Reporterzy powinni patrzeć, ale wielu odwraca wzrok, kiedy on pochyla głowę i wymiotuje do czarnego kubła. Płacze, wyje, zasłania uszy przed tym, o czym bez emocji opowiada sądowy patolog. Ale słyszy wszystko, każdy szczegół.
Prokurator nazywa ją "panną Steenkamp". On mówi: "Reeva". Patolog relacjonuje, że kiedy zginęła, miała na sobie szare spodenki i czarny top. Została ranna w biodro, ramię i głowę. Kula, która trafiła w mózg, spowodowała masywne, śmiertelne zranienie.
Podobno kiedy zrozumiał, co się stało, usiadł przy jej zwłokach i płakał. Teraz, podczas procesu, zdejmuje obie protezy nóg i pokazuje, jak porusza się na kikutach. Południowoafrykańczycy zaczynają mu współczuć. Dotąd umieli go tylko podziwiać.
Ból, strach i ryzyko
Przyszedł na świat 22 listopada 1986 roku jako drugie dziecko Henke i Sheili Pistoriusów. Rodzina Henkego od pokoleń zarządzała dużym przedsiębiorstwem w branży rolniczej i przemysłowej. Radość z narodzin dziecka przyćmiła zła wiadomość: Oscar cierpiał na wrodzoną chorobę, charakteryzującą się brakiem kości strzałkowych w obu nogach. Kiedy miał 11 miesięcy, konieczna była amputacja obu kończyn do kolan. W późniejszych latach kikuty, jak sam nazywał pozostałości po swoich nogach, będą wrzodzieć i sprawiać ból.
Podczas procesu psychiatra sądowy stwierdzi, że ten ból odczuwany już od 11. miesiąca życia spowodował u Oscara silne wyczulenie na zagrożenie z zewnątrz. Rzekomo dlatego obawiał się napadu na dom i pod łóżkiem trzymał broń palną.
Ale przecież Oscar sam narażał się na niebezpieczeństwo. Lubił ryzyko, szybką jazdę samochodem albo motorówką. W 2009 r. był bliski śmierci po tym, jak uderzył łodzią motorową w brzeg. Złamał szczękę, przeszedł skomplikowaną operację, przez co jego twarz stała się bardziej pociągła. Skutki wystawiania się na ryzyko mógł więc oglądać codziennie, spoglądając w lustro.
Wychowywał się ze starszym bratem i młodszą siostrą. Będą z nim do końca, w dobrych i złych chwilach. Z bratem Carlem bawił się na podwórku jak normalny dzieciak. Kiedy biegali, Carl po prostu brał Oscara na plecy. Zabawy podziwiała matka. Była szczęśliwa. Widziała w nim dziecko stworzone do wielkich rzeczy.
Pistoriusowie rozwiedli się, kiedy Oscar miał sześć lat. To był dla chłopca wstrząs. Ojciec opuścił rodzinę i wyprowadził się do miasta oddalonego o tysiąc kilometrów od Pretorii. Zapewniał, że zadba o dzieci i będzie utrzymywał z nimi kontakt. Ale kolejne lata pokażą, że wolał wieść nowe życie z dala od poprzedniego. Na początku spotykał się z dziećmi raz na dwa tygodnie, potem coraz rzadziej.
Dziesięć minut przed końcem
Kiedy Henke odszedł od Sheili, ta musiała zorganizować sobie życie praktycznie od zera: znaleźć pracę, utrzymać dom i troje dzieci. Henke przestał na nie łożyć. Był kiepskim przedsiębiorcą, zamykał i otwierał nowe spółki, a najwięcej czasu spędzał na miejscu odwiertów wapnia, przy ciężkiej pracy.
Sheila zatrudniła się jako sekretarka w szkole. Oscar dorastał, patrząc na silną, zaradną kobietę. Podziwiał matkę i doceniał jej upór. - Była kobietą szczególną, nadzwyczajną, promieniowało z niej niezwykłe światło - mówił w jednym z wywiadów. Innym razem dodawał, że "nie uznawała słowa 'nie' ".
Sheila długo nie dawała po sobie poznać, że życie daje jej w kość. Wyszła za mąż po raz drugi. Nie narzekała, kiedy z trudem starczało jej na opłacenie rachunków. Biografowie Pistoriusa sugerują, że miała problem z alkoholem. Nie upijała się, nie zaniedbywała obowiązków. Ale kiedy dzieciaki szły spać, zaglądała do szklanki z whisky. Emocje tłumiła w sobie, zalewała je alkoholem.
Milczała nawet wtedy, gdy poczuła się źle. Zaczęło się od problemów z wątrobą. Kiedy Oscar miał 15 lat, trafiła do szpitala z zaleceniem: wycięcie macicy. Prawdopodobnie chodziło o zagrożenie nowotworem. Leczenie pooperacyjne polegało na podawaniu leków, na które organizm Sheili zareagował drastycznie. Kobieta zmarła w wyniku powikłań pooperacyjnych, w wieku 43 lat.
- Wszystkiego, czego się w życiu nauczyłem, nauczyłem się od niej - mówił Oscar podczas procesu. - Nie wiedzieliśmy, że choruje i nagle usłyszeliśmy, że jest w śpiączce. W dniu jej śmierci popędziliśmy do szpitala i przyjechaliśmy na dziesięć minut przed jej odejściem.
Sheila była silną kobietą. Tak jak Reeva, której nigdy nie pozna.
Bolt na protezach
Oscar wcześnie zainteresował się sportem. Chciał pokazać, że jest w czymś najlepszy mimo fizycznych ograniczeń. Nosił protezy nóg, poruszał się szybko, nie odstawał od grupy. Podobał się dziewczynom, był wysoki, atletyczny; robił pompki, świetnie pływał. Jego pewność siebie rosła, kiedy na bieżni na szkolnym boisku rozpędzał się i z pewnością profesjonalnego sprintera wchodził w pierwszy zakręt.
Jego sportowa kariera wystrzeliła niemal z dnia na dzień. Dostrzegli go działacze lekkoatletyczni. Dali życiową szansę: zaproponowali wyjazd na letnią paraolimpiadę do Aten w 2004 r. Życiorys Oscara był jak gotowy scenariusz na film: chłopak bez nóg zakłada protezy i biegnie najszybciej w historii kraju. Jest lepszy, szybszy i przystojniejszy od wszystkich olimpijczyków, jakich znają przeciętni mieszkańcy Południowej Afryki.
"Jako obywatel RPA biegacz był dumny między innymi z tego, że podziw, jakim darzono nie tylko jego, lecz także wszystkich sportowców odnoszących sukcesy, był ponad podziałami rasowymi - oceniał w książce "Tajemnica Oscara Pistoriusa" John Carlin, biograf sportowca. - (...) Pistorius pamiętał słowa Mandeli, że sport to potężny sprzymierzeniec przełamywania barier rasowych. (...) Z powodu swoich wyjątkowych warunków fizycznych stanowił symbol nieustannego zmagania się ojczyzny z trudną historią".
W Grecji kibicowała mu nie tylko rodzina, ale też lekarz, którzy operował jego nogi. Patrzył i nie mógł uwierzyć. Oscar biegł w finale na 200 metrów. Na metę dobiegł z rekordem świata - 21,97 sekundy. Pięć lat później najlepszy sprinter w historii Usain Bolt ten sam dystans, tyle że na zdrowych nogach, przebiegnie 2 sekundy szybciej.
Oscar wywołał dyskusję w środowisku sportowym, kiedy został dopuszczony do mistrzostw RPA w lekkiej atletyce w rywalizacji ze zdrowymi uczestnikami. Eksperci pytali: czy protezy z włókna węglowego nie dają przypadkiem niezdrowej przewagi nad mięśniami i ścięgnami innych sportowców? A Oscar w biegu na 400 metrów zdobył wysokie, szóste miejsce. Jego ambicje rosły.
Pistorius marzył, by wystąpić na olimpiadzie w Pekinie w 2008 r. wśród zdrowych sportowców. Dr Peter Brüggemann, specjalista od biomechaniki, pisał na łamach niemieckiego dziennika "Die Welt", że ma on znaczną przewagę nad sportowcami bez protez. Przewaga miała stanowić "więcej niż kilka procent". Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych nie dopuściło sportowca do rywalizacji z w pełni sprawnymi atletami. Pistorius złożył apelację. Współpracujący z nim eksperci dowodzili, że dr Brüggemann badał przewagę Pistoriusa tylko w momencie, kiedy osiągał stałą, największą szybkość biegu, ale nie uwzględnił straty, jaką miał w momencie startu. Mówiąc prościej: przez swoją niepełnosprawność Pistorius zostawał w tyle zaraz po usłyszeniu wystrzału pistoletu startowego.
Apelacja została uznana, a Oscar mógł walczyć o kwalifikację olimpijską. Zdobył ją jednak dopiero cztery lata później, na olimpiadę w 2012 r. w Londynie. Został pierwszym w historii świata niepełnosprawnym sportowcem, który stanął w szranki ze zdrowymi rywalami.
Na metę przybiegł jako ósmy. Pewnie żałował, że nie zrobił więcej. Być może w głowie dźwięczały mu słowa matki, która w szorstki sposób stawiała go do pionu: "Zakładaj swoje nogi i wychodź". Na pewno myślał o tym, co stanie się za cztery lata w Rio de Janeiro. Był pewny, że tam pojedzie i stanie na podium, jako pierwszy niepełnosprawny.
Podczas ceremonii zamknięcia igrzysk niósł południowoafrykańską flagę. Ciemny dres zakrył protezy nóg. Cały świat na niego patrzył. Oscar szeroko się uśmiechał. Był szczęśliwy.
Niebezpieczny urok
"Po śmierci matki - pisze John Carlin - nie było w jego życiu nikogo, kto miałby na tyle mądrości i autorytetu, aby sprowadzić go na ziemię; aby zobaczyć, że młody człowiek padł ofiarą własnego sukcesu i potrzebował pomocy w pogodzeniu się ze swoją niepełnosprawnością, z ograniczeniami, którym matka nauczyła go zaprzeczać. Zatrzymał się na poziomie rozhukanego wieku dorastania, był zbyt niedojrzały, żeby poradzić sobie ze sławą i pieniędzmi (...). Był nastolatkiem w ciele dorosłego i jak nastolatek ulegał niemądrym fascynacjom kobietami, w których widział odbicie swojej matki, a także niebezpiecznemu urokowi broni i szybkich samochodów".
Potrafił być romantyczny i szczodry. Zabierał dziewczyny na kolację do najlepszych i najdroższych restauracji, na zagraniczne wycieczki. Lubił wyskoczyć do nocnego klubu. Czasem się upijał, a kiedy był trzeźwy, za używkę służy mu sportowy samochód. Podobno "za kierownicą stawał się inny".
Wszystko wskazywało na to, że buńczuczny Oscar ustatkuje się u boku Reevy Steenkamp. Kobiety tak bardzo podobnej do jego matki, silnej i wytrwałej, która jako modelka mogłaby stać się łatwą ofiarą w szowinistycznym świecie show-biznesu, a jednak udało jej się przetrwać i osiągnąć niezależność.
Spotykają się po raz pierwszy w listopadzie 2012 r. On ma za sobą start na igrzyskach olimpijskich. Ona właśnie pojawiła się w reality-show o gotowaniu w popularnym w RPA kanale BBC Lifestyle. Jest od niego starsza o trzy lata, ma blond włosy i magnetyczne spojrzenie. Pochodzi z rodziny białych zamożnych mieszkańców Cape Town. Jej ojciec jest trenerem jazdy konnej, obraca się w elitarnym towarzystwie. Reeva od najmłodszych lat próbuje sił na wybiegu, a kiedy przychodzi czas na studia, wybiera prawo.
Oscar równie mocno kocha Reevę, co zmaga się z jej siłą i niezależnością. Jest zazdrosny, bo przecież tak wspaniała dziewczyna może mieć każdego. Wybucha gniewem, być może podszytym strachem, że ona kiedyś po prostu zniknie. Może co noc zadaje sobie pytanie, jak to możliwe, że mimo jego ułomności Reeva ciągle z nim jest? Dla jego sławy i pieniędzy? Czy przyzwyczaiła się do luksusu jego willi na strzeżonym osiedlu?
Być może Oscar nie dopuszcza do siebie prostej myśli: że Reeva kocha go szczerze. Nigdy nie narzekała na brak pieniędzy, zrobiła karierę, nie musiała traktować go ani jako skarbonki, ani trampoliny.13 lutego, dzień przed walentynkami i dzień przed śmiercią, napisała na zdobionej na różowo kartce: "Dziś jest chyba dobry dzień, by powiedzieć, że Cię kocham".
Dwóch Oscarów
John Carlin obserwuje proces. Pisze: "(...) świadkowie obrony twierdzili, że istnieje dwóch Oscarów. Istniały również dwie Południowe Afryki. Jedno oblicze RPA podnosiło na duchu, drugie przerażało. Jedną Południową Afrykę tworzyli ludzie niezwykle uprzejmi, wielkoduszni, niezłomni, wspaniałomyślni i odważni, drugą - lekkomyślni, wybuchowi, brutalni i porywczy. Południowoafrykańska uprzejmość wobec nieznajomych po części była mechanizmem obronnym wynikającym ze świadomości, że napotkani ludzie mogą wpaść w gniew bez wyraźnej przyczyny".
Po tragicznej nocy tabloidy rozpisują się o "ciemnej stronie" Oscara, a rzeczniczka policji w Pretorii twierdzi, że wcześniej w domu Oscara dochodziło do "aktów przemocy". W noc śmierci Reevy sąsiedzi mieli słyszeć odgłosy awantury, co zresztą stanie się jedną z najważniejszych poszlak w procesie Oscara. Inną są jego wybuchy gniewu i zazdrości w publicznych miejscach. Nawet w czasie procesu, kiedy przebywa poza aresztem, u swoich krewnych, wdaje się w awanturę w restauracji.
Nie pomaga mu też nagranie ze strzelnicy, na którym zza kamery słychać, jak porównuje dźwięk rozpadającego się arbuza do odgłosu przy postrzeleniu w głowę.
Podczas procesu Pistorius będzie mówił, że broń miała mu służyć wyłącznie do obrony przed złodziejami, których w Pretorii jest pełno. Nie ufał systemom bezpieczeństwa, blokadom i szlabanom, spodziewał się napadu w każdej chwili.
To samo zakończenie
Jenna Edkins, była dziewczyna Oscara, już 15 lutego, dzień po śmierci Reevy, na Twitterze pisze: "Chcę tylko powiedzieć, że spotykałam się z Oscarem przez 5 lat i NIGDY, PRZENIGDY nie podniósł na mnie choćby palca, nie zrobił nic, przez co bałabym się o swoje życie".
Matka jednej z byłych dziewczyn mówi dziennikarzom, że cieszyła się z rozstania córki ze sportowcem, bo ten miał być "nieprzewidywalnym szaleńcem".
Czy było ich dwóch? Jeden, ten dla świata, sportowiec bez barier i Południowoafrykańczyk bez wad? I drugi, "domowy", zazdrosny i brutalny Afrykaner, żyjący w nieustannym lęku przed porzuceniem?
Dwie są też wersje wydarzeń nocy z 13 na 14 lutego 2013 r.
Wersja Oscara jest taka: tego wieczora Reeva ćwiczyła jogę, Oscar oglądał telewizję. Położyli się spać około 22.00. W pewnym momencie Oscar wybudził się z płytkiego snu. U jego boku nie było Reevy. Usłyszał podejrzane dźwięki dobiegające z innych pomieszczeń. Od razu pomyślał, że to włamanie.
Zeskoczył z łóżka. Nie założył protez. Zauważył światło w łazience. Wrócił do sypialni i spod łóżka wyjął broń. Cały czas wykrzykiwał imię Reevy, ostrzegał, że ktoś włamał się do ich domu. Reeva nie odpowiadała. Oscar miał wrażenie, że ktoś wychodzi z łazienki. Strzelił w kierunku łazienkowych drzwi cztery razy. Twierdził, że celem nie była Reeva, ale włamywacz. Oscar zachowywał się spontanicznie, pod wpływem lęku - tak tłumaczyła go obrona. Tego samego lęku, który towarzyszył mu od dzieciństwa.
Wersja prokuratury jest inna: w przeddzień walentynek Oscar znowu zrobił Reevie awanturę. Kłótnia była ostra. Być może doszło do przemocy fizycznej. Reeva uciekła przed Oscarem do łazienki. Mężczyzna sięgnął po broń. Strzelił cztery razy.
Chwycił bezwładne ciało kobiety i wyniósł je z łazienki. Umarła na jego rękach. Nawet jeśli potem płakał, to dlatego, że zrozumiał, co zrobił.
Koniec historii w obu wersjach jest taki sam: Reeva straciła życie. Oscar wezwał na pomoc Johana, przyjaciela i sąsiada z osiedla Silver Woods. - Zastrzeliłem Reevę - powiedział przez telefon. Na miejscu zjawiła się policja. Zrobiła Oscarowi zdjęcia. Stoi z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała, tylko na kikutach nóg. Od pasa w dół jest zakrwawiony.
Oskarżony płacze
Grozi mu 25 lat więzienia. Kiedy sędzia stawia zarzut: "morderstwo", Oscar wybucha płaczem. Obserwatorzy porównują jego proces do sprawy O.J. Simpsona. Tyle że O.J. trafił najlepiej, jak mógł, a Oscar - najgorzej. Simpson wynajął adwokacką "drużynę marzeń", a jednocześnie był oskarżany przez niewyrobionych i nieskutecznych prokuratorów. Naprzeciw Pistoriusa staje jeden z najbardziej bezkompromisowych prokuratorów w RPA, Gerrie Nel.
Prawnik z żelazną konsekwencją punktuje braki logiki w myśleniu i zachowaniu oskarżonego. Nie ma oporów, by nazywać go po prostu "mordercą". Kiedy Pistorius płacze podczas przesłuchania, Nel mówi: Teraz, kiedy pytania stają się trudne. Dlaczego pan płacze? Doprowadza do tego, by sądowy patolog ze szczegółami odczytał przebieg wydarzeń i obrażenia, jakich doznała Reeva. To właśnie wtedy Pistorius kuli się w ławie oskarżonych, zasłania głowę papierami i wymiotuje.
Podczas procesu zeznają bliscy Reevy. Jej ojciec mówi: trudno wybaczyć Oscarowi, powinien zapłacić za to, co zrobił. Rodzina Pistoriusa, w tym jego rodzeństwo i dotąd nieobecny ojciec, każdego dnia go wspiera. Kiedy niemal mdleje z nerwów, cucą go specjalnymi olejkami.
Sprawie przewodzi sędzia Thokozile Masipa, druga czarnoskóra kobieta w historii RPA zasiadająca w Sądzie Najwyższym. Wydaje się bezwzględna i surowa. Komentatorzy piszą, że wlepi Pistoriusowi najwyższą możliwą karę i będzie to wielkie zwycięstwo czarnych nad białymi w 20 lat po upadku apartheidu. Ale kiedy prokurator Nel narzeka, że Pistorius płacze podczas zeznawania, Masipa mówi, że oskarżony "może płakać", a Nel nie powinien pytać dlaczego. W ten sposób upada teoria, według której sędzia uważa rozpacz Pistoriusa za symulowanie.
Wielu obserwatorów spodziewa się swoistego rozliczenia białych przez społeczność czarnoskórych obywateli RPA. Proces i wyrok na bogatym białym mają być zemstą za lata prześladowań. Jednak sędzia Masipa widzi w Pistoriusie "tylko" oskarżonego, a nie - jak chciałoby wielu - oskarżonego białego Afrykanera.
Sędzia ogłasza wyrok: pięć lat za "umyślne zabójstwo". Uniewinnia Pistoriusa od zarzutu morderstwa. Po 10 miesiącach odsiadki sportowiec zostaje warunkowo zwolniony, a resztę kary ma odbyć w areszcie domowym. Już po wyroku podnoszą się głosy oburzenia. Wielu Południowoafrykańczyków uznaje go za skandalicznie niski. Mówią, że Pistoriusowi się upiekło, bo jest znany i bogaty. Kraj dzieli się na tych, którzy współczują mu tragedii, i zwolenników wsadzenia go za kratki na długie lata.
Prokurator składa apelację i domaga się zmiany kwalifikacji czynu na morderstwo. 6 lipca 2016 r. wyrok zostaje podwyższony do 6 lat, a rok później - do 15 lat i 6 miesięcy. Prawniczka Steenkampów mówi: - Rodzina czuje, że wyrok jest sprawiedliwy. Reeva może teraz spoczywać w pokoju .
Afryka pana Pistoriusa
Zdaniem Sisonke Msimang, południowoafrykańskiej pisarki i działaczki, RPA "ma problem" z Pistoriusem, ale nie z powodu napięć międzyrasowych. Msimang pisze w "New York Times'ie", że Pistoriusa łatwo traktować jako kogoś "wyjątkowego", innego niż reszta społeczeństwa. Tymczasem on nie wyróżnia się niczym. Jeśli spojrzeć na jego tendencję do stosowania przemocy - jest wręcz modelowym "produktem swojej południowoafrykańskości".
Msimang przypomina, że choć przemoc w RPA bywa przypisywana tylko czarnoskórym, ciągle rośnie odsetek stosujących ją białych mężczyzn z bogatych domów. "Każdego dnia średnio 118 kobiet zgłasza policji, że zostało ofiarą gwałtu. Każdego dnia trzy kobiety zostają zabite przez swoich partnerów. Taka jest Południowa Afryka pana Pistoriusa" - pisała Msimang.
W podobnym kontekście osadza historię Pistoriusa John Carlin: "RPA zajmowała 10. pozycję na liście państw z największą liczbą zabójstw (w 2013 roku dochodziło tam średnio do 45 morderstw dziennie), była również niekwestionowanym światowym liderem, jeśli chodzi o statystyki dotyczące przemocy wobec kobiet. Co cztery minuty ofiarą gwałtu padała jedna południowoafrykańska kobieta lub dziewczyna - często nastolatka, a czasami nawet dziecko - a co osiem godzin jedną kobietę mordował jej partner (to zjawisko nosi w RPA osobną nazwę: "kobietobójstwo na tle osobistym")".
Być może rację mają ci, którzy w Oscarze Pistoriusie widzą "typowego" mężczyznę z Południowej Afryki. Mężczyznę, który nie potrafi trzymać nerwów na wodzy, wybucha gniewem i nie panuje nad swoimi czynami. Może Reeva Steenkamp stała się ofiarą nie tylko Oscara Pistoriusa, ale także całego społeczeństwa RPA, które do dziś nie pozbyło się skłonności do dominacji silniejszych nad słabszymi?
Kultura popularna nie zadaje sobie takich pytań. Film fabularny "Oscar Pistorius: Blade Runner Killer" (''Oscar Pistorius: zabójcza miłość''), który powstał w 2017 r., był reklamowany hasłem: "Serce czempiona, umysł mordercy".
Film można zobaczyć w sobotę 17 lutego o godz. 23.00 w telewizji Lifetime.
Korzystałem m.in. z książki Johna Carlina "Tajemnica Oscara Pistoriusa", artykułów "The Fast Life of Oscar Pistorius" (Michael Sokovole, "New York Times", 2012), "South Africa's Pistorius Problem (Sisonke Msimang, "New York Times", 2015), "Ostatni bieg Oscara Pistoriusa. Na żywo i w kolorze" (Jakub Ciastoń, "Gazeta Wyborcza", 2014) oraz reportażu CBS News "Oscar Pisorius: Shots in the Dark".
CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU
Mariusz Sepioło. Reporter. Publikuje w m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Polityce" i "Gazecie Wyborczej". Autor książek reporterskich: "Ludzie i gady" (wyd. Czerwone i Czarne, 2017) o życiu w więzieniu i "Himalaistki" (wyd. Znak, 2017) o najwybitniejszych wspinających się Polkach. Można się z nim skontaktować przez stronę internetową www.mariuszsepiolo.com