Biografie
Mamed Khalidov (fot. materiały prasowe)
Mamed Khalidov (fot. materiały prasowe)

Podobno budujesz dom w Czeczenii?*

Mam dom rodzinny po dziadkach. Dostałem go od ojca. To duży dom, duża posesja. Nie jest wykończony w środku. Długo stoi pusty, trzeba włożyć w niego dużo pieniędzy, żeby go zrobić. Teraz kupiłem mieszkanie w Groznym i wyremontowałem. Kiedy przyjeżdżam do Groznego, nie muszę się tułać po hotelach i po krewnych. Ten dom mam od ojca w Aczchoj-Martanie, w naszej rodzinnej wiosce, ale na razie nie planuję go remontować, bo to duża inwestycja, a mieszkać tam nie będę. (...) Mój dom jest tutaj.

Khalidov podczas uroczystości nadania mu obywatelstwa polskiego, grudzień 2010 r. (fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta)

Twoi synowie mówią po czeczeńsku?

Niestety nie mówią. Ale teraz próbuję ich uczyć.

Dla Polaka to chyba trudny język.

Trudny. U mnie jest tak, że w domu rozmawiamy tylko po polsku: z Ewą, z nimi. Cały czas treningi, różne sprawy, jeżdżę, prawie mnie nie ma w domu, a tylko ze mną mogliby rozmawiać po czeczeńsku. Wszędzie polski, polski. (...) Dopiero teraz, gdy mieszka ze mną kuzyn i przyjechał jeszcze jeden, to coś po czeczeńsku mówimy i na przykład młodszy rozumie. (...) Chciałbym, żeby synowie mówili po czeczeńsku. (...) Oni jednak też są Czeczenami. Mój ojciec po czeczeńsku mówi o przeszłości, o historii rodziny, to jest ich historia. (...)

Ale jakoś się do Czeczenii nie zamierzasz przeprowadzać z powrotem?

- No nie. Klimat mi nie odpowiada. Lata są strasznie gorące i długie. Ciśnienie inne niż w Polsce. Głowa mnie tam strasznie boli (śmiech ).

Mamed Khalidov z rodzicami w Czeczenii (fot. archiwum prywatne Ewy Khalidov)

Mówisz po polsku także o Bogu, nie używając słowa Allach...

- (...) Dziś jest takie prymitywne myślenie wśród ludzi niechętnych islamowi: "Ten wasz Bóg nazywa się Allach", a przecież w tłumaczeniu z arabskiego Allach to po prostu Bóg. A na przykład "Inshallah" znaczy "jeśli Bóg pozwoli". Zamiast rozumieć podstawowe rzeczy, będziemy się tak prymitywnie szarpać. (...) Nasz imam tak mi ostatnio powiedział: "Nie dziw się dzisiaj ludziom, że tak nas traktują i tak myślą o naszej religii. W mediach jest tak straszny jej obraz, że trudno im się dziwić. Nie należy się z nimi o to kłócić ani mieć do nich żalu - to nie ich wina. Lepiej unikać pewnych rozmów i swoją postawą, swoim zachowaniem pokazać, że ten medialny obraz jest nieprawdziwy ". (...)

Jak myślisz, dlaczego ludzie w Polsce tak strasznie zareagowali na to, gdy się dowiedzieli, że twoja żona przeszła na islam?

Myślę, że tylko garstka ludzi tak zareagowała.

Tak, ale była to głośna garstka.

Czy ty masz czas na ocenianie innych ludzi w internecie?

Nie bardzo, jestem zbyt zajęty.

Ja też. Są ludzie, którzy mają dużo czasu i mają tak naprawdę jakiś problem ze sobą, bo ja nie widzę go w sobie ani w mojej żonie, ani w nikim innym. Nie oceniam kogoś, jeśli go nie znam. (...)

Khalidov podczas treningów (fot. KSW)

Masz swoje życie i masz swoje wady, zbyt dużo swoich wad, żeby oceniać kogoś innego. Najpierw trzeba spojrzeć na siebie. Nie mam ochoty zajmować się czyimś życiem, bo tak naprawdę powinienem się martwić o swoje, a nie kogoś innego. Czy on wyznaje islam, czy chrześcijaństwo, czy jest ateistą - to jego wybór. Nie jestem w stanie, nie mam ochoty oceniać go i jakoś tam nastawiać na właściwą drogę. To nie moje zadanie. (...)

Masz poczucie, że na tobie ciąży większa niż na innych odpowiedzialność, bo jesteś najbardziej rozpoznawalnym polskim muzułmaninem? Poniekąd reprezentantem społeczności muzułmańskiej w Polsce.

Zawsze mówiłem, że jeśli przyjeżdżasz do obcego kraju, to tym bardziej pamiętaj, że reprezentujesz swoją wiarę, reprezentujesz swoją ojczyznę. I starałem się pokazywać kulturę naszego kraju i naszą religię. Jestem, tak jak stwierdziłeś, osobą publiczną, w dodatku muzułmaninem, więc wszędzie to podkreślałem i mówiłem, i tak było. Czy jestem reprezentantem, czy czuję to obciążenie? Staram się nad tym nie zastanawiać, bo czym miałbym się obciążać? (...) Żyję tutaj od iluś lat i wydaje mi się, że nic złego nie zrobiłem. Jestem muzułmaninem, praktykującym muzułmaninem czy - jak mnie nazywają - radykalnym muzułmaninem.

A jesteś radykałem?

W islamie nie ma pojęcia "niepraktykujący" muzułmanin. W Polsce się mówi, że ktoś jest katolikiem, ale nie praktykuje. U nas tak się nie da: nie praktykujesz, to nie jesteś muzułmaninem. A jeśli praktykujesz, to jesteś fundamentalistą, jesteś - mówi się - radykalnym muzułmaninem. To tylko słowa. Niepotrzebne. Albo jest się muzułmaninem, albo nie, nie da się być troszkę. Ale w żaden sposób nie przeszkadza mi to mieszkać w państwie katolickim, chrześcijańskim. Praktykuję swoją religię i nikt mi w tym nie przeszkadza. Państwo mi nie przeszkadza, wręcz odwrotnie, pomaga mi, bo pozwala mi praktykować swoją religię. Nikomu tym nie zawadzam. Nikomu niczego nie narzucam i mnie nikt niczego nie narzuca.

Po lewej Mamed Khalidov podczas ceremonii otwarcia gali KSW 23: Królewskie Rozdanie. 8 czerwca 2013 r. Po prawej sportowiec podczas gali KSW 33 w 2015 r. (fot. KSW)

Zastanawiam się, jak do tego dochodziłeś, do takiej postawy. Jakie były początki?

Był taki ważny moment, dawno temu. Na samym początku mojego pobytu w Polsce. Gdy byłem w studium języka polskiego i pojechałem w ferie zimowe do domu, to bardzo nie chciałem wracać do kraju, do Polski. Miałem siedemnaście lat, tęskniłem, nigdy wcześniej nie wyjeżdżałem na długo. (...) Ojciec mi wtedy powiedział, tkwi w mojej pamięci, jakbym teraz to słyszał...

Co to takiego było?

Bo wtedy powiedziałem, że chcę wracać do domu, że tęsknię i tak dalej, a on na to: "Nie ma problemu, wracaj, to twoja wola, możesz wrócić, będziesz pracował.". Było do czego wracać, ojciec pracował, był wtedy biznes. Ale on mówił dalej: "Słuchaj, jesteś mężczyzną, zacząłeś coś robić. Wypada, żeby mężczyzna skończył to, co zaczął. To twoja decyzja. Ja ci nie powiem, co masz robić". To była bardzo ważna rzecz: jeśli coś zaczynasz, to trzeba skończyć. Trzeba być do końca mężczyzną. Jeżeli dzisiaj coś zaczynasz i tego nie kończysz, to przez całe życie może być tak, że coś zaczniesz i nie skończysz. I to mi tak utkwiło w pamięci, tak mnie uderzyło, że po tych słowach straciłem całą chęć powrotu. Zdjęło jakoś ciężar tej tęsknoty. Wszystko mi zdjęło z głowy. Przyjechałem do Polski, zacząłem tutaj studia - trzeba było to robić dalej.

Nigdy nie żałowałeś decyzji, że wybrałeś Polskę?

Nie. Jak miałbym żałować? Nie ma w życiu przypadków.

Ważenie przed Gala KSW w Krakowie, 2014 r. Na zdjęciu: Mamed Khalidov (fot. Lukasz Krajewski / Agencja Gazeta)

Prawie jakbyś cytował pewnego księdza, który uważał, że: "Nie ma przypadków, są tylko znaki".

Tak. Zgadzam się. To, co się nam przydarza, to są znaki od Boga. W tym przypadku to były jego słowa. Nawet jak ostatnio u niego byłem, tak to skomentowałem: "Tato, gdybyś tak mi wtedy nie powiedział...".

To co by było...?

...to nie wiem, co bym teraz robił.

Byłbyś młynarzem w Kanowie?

Młynarzem albo...

...albo zginąłbyś na drugiej wojnie czeczeńskiej.

Tak. Miałem takie predyspozycje, a nie inne, taki był los. Bóg prowadził mnie tak, że trafiłem do Polski - wszystkie wydarzenia w moim życiu określiłbym jako znaki od Niego. Samo nic się nie dzieje, wszystko jest przewidziane, wszystko jakby już spisane, twój los jest spisany i nie ma przypadków. U mnie tak się poukładało, że dziwnymi trafami co chwila były jakieś etapy w moim życiu i decyzje, które podejmowałem chętnie albo niechętnie, okazywały się brzemienne w skutki. Tak że miał rację ten ksiądz: nie ma przypadków, są znaki.

Khalidov na spotkaniu z kibicami w olsztyńskim Muzeum Sportu, 2012 r. (fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta)

Jesteś zadowolony z tego, jak się potoczyło twoje życie? Dumny z tego, do czego doszedłeś? Jest ci dobrze ze sławą, z majątkiem? Jest ci dobrze z sukcesem?

Czy mi dobrze z sukcesem? Ja mam troszkę inne podejście, jeśli chodzi o sukces.

Powiedz jakie.

- Nie jestem w tym sam. Sukces, który udało mi się odnieść, nie jest mój, należy do wszystkich w niego zaangażowanych. Przede wszystkim to Bóg tak chciał i tak mnie poprowadził, poza tym są ci wszyscy ludzie dookoła mnie, dzięki którym trenuję. Oni są twórcami tego sukcesu. Muszę mieć wsparcie, przynajmniej w tym sporcie. Nie jesteś sam panem swojego sukcesu. To nigdy nie jest tak, że byłeś tak dobry, że nikogo nie potrzebowałeś.

Bardzo ważna jest też rodzina. W moim przypadku to przede wszystkim mój ojciec. Zresztą cała moja rodzina wspiera mnie w tym, co robię. Bardzo ważni są klubowi koledzy i trenerzy, którzy są też moimi przyjaciółmi. To bardzo fajni ludzie, zresztą głęboko wierzący.

Katolicy?

Tak, głęboko wierzący katolicy. Bardzo mocni w swojej wierze. Jesteśmy braćmi.

Mój sukces jest tak samo sukcesem mojej żony i moich dzieci. Więc dobrze mi z tym, bo mam się tym z kim podzielić.

Książka ''Lepiej, byś tam umarł'' ukazała się nakładem Wydawnictwa W.A.B. (fot. materiały prasowe)

*Fragment książki ''Lepiej, byś tam umarł'' - wywiadu rzeki, jaki z Mamedem Khalidovem przeprowadził Szczepan Twardoch.

Mamed Khalidov. Ur. 1980 w Groznym. Zawodnik mieszanych sztuk walki (MMA). Do Polski przyjechał w 1997 roku. W grudniu 2010 roku otrzymał polskie obywatelstwo. Żonaty z Polką, ma dwóch synów. W 2007 roku związał się z polską organizacją promującą walki MMA - Konfrontacja Sztuk Walki (KSW). W latach 2009-2011 był międzynarodowym mistrzem KSW w wadze półciężkiej. Obecnie jest mistrzem KSW w wadze średniej. 27 maja 2017 r. stoczy kolejną walkę na gali KSW, na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Szczepan Twardoch. Ur. 1979. Pisarz, autor "Morfiny", "Dracha" i "Króla". Mieszka na Górnym Śląsku.