Biografie
(fot. Columbia Pictures / Photofest)
(fot. Columbia Pictures / Photofest)

Rolę Joanny w "Sprawie Kramerów" początkowo otrzymała Kate Jackson, najinteligentniejszy z "Aniołków Charliego". Jackson miała znane nazwisko oraz była nieskazitelnie piękna, a tego wymagało studio Columbia Pictures. Negocjacje natrafiły na problemy, gdy Aaron Spelling zażądał wyraźnego określenia daty końca zdjęć, żeby Jackson mogła wrócić na plan "Aniołków". Ekipa "Sprawy Kramerów" nie mogła spełnić tego warunku, a Spelling nie zamierzał naginać swojego harmonogramu. Jackson z wielkim żalem musiała zrezygnować z udziału w filmie.

Według Richarda Fischoffa, współproducenta filmu, studio przysłało listę możliwych zastępstw, stanowiącą katalog współczesnych kobiecych gwiazd gwarantujących zyski: Ali MacGraw, Faye Dunaway, nawet Jane Fonda. Brano pod uwagę Katharine Ross, która grała Elaine w "Absolwencie". "Łowca jeleni" wciąż był w postprodukcji, więc nazwisko Meryl Streep nic nie mówiło producentom z Zachodniego Wybrzeża, poza tym że brzmiało jak nazwa holenderskiego ciastka. Ale Meryl i Benton [Robert Benton, reżyser "Sprawy Kramerów" - przyp. red.] mieli tego samego agenta, a nikt nie potrafił załatwić przesłuchania swoim podopiecznym skuteczniej od Sama Cohna.

Meryl Streep (fot. materiały prasowe wydawnictwa Marginesy)

***

Meryl już wcześniej poznała Dustina Hoffmana i nie zrobił on na niej dobrego wrażenia. Podczas nauki w szkole teatralnej uczestniczyła w castingu do "All Over Town" ["W całym mieście" - przyp. red.], broadwayowskiej sztuki, którą reżyserował.

- Jestem Dustin - [beknięcie] - Hoffman - powiedział, a następnie, według Meryl, położył jej dłoń na piersi. "Co za obrzydliwa świnia", pomyślała.

Teraz bardziej pewna siebie wkroczyła do pokoju hotelowego, gdzie siedzieli obok siebie Hoffman, Benton i Jaffe. Meryl czytała powieść Avery'ego [Avery Corman, autor książki "Kramer kontra Kramer" - przyp. red.] i uważała Joannę za "potwora, księżniczkę i idiotkę". Kiedy Dustin spytał ją, co sądzi o fabule, udzieliła mu zdecydowanej odpowiedzi. Upierała się, że błędnie nakreślili tę postać. Przyczyny, dla których odeszła od Teda, są zbyt niejasne. Powinniśmy zrozumieć, dlaczego wraca, aby odzyskać dziecko. Gdy w końcowej scenie rezygnuje z Billy'ego, powinna to zrobić dla dobra chłopca, a nie dla siebie. Joanna nie jest zła; stanowi odbicie prawdziwej walki, toczonej przez kobiety w całym kraju, a widzowie powinni czuć do niej sympatię. Jeśli chcą, żeby Meryl zagrała w ich filmie, muszą wprowadzić zmiany w scenariuszu.

Cała trójka była skonsternowana, głównie dlatego, że wcale nie zamierzali zaproponować jej roli Joanny. Myśleli o mniejszej roli Phyllis, z którą Ted spędza jedną noc. Z jakiegoś powodu Meryl odniosła błędne wrażenie. A mimo to najwyraźniej intuicyjnie rozumiała tę postać. Może to jednak była ich Joanna?

Meryl Streep i Woody Allen w filmie "Manhattan" (fot. Columbia Pictures / Photofest)

Przynajmniej tak brzmi wersja Meryl. Panowie relacjonowali to zupełnie inaczej. Było to ni mniej, ni więcej najgorsze spotkanie w historii - wspominał Benton. - Powiedziała kilka rzeczy, ale niewiele. Prawie wyłącznie słuchała. Zachowywała się miło i grzecznie, ale jakby jej tam nie było - powiedział Dustin. (...)

Kiedy Meryl wyszła z pokoju, Stanley Jaffe był oszołomiony.

- Jak ona ma na imię. Merle? - spytał, myśląc o sprzedaży biletów.

Benton popatrzył na Dustina. Dustin popatrzył na Bentona.

- To jest Joanna - powiedział Dustin.

Powodem był John Cazale [aktor, odtwórca m.in. roli Frederico Corleone w "Ojcu chrzestnym", związany z Meryl Streep, zmarł na raka - przyp. red.]. Hoffman wiedział, że Meryl straciła go kilka miesięcy wcześniej, i dostrzegał, że wciąż jest wstrząśnięta do głębi. Właśnie to zaważyło na obsadzeniu roli Joanny: znaleźli aktorkę, która mogła wykorzystać świeży ból, która sama przeżywała emocjonalne zawirowania. Nie przekonała go siła Meryl, ale jej słabość.

Meryl Streep i John Cazale (fot. materiały prasowe wydawnictwa Marginesy)

(...)

To był pierwszy dzień zdjęć na planie "Sprawy Kramerów" i w hali zdjęciowej 20th Century Fox przy skrzyżowaniu Pięćdziesiątej Czwartej Ulicy i Dziesiątej Alei panowała cisza. Pod kołdrą leżał chłopiec, Justin Henry, siedmiolatek o słodkiej buzi pochodzący z Rye w stanie Nowy Jork. Szukając dziecka, które mogłoby zagrać syna Dustina Hoffmana, kierowniczka obsady Shirley Rich obejrzała setki chłopców. Dustin nie był zachwycony blondynkiem o twarzy cherubina; wolałby "dziwnego chłopca", który byłby do niego podobny. Czułość i swoboda, z jaką Justin odnosił się do niego podczas zdjęć próbnych, sprawiły, że zmienił zdanie. Zrozumiał też, że Billy Kramer nie powinien wyglądać jak on, tylko jak Meryl, aby stale przypominać mu o nieobecnej Joannie.

Przekonanie kierownictwa studia do kandydatury Meryl nie było łatwe. Niektórzy z dyrektorów do spraw marketingu w Columbii uważali, że nie jest wystarczająco ładna. - Nie dostrzegali w niej gwiazdy filmowej. Sądzili, że jest aktorką charakterystyczną - powiedział Richard Fischoff, dokładnie opisując sposób, w jaki Meryl postrzegała samą siebie. Za Streep wstawili się Dustin Hoffman i Robert Benton, mający wystarczającą siłę przekonywania.

W ramach przygotowań do roli Meryl przeglądała czasopisma takie jak "Cosmopolitan" i "Glamour", które mogłaby czytywać Joanna. (Sama nie traciła czasu na prasę kobiecą już od czasu szkoły średniej). We wszystkich napotykała sylwetki pracujących matek, wybitnych sędzin wychowujących piątkę uroczych dzieci. Sugerowano, że każda kobieta może połączyć obie role i "mieć wszystko", jak głosił okropny slogan. Ale co z Joanną Kramer, która nie radziła sobie w żadnej z tych ról? Meryl zadzwoniła do swojej matki, Mary Wolf, a ta powiedziała: - Wszyscy moi znajomi w pewnym momencie mieli ochotę machnąć ręką, odejść i sprawdzić, czy mogliby żyć inaczej.

Siadała na placu zabaw w Central Parku i obserwowała matki z Upper West Side , które spacerowały z wózkami dziecięcymi, rywalizując ze sobą nawzajem. Kiedy nasiąkała tą atmosferą - chłonąc stłumione odgłosy samochodów i świergot ptaków - rozmyślała "o dylemacie, jak być kobietą i matką, o całej tej gadaninie dotyczącej odnajdywania siebie". Większość jej koleżanek stanowiły aktorki przed trzydziestką, bezdzietne kobiety w szczytowym punkcie kariery, który paradoksalnie stanowił także najlepszy okres na posiadanie dzieci. Meryl trochę żałowała, że nie urodziła dziecka w wieku dwudziestu dwóch lat. Teraz miałaby już siedmiolatka.

Dustin Hoffman i Justin Henry w filmie "Sprawa Kramerów" (fot. kadr z filmu)

(...)

- Zagrałam w Sprawie Kramerów przed urodzeniem dzieci - powiedziała później. - Jednak matka, którą miałam się stać, już we mnie była. Ludzie mówią, że kiedy pojawiają się dzieci, wszystko się zmienia. Ale może wtedy po prostu budzą się rzeczy, które już w sobie nosimy. Sądzę, że aktorzy potrafią zbudzić to, co nosi w sobie każdy człowiek: zło, okrucieństwo, przyzwoitość. Potrafią przywoływać te cechy łatwiej niż inni ludzie.

Przed rozpoczęciem pracy nad filmem Dustin, Meryl i Justin wybrali się do Central Parku razem z fotografem, żeby zapozować do kilku beztroskich grupowych portretów. Te zdjęcia, migawki z życia niegdyś szczęśliwej rodziny, miały ozdobić mieszkanie Kramerów. Benton rozsądnie pominął pierwszą część powieści, ukazującą narastanie napięcia przed odejściem Joanny. Film miał się zacząć w dniu, w którym kobieta odchodzi - tamtego wieczoru, gdy w życiu Teda Kramera wybucha bomba.

Kiedy Dustin po raz pierwszy zobaczył plan filmowy, powiedział: - Mój bohater nie mieszkałby w takim miejscu . Szybko dokonano zmian, dostosowując wnętrza do jego wyobrażeń. Inaczej niż w większości filmów tym razem zamierzali kręcić poszczególne sceny chronologicznie, ze względu na siedmioletniego aktora. Żeby uczynić całą opowieść realną w oczach Justina, zdradzali mu wyłącznie to, co się miało wydarzyć danego dnia, aby mógł doświadczać fabuły, zamiast ją odgrywać, co niewątpliwie wypadłoby sztucznie. Wskazówki reżyserskie miał mu przekazywać wyłącznie Dustin, żeby pogłębić więź między filmowymi ojcem i synem.

Migawki z życia szczęśliwej niegdyś rodziny (fot. kadr z filmu "Sprawa Kramerów")

Drugiego dnia kontynuowali kręcenie sceny otwierającej, podczas której Ted wychodzi na korytarz w ślad za histeryzującą Joanną. Rano sfilmowali dużą jej część, a po lunchu wrócili nakręcić kilka zbliżeń. Dustin i Meryl stanęli po drugiej stronie drzwi mieszkania. Nagle wydarzyło się coś, co zaszokowało nie tylko Meryl, ale wszystkich na planie. Tuż przed wyjściem Dustin mocno ją spoliczkował, pozostawiając na jej twarzy czerwony ślad w kształcie dłoni.

Benton usłyszał odgłos uderzenia i zobaczył Meryl, która wypadła na korytarz. - Już nie żyjemy - pomyślał. - Już po filmie. Zgłosi nas do Gildii Aktorów. Ale Meryl po prostu odegrała scenę.

Kurczowo ściskając trencz Joanny, błagała Teda: - Nie zmuszaj mnie, żebym tam weszła! Była przekonana, że potrafi odegrać udrękę Joanny bez uderzenia w twarz, jednak Dustin postanowił się zabezpieczyć. I jeszcze nie skończył. W ostatnich chwilach pełnych łez Joanna mówi Tedowi, że już go nie kocha i że nie zabiera Billy'ego. Kamera skupia się na Meryl w windzie, podczas gdy Dustin odgrywa swoją rolę poza kadrem.

Improwizując swoje kwestie, Dustin zaatakował Meryl w inny sposób: przed wejściem do windy zaczął rzucać uwagi dotyczące choroby i śmierci Johna Cazale'a. - [...] Prowokował ją, korzystając z wiedzy o jej osobistym życiu i o Johnie, aby zmusić ją do reakcji, która według niego była na miejscu w tej scenie - wspominał Fischoff.

Według Fischoffa Meryl "zbladła jak ściana". Wykonała swoją pracę i przemyślała rolę - nie potrzebowała, by Dustin obrzucał ją błotem. Przypomniał jej się Allan Miller, który na pierwszym roku w Yale zmuszał ją do sięgania po osobiste cierpienie, żeby poradziła sobie z rolą w "Major Barbarze". Meryl nie była tego rodzaju aktorką. Podobnie jak Margaret Mead potrafiła uzyskać pożądany efekt dzięki wyobraźni i empatii. Jeśli Dustin chciał korzystać z technik Stanisławskiego, takich jak przywoływanie emocji, to powinien je stosować na sobie. Nie na niej.

Zakończyli zdjęcia i Meryl wściekła opuściła studio. Był dopiero drugi dzień, a "Sprawa Kramerów" już zmieniała się w starcie Streep kontra Hoffman.

Meryl Streep w "Łowcy jeleni". John Cazale jest odwrócony tyłem (fot. materiały prasowe wydawnictwa Marginesy)

(...)

Dustin Hoffman siedział po drugiej stronie niewielkiego stołu przykrytego obrusem w kratę i surowo wpatrywał się w Meryl Streep. Ekipa zajęła J.G. Melon, knajpkę z hamburgerami przy skrzyżowaniu Trzeciej Alei i Siedemdziesiątej Czwartej Ulicy. Plan na dzisiaj: kluczowa scena "Sprawy Kramerów", w której Joanna powiadamia Teda, że zamierza odebrać mu syna.

Ostatnie tygodnie obfitowały w problemy, a Benton był bliski paniki. - Stąpałem po nieznajomym gruncie - przyznał - żadnych pistoletów, żadnych bandytów. Napięcie budowały same emocje, a nie akcja . Po zakończeniu zdjęć Benton i jego żona zamierzali zabrać swojego syna na narty do Europy. Jednak w dwóch trzecich pracy nad filmem, przekonany, że już nigdy nie stanie za kamerą, Benton wrócił do domu i powiedział żonie: - Odwołaj wyjazd. Musimy zacząć oszczędzać.

Dustin Hoffman tymczasem doprowadzał wszystkich do szału. Starał się wypełnić każdą chwilę na ekranie napięciem i w tym celu wypatrywał słabości swoich partnerów i je wykorzystywał. W przypadku małego Justina Henry'ego, przeżywającego fabułę z dnia na dzień, jego metody zaowocowały niezwykle wyszukaną jak na dziecko grą. Przed każdą poważną sceną Dustin mówił chłopcu, aby ten wyobraził sobie, że zdechł mu pies. Podczas koszmarnej sceny, w której Billy spada z poręczy na placu zabaw, Justin musiał leżeć na chodniku i płakać, zalany sztuczną krwią. Hoffman wiedział, że Justin zaprzyjaźnił się z ekipą filmową, dlatego przykucnął obok chłopca i wytłumaczył mu, że filmowe rodziny są tymczasowe i zapewne nigdy więcej nie zobaczy swoich nowych przyjaciół.

- Znasz Eddiego? - spytał Dustin, pokazując jednego z członków ekipy. - Może już nigdy go nie zobaczysz.

Justin wybuchnął płaczem. Nawet po zakończeniu kręcenia sceny nie mógł przestać szlochać.

- Masz wrażenie, że dobrze się spisałeś ? - spytał go Dustin.

- T-tak

- Co o tym myślisz. że kiedy grasz jakąś scenę, naprawdę płaczesz?

- T-to wspaniałe.

- Więc jesteś aktorem.

Kadr z filmu "Sprawa Kramerów"

Wobec dorosłych aktorów taktyka Dustina przynosiła mieszane efekty. Gail Strickland, aktorka wcielająca się w sąsiadkę Teda, Margaret, była tak roztrzęsiona intensywnością ich wspólnych scen, że po kilku dniach zaczęła się jąkać. Kiedy okazało się, że większość jej kwestii dialogowych okaże się bezużyteczna, zastąpiła ją Jane Alexander. (Gazety napisały o "rozbieżnościach wizji artystycznej"). Alexander grała u boku Dustina we "Wszystkich ludziach prezydenta" i lubiła jego "gorączkowy" sposób pracy. Ale nawet ona była skonsternowana, gdy przyznała się Dustinowi, że nie ma ochoty oglądać materiałów z dnia zdjęciowego, i w odpowiedzi usłyszała: - Skoro tak, to jesteś pieprzoną idiotką.

No i w końcu była Meryl. W odróżnieniu od Strickland nie ugięła się, gdy Dustin rozpoznał jej słabość. Zapytana, odpowiadała, że traktowała go jak jednego ze swoich młodszych braci, którzy zawsze sprawdzali, jak daleko mogą się posunąć. - Nigdy nie zdradzała ani cienia emocji, nie licząc chwil, gdy grała - powiedział Benton. Uznawała ten film za pracę, a nie psychologiczne pole minowe.

Teraz miała jedno pytanie. W scenie rozgrywającej się w restauracji Joanna zaczyna od poinformowania Teda, że chce przejąć opiekę nad Billym. Potem, gdy Ted jej wymyśla, wyjaśnia, że przez całe życie czuła się jak "czyjaś żona, matka albo córka". Dopiero teraz, po wyjeździe do Kalifornii, znalezieniu terapeuty i pracy, czuje się gotowa, aby zaopiekować się swoim synem. - Czy nie byłoby lepiej - spytała Meryl na planie - gdyby Joanna wygłosiła swoją przemowę o byciu "czyjąś żoną" przed wyjawieniem swoich zamiarów dotyczących Billy'ego? Dzięki temu mogłaby uwiarygodnić swoje poszukiwanie tożsamości, przynajmniej we własnych oczach. Mogłaby wypowiedzieć te słowa spokojnie, a nie broniąc się przed atakiem Teda. Benton zgodził się, że przebudowanie tej sceny nada jej więcej dramatyzmu.

Ale Dustin był wkurzony.

- Meryl, może przestaniesz wymachiwać feministycznym sztandarem i po prostu odegrasz tę scenę? - spytał. Tak samo jak Joanna, Meryl wtrącała się i wszystko psuła. Granica między rzeczywistością a fikcją uległa zatarciu. Kiedy Dustin popatrzył na drugą stronę stołu, zobaczył nie tylko aktorkę proponującą zmiany w scenie, lecz także cień Anne Byrne, z którą wkrótce miał się rozwieść. W Joannie Kramer, a co za tym idzie Meryl Streep, widział kobietę, która zmieniła jego życie w piekło.

Zobacz wideo

Tak czy inaczej, Dustin miał swój pomysł na tę scenę i nie podzielił się nim z Meryl. Pomiędzy ujęciami podszedł do kamerzysty i nachylił się, jakby obaj knuli ucieczkę z więzienia.

- Widzisz tamten kieliszek na stole? - spytał, wskazując swoje białe wino. - Jeśli go zrzucę ze stołu przed odejściem - obiecał zrobić to ostrożnie - to będziesz go miał w kadrze?

- Przesuń go trochę w lewo - odrzekł kamerzysta półgębkiem.

Dustin usiadł przy stole.

- Akcja!

Podczas następnego ujęcia Dustin był wyraźnie pobudzony. - Nie odzywaj się do mnie w taki sposób - mówi Ted na końcu sceny, wymachując palcem przed twarzą Joanny. Potem Dustin wstał i z ogłuszającym trzaskiem rozbił kieliszek o ścianę, rozchlapując jego zawartość. Meryl podskoczyła na krześle, autentycznie wystraszona. - Następnym razem, kiedy będziesz chciał coś takiego zrobić, wolałabym, żebyś mnie uprzedził. Miała okruchy szkła we włosach. Kamera wszystko nagrała.

Fragment pochodzi z książki Michaela Schulmana "Meryl Streep. Znowu ona" w tłumaczeniu Roberta Walisia, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy

Michael Schulman (fot. Lev Kuperman)

Książka "Meryl Streep. Znowu ona" jest dostępna w Publio.pl >>>

Michael Schulman. Współpracuje z "New Yorkerem", w którym jest redaktorem działu kultury. Pisuje także do "New York Timesa", "Vanity Fair" i wielu innych czasopism. Mieszka w Nowy Jorku.

(fot. Publio.pl)