Biografie
Władysław Bartoszewski z synem (fot. archiwum rodziny Bartoszewskich)
Władysław Bartoszewski z synem (fot. archiwum rodziny Bartoszewskich)

To była naprawdę niesamowita relacja. Trzymana na uboczu. Z dala od mediów. Prawdziwa przyjaźń ojca i syna. Zupełnie niezwykłe były te nasze spotkania z synem Władysława Bartoszewskiego. Bałyśmy się przed pierwszym z nich. Niepotrzebnie. To była wzruszająca rozmowa. Następne też.

Powstanie

- Myślę, że ojciec nie chciałby zostać wymieniony w apelu pamięci o Powstaniu Warszawskim. To nigdy nie był ogólny apel pamięci. To był apel poległych. Ludzie przychodzili tam oddać cześć tym, którzy zginęli w trakcie próby wyzwolenia stolicy spod okupacji. Nie do pomyślenia było czcić tam kogoś innego. Tym osobom również należy się hołd, lecz nie w tym miejscu i nie w tym czasie .

Tak Władysław Teofil Bartoszewski kwitował próby wykorzystania postaci ojca w rozgrywce politycznej o apel w rocznicę Powstania *).

Jeden z AK-owskich meldunków "Teofila", czyli Władysława Bartoszewskiego (fot. archiwum rodziny Bartoszewskich)

Bartoszewski junior zaznacza, że ojciec przez całe życie dbał, by pielęgnować pamięć o Powstaniu. I zaczyna opowiadać. O tym, jak poglądy na temat zrywu stolicy różniły Władysława Bartoszewskiego i jego serdecznego przyjaciela Stefana Kisielewskiego:

- Pamiętam jak tata z Kisielem bez przerwy argumentował. Brali się pod łokieć, chodzili i się sprzeczali. Tata uważał, że Powstanie miało sens, a Kisiel - odwrotnie. Z każdego wyjazdu Kisiel przesyłał ojcu pocztówki z pozdrowieniami. Zawsze zaczynał je w podobny sposób: "Władkowi, który spalił stolicę", "Władkowi, który wygrał powstanie"

A potem opowiada dalej. O nietypowym dzieciństwie. O górskich wędrówkach. O rozmowach, których lepiej było nikomu nie powtarzać. O tęsknocie za niedokończonymi rozmowami z ojcem i o radach, które mu zostały na całe życie. Oto Władysław Bartoszewski oczami syna:

Władysław Teofil Bartoszewski (fot. Anita Bugajska)

Góry

- Ojciec brał plecak i wycinał na dnie dwie dziury na nogi. Wsadzał mnie do środka i zarzucał plecak na plecy. Tak rozpoczęła się nasza wędrówka po Tatrach. Pierwszego wyjścia nie pamiętam. Miałem wtedy dwa lata. Ale każdy następny wyjazd mam wyraźnie zapisany w pamięci.

Jeździliśmy w góry dwa razy do roku - na wakacje letnie i zimowe. Na Krzeptówkach spędzałem w sumie parę miesięcy. A podróż z Warszawy do Zakopanego to był wtedy prawdziwy maraton. Najpierw rejsowym samolotem DC3 "Dakota" lecieliśmy do Krakowa. Tam zatrzymywaliśmy się u wielkiego przyjaciela taty, słynnego adwokata Kazimierza Ostrowskiego. Temu staremu konspiratorowi ojciec ufał bezgranicznie. Do końca życia. I nigdy się na nim nie zawiódł.

Władysław Bartoszewski w Tatrach (fot. archiwum rodziny Bartoszewskich)

W Krakowie wsiadaliśmy do obrzydliwego autobusu. Po czterech godzinach dowoził nas na miejsce. W Zakopanem zatrzymywaliśmy się u Bronki Staszel-Polankowej. To kolejna osoba, do której nie trafiał nikt przypadkowy. Bronka była członkinią AK i sanitariuszką w Powstaniu Warszawskim. W nieformalnym pensjonacie, a także słynnym schronisku na Hali Miętusiej, gościła tylko ludzi zaufanych. Głównie byłych żołnierzy Armii Krajowej.

Zresztą całe moje otoczenie było nietypowe. Były to głównie osoby na wysokich stanowiskach w AK. Niektórzy z niewykonanymi wyrokami śmierci. Legendy podziemia. A dla mnie - ciocie i wujkowie.

Bezpieka

Ojciec przygotował mnie, żebym był czujny i świadomy tego, co się dzieje wokół. Przyzwyczajenia zostały: sprawdzam w lusterku, czy widziałem już gdzieś auto, które za mną jedzie, czy numer rejestracyjny nie wygląda znajomo Gdy wpadam na tę samą osobę dwa razy, to może być przypadek. Ale ja nie lubię przypadków. Mieszkałem na Ukrainie i w Rosji przez siedem lat. Bardzo sobie ceniłem demokratyczny klimat stworzony przez Jelcyna i fantastycznych młodych Rosjan. Naiwny wszakże nie byłem. Wiedziałem, jak się tam poruszać. W Moskwie ciągle czułem się jak we wrogim, obcym miejscu. Wyjechałem, gdy zorientowałem się, że jestem obiektem zainteresowania. Mogłem się domyślać przyczyn i konsekwencji. Spakowałem walizkę i zniknąłem.

- Możesz się przyznać tuż przed tym, jak cię będą wieszać - powtarzał mi tata. - Trzeba iść w zaparte. Nie można być naiwnym . Ojciec, co jest rzeczą bardzo mało znaną, miał czasem wykłady w Starych Kiejkutach, w tak zwanej szkole szpiegów. Miałem więc naprawdę dobrego nauczyciela.

Po przesłuchaniach w kraju stosowałem zdrową, choć niestety niezbyt popularną praktykę: szedłem do mojego ojca, żeby poinformował Jana Józefa Lipskiego (w jego mieszkaniu odbywały się wykłady Uniwersytetu Latającego), ale też do mojego przełożonego, Mirka Chojeckiego. Mówiłem im, o co esbecy mnie pytali, i co ja im powiedziałem. Nie chciałem niedomówień. To było dla mnie ważne: zdrowy rozsądek, a może i jakaś tam przyzwoitość, której się nauczyłem w domu.

Władysław Teofil Bartoszewski na kolanach ojca (fot. Polska Ma Sens/archiwum rodziny Bartoszewskich)

Dom

Z przyjemnością przesiadywałem w pokoju taty. Miał tam olbrzymie regały z książkami. Sięgały po sam sufit.  Do wyższych półek nie dostawałem, ale na niższych były albumy. Siedziałem na dywanie i je przeglądałem. Wiadomo, jakiego typu książki z obrazkami mógł mieć mój ojciec. Zdjęcia krematoriów w Auschwitz, leżące trupy, Pawiak

W końcu tata stwierdził, że to niezbyt odpowiednie dla pięciolatka. Dostałem najpiękniejszy prezent - "Pana Tadeusza" z ilustracjami Andriollego. Przeglądałem go codziennie przed spaniem. Najlepiej jednak zasypiało mi się przy dźwiękach Radia Wolna Europa. A ono leciało u nas w domu bez przerwy. Tata go słuchał i wędrował po pokoju, a ja czułem się bezpiecznie. Bo był obok.

Śmierć

24 kwietnia 2015 r. u boku Władysława Teofila Bartoszewskiego zabrakło ojca.

Nigdy nie był hipochondrykiem . Nie lubił się leczyć, lekarzy też nie lubił. Do lekarza chodził tylko pod przymusem. I nigdy nie narzekał. Ale to hipochondrycy żyją dłużej. Dawali mu nitroglicerynę , to on ją brał, mówił, że lepiej, i brał ją ze sobą. Ale to raczej na symptomy niż na przyczyny.

Ojciec był uparty. Każdy, jak ma rodziców, czy dziadków, to mówi dziadkowi: dziadku, idziemy do lekarza . I dziadek nie mówi: nie idziemy do lekarza , tylko się go tam bierze. Ojcu to można było mówić...

Pani premier Kopacz mówiła mu: "Panie Władysławie, pan źle wygląda . Powinien pan iść do lekarza . (Rozmawiali w środę, a on umarł w piątek). On na to: Pani premier, nie mam czasu, jak przyjadą ci Niemcy w poniedziałek, to pójdę. Premier mi potem powiedziała: Ja to widziałam, ja jestem lekarzem. No ale on się nie słuchał. On się premier nie słuchał! Nie było na niego metody. Mogłem sobie mówić, co chcę. Odpowiadał, że najpierw wybory, potem coś tam jeszcze, potem Niemcy przyjeżdżają, a on organizuje spotkanie z Angelą Merkel. No i potem... No.

Władysław Bartoszewski (fot. Piotr Uss Wąsowicz)

Nienawiść

Śmierć Bartoszewskiego nie położyła kresu nienawiści, jaką darzyło go wielu, również w internecie. Syn ma oczywiście świadomość tego, co się dzieje wokół postaci ojca. Wie, że jest bezsilny wobec niektórych rzeczy, trochę zły, ale o wszystkim mówi spokojnie.

- Ludzie wypisują głupoty. Wartości ojca nie są sprzeczne z przekonaniami prawej strony. Fakt, że w ostatnich latach życia opowiedział się - i to bardzo wyraźnie - po stronie jednej opcji politycznej, nie spodobał się tej drugiej stronie. I ponosimy tego konsekwencje. Wcześniej ojciec starał się budować mosty między wszystkimi Polakami (i nie tylko) o demokratycznych poglądach. Budował, niezależnie czy miał do czynienia z utopijnym socjalistą Janem Józefem Lipskim, byłym endekiem Wiesławem Chrzanowskim, czy ze śp. Lechem Kaczyńskim. O panu prezydencie ojciec wypowiadał się w rozmowach ze mną bardzo pozytywnie nawet w dzień przed swoją śmiercią. Ludzie mogą się mylić i błądzić, ale niekoniecznie ze złych pobudek. Nie należy zakładać, że wszyscy, z którymi się nie zgadzamy w jakichś sprawach, mają złe motywy.

Głos Władysława Bartoszewskiego juniora łamie się dopiero wtedy, gdy przyznaje, że brakuje mu taty. Że tęskni za nim nadal. Że tyle przecież zostało między nimi niedokończonych rozmów.

Władysław Teofil Bartoszewski podczas rozmowy z autorkami artykułu (fot. Anita Bugajska)

***

Chciałyśmy poznać Władysława Bartoszewskiego jako zwykłego człowieka i jako ojca. Dowiedziałyśmy się znacznie więcej.  Nasze rozmowy z jego synem opublikowałyśmy w multimedialnym reportażu "Pamiętasz, tato..." .

*) W lipcu media informowały o planach dodania ofiar katastrofy smoleńskiej do apelu pamięci. Wzbudziło to kontrowersje. Ostatecznie na mocy porozumienia na linii MON-środowiska kombatanckie w apelu pamięci wyczytano tylko prezydenta Lecha Kaczyńskiego i dwóch powstańców, którzy byli na pokładzie Tu-154M 10 kwietnia 2010 r. W tym kontekście pojawiły się wezwania o wyczytanie również nazwiska Władysława Bartoszewskiego - wnioskowała o to prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz .

Zobacz wideo

Władysław Teofil Bartoszewski. Z wykształcenia historyk, z zawodu bankowiec, pracował m.in. w Credit Suisse i w PGE Domu Maklerskim. Wykładał na Oxfordzie. Syn Władysława Bartoszewskiego, żołnierza AK, powstańca warszawskiego, szefa MSZ w niepodległej Polsce.

Joanna Bąk . Dziennikarka Onetu (Wiadomości), redaktor Polska Ma Sens , wcześniej związana z redakcją Uwaga TVN. Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na UJ.

Anita Bugajska. Pracowała przy produkcjach telewizyjnych i radiowych, wydarzeniach kulturalnych (m.in. wystawa Stanley Kubrick w Muzeum Narodowym w Krakowie), sekretarz redakcji Polska Ma Sens , absolwentka filmoznawstwa i studentka prawa na UJ.

Michał Gostkiewicz . Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl . Wcześniej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, dziennikarz działu zagranicznego "Dziennika" i działu społecznego "Newsweeka". Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Prowadzi bloga Realpolitik , bywa na Twitterze i Instagramie .