Brak ID dzwoniącego. Normalnie nie odbieram takich telefonów, ale od roku pracuję nad biografią boksera Rafała Jackiewicza i wiem, że to on. Facet ma niesamowitą historię. Był lokalnym watażką, którego porwała konkurencja. Był królem strzelców w lidze okręgowej, ale zawiesili go, bo pobił na boisku sędziego. Ściągał długi, pośredniczył w wykupywaniu skradzionych aut. Pod dyskoteką dostał kosę w serce. Zdobył puchar świata w kick-boxingu, dumnie prężąc pierś w dresie z orzełkiem na piersi. W pewnym momencie stanął na rozdrożu.
Dostał jednocześnie dwie propozycje. Mógł dołączyć jako żołnierz do jednego z warszawskich gangów, ale zdecydował się podpisać zawodowy kontrakt w boksie. Jako drugi Polak w historii po Przemku Salecie został mistrzem Europy. Sam przyznaje, że najcięższe walki, jakie stoczył w życiu, to te z wagą. Żeby wejść do ringu, musiał mieć 66 kilogramów, a kompulsywne wręcz obżeranie się słodyczami sprawiało, że ważył po 10-15 więcej.
Kombinacja szybkich ciosów
Odbieram i w słuchawce słyszę charakterystyczne "Siema Dżuliano". Rafał pyta, czy może zagrać w klipie promującym książkę o bokserze. Od razu skacze mi ciśnienie. Rafał mgliście tłumaczy. To ma być książka o kimś sprzed wojny, a on ze swoim trenerem tylko wystąpią w teledysku. Uspokajam się, zakładając, że to jakaś ramotka. Przed podjęciem decyzji chcę jednak znać tytuł i autora. Pół godziny później czytam esemesa: "Król, Szczepan Twardoch" . Oddzwaniam. Zapewniam, że to supersprawa i w głowie układam sobie już slogan reklamowy: Bokser, który najpierw zagrał w klipie książki Twardocha o bokserze, później sam wydał książkę. Oczywiście później go wygładzę stylistycznie...
- Ale dlaczego to fajne? - dopytuje Rafał. - Na pewno mogę zagrać?
- Tak, tak. To przecież Twardoch.
- A co w nim takiego fajnego?
Początkowe zdziwienie szybko ustępuje, bo przypominam sobie, że Rafał chwali się, że przeczytał w życiu tylko jedną książkę, a jego biografia będzie drugą. Notuję, że muszę zapytać o tę pierwszą.
Praca nad biografią Rafała cały czas mnie zaskakuje. Kiedy siadaliśmy do niej, bałem się, że on powiedział już wszystko w wywiadach. Artur Łukaszewski, z którym piszę tę książkę, uspokajał mnie. Zna Rafała, jako dziennikarz sportowy był świadkiem niektórych wydarzeń, które pojawią się w tekście. Miał rację. Każde kolejne spotkanie zaskakiwało ilością coraz bardziej niesamowitych historii. Pewnie podobnie czuje się bokser, którego przeciwnik zasypuje w ringu kombinacją szybkich ciosów. W końcu pojawił się moment zwątpienia. On chyba kłamie - myślałem, bo historie Rafała są nieprawdopodobne i czasem trudno je zrozumieć.
Mniej więcej w podobnym okresie obaj byliśmy raz w życiu na imprezie w klubie Wilga w Zalesiu pod Piasecznem. Ja pojechałem kolejką. Na samo disco nie wszedłem, bo się przestraszyłem. Unikałem opalonych chłopców w białych "adasiach", którzy wkładali białe koszulki w białe spodnie. Ich świdrujące spojrzenia były jak laserowy celownik, który próbuje namierzyć ofiarę. Pamiętam, że bałem się choćby spojrzeć w ich stronę.
Rafał podjechał kradzioną z Reichu beemką. Na parkiecie sklepał jakiegoś gościa, ludzie uciekali w popłochu, a on wychylił wódkę i odjechał (potem ganiali go za to pobicie gangsterzy "Krakowiaka", ale to inna historia).
Dupka wycięta jak serduszko
Rafał zapewnia, że już taki nie jest. Zmieniła go kobieta. Gdy opowiada o niej, zawsze świecą mu się oczy. Tyle razy powtarzał mi przy różnych okazjach, że miała dupkę wyciętą jak serduszko , że chyba mógłbym narysować portret pamięciowy tyłka jego żony. Rafał oczywiście pamięta ich pierwsze spotkanie. Poszedł do zakładu fotograficznego na stacji PKP w Mińsku Mazowieckim, żeby zrobić zdjęcia promocyjne do gali bokserskiej. Dziewczyna, która miała mu robić foty, od razu wpadła mu w oko. Prężył się więc przed nią bez koszulki, zagadywał, wydurniał się. W końcu usłyszał, że jest zajęta. Od razu zaproponował, że może o nią z tym gościem walczyć.
Rafał opowiada o pierwszym spotkaniu w taki sposób, że wszyscy wokół w kawiarni patrzą się na nas. Mówi podniesionym głosem, wymachuje wydziaranymi rękami, kreśląc w powietrzu kształty swojej miłości. Trochę gubi się jednak w szczegółach, więc dzwonimy do jego żony. Marta śmieje się i mówi, że uderzał do niej w szczeniacki sposób i nawet nie zaproponował randki. Zapamiętała, że miał dżinsy podciągnięte pod samą klatę. Potem przyłaził prawie codziennie do zakładu i wywoływał masę różnych zdjęć... Za którymś razem zaproponował, że ją odwiezie do domu, do Warszawy. Zgodziła się, bo uciekł jej pociąg. Telefonu mu jednak nie dała, ale żeby się odczepił, wzięła numer do niego, mówiąc, że zadzwoni, jak będzie czegoś potrzebowała.
Rafał zabiera mi słuchawkę. Za długo gadam z jego ukochaną. Z dumą podkreśla, że niby go wtedy spławiła, ale okazało się, że wyszło na jego - w końcu zadzwoniła, a po paru latach oświadczył się jej w ringu...
Podkreśla, że jest jej wierny cały czas. A wcześniej miał powodzenie u kobiet i skrzętnie z niego korzystał. Gdy zaczyna opowiadać o swoich miłosnych podbojach, mam wrażenie, jakbym słuchał audiobooka, który jest porno parodią "Młodych wilków" i "Chłopaki nie płaczą".
Walki białych kołnierzyków
Dzwoni telefon Rafała. Robimy sobie przerwę. Kawa stygnie. Rafał dogaduje szczegóły swojego projektu walk białych kołnierzyków i dojada trzecie ciastko - bezę z mascarpone z likierem pomarańczowym. Czwarte czeka na niego za barem - babeczkę z budyniem i truskawkami zje w samochodzie w drodze na trening. Facet pochłania takie ilości słodyczy, że nie uwierzyłbym na słowo, gdybym sam tego nie zobaczył. Sam śmieje się, że jest cukiernikiem, który potrafi tylko jeść słodycze.
Podsłuchuję, o czym rozmawia przez telefon. Gale białych kołnierzyków polegają na tym, że w ringu biją się normalni faceci. Na co dzień reperują fury, sprzedają akcje, ale chcą poczuć adrenalinę. Zakładają więc rękawice. Na widowni siedzą ich żony, kumple. W Wielkiej Brytanii takie walki to biznes, który w Polsce dopiero raczkuje.
Rafał chce najpierw ćwiczyć chłopaków (i dziewczyny, o ile będą chętne), potem urządzić turniej. Kompletni amatorzy powalczą o pas mistrzowski WhiteCollarBoxing , a najlepszy w kategorii figher dostanie możliwość wystąpienia na profesjonalnej gali organizowanej przez Andrzeja Wasilewskiego, największego w kraju promotora boksu zawodowego. W jego stajni walczą Krzysiek "Diablo" Włodarczyk, Artur Szpilka czy Krzysiek Głowacki. Sam Jackiewicz też u niego walczył przez lata. Pomysł mi się podoba na tyle, że zastanawiam się, czy się nie zapisać. Może dostanę zniżkę?
- To o czym mam teraz opowiadać? - pyta, odkładając telefon.
- O porwaniu!
- Akurat skończyłem zmywać i sprzątałem za barem, kiedy podjechali. Wyszedłem do nich. Trzem naszym ochroniarzom kazałem zostać w środku. Otoczyli mnie. Nawet tego dobrze nie pamiętam, podobno dostałem w szczękę z partyzanta. Ocknąłem się, jak nieśli mnie za ręce do samochodu. Próbowałem się wyrwać, ale kiedy się zorientowałem, że nie dam rady, rzuciłem tekst, żeby mnie puścili i będzie po sprawie. Oczywiście na to nie poszli. Zaczęli mnie ładować do samochodu. Wierzgałem jak dziki kot. Nie dali rady wciągnąć mnie we dwóch do auta, więc podbiegł trzeci i zdzielił mnie kastetem w tył głowy. Zamroczyło mnie. Poczułem ciepło i wilgoć na szyi i plecach - krew spływała mi z rozciętej głowy. Dopiero wtedy udało im się wepchnąć mnie do fury. Ruszyli z piskiem opon. To była stara biała mazda 323, chyba z 1990 roku. Należała do gościa, który siedział z dychę za różne sprawy. Jak wyszedł, gdzieś koło 2012 roku, i spotkał mnie na ulicy, to za to wszystko przeprosił.
Wywieźli go gdzieś do lasu z torbą na głowie. Mówili, że zabiją i zakopią. Rafał chciał się z nimi bić, ale miał opinię kozaka i nikt nie chciał stanąć z nim na solo. Kiedy zdjęli mu torbę z głowy, stał przed drewnianym domkiem w lesie. Nie znał tego miejsca. W środku położyli go na tapczanie i przykryli kocem, bo było zimno. Krew z rany na głowie przystała lecieć. Miał związane ręce i nogi. Został z nim jeden z porywaczy. Rafał udawał, że śpi i kiedy zorientował się, że pilnujący go usnął, poluzował sznurek, którym miał związane ręce. Gdyby miał je skrępowane za plecami, pewnie nie dałby rady uciec... Kiedy kończy opowiadać, wierzę, że nie bał się wtedy. Rafał podkreśla, że jego życie było nieustannym przekraczaniem granic. Przekraczał kolejne, jakby ich nie było.
Chmielewski vs Twardoch
Na leżaku nad Wisłą opowiadam kumplom o książce. Mamy się rozejść, ale Michał A. Zieliński i Paweł Lachowicz mają plan B. Lądujemy na placu Zbawiciela. Sezon ogródkowy jeszcze się nie zaczął, stoimy z piwem w wejściu, a Paweł udaje ochroniarza...
- Twój kumpel - słyszę. Widzę porozumiewawcze spojrzenia, czuję szturchnięcia łokciem. Nie wiem jednak, o co chodzi.
- No tam, w jasnym prochowcu - śmieją się. Nie rozpoznałem Szczepana Twardocha. Na zdjęciach wygląda jednak ciut inaczej. Żartuję, że powinniśmy wyjść do ringu. Chłopaki mają lepszy sposób. Teraz mam dać mu w ryj. O bójce dwóch autorów książek o sportach walki w modnym warszawskim klubie napiszą wszystkie gazety. Książka sprzeda się sama. Patrzę na Twardocha i myślę, że to w sumie niegłupi pomysł. Co prawda jest wyższy i ćwiczy boks, ale ja zawsze mogę zadzwonić po Rafała.
Rafał Jackiewicz. Rocznik 1977. Dwukrotny zdobywca pucharu świata w kick-boxingu (full contact), jako drugi Polak w historii został zawodowym mistrzem Europy w boksie (EBU) i jako jedyny Polak bronił go dwukrotnie. Pretendent do tytułu mistrza świata IBF, mistrz świata IBC. Walczył w KSW i DSF. Z wykształcenia cukiernik, z zawodu sportowiec.
Łukasz Chmielewski. Rocznik 1978, dziennikarz i scenarzysta, redaktor naczelny serwisu AlejaKomiksu.com , współautor (wraz z Arturem Łukaszewskim) biografii Rafała Jackiewicza "Życie na ostrzu noża".