Biografie
Zbigniew Cybulski (fot. Eastnews)
Zbigniew Cybulski (fot. Eastnews)

Tekst został opublikowany w 2016 r.

W wydanej właśnie książce "Cybulski. Podwójne salto" Dorota Karaś opowiada nie tylko o filmowej i awanturniczej naturze aktora, ale także ujawnia mniej znane fakty z jego życia. Jak ten, że podczas wojny Zbyszek został rozdzielony z rodzicami i choć zaopiekowali się nim bliscy krewni, cierpiał głód i cudem uniknął wywózki do obozu. Po wojnie działał aktywnie w harcerstwie, sport i ruch stawiał na pierwszym miejscu. Do 25. roku życia nie pił i nie palił, modlił się co wieczór... Aktora - legendę można pokazać od zupełnie innej strony także przez przedmioty, którymi się otaczał - te bardziej i te mniej oczywiste.

Zbigniew Cybulski w dzieciństwie, po lewej z matką (fot. archiwum prywatne)

Za ciemnymi szkłami

Dla jednych okulary to kwintesencja Cybulskiego, dla innych irytująca maniera, że on, tak jak jego ulubiony aktor James Dean, zawsze chowa się za ciemnymi szkłami. Sprawę po wojnie wyjaśnił brat aktora, Antoni Cybulski: "Przeżyliśmy autentyczny głód, i to taki, że opuchlina aż nas chwytała i szkorbut. (...) Zawsze się dziwili, dlaczego my ze Zbyszkiem w tych ciemnych okularach, czy to jakaś poza. To nie poza, tylko myśmy mieli kurzą ślepotę. Brak witamin i głód, groziło nam, że w ogóle nie będziemy widzieć"*.

Cybulski nigdy nie opowiadał o latach wojennych i traumatycznych doświadczeniach. Ale one odbiły się na jego zdrowiu. Już jako student z roku na rok coraz bardziej mrużył oczy. Miał okulary, ale obwiązane drutem, nie stać go było na nowe, a wstydził się w takich pokazywać na ulicy. W końcu jego przyjaciel Jarosław Dyrcz zgodził się mu odsprzedać piękne czarne okulary, które dostał od siostry ze Szwecji. I to właśnie one stały się kultowe, towarzyszyły Cybulskiemu wszędzie, pojawiały się także w filmach. Nie był to jednak ciągle ten sam egzemplarz. Charakteryzatorki kupowały zawsze kilka sztuk oprawek, żeby był zapas, bo wiadomo, że aktor gubił jedne po drugich. Gdy zostawały ostatnie, szukały podobnych po całej Polsce.

Harcerze z Dzierżoniowa. Na dole, w środku, siedzi Cybulski (fot. archiwum prywatne)

Okulary stanowiły nie tylko element wizerunku aktora, ale były mu niezbędne. Kiedy reżyser Wojciech Has nie zgodził się, żeby Cybulski grał w nich na planie ''Rękopisu znalezionego w Saragossie'', okazało się, że aktor pozbawiony szkieł niemal nic nie widzi. Z tego też powodu kilka razy spadł z konia podczas kręcenia scen do filmu.

Po roli w słynnym obrazie "Popiół i diament", przełomowej w życiu aktora, zapanowała moda "na Cybulskiego". Wszyscy zaczęli nosić się jak on: ciemne okulary, włosy w nieładzie, opadające na czoło, stosowny ubiór. Wysyp "Cybulskich" sprawił, że w jednym z wywiadów aktor na pytanie, czy cieszy się, że nazywa się go polskim Jamesem Deanem, odpowiedział, że chciałby, żeby nazywano go polskim Zbigniewem Cybulskim. I dopiął swego. Grający główną rolę w "Taksówkarzu" Robert de Niro wyznał po latach w wywiadzie, że ciemne okulary w filmie zakładał właśnie w hołdzie Cybulskiemu.

Tajemnica menażki

Zdjęcie syna, poniemiecka menażka, matczyna przedwojenna książeczka do nabożeństwa, metalowy obrazek Matki Boskiej z Lourdes (prezent od ojca), a także pukle włosów i kawałki sukienek bliskich mu kobiet - te rzeczy, niemal jak zestaw relikwii chroniących przed złym urokiem, podróżowały ze Zbyszkiem Cybulskim w jego chlebaku. Chlebak to była wojskowa torba, z którą od wojny się nie rozstawał. Wraz z menażką stała się częścią Zbyszkowego wyposażenia już w czasach szkolnych i na studiach. A potem zabierał ją w drogę, na przyjęcia czy próby teatralne oraz na plany filmowe. Zagrała oczywiście w "Popiele i diamencie".

Menażka zaś, mocno już pogięta, przerobiona została na kubek. Cybulski używał go w podróży do picia z nieznajomymi. Krążyły o niej legendy. Niektórzy uważali, że to była prawdziwa, oryginalna pamiątka z powstania, ale inni plotkowali, że to tylko gadżet kupiony na demobilu albo rekwizyt zwinięty z planu filmu "Popiół i diament". Jest zresztą w "Popiele" scena, w której filmowy Maciek Chełmicki przekomarza się z barmanką i zamiast kieliszka stawia na barze właśnie tę menażkę.

Cybulski jako Alfons van Worden w filmie ''Rękopis znaleziony w Saragossie'' (fot. Eastnews)

Menażka i chlebak były dla Cybulskiego symbolami pokolenia, które - jak mówił w jednym z wywiadów - "przeszło przez wojnę, które ma w sobie całą masę kompleksów. Mimo że wojna dawno się skończyła, ci ludzie pozostają ciągle pod jej wpływem i nie mogą znaleźć sobie miejsca". Według Kazimierza Kutza "Zbyszek chował się między ludzi jak w lesie między drzewami, oni byli mu potrzebni. (...) Prześladowało go jakieś nieustanne widziadło wojennej śmierci. (...) Siłą motoryczną Zbyszka był lęk. (...) Jestem prawie pewny, że nie przekazał nam najważniejszego szczegółu, który w konsekwencji uczynił go takim, jakim go pamiętamy. (...) Nie waham się stwierdzić, że musiał przeżyć coś ostatecznego".

Frak, płaszcz i "skóra"

Podczas studiów Cybulski nosił bluzę wojskową, taką jak używane przez amerykańskie wojska lądowe podczas II wojny światowej. Jedynie na bale i przyjęcia w Krakowie, gdzie studiował i gdzie wciąż obowiązywał przedwojenny sznyt, wkładał pachnące naftaliną fraki, które wyciągał z kufrów u krewnych. Na nie nakładał bluzę, którą przed wejściem na salę zostawiał w szatni.

W zimie chodził w płaszczu i, jak wspominał Marek Kobiela [brat aktora, Bogumiła - przyp. red.], to był największy skarb i majątek Cybulskiego - płaszcz z kołnierzem, rozcinany z tyłu, z szerokim pasem, z podpinką firmy Burberry. Cybulski wyglądał w nim rewelacyjnie.

Cybulski jako Staszek w ''Pociągu'' Jerzego Kawalerowicza (fot. Eastnews)

Często grał w swoim własnym ubraniu, dżinsach, wojskowej kurtce, pionierkach, ale na potrzeby swojego pierwszego filmu, "Pokolenie", pożyczył skórzaną kurtkę od Andrzeja Wajdy. Wajda kupił ją pod halą targową we Wrocławiu, podobno wcześniej należała do niemieckiego oficera. W jednej ze scen Tadeusz Łomnicki grający z Cybulskim nożem przedziurawia kurtkę na plecach. Potem ta "skóra" zagrała jeszcze we "Wszystko na sprzedaż", włożył ją wówczas Daniel Olbrychski. Obok chlebaka i okularów była symbolem, znakiem rozpoznawczym Cybulskiego i, wbrew plotkom, stała się nim, jeszcze zanim obejrzał film z Jamesem Deanem.

Z nosem przy podłodze i do skrzyni

Nikt nie wiedział, czy to gra, czy nerwica natręctw, ale zawsze przed opuszczeniem hotelu, restauracji czy przedziału w pociągu Cybulski dokładnie sprawdzał, czy czegoś nie zostawił. Potrafił poprzestawiać meble w pokoju hotelowym, przewrócić łóżko czy fotel. A idąc ulicą, szurał i patrzył pod nogi. Na dworcu zawsze czegoś szukał na posadzce, dlatego potem łapał pociąg w biegu, bo przez tę manię nie udawało mu się stawić na peronie o czasie.

Zbierał papierki, bilety, drobiazgi, szukał monet. Za czasów teatrzyku Bim-Bom Bogumił Kobiela często podrzucał mu jakieś świstki, bawiąc się widokiem jego poszukiwań. Z nosem przy ziemi Cybulski sprawdzał, co leży na dywanie przy stoliku, przy którym siedział podczas przeglądu filmów polskich w Londynie. A rodzinny spacer Cybulskich wyglądał tak, że żona szła z przodu z synkiem, a Zbigniew dreptał za nimi i podnosił z ziemi każdy papierek, bilet czy pudełko, upychał w kieszeniach, chomikował, potem ładował do skrzyni.

Po lewej Cybulski z bratem, po prawej podczas jazdy na motorze (fot. archiwum prywatne)

W skrzyni znaleźć można było m.in. umowę na udział w filmie "Popiół i diament", recenzje i artykuły z przedstawień teatrzyku Bim-Bom, które Cybulski pieczołowicie wycinał z gazet, listy od matki i ojca, spis przeczytanych wierszy, karteluszki, bilety, notatki, pisma urzędowe, mandaty, szkolne świadectwa, książeczkę harcerską, scenariusze czy listy miłosne. Cybulski sporo korespondował z rodzicami, z przyjaciółmi, ze swoimi ukochanymi. Pisał również pełne oburzenia listy do reżyserów, do instytucji, których często potem nie wysyłał, bo albo nie znał adresu, albo zapomniał zanieść je na pocztę.

Skrzynia jeździła za Cybulskim od mieszkania do mieszkania, służąc za stół lub łóżko. Pojechała nawet nad morze, do Gdańska, gdzie w 1953 roku został zaangażowany w teatrze Wybrzeże. Była też pierwszym meblem w warszawskim mieszkaniu Cybulskich przy ulicy Czerniakowskiej, niedaleko Wytwórni Filmów Fabularnych przy Chełmskiej, gdzie zamieszkali z malutkim synem pod koniec 1961 albo na początku 1962 roku. I tu także służyła jako stół albo siedzisko, czasem przydawała się do spania. Po śmierci Cybulskiego jego żona, Elżbieta Chwalibóg-Cybulska, zniosła ją do piwnicy. Dopiero po wielu latach do niej zajrzała, ale jej zawartość zdążyły już zjeść myszy.

Motor, volvo od Świętego i pociąg

Najpierw był motor - SHL-ka pomalowana na żółto, kupiona na spółkę z Kobielą. Skoro mieszkali razem (po przeprowadzce na Wybrzeże wynajęli pokój z balkonem), imprezowali razem, to i środek transportu postanowili kupić na spółkę. Potem sprzedali SHL-kę i każdy z nich kupił sobie po czerwonej javie 250. Gdy wynajmowali pokój w Sopocie, ryk motorów ogłaszał ich powrót do domu. Cybulski uwielbiał swoją maszynę, pucował ją, dbał o nią, nie pozwalał nikomu jej dotykać, okoliczna dzieciarnia nie mogła bawić się klaksonem. Lubił się popisywać, stając na tylnym kole podczas ruszania. Po "Popiele i diamencie" regularnie znajdował swój motor wymazany damskimi szminkami, z numerami telefonów na masce czy siodełku albo z sercem wyrytym na baku czy z napisem "Kocham Zbyszka". Popularność zaczęła być męcząca, choć jeszcze bawiła.

W 1964 roku, po zdjęciach w Szwecji do filmu "Kochać", Cybulski przywiózł sobie czerwone volvo 1800 S. Takim samym jeździł Simon Templar, czyli kultowy Święty z serialu, który oglądała wówczas cała Polska. Jedyne takie auto w całym kraju parkowało wtedy właśnie w Warszawie, na Czerniakowskiej, obok domu Cybulskich. Na co dzień prowadziła je jednak żona aktora - Zbyszek w ogóle nie siadał za kierownicą. Za to namiętnie jeździł pociągami. Do każdego wsiadał zwykle wtedy, gdy ten już ruszał ze stacji.

Tablica upamiętniająca Cybulskiego w posadzce peronu wrocławskiego dworca głównego PKP, gdzie zginął on pod kołami pociągu w 1967 r. (fot. Walasek94 / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)

Cybulski wskakiwał do pociągu także na planie - już w swoim pierwszym filmie "Pokolenie" Andrzeja Wajdy z 1955 roku, i dekadę później, w "Salcie" Tadeusza Konwickiego, a także w "Pociągu" Jerzego Kawalerowicza. Wskakiwanie do jadącego już składu to znak rozpoznawczy Cybulskiego - i w życiu, i w filmie. "Stojący pociąg dla niego nie istniał", mówi w książce "Cybulski. Podwójne salto" Zofia Czerwińska. "Zbyszek na peronie to był temat na film. Wagony już ruszały, a on tupał, sprawdzał, czy czegoś nie zgubił".

8 stycznia 1967 r. , kiedy ten jeden raz nie udało mu się wskoczyć do pociągu, Cybulski nie miał ze sobą chlebaka, tylko neseser.

*Wszystkie wykorzystane w tekście cytaty pochodzą z książki Doroty Karaś "Cybulski. Podwójne salto". Więcej książek o życiu i pracy Zbigniewa Cybulskiego dostępnych jest w promocyjnej cenie w Publio.pl>>

Katarzyna Kazimierowska. Dziennikarka, współpracuje z takimi tytułami jak "Zwierciadło", "Sens", "Tygodnik Powszechny". Stała autorka felietonów w Kulturze Liberalnej, koordynatorka takich inicjatyw jak "Pracownie" i "Wiersze w Metrze", feministka, kocha Portugalię i ucieczki poza miasto. Czyta nałogowo.