Wraz z przeprowadzką do włoskiej Pistoi Joe i Pam [Bryant - rodzice Kobego - przyp. red.] chcieli zaszyć się gdzieś z dala od zgiełku i wrzawy wielkiego miasta. Znaleźli schronienie w wielkiej willi w wiosce Ciriglio, wybudowanej wysoko w górach za miastem. Było to miejsce jak z bajki. Mieszkańcy wioski wciąż chętnie opowiadają o tym, jak wielki koszykarz, Joe Bryant, pojawił się tam po raz pierwszy, jak wjeżdżał górską drogą dziwnie zgarbiony za kierownicą swojego białego Volvo kombi. Jak zatrzymał się w lokalnym barze na filiżankę cappuccino i jak upierał się, że mają mu ją podać w wielkim kubku. Roberto Maltinti [jeden z właścicieli klubu koszykarskiego z Pistoi - przyp. red.] opowiada ze śmiechem, że bardzo szybko "Joe Bryant stał się jakby burmistrzem Ciriglio". Jego ujmujący uśmiech, wspaniała rodzina, częste wizyty w lokalnych kafejkach i ekspansywna osobowość sprawiły, że szybko podbił serca mieszkańców.
*
Wiele lat później mieszkańcy wioski i sam właściciel klubu chętnie dzielą się wspomnieniami o Bryantach. Maltinti wspomina pierwszy kontrakt reklamowy Kobego, podpisany w wieku dziewięciu lat. W Rzymie rozgrywany był mecz gwiazd ligi, a Kobe zaproponował, że może tam wycierać parkiet. Maltintiemu spodobał się ten pomysł, ale chciał, żeby Kobe włożył sweter z reklamą jednego z jego przedsięwzięć biznesowych. Kobe się zgodził, ale ostro negocjował - zażyczył sobie nowy rower. Zadzwonił wcześnie rano po zakończeniu imprezy. "Rower ma być czerwony" - powiedział. Teraz miał już własny środek transportu. Mógł łatwo pokonywać krótkie dystanse po stokach Ciriglio i dojeżdżać na boisko koszykarskie znajdujące się w lokalnej szkole. Grał tam w kosza ze starszymi chłopcami z wioski. Jeśli ich nie było, to grał sam.
Powrót do USA**
Kobe Bean zamierzał rozpocząć karierę sportową w amerykańskim liceum. Był w ósmej klasie i miał pewne problemy z wtopieniem się w środowisko afroamerykańskie. Osiem lat spędzonych za granicą [rodzina Bryantów mieszkała na stałe we Włoszech w latach 1984-1992 - przyp. red.] miało znaczny wpływ na jego tożsamość. Szkolni koledzy z przedmieść Filadelfii nie mogli się nadziwić jego dziwnemu akcentowi. A on jak zwykle poświęcił się koszykówce.
Namówił chłopaka z sąsiedztwa, Robby'ego Schwartza, chudszego i niższego, ale podobnie jak on nakręconego, żeby towarzyszył mu na boisku, rzucał i ćwiczył razem z nim. Schwartz zazwyczaj przegrywał te mecze jeden na jednego 10:100. Bryant urósł, miał już 182 centymetry wzrostu i był zadziwiająco chudy. Miał długie ręce, które wyrastały z drobnych barków. Ale trenerzy oceniali, że jest niesympatyczny, niecierpliwy i patrzy spode łba zawsze, kiedy ktoś chce zdjąć go z boiska. Wściekał się tak bardzo, że Joe musiał czasem uspokajać go po włosku. Uderzało, jak bardzo był uparty. Bryant chciał wszystkim naokoło udowadniać, jaki jest dobry. Bez końca.
Nie musiał długo czekać na pierwszą okazję. Pierwszego dnia ósmej klasy, w listopadzie, jadł obiad w stołówce liceum Bala Cynwyd Junior High, kiedy podszedł do niego jakiś inny chłopiec, stanął nad nim i powiedział: "Słyszałem, że jesteś niezłym koszykarzem. Ale żeby być kimś, musisz najpierw kogoś pokonać". - Zagrałem z nim po szkole - opowiadał potem Bryant. - Rozwaliłem go. I tak zyskałem szacunek. Tego właśnie szukałem przez te wszystkie lata we Włoszech. Wreszcie poczułem adrenalinę. Koleś nie miał pojęcia, co czuję. (...)
Mentalność samca alfa
Plotki na temat młodego chłopaka z Bala Cynwyd szybko się rozeszły. Gregg Downer, 33-letni trener z pobliskiej szkoły Lower Merion, wpadł na mecz ósmoklasistów, żeby zobaczyć go w akcji. - Kiedy przyszedłem na mecz, nie był to show Kobego Bryanta - wspomina Downer w wywiadzie przeprowadzonym w 2015 roku. - Raz go wstawiali na boisko, raz go zdejmowali, a ja nie byłem w stanie ocenić, czy jest naprawdę dobry. Był chudy, miał trochę ponad 180 centymetrów wzrostu i ważył około 60 kilogramów. Wyglądało na to, że widział siebie na pozycji rozgrywającego. Ciągle chciał mieć piłkę w rękach". (...)
Downer zaprosił więc nowego ósmoklasistę, żeby przyszedł do ośrodka treningowego w liceum Lower Merion. - Dopiero wtedy zrozumiałem, kim on jest - opowiada trener. Po pierwsze młody zawodnik pojawił się razem ze swoim mierzącym 205 centymetrów ojcem, byłym zawodnikiem NBA. - Kiedy zacząłem trenować z Kobem, Joe stał w rogu boiska - mówi Downer. - I zaczęło do mnie docierać, z jakimi genami mam do czynienia. (...) Starsi zawodnicy z Lower Merion dostrzegali to samo i nie potrafili oprzeć się wrażeniu, że ten młodziak może wkrótce zdominować ich sportowe życie. - Kiedy już zobaczyliśmy, co potrafi - wspomina trener - kiedy dotarło do nas, jakie uwarunkowania genetyczne temu towarzyszą, kiedy zaczęliśmy się nad tym na serio zastanawiać i zrozumieliśmy, jaką ma etykę pracy i mentalność samca alfa, to wiedzieliśmy już, że mamy do czynienia z kimś wyjątkowym i niepowtarzalnym. (...)
Los Angeles Lakers
Wielki Jim Murray [dziennikarz sportowy, 14-krotny laureat nagrody dla Dziennikarza Roku National Sports Media Association, laureat Nagrody Pulitzera, przez ponad 30 lat pracował w "Los Angeles Timesie" - przyp. red.] powiedział kiedyś, że Jerry West "potrafił rozpoznać talent nawet przez okno pędzącego pociągu". Najpierw West spędził wiele lat życia, reprezentując z pasją czy wręcz obsesją barwy Los Angeles Lakers. Pod koniec lat 70. na trzy lata został trenerem drużyny, ale nie szło mu najlepiej. Przeniósł się więc do zarządu i zaczął z zapałem realizować misję wynajdywania dla drużyny, którą tak bardzo kochał, największych talentów. Z żelazną konsekwencją otaczał Magica Johnsona nowymi talentami, dzięki czemu Lakers mogli cały czas prezentować widowiskowy styl gry zwany Showtime i w ciągu dziesięciu lat sięgnęli po pięć tytułów mistrzowskich. Wszystko dobiegło końca w listopadzie 1991 roku, kiedy Magic Johnson ogłosił, że jest nosicielem wirusa HIV, i zakończył karierę.
Dla Lakers nastały ciężkie czasy, a West konsekwentnie poszukiwał kolejnego wybitnego koszykarza, który potrafiłby stworzyć własną wizję Lakers, tak jak wcześniej zrobił to Magic. W 1996 roku podjął się koszmarnie trudnego zadania: zapragnął znaleźć sposób na podpisanie kontraktu z olbrzymim centrem Shaquille'em O'Nealem. Shaq był już rozczarowany grą w Orlando Magic po tym, jak jego drużyna po raz drugi z rzędu odpadła z play-offów, przegrywając do zera. (...) Ale West był też bliskim przyjacielem Arna Tellema, który dokonywał tej wiosny cudów, żeby zrobić z Bryanta zawodnika Lakers. (...) Tak się złożyło, że rodziny Tellema i Westa spędzały razem wakacje. Tylko przez wzgląd na przyjaźń z Tellemem West zgodził się na to, żeby Kobe odbył testy w Lakers. Spisał się wtedy fantastycznie, rywalizując z byłymi zawodnikami Lakers: Michaelem Cooperem i Larrym Drew. West przyznał potem, że "nastolatek przejechał się po starszych panach". Niedługo potem Bryant miał wrócić do Los Angeles na zdjęcia do reklamy Adidasa. "Możliwe, że będziesz miał kolejne testy" - powiedział mu pewnego poranka Joe. (...) Lakers przerwali drugi etap testów już po 20 minutach. West wstał ze swojego siedzenia, znajdującego się pod jednym z koszy, pobiegł na środek boiska, po czym (...) powiedział, że wystarczy. - To tyle - wyszeptał (...) - Biorę go.
Kobe Bryant razem z Shaquille'em O'Nealem poprowadził Los Angeles Lakers do trzech mistrzostw z rzędu w latach 2000-2002. W sezonach 2005/06 i 2006/07 Bryant był królem strzelców ligi. W 2006 roku w meczu przeciwko Toronto Raptors zdobył 81 punktów, co jest drugim najwyższym osiągnięciem w historii ligi. Wybrano go też został najbardziej wartościowym zawodnikiem sezonu 2007/08. W 2009 i 2010 r. ponownie poprowadził Lakers do tytułów mistrzowskich, przy czym sam został w obu przypadkach wybrany na najlepszego zawodnika finałów.
Syn - zdrajca
Jesienią 1999 roku Kobe poznał ładną młodą tancerkę. Nazywała się Vanessa Urbieta Cornejo Laine, miała 17 lat. (...) Bryant tłumaczył potem, że to była miłość od pierwszego wejrzenia. Już po kilku dniach w liceum w Orange County, do którego uczęszczała, pojawiły się wielkie kosze z kwiatami, które miały być dowodem jego miłości. Kiedy przyjechał do szkoły, by podwieźć ją do domu swoim mercedesem, jego obecność wywołała chaos i zamieszanie, które sprawiły, że niedługo później musiała przejść na tryb nauki zaocznej i w ten sposób ukończyć rok szkolny. (...)
Podobnie jak większość młodych zakochanych, mieli konkretny plan - zamierzali spędzać ze sobą tyle czasu, ile będzie możliwe. Jego matka, Pam, która wiele lat wcześniej załamała swojego ojca, zakochując się w Joe, musiała teraz zmierzyć się z własnym ogromnym rozczarowaniem. - Z Pam nie było żartów - przypomina Gary Charles. Cóż, doświadczenia najbliższych 18 miesięcy miały sprawić, że nikomu nie będzie do śmiechu.
Niedługo przed swoim ślubem [z Vanessą, w 2001 r. - przyp. red.] Bryant wykonał wobec swojej rodziny drastyczny ruch, który wprawił wszystkich w osłupienie. Zamknął nagle swoją firmę rozrywkową, pozostawiając członków rodziny - swoje siostry, ciotkę i jej męża Sharii - a także innych zatrudnionych w firmie bez pracy. Sprzedał też dom rodziców na dole wzgórza, przez co musieli się szybko wyprowadzić. Na szczęście Pam i Joe wciąż jeszcze byli właścicielami domu na przedmieściach Filadelfii, tego zakupionego dawno temu, zaraz po podpisaniu przez Joe pierwszego kontraktu w NBA. - To co zrobił Kobe było szokujące - mówi przyjaciółka Bryantów. - Nigdy nie zrozumiem, dlaczego to zrobił. (...)
Jednym gwałtownym ruchem, tuż przed rozpoczęciem play-offów w 2001 roku, Bryant usunął całą rodzinę ze swojego życia. Przyjaciele wysłuchiwali historii opowiadanych przez członków rodziny o tym, jak Bryant zmieniał numery telefonów i nie odbierał, kiedy do niego dzwonili.
Kłopotliwy seks
Pod koniec czerwca 2003 r. Bryant poleciał prywatnym odrzutowcem do Kolorado, gdzie miał przejść standardowy zabieg kolana. Nawet nie poinformował o tym Lakers. Tego wieczora w towarzystwie trzech ochroniarzy i osobistego trenera zameldował się w ekskluzywnym resorcie Lodge and Spa at Cordillera, w miasteczku Edwards w hrabstwie Eagle. Poznał tam młodą dziewiętnastoletnią recepcjonistkę, która zaprowadziła go do apartamentu.
Recepcjonistka zeznała potem, że kiedy przyszła tego dnia do pracy, dowiedziała się, że wieczorem ma się w hotelu pojawić jakiś wyjątkowy celebryta, który zamelduje się pod nazwiskiem Javier Rodriguez. Powiedziała, że przycisnęła osobę przyjmującą rezerwację, która powiedziała jej, że "Rodriguez" to Bryant. I choć jej zmiana miała się skończyć o siódmej wieczorem, to zdecydowała się zaczekać na pojawienie się gwiazdy o wpół do jedenastej w nocy, 30 czerwca.
Podczas meldowania się Bryant zaprosił ją do swojego pokoju, żeby oprowadziła go po resorcie. (...) Oboje zeznali, że po zwiedzaniu powrócili do pokoju, ucięli sobie pogawędkę, potem rozpoczęli grę wstępną, on zdjął jej czarną sukienkę i majteczki, po czym odbyli ordynarny i ostry stosunek seksualny. Choć recepcjonistka z początku nie powiedziała, że uprawiała z nim jeszcze seks oralny, to potem się do tego przyznała, twierdząc, że zrobiła to ze strachu. W raporcie policyjnym znajdowała się informacja, że kontakt zainicjował Bryant, który poprosił ją, żeby go objęła.
Zeznała, że Bryant ją zgwałcił, ale Kobe powiedział potem policji, że uprawiali seks za obopólną zgodą. (...) Choć prawne spory związane z tą sprawą trwały przez wiele miesięcy i miały pozostać na czołówkach programów informacyjnych, to najważniejsze fakty były znane od samego początku śledztwa. (...) Incydent w Kolorado tak bardzo kontrastował z wizerunkiem Bryanta, że dziennikarze, kibice, koledzy z drużyny i pracownicy Lakers byli absolutnie zszokowani informacją, że dwudziestoczteroletni obrońca może zostać oskarżony. Szok ustąpił wkrótce nieprzerwanej fali czołówek w tabloidach, dwudziestoczterogodzinnej relacji na żywo w telewizji kablowej i historii, która mogła pogrążyć całą drużynę.
- Kiedy sprawa się wyjaśni, zobaczycie, że wszystko będzie w porządku - powiedział Bryant w telefonicznej rozmowie z "Los Angeles Timesem". - Przecież mnie znacie, lepiej nie będę już nic mówił. Ale wiecie, że nigdy bym czegoś takiego nie zrobił. Oskarżyciel nie przystał na ugodę i Bryantowi postawiono zarzuty, które zgodnie z prawem obowiązującym w Kolorado mogły go kosztować dziesiątki lat więzienia. 18 lipca prokurator okręgowy Hurlbert złożył formalny akt oskarżenia Bryanta o przestępstwo popełnione na tle seksualnym. (...) - Jestem niewinny - powiedział podczas konferencji prasowej Bryant. - Nie zmusiłem jej do niczego wbrew jej woli. Jestem niewinny. Widzicie, siedzę teraz przed wami, jestem na siebie wściekły, jestem zniesmaczony tym, że popełniłem błąd i zdradziłem żonę. (...)
1 września 2004 r. sędzia Terry Ruckriegle oczyścił Kobego Bryanta z zarzutów napaści seksualnej. Bezpośrednim powodem był fakt, że domniemana ofiara gwałtu odmówiła składania zeznań w sprawie.
Rozwód, który się nie opłacał
W środku zawieruchy, tuż przed rozpoczęciem skróconego sezonu, wybuchł wściekle kolejny konflikt rodzinny. [W grudniu 2011 r. - przyp. red.] Vanessa wniosła pozew o rozwód, podając jako przyczynę różnice nie do pogodzenia. Mówiło się o latach upokorzeń, jakie musiała znosić w związku z plotkami o miłosnych podbojach Kobego. Ponieważ Vanessa nalegała na to, żeby przed ślubem nie podpisywać intercyzy, miała teraz, kiedy znaleźli się w separacji i negocjowali za pośrednictwem prawników, wiele atutów w ręku. Po tylu latach małżeństwa kalifornijskie prawo oferowało małżonce maksymalną ochronę przed sądem i Bryant dość szybko zorientował się, że czekają go ciężkie sankcje jako jedynego żywiciela rodziny.
Według jednego z prawników zgodnie z prawem stanowym Vanessie należała się połowa mienia nabytego po ślubie, poza tym Bryant musiałby jej płacić alimenty na dwie córki w wysokości 365 tysięcy dolarów miesięcznie oraz około miliona dolarów miesięcznie dla samej Vanessy. Ugoda kosztowałaby Bryanta dziesiątki milionów dolarów, może nawet ponad 100 milionów. W okolicach 2006 roku zainwestował w kilka odnoszących sukcesy przedsięwzięć biznesowych, między innymi w agencję reklamową i wytwórnię filmów dokumentalnych. I wszystko to wliczałoby się do udziałów Vanessy. (...)
Rok później, w trakcie grudniowej serii meczów wyjazdowych, Bryanta i Vanessę widziano razem na koncercie charytatywnym 12-12-12 Hurricane Sandy Relief w hali Madison Square Garden. Sylwestra 2012/2013 też spędzili razem. W styczniu przyznali to, co było dla wszystkich oczywiste - że rezygnują z rozwodu. - Z przyjemnością pragniemy ogłosić, że się pogodziliśmy. Tym samym odwołujemy nasze plany rozwodowe - napisała Vanessa na swoim koncie na Instagramie. - Cieszymy się na naszą wspólną przyszłość. Wiadomość była podpisana: Kobe i Vanessa.
Bryant potwierdził to na swoim koncie facebookowym. Media w Hollywood przyjęły informację o odwołaniu rozwodu jako dowód na to, że oboje są nieuleczalnymi samotnikami, którzy nauczyli się dobrze czuć w swoim towarzystwie. Oboje byli też dobrymi katolikami i rozwód był problematyczny choćby z punktu widzenia ich wiary. Zobowiązania finansowe Kobego wobec Vanessy może i wyglądały z pozoru świetnie, ale wszystko wskazywało na to, że ona chce być w pierwszej kolejności panią Bryant.
Nie da się napisać lepszego zakończenia
W 1969 roku 32-letni Wilt Chamberlain został najstarszym zawodnikiem w historii, któremu udało się zdobyć 60 punktów (dokładnie zdobył ich 66). Aż do występu kończącego karierę Bryanta, który dokonał tego wyczynu w wieku 37 lat. Aby zaliczyć tak niesamowitą noc, Bryant musiał oddać 50 rzutów, najwięcej w karierze. Trafił 22 z nich. Oddał 21 rzutów za 3 punkty, trafiając 6. Był w pełni świadom tego, jak dziwnie wszystko się tego wieczoru układało. - Koledzy z drużyny bez przerwy mnie zachęcali i powtarzali: "Rzucaj, rzucaj, rzucaj, rzucaj" - mówił potem. - Odwrotnie niż zawsze. Przechodzisz drogę od bycia czarnym charakterem do bycia bohaterem i od sytuacji, w której wszyscy każą ci podawać, do sytuacji, w której wszyscy każą ci rzucać. To naprawdę przedziwne.
- Nie mogę uwierzyć w to, jak szybko minęło te 20 lat - powiedział, dziękując po meczu kibicom zgromadzonym w hali Staples Center. Zawsze lubił bajki i stał się chłopcem, który spełnił własne marzenia. Ogłosił plan: po zakończeniu kariery chce zacząć pisać i właśnie autoryzował prawie idealne zakończenie. - Nie da się napisać niczego lepszego - powiedział. Po czym zakończył swoją wypowiedź, unosząc rękę wysoko w górę i oddając hołd zgromadzonym tłumom. - Mamba out [Mamba kończy - przyp. red.]. - powiedział. Kilka chwil później koszulkę z tym zdaniem można było kupić na jego stronie internetowej. Tak jak tego pragnął przez całą karierę, miał w końcu pełną kontrolę. Wyglądało na to, że znalazł odpowiedź na wszystko, z jednym, być może najważniejszym wyjątkiem. Na jego ostatnim meczu zabrakło Joego i Pam Bryantów - dzielących ich różnic nie udało się pogodzić.
*Fragment książki "Kobe Bryant. Showman" Rolanda Lazenby'ego w przekładzie Michała Rutkowskiego.
** Wszystkie śródtytuły pochodzą od redakcji
Roland Lazenby. Amerykański pisarz i dziennikarz sportowy. Spędził wiele lat za kulisami NBA, przeprowadzając wywiady z najważniejszymi ludźmi ligi. Autor kilkudziesięciu książek o tematyce sportowej, w tym bestsellera "Michael Jordan. Życie"(Wydawnictwo SQN, 2014).