypomina pod tym względem przygotowywanie artykułu - kiedy piszesz o jakimś zjawisku czy innym człowieku, w gruncie rzeczy odsłaniasz w tekście odrobinę własnej duszy.

Czytając książkę Jane "W cieniu człowieka", byłem zafascynowany jej podejściem do pracy, jej potrzebą kompletnego zatracenia się w opisywanym przez siebie świecie, odejściem od naukowego obiektywizmu na rzecz indywidualnego podejścia. Złapałem się na tym, że sam podchodzę do mojej pracy w identyczny sposób. Odnalazłem w jej życiu echa moich dylematów, wyborów życiowych i zawodowych. Czymś, co oddziałuje na mnie wyjątkowo mocno, jest dylemat połączenia życia zawodowego ze szczęściem osobistym. Poruszyły mnie jej rozterki związane z byciem matką i jednoczesnym rozwijaniem kariery. Zacząłem się zastanawiać, czy w ogóle możliwe jest bycie człowiekiem spełnionym zawodowo i dobrym rodzicem?

Kadr z filmu 'Jane' (fot. materiały prasowe)

No właśnie - jest? Jane i Hugo stanęli przed podobnym dylematem, kiedy zostali rodzicami. Kontynuować projekty w odciętych od świata zakątkach Afryki czy porzucić swoją pasję, by poświęcić się wychowaniu syna?

Wydaje mi się, że zawsze trzeba coś wybrać, faworyzować jedno kosztem drugiego. Każda z tych dziedzin życia wymaga bezwarunkowego poświęcenia, każda pochłania niewyobrażalną ilość czasu. O tym dla mnie w dużej mierze opowiada film o Jane, która próbowała te dwie sfery połączyć. Kiedy lepiej poznałem jej życie prywatne, już wiedziałem, że znalazłem mój pomysł na film.

"Jane" to efekt mrówczej pracy nad ponad 100-godzinnym materiałem filmowym nakręconym w Afryce, odnalezionym w 2014 roku, po ponad 60 latach. W jakim stanie były nagrania, kiedy je po raz pierwszy oglądałeś?

Materiał, jaki otrzymaliśmy od National Geographic, był bardzo dobrze zachowany, ale niestety nie miał dźwięku. Brakowało też jakiejkolwiek numeracji czy opisów ujęć. A ja w swojej naiwności liczyłem na to, że dostaniemy ujęcia uszeregowane chronologicznie! Mieliśmy do dyspozycji 100 godzin losowo ułożonych zdjęć z Afryki dokumentujących kilkuletnią ekspedycję naukową. To było duże wyzwanie - jak materiał nakręcony wyłącznie w celach naukowych przerobić na pełnokrwisty dokument, z wyraźną dramaturgiczną konstrukcją, bohaterami, którzy przechodzą przemianę?

Kadr z filmu 'Jane' (fot. materiały prasowe)

Hugo sfotografował 160 szympansów, ale nie mieliśmy pojęcia, który jest który. Spędziliśmy setki godzin na próbach ustalenia na podstawie zapisków Jane, które szympansy zostały sfilmowane, a potem dopasowywaliśmy opis do obrazka.

Montując np. scenę pierwszego spotkania Jane z Davidem Greybeardem, jej ulubionym szympansem, w jeden logiczny ciąg, musieliśmy połączyć ze sobą ujęcia nakręcone w ciągu kilku lat. Teraz ten fragment sprawia wrażenie wyreżyserowanej w iście hollywoodzkiej konwencji sekwencji pierwszego spotkania człowieka z przedstawicielem dzikiej przyrody. Jednak by scena tak wyglądała, musieliśmy się sporo natrudzić. Szkicowaliśmy kolejność ujęć, a później mój montażysta Joe Beshenkovsky przeglądał godziny materiału w poszukiwaniu odpowiedniego kadru.

Co zobaczyłeś w nagraniach Jane i Hugo van Lawicka z Gombe?

Nie wiedziałem o Jane prawie nic, więc wszystko było niespodzianką. Kiedy zacząłem poznawać ją za pośrednictwem tych materiałów, coraz mniej widziałem w niej ikonę współczesnej nauki, a coraz bardziej - człowieka. Pełną energii, poczucia humoru i ciepła młodą kobietę.

Materiał dokumentalny z lat 60. nakręcony przez Hugo to prawdziwe odkrycie. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że to jeden z najważniejszych filmów nakręconych w XX wieku. W samym środku Afryki udało się obiektywem kamery uchwycić rzeczy absolutnie niewyobrażalne. Pierwsze zetknięcie z tym filmem mogę porównać tylko do emocji, jakie wywołało we mnie oglądanie nagrania z lądowania na Księżycu. Van Lawick jako pierwszy na świecie sfilmował dzikie zwierzęta w ich naturalnym środowisku.

Kadry z filmu 'Jane' (fot. materiały prasowe)

Van Lawick jest uważany za najwybitniejszego fotografa dzikiej przyrody w historii.

Hugo większość ujęć realizowanych w dżungli musiał kręcić, ustawiając parametry kamery "na oko". Nie miał możliwości podglądu, a filmując dzikie zwierzęta, trudno mówić o możliwości dubli, powtórzeń czy nawet ustawienia optymalnego oświetlenia. Jego techniczna sprawność mnie oszołomiła. Hugo pracował sam, nie miał żadnych asystentów. To było właściwie jego pierwsze operatorskie zlecenie. W całej surówce jest może minuta, która została prześwietlona i nie nadaje się do emisji. Biorąc pod uwagę, jak skomplikowanym przedsięwzięciem pod względem logistycznym było filmowanie szympansów w dżungli, to wręcz nieprawdopodobne, czego udało mu się dokonać.

Naszym filmem chcieliśmy pokazać proces tworzenia materiału dokumentalnego "od kuchni". Skierować kamerę w kierunku operatora i odkryć zupełnie nieznaną warstwę tej historii. To, co nakręcił Hugo, jest nie tylko świetnie przygotowanym materiałem badawczym. To jednocześnie kronika uczucia rodzącego się pomiędzy badaczką a operatorem kamery.

Kadr z filmu 'Jane' (fot. materiały prasowe)

W materiałach Hugo udokumentowano nie tylko pracę naukową Jane. To także portret niesłychanie silnej i niezależnej kobiety. Mam wrażenie, że to nie przypadek, że opowieść o Jane Goodall, kobiecie, która przebiła tak wiele szklanych sufitów, ma swoją premierę w erze rewolucji "MeToo" i Ameryce Trumpa.

Mam 15-letnią córkę. Przygotowując się do tego filmu, pomyślałem, że robię go niejako dla niej, żeby poznała lepiej tę niesamowitą osobę, która stała się inspiracją dla kolejnych pokoleń kobiet. W świetle afery Weinsteina historia Jane nabrała dla mnie dodatkowego wymiaru. Dotarło do mnie, że być może najważniejszym odbiorcą tego filmu są chłopcy, którzy być może teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebują w swoim otoczeniu silnych i niezależnych kobiet. Po to, by, kiedy dorosną, wiedzieli, że należy je traktować z szacunkiem.

Mam wrażenie, że historia Jane jest idealnym antidotum na nasze czasy. Ktoś mnie niedawno zapytał, czy ona jest feministką. Odpowiedziałem wtedy, że wydaje mi się, że jej działalność wykracza poza ramy tej definicji. To kobieta, która nie pozwoliła, by definiowały czy ograniczały ją jakiekolwiek normy, oczekiwania i stereotypy. Kiedy pojawiła się szansa na spełnienie marzenia, bez oglądania się na innych postanowiła je spełnić.

Kadr z filmu 'Jane' (fot. materiały prasowe)

Skąd miała w sobie siłę, by łamać jeden stereotyp za drugim?

Myślę, że kluczem do zrozumienia Jane jest jej matka.

W tamtych czasach niezamężna biała kobieta nie mogła podróżować samotnie po Afryce. Vanne Morris-Goodall, matka Jane, nie tylko zgodziła się pojechać z córką do Tanzanii jako "przyzwoitka". Znalazła tam dla siebie zajęcie - założyła własną klinikę. Wyobrażam sobie, że nawet dzisiaj mało która matka by się na coś takiego zgodziła.

To właśnie matka Jane, Vanne, jest według mnie cichą bohaterką tego filmu. Gdyby nie jej wychowanie, Jane nigdy by się nie odważyła zrealizować szalonego i, umówmy się, mało realistycznego w Wielkiej Brytanii lat 60. marzenia o wyjeździe do Afryki. Kiedy Vanne usłyszała: "Mamo, chcę wyjechać do dżungli i mieszkać w namiocie w otoczeniu dzikich zwierząt", nie powiedziała córce, że oszalała. Wspierała ją. "Jane" nie jest wyłącznie historią silnej kobiety, która zrewolucjonizowała świat nauki. Dla mnie to przede wszystkim opowieść o tym, że musimy wspierać nasze dzieci w realizacji ich marzeń. To przesłanie nie straciło nic na swojej aktualności nawet 60 lat później.

Jane mówi w pewnym momencie filmu, że udało jej się spełnić swoje marzenia, bo miała dużo szczęścia. Matka przekonuje ją jednak, że sukces to wypadkowa ciężkiej pracy i silnej woli. Zgadzam się z tym. Owszem, część jej historii zasadza się na przypadku, ale to tylko jeden z elementów układanki. Matka wspierała ją bezwarunkowo i dzięki temu Jane miała w sobie siłę i wiarę we własne możliwości, które popchnęły ją w odpowiednim kierunku.

Kadry z filmu 'Jane' (fot. materiały prasowe)

Nie byłoby "Jane" bez fenomenalnej muzyki Philipa Glassa, kompozytora m.in. oper, nominowanego do Oscara za muzykę do filmu "Kundun - życie Dalaj Lamy", która rozbrzmiewa niemal w każdej scenie filmu. Kiedy z projektem powiązaliście nazwisko kompozytora?

Warstwa dźwiękowa stała się dla mnie prawdziwym polem do popisu. Nie znam żadnego innego dokumentalisty, który spędziłby dwa i pół roku na szlifowaniu dźwięku w swoim projekcie (śmiech ). Czułem, że muszę wypełnić ciszę archiwaliów ścieżką dźwiękową. Ukułem na potrzeby tego projektu sformułowanie "kinowa opera". A kto lepiej pasowałby do skomponowania ścieżki dźwiękowej do "kinowej opery" rozgrywającej się w XX wieku niż Philip Glass? Lubię tę myśl, że w moim filmie spotkały się dwie ikony XX wieku. Philip Glass i Jane Goodall są już po osiemdziesiątce i wciąż pracują na pełnych obrotach. 163 lata doświadczenia połączone razem w jednym projekcie. To inspiruje.

A na ile bohaterka twojego filmu miała wpływ na jego kształt?

Pracowałem nad filmem niezależnie, Jane nie była obecna podczas montażu. Jest bardzo zajęta i początkowo kompletnie nie była zainteresowana współpracą. Nie pokładała szczególnie dużych nadziei w tym projekcie. Nie miała pojęcia, kim jestem i kiedy się do niej odezwałem z prośbą o spotkanie w sprawie wywiadu do filmu, odniosłem wrażenie, że dla niej ten dokument to będzie kolejny "odgrzewany kotlet".

Brett Morgen, Jane Goodall i Philip Glass (fot. materiały prasowe)

Ale kiedy pokazaliśmy jej "Jane", była kompletnie oczarowana. Powiedziała mi, że to jedyny film, który uchwycił atmosferę Gombe z czasów jej młodości. Do tej pory widziała dokument chyba z 30 razy. Podczas trasy promocyjnej, w której wspólnie braliśmy udział, po wywiadach z prasą zwykle idziemy odpocząć, może coś zjeść. Tymczasem Jane zawsze kierowała się w stronę sali kinowej. "Co ty robisz, przecież widziałaś ten film wczoraj", mówię do niej pewnego wieczoru, zdziwiony. "To nic nie szkodzi. Dzięki niemu wracam myślami do najlepszych dni w moim życiu", odpowiedziała.

Lepszego komplementu nie mogłem sobie wymarzyć.

Książkę Jane Goodall "Mądrość i cuda świata roślin" w promocyjnej cenie można kupić w Publio.pl>>>

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Brett Morgen. Reżyser, producent, scenarzysta. Nominowany do Oscara za film "On the Ropes" (1999). Twórca nagradzanych dokumentów, m.in. poświęconego słynnemu producentowi filmowemu Robertowi Evansowi "The Kid Stays in Picture" (2002), "Crossfire Hurricane" (2012) opowiadającego o kulisach powstania zespołu Rolling Stones czy głośnego "Kurt Cobain: Montage of Heck" (2015). "Jane" jest jego najnowszym filmem.

Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Polityce'', ''Gazecie Wyborczej'', ''K-MAG-u'' czy w serwisie dwutygodnik.com. Wcześniej była m.in. redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl.

Zobacz wideo