Ostatni lot
12 sierpnia 1985 roku z międzynarodowego lotniska w Tokio wystartował samolot linii Japan Airlines (numer lotu 123) i wyruszył w kierunku lotniska w Osace. Na pokładzie znajdowało się 509 pasażerów i 15 członków załogi. Kłopoty zaczęły się już 12 minut po starcie: tylna przegroda ciśnieniowa uległa awarii, przez co ogon samolotu został częściowo zniszczony, a hydrauliczne wsporniki zostały zerwane. W wyniku tych uszkodzeń piloci utracili kontrolę nad samolotem, który 32 minuty po pierwszej awarii rozbił się na górze Takamagahara. Katastrofę przeżyły cztery osoby.
Podczas tych 32 przerażających minut, obawiając się najgorszego, wielu pasażerów napisało listy do najbliższych, a ta wstrząsająca korespondencja znana jest dziś jako JL 123 Isho (ostatnie zapiski z lotu 123).
List nr 34: JL 123 ISHO, PASAŻEROWIE LOTU NR 123
List nr 34: JL 123 ISHO, PASAŻEROWIE LOTU NR 123
Hirotsugu Kawaguchi
"Mariko, Tsuyoshi, Chiyoko,
Bądźcie dla siebie dobrzy i pracujcie sumiennie. Pomagajcie mamie. To smutne, ale jestem pewien, że nie przeżyję. Nie znam przyczyny. Trwa to już od pięciu minut. Nie chcę więcej latać. Proszę, kami-sama, pomóż mi. Nie mogę uwierzyć, że wczorajsza kolacja była naszą ostatnią. W kabinie był jakiś wybuch. Pojawił się dym i zaczęliśmy spadać. Dokąd lecimy, co się stanie? Liczę na Ciebie, Tsuyoshi. Kochanie, taka szkoda, że to się wydarzyło. Żegnaj. Proszę, zaopiekuj się dziećmi. Jest teraz 18.30. Samolot obraca się i szybko opada. Jestem wdzięczny za naprawdę szczęśliwe życie, którym cieszyłem się do tej chwili".
***
Keiichi Matsumoto
18.30. Tomoko,
Opiekuj się Tetsuyą (i rodzicami). Keiichi, był nagły wybuch i spadły maski tlenowe. Po wybuchu zaczęliśmy spadać. Bądź dzielny i żyj Bądź grzeczny, Tetsuya.
***
Ryohei Murakami
Samolot kołysze się na boki. 18.30: gwałtownie opadamy. Lot stabilny. Japan Airlines 18.00 lot do Osaki, wypadek. Mogę zginąć. Murakami, Ryohei, żyjcie wszyscy szczęśliwie. Żegnajcie, Sumiko, Miki, Kyoko, Kentaro. 18.45: Samolot utrzymuje poziom i jest stabilny. Mało tlenu, czuję nudności. Ludzie w kabinie mówią, żebyśmy robili, co w naszej mocy. Nie wiem, co się stało z samolotem. 18.46: Martwię się lądowaniem. Stewardessy są spokojne.
***
Mariko Shirai
Boję się. Boję się. Boję się. Pomocy. Niedobrze mi. Nie chcę umierać. Mariko. Keiji, Hisako, Tadaomi, Shin'ichi, Rihiya, Sakura Masakazu Taniguchi Machiko, opiekuj się dziećmi. Osaka Minoo Taniguchi Masakazu 18:30.
***
Kazuo Yoshimura
Proszę, żyj odważnie. Opiekuj się dziećmi.
Przed egzekucją
Wieczorem 19 czerwca 1953 roku w nowojorskim więzieniu Sing Sing po raz pierwszy wykonano w USA karę śmierci za szpiegostwo. Zostało jej poddane małżeństwo Rosenbergów, Ethel i Julius, a wyrok zapadł w oparciu o zeznania
brata Ethel, Davida Greenglassa, z których wynikało, że małżonkowie stanowili rdzeń sowieckiej siatki szpiegowskiej.
Trzy lata wcześniej David pracował przy Projekcie Manhattan jako mechanik i został aresztowany pod zarzutem sprzedawania rosyjskiemu szpiegowi informacji dotyczących działań nuklearnych. Chcąc złagodzić swój wyrok, przekazał FBI nazwiska współpracowników i wyjaśnił, że jego siostra przepisywała na maszynie skradzione dokumenty. Wiele lat po śmierci siostry David przyznał, że skłamał w sądzie na temat jej zaangażowania w sprawę, ponieważ próbował uchronić przed więzieniem prawdziwą maszynistkę: własną ciężarną żonę. (W 1995 r. USA ujawniły radzieckie depesze, które potwierdziły zarzuty wobec Juliusa - był niezwykle cennym komunistycznym szpiegiem. Dokumenty byłego ZSRR nie dały ostatecznego dowodu, czy Ethel była traktowana przez władze radzieckie jako agentka, nie przesądziły też o jej niewinności - red.).
Rankiem w dniu egzekucji Ethel i Julius napisali list do swoich synów, Roberta i Michaela.
List nr 75: ETHEL I JULIUS ROSENBERGOWIE DO SYNÓW
Najdroższe Skarby, najukochańsze dzieci, jeszcze dziś rano wydawało się, że jednak będziemy mogli znowu być razem. Teraz, kiedy wiadomo już, że tak się nie stanie, bardzo chciałabym, żebyście wiedzieli wszystko, co wiem ja. Niestety, mogę napisać tylko kilka prostych słów; reszty musi nauczyć Was życie, tak samo jak mnie nauczyło moje. Na początku będziecie oczywiście nas opłakiwać, ale nie pozostaniecie w tym sami. Jest to dla nas pocieszenie, a w końcu Wy również je odczujecie. Ostatecznie musicie uwierzyć, że warto żyć. Niech pocieszy Was fakt, że nawet teraz, kiedy nasz koniec powoli się zbliża, przekonanie to jest w nas silniejsze niż ręka kata!
Życie musi nauczyć Was również, że dobro nie może rozkwitać wśród zła, a za wolność i wszystko to, co czyni życie wartościowym, trzeba czasami zapłacić bardzo wysoką cenę. Niech pocieszy Was fakt, że byliśmy pogodni i bardzo dobrze rozumieliśmy, iż cywilizacja nie rozwinęła się jeszcze na tyle, aby zrozumieć, że dla dobra jednego życia nie trzeba poświęcać
innego; znajdowaliśmy również pociechę w pewności, że inni będą działać dalej. Żałujemy, że nie będziemy mogli cieszyć się radosnym i niosącym spełnienie życiem razem z Wami. Wasz Tatuś, który jest ze mną w tych ostatnich godzinach, przesyła całe serce i całą miłość swoim najukochańszym chłopcom. Zawsze pamiętajcie, że byliśmy niewinni i mieliśmy czyste sumienia.
Ściskamy Was mocno i z całego serca całujemy. Kochający TATUŚ I MAMUSIA JULIE ETHEL
CV do Hogwartu
Steven Armes (...), profesor Wydziału Technologii Polimerów i Chemii Koloidów na Uniwersytecie w Sheffield, (...) w roku 2001, wierząc, że pomimo bycia mugolem (człowiekiem spoza magicznej społeczności) idealnie nadaje się do tej pracy, złożył podanie na stanowisko profesora obrony przed czarną magią w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, fikcyjnej instytucji opisanej w słynnej serii książek o Harrym Potterze. Oto jego podanie oraz odpowiedź dyrektora Hogwartu, Albusa Dumbledore'a - w którego wcieliła się sama autorka "Pottera", Joanne K. Rowling.
List nr 50: Autorka "Harry'ego Pottera" J.K. Rowling podszywa się pod czarodzieja Dumbledore'a
Wolna posada nauczycielska w Szkole w Hogwarcie
Szanowny Profesorze Dumbledore, chciałbym aplikować na wolną posadę wykładowcy "obrony przed czarną magią" w Szkole w Hogwarcie. Mam pełną świadomość burzliwej historii poprzednich osób zajmujących to stanowisko, ale w tych najmroczniejszych czasach (czy to prawda, że Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, naprawdę powrócił w pełni swoich dawnych mocy?) czuję się zobowiązany zaproponować swoje usługi i pomoc w trwającej walce ze Śmierciożercami.
Choć większość zawodowego doświadczenia zdobywałem w świecie mugoli, chciałbym zaznaczyć, że studiowałem na Uniwersytecie w Bristolu pod okiem szanowanego na całym świecie aurora, profesora B. Vincenta. Ponadto spędziłem 22 miesiące, pracując w lochach słynnego laboratorium Los Alamos w Nowym Meksyku (lata 1987-1989; patrz załączone CV). To amerykańskie laboratorium broni nuklearnej jest jednym z najmroczniejszych wojskowych obiektów badawczych na świecie (tak mugoli, jak i czarodziejów). Poza tym w ciągu ostatnich siedmiu lat pracy na Uniwersytecie Sussex wiele czasu poświęciłem badaniom polipirolu, jednego z najmroczniejszych w całej alchemii polimerów przewodzących. Przez ostatnie siedem lat bardzo dobrze poznałem też raczkującego czarodzieja nazwiskiem Thomas Armes, który - proszę mi wierzyć - jest równie niesforny jak sam Harry Potter. Zaledwie wczoraj nakryłem go na praktykowaniu niedozwolonych zaklęć na jego młodszej siostrze, Kate.
Obecnie kieruję międzynarodową magiczną grupą dwunastu doktorantów i czarodziejów badawczych, którzy pracują nad nowymi eliksirami koloidalnymi oraz alchemią polimerów (zdaje się, że w świecie mugoli znane są one jako "plastik"). Jestem aurorem i współaurorem ponad 140 artykułów z dziedziny alchemii, choć większość z nich ukazała się jedynie w gazetach mugoli. Sprawdziłem kontrakt z moimi obecnymi mugolskimi pracodawcami i miło mi poinformować, że w przypadku otrzymania tej ogromnie ważnej posady jestem dostępny od 1 września 2001 roku.
Z góry dziękuję za rozważenie mojej kandydatury i z niecierpliwością czekam na rychłą odpowiedź.
Z poważaniem Steven P. Armes Profesor Koloidów i Polimerów
P.S. Proszę wybaczyć wysłanie niniejszego podania za pośrednictwem poczty mugoli, ale nie ufam tutejszym sowom - mają czerwone oczy!
Szanowny Panie Armes,
Odpowiedź na Pańskie podanie na stanowisko nauczyciela obrony przed czarną magią w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie
Z żalem muszę Pana poinformować, że powyższe stanowisko zostało już obsadzone. Mam nadzieję, że Pańskie naturalne w tej sytuacji rozczarowanie złagodzi informacja, iż niewiele podań wprawiło dotychczas Zarząd Szkoły w podobnie radosny nastrój. Jest Pan pierwszym mugolem, który kiedykolwiek aplikował na jakiekolwiek stanowisko w Hogwarcie, a Zarząd Szkoły gotów był zaprosić Pana na rozmowę.
Ufam, że zrozumie Pan, iż musiałem zawetować tę propozycję, bynajmniej nie z powodu jakichkolwiek wątpliwości dotyczących Pańskich kompetencji czy odwagi, ale w celu zaoszczędzenia Panu upokorzenia i bólu. Rozmowy kwalifikacyjne przeprowadzane przez Zarząd Szkoły cechują złośliwość i barbarzyństwo obserwowane najczęściej w życiu domowym trolli.
Być może pocieszenie przyniesie Panu fakt, że stanowisko to niemal na pewno wolne będzie już za rok. Bezpieczeństwo pracy nie należy niestety do przywilejów, które możemy zaoferować nauczycielom obrony przed czarną magią.
Z zainteresowaniem przeczytałem, że Pański syn Thomas wykazuje obiecujący talent w dziedzinie klątw i pecha. Mam nadzieję, że zobaczymy go w Hogwarcie we wrześniu 2005 roku. Raz jeszcze dziękuję za chęć dołączenia do naszego grona i życzę wielu sukcesów w Pańskich chemicznych przedsięwzięciach.
Z poważaniem Albus Dumbledore Order Merlina I Klasy, Naczelny Mag Wizengamotu, Najwyższa Szycha Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów
Fanka nr 1
Kiedy we wrześniu 1967 roku David Bowie otrzymał pierwszy fanowski list z Ameryki, miał dopiero dwadzieścia lat i kariera muzyczna była jeszcze przed nim. Fanką była czternastoletnia Sandra Dodd z Nowego Meksyku, której wuj, kierownik lokalnej stacji radiowej, podarował niedługo wcześniej egzemplarz promocyjny pierwszego albumu Bowiego. Zaintrygowana dziewczyna napisała do artysty list, w którym stwierdziła, że jego muzyka jest równie dobra jak utwory Beatlesów, i zaproponowała, że założy w Stanach Zjednoczonych jego fanklub. Muzyk był tak podekscytowany otrzymaniem pochwały zza Atlantyku, że natychmiast napisał na maszynie niniejszą odpowiedź i wysłał ją z biura swojego menedżera Kennetha Pitta.
List nr 55: DAVID BOWIE DO SANDRY DODD
25 września 1967
Droga Sandro,
kiedy kilka chwil temu w biurze mojego menedżera poprosiłem o pocztę, wręczono mi pierwszy fanowski list z Ameryki - list od Ciebie. Ucieszył mnie on do tego stopnia, że musiałem usiąść i natychmiast Ci odpowiedzieć, choć Ken krzyczy mi do ucha, że mam zabrać się za scenariusz, którego pilnie potrzebuje. To może poczekać (po angielsku wymawia się to słowo inaczej niż u Was).
Wyczekiwałem jakiejś reakcji amerykańskich słuchaczy na ten album. W "Billboardzie" i "Cash Box" pojawiły się recenzje, ale były to opinie profesjonalnych krytyków, a te rzadko odzwierciedlają opinię słuchaczy. W każdym razie krytycy wyrazili się pochlebnie. Podobał im się nawet singiel Love You Till Tuesday. Mam egzemplarz amerykańskiego albumu, na którym zdjęcie wyszło trochę żółte. Nie jestem aż takim blondynem. Myślę, że zdjęcie na odwrocie jest bardziej "wierne". Mam nadzieję, że podobają Ci się te, które wybraliśmy na okładkę.
Odpowiadając na Twoje pytanie: moje prawdziwe nazwisko to David Jones i nie muszę wyjaśniać Ci, dlaczego je zmieniłem. "Nikt nie zrobi z ciebie debila", powiedział mój menedżer. Urodziny obchodzę 8 stycznia i mam jakieś metr siedemdziesiąt pięć wzrostu. W Anglii jest już fanklub, ale jeśli wszystko dobrze pójdzie, to przypuszczam, że w Stanach też będę go miał. Jest jednak zbyt wcześnie, by w ogóle o tym myśleć. Mam nadzieję pewnego dnia wybrać się do Ameryki. Mój menedżer dużo mi o niej opowiada, bo był tam wiele razy w związku ze swoimi innymi projektami.
Któregoś wieczoru oglądałem w telewizji stary film "Wszystko na kredyt" - świetny obraz, choć trochę dołujący, jeśli rzeczywiście stanowi odzwierciedlenie amerykańskiego stylu życia. W każdym razie niedługo później puścili film dokumentalny o amerykańskim poecie Robercie Froście, nagrany głównie w jego domu w Vermoncie, i to wyrównało szalę. Jestem pewien, że ten dokument lepiej ukazuje prawdziwą Amerykę. W ubiegłym tygodniu zrobiłem swój pierwszy film. Trwa zaledwie piętnaście minut, ale zdobyłem przy tej okazji cenne doświadczenie. Przyda mi się ono podczas pracy nad pełnometrażowym filmem, który zaczynam kręcić w styczniu.
Dziękuję Ci za ten miły list. I proszę, napisz jeszcze i opowiedz o sobie coś więcej.
Pozdrawiam David Bowie
Tom I "Listów Niezapomnianych" możesz kupić w Publio.pl.
Artykuł opublikowaliśmy po raz pierwszy w maju 2016 roku.
Shaun Usher. Założyciel bloga Letters of Note (http://www.lettersofnote.com/) - sieciowego muzeum ważnych listów. Do tej pory blog został odwiedzony ponad 100 mln razy. Usher, jak sam pisze, "żyje dla listów, list i pięknych książek". Właśnie wydał drugi tom "Listów Niezapomnianych". Fundusze na ich wydanie zebrał dzięki crowdfundingowi.