Biografie
Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak podczas procesu autorów stanu wojennego (fot. Wojciech Olkuśnik/AG)
Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak podczas procesu autorów stanu wojennego (fot. Wojciech Olkuśnik/AG)

Jerzy Diatłowicki znał się z Czesławem Kiszczakiem prawie 20 lat. Były szef PRL-owskiego MSW dopuścił go do swojego prywatnego archiwum. I wyznał mu wiele sekretów swojego życia. W tym to, jak jego mentorem stał się Wojciech Jaruzelski.

Jerzy Diatłowicki: Kiedy poznał pan generała Jaruzelskiego?

Czesław Kiszczak: - Po raz pierwszy miałem szansę poznać go już w 1953 roku. Już nie pamiętam, z jakiej okazji, ale przyszedł do mnie do mieszkania na Muranowie mój kolega major doktor Tadeusz Gęsek i zaproponował, żebyśmy poszli na balangę do jego znajomego. Zachęcał, że będą dziewczyny. A mnie coś tknęło i zapytałem, czy będzie też coś do wypicia. - Jeśli chodzi o wódkę, to niestety nic z tych rzeczy - odparł.

Entuzjazm trochę mi opadł, ale jeszcze na wszelki wypadek zapytałem, kto organizuje tę imprezę. Usłyszałem, że gospodarzem jest podpułkownik Jaruzelski. Nazwisko nic mi nie powiedziało, nie znałem człowieka. Ostatecznie jakoś wymigałem się przed pójściem. (...) Po raz pierwszy dłoń generała, wówczas zaledwie jednogwiazdkowego, uścisnąłem w 1957 roku. (...)

Czesław Kiszczak na ławie oskarżonych w procesie ws. śmierci górników w kopalni "Wujek" (fot. Filip Klimaszewski/AG) ()

Jak się panu z nim współpracowało?

- Muszę wspomnieć o stosunku Wojciecha Jaruzelskiego do tekstów pisanych. (...) Generał polecił mi napisać notatkę do Gomułki, więc usiadłem i napisałem. A na wszelki wypadek poprosiłem jeszcze polonistów, żeby poprawili ją od strony stylistycznej. Zadowolony, przesłałem tekst do generała i szlag mnie trafił, gdy po raz dziesiąty odesłał do mnie poprawki.

- W tym tekście nie ma już ani jednego mojego słowa! - stwierdziłem.

- Ja wiem, ja wiem - odparł. - Ale sam siebie też nieustannie poprawiam.

Cały Jaruzelski! Mam kilka różnych dokumentów z jego poprawkami, które zostawiłem sobie na pamiątkę. Ta sama treść, tyle że idealna forma.

Naprawdę zawsze tak robił?

- Owszem.

Kiedyś na moje polecenie wysłaliśmy w 1982 roku profesora Adama Schaffa na spotkanie z papieżem, wcześniej sporządziwszy dla niego na kilku stronach pro memoria . Dla porządku dałem te uwagi do przeczytania Jaruzelskiemu. Oczywiście pokreślił i pozmieniał, tak aby rzecz napisać literacką polszczyzną. Tyle że było to dobre do czytania, nie do zapamiętania.

Jaki był jako szef?

- Jeśli chodzi o dobór współpracowników, to miał do tego średnią rękę. W otaczającym go gronie znajdowały się osoby bardzo mądre, ale pojawiali się również ludzie przypadkowi.

Czesław Kiszczak w młodości (fot. archiwum domowe) ()

Typowy "błąd personalny"?

- A choćby generał Józef Baryła. O ile jeszcze jako Szef Główny Zarządu Polityczno-Wychowawczego Wojska Polskiego i wiceminister obrony narodowej jako tako dawał sobie radę, o tyle jego kariera polityczna. Tu było znacznie gorzej. (...)

Dlaczego zatem Jaruzelski zdecydował się na taki ruch?

- Bo Baryła był posłuszny. Ogólnie rzecz biorąc, generał Jaruzelski - niestety - nie potrafił szybko zmieniać swoich nietrafnych decyzji kadrowych.

Byliście bliskimi współpracownikami?

- Odnosiłem wrażenie, że mam duży wpływ na generała. Słuchał mnie, wierzył w to, co mówiłem. Na przykład, mimo jego niechętnego stosunku do generała Kuropieski, przeforsowałem, aby ten został awansowany do stopnia generała broni. Na moją osobistą prośbę Jaruzelski zgodził się również na powrót do wojska generała Edwina Rozłubirskiego, chociaż go nie lubił.

Z jednej strony Rozłubirski był zasłużonym wojskowym, współtwórcą naszych elitarnych "czerwonych beretów", a z drugiej człowiekiem o bardzo trudnym charakterze. Po prostu chodził własnymi drogami. Odwołano go ze stanowiska dowódcy 6 Pomorskiej Dywizji Powietrznodesantowej za to, że odmówił użycia wojska przeciwko demonstrującym studentom w 1968 roku. A za Gierka zwolniono go do cywila. Przez jakiś czas jeździł na taksówce. Do wojska powrócił dopiero po grudniu 1981, a potem do mnie, do MSW, gdzie zajmował się tworzeniem jednostek antyterrorystycznych.

Jakie zastrzeżenia miał do niego Jaruzelski?

- Nigdy mi nie powiedział, a ja nie pytałem. Chyba po prostu, tak po ludzku, nie lubił go, i tyle. Ale przyjął moją propozycję, aby przywrócić Rozłubirskiego do wojska, bo chyba wierzył w to, co mu melduję. Starałem się nie podpowiadać mu zbyt wielu personalnych rozwiązań. A po sprawie Popiełuszki złożyłem na jego ręce dymisję. Choć gdybym wtedy odszedł ze stanowiska ministra spraw wewnętrznych i gdyby Jaruzelskiemu narzucono nowego szefa tego resortu, generał mógłby być skończony.

Kto z licznej rzeszy współpracowników był prawdziwie lojalny wobec szefa?

- Kiedy dziś przypominam sobie różne, niekiedy krótkotrwałe, zbliżenia Jaruzelskiego z innymi członkami kierownictwa (niektórzy stawali się z czasem jego przeciwnikami), to zdaję sobie sprawę, że właściwie - poza Rakowskim, Siwickim i Janiszewskim - wyłącznie ja. I to bezwzględnie.

Łatwo się z nim współpracowało?

- Generał w pewnym sensie chyba wychował mnie i przygotował do tej roli. Po wspólnych działaniach, które połączyły nas w grudniu 1970 roku, wielokrotnie zaszczycał mnie różnymi nieformalnymi spotkaniami. Znał moją pasję myśliwską, więc kilka razy zaprosił na wspólne polowanie. Sam polował bez zamiłowania, a nasze spotkania wykorzystywał głównie, aby mnie poznawać.

- Dlaczego tracisz czas na zbieranie znaczków, zamiast coś przeczytać? - pytał wielokrotnie.

Nie rozumiał hobby innego niż lektura. Ale wybaczył mi tę filatelistykę, kiedy mu powiedziałem, że mam na znaczkach zbiór największych arcydzieł światowego malarstwa i dużo czytam na ten właśnie temat.

To była wyłącznie współpraca?

- Trudno raczej te nasze nieformalne spotkania nazwać przyjaźnią w potocznym sensie. Nigdy, aż do końca wspólnej pracy, nie byłem u generała na żadnej uroczystości rodzinnej, chociaż odwiedzałem go w mieszkaniu wielokrotnie.

Czesław Kiszczak i Wojciech Jaruzelski (fot. Wojciech Olkuśnik/AG) ()

A inne "nieformalne okoliczności"? Nie licząc, oczywiście, polowań.

- Raz do roku w gronie kilku generałów odwiedzaliśmy Jaruzelskiego, żeby złożyć mu życzenia z okazji urodzin. I zawsze to ja z nim tę "wizytę" uzgadniałem.

Pamiętam, że kiedyś żartem powiedziałem, że chyba wypada nam postawić dobrą wódkę. Speszył się, ale kiedy już się u niego znaleźliśmy, podszedł do kredensu, wyjął butelkę z jakimś płynem, postawił przed nami kilka bardzo małych kieliszków, nalał i natychmiast schował butelkę. Była w niej nalewka, ale na czym - nie pamiętam.

Kiedy po latach rozmawialiśmy o przeszłości, generał powiedział: "Moim największym błędem było to, że nie piłem z wami wódki. Bylibyście bardziej krytyczni, a i ja może byłbym bardziej otwarty".

Zdarzało, że gryzł się pan w język i nie sprzeciwiał decyzjom szefa, mimo że się pan z nimi nie zgadzał?

- Rzeczywiście, kilka razy zabrakło mi odwagi. I nawet nie chodziło o to, żeby przeciwstawić się decyzjom generała, ale żeby poprosić o ich wyjaśnienie lub uzasadnienie. Kiedy w 1983 roku, po rozmowie profesora Schaffa z ambasadorem USA w Warszawie, okazało się, że rząd Reagana jest gotowy znieść sankcje gospodarcze i znacznie poprawić stosunki z Polską - właściwie za nic, bo za zwolnienie więźniów politycznych - wydawało mi się, że ta kwestia jest łatwa do rozwiązania. Niespodziewanie jednak wezwał mnie generał.

- Żadnej odpowiedzi na propozycje Amerykanów nie będzie - powiedział. - Nie dojrzały warunki do rozmów z USA .

Cóż, mam sobie za złe, że nie próbowałem dociekać przyczyn tej nagłej zmiany.

(...)

Na podstawie własnych doświadczeń z generałem Jaruzelskim mam prawo sądzić, że miał duży wpływ również na innych. Rozmawiając z nim prywatnie, trudno było go nie lubić, mimo że człowiek często się z nim nie zgadzał. Na czym polegał ten fenomen?

- Kiedy zastanawiam się, czym Jaruzelski przyciągał do siebie innych, odpowiadam sobie, że chyba przede wszystkim wiedzą. Kiedy myśmy spędzali czas przy wódce, na polowaniach i zabawach, on czytał. Chłonął ogromne ilości materiałów. Wszystko czytał, od A do Z, studiował każde zagadnienie. Niczego nigdy nie olewał, we wszystko się zagłębiał. Ale trudno było z nim o tym rozmawiać, bo był człowiekiem zamkniętym. Zawsze panował nad słowami, nad tym, co miało pójść w świat. Bardzo o to dbał.

Byliście na ty?

- Generał nigdy nie był wylewny. Zawsze, nawet w latach 80., kiedy byliśmy bardzo blisko, zachowywałem w stosunku do niego dystans, mimo że proponował mi przejście na ty. Więc on do mnie mówił na ty, ja zawsze do niego "towarzyszu generale" lub "obywatelu generale". Nawet na Sali sądowej, kiedy zeznawał, na pytanie stron potwierdził, że jestem jedynym wyższym oficerem, który zawsze zwracał się do niego per obywatelu generale. Uważam, że to nie sztuka być na ty z człowiekiem, który już nic nie znaczy. Trzeba go szanować tak jak wtedy, kiedy był ważny. Jaruzelski do końca życia pozostanie moim szefem. (...)

Skróty pochodzą od redakcji.

Książka "Człowiek honoru?"

ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.

Czesław Kiszczak i okładka książki J. Diatłowickiego "Człowiek honoru?" (fot. archiwum prywatne/mat. wyd. Prószyński) ()

Jerzy Diatłowicki. Ur. 1941 w Kazachstanie. Studiował (bez dyplomu) medycynę, filozofię, socjologię. Publicysta, dziennikarz, autor filmów i programów dokumentalnych. W marcu 1968 roku aresztowany jako student UW, pod zarzutem "organizowania zgromadzeń mających na celu przestępstwo", relegowany z uniwersytetu, wobec niestwierdzenia przestępstwa zwolniony z aresztu po czterech miesiącach, ukarany jedynie kolegium. Od jesieni 1968 pracował jako robotnik (pomocnik magazyniera), następnie w RSW PRASA, w Instytucie Organizacji Przemysłu Maszynowego jako socjolog, rzecznik prasowy Zespołu Filmowego X Andrzeja Wajdy. Od 1985 r. członek i pracownik spółdzielni UNICUM zrzeszającej bezrobotnych byłych członków "S". Współautor serialu telewizyjnego "Przyłbice i kaptury" (1985). Autor wywiadu rzeki z Bogusławem Bagsikiem i Andrzejem Gąsiorowskim "Jak kradliśmy księżyc" (1991). Autor filmów dla telewizji austriackiej ORF (1983-1991) oraz TVP (1990-1998). W latach 1993-1998 pomysłodawca i prowadzący cykl programu publicystyczno-historycznego "Rzeczpospolita Druga i Pół". Publikował w tygodniku "Polityka" oraz miesięczniku "Focus - Historia".

Czesław Kiszczak. Wojskowy i polityk. Szef Zarządu II Sztabu Generalnego WP SZ PRL (1973-1979), szef Wojskowej Służby Wewnętrznej MON (1979-1981), działacz komunistyczny, minister spraw wewnętrznych (1981-1990), członek WRON, współodpowiedzialny za przygotowanie i wprowadzenie stanu wojennego w 1981 roku. Uczestnik obrad Okrągłego Stołu po stronie rządowej. Prezes Rady Ministrów PRL (od 2 do 24 sierpnia 1989). Poseł na Sejm PRL IX kadencji, wicepremier (1989-1990).