Biografie

W programie "Wiem, co jem i wiem, co kupuję" uparcie uczyła nas pani czytania składów produktów spożywczych i świadomych zakupów. Czy wreszcie wiemy, co kupujemy?

- Coraz częściej tak. Sama widzę już więcej osób czytających etykiety na opakowaniach jedzenia w sklepach. Moi koledzy z ekipy, którzy nazywają mnie Matką Teresą Polskiego Spożywczaka, mówią: "Bosacka, to przez ciebie". A to nie jest prawda.

W pewnym sensie jest.

- Może trochę, ale ja uważam, że zapanowała moda na zdrowe żywienie, na czytanie etykiet, coraz więcej się o tym mówi, pisze. Na szczęście. Zdarza się, że rodzice reagują na niebezpieczny skład zupki dla dzieci i piszą protest do producenta. Dzięki nam wszystkim zmienia się też rynek żywności w Polsce. Bo to my, kupując dany produkt, głosujemy na tego producenta, który robi nas mniej w konia, i to jemu dajemy zarobić. Dlatego wielu producentów zdrowej żywności mówi mi: - Wie pani, ja odżyłem, a już myślałem, że upadnę. A teraz otwieram nową piekarnię . Mam sporo takich sygnałów.

No to ma pani powody do radości.

- Cieszę się, bo dzięki temu jesteśmy w stanie ocalić nasze polskie jedzenie, które jest bardzo dobrej jakości. Widzę to wyraźnie z odległej perspektywy, bo na co dzień mieszkam w Kanadzie. Fajnie, że udało nam się zatrzymać proces psucia polskiego jedzenia.

Katarzyna Bosacka (fot. TVN/Greg Klukowski)

Co psuto najbardziej?

- Wędliny! I pieczywo też. Zresztą do tej pory do wielu supermarketów przyjeżdża zamrożony chleb, który jest w sklepie odmrażany i pieczony. A to już nie jest to! Jeśli się go wcześniej zamrozi, a potem odgrzeje, jest dużo bardziej suchy. Jeszcze w sklepie jakoś wygląda, ale później to już można go kamieniem łupać. I zawsze czytajmy skład chleba. Swoją drogą - nie wszystkie dyskonty nam go pokazują, ale zawsze można o to poprosić.

A wędliny?

- Od nich się właśnie wszystko zaczęło. Mieszkałam z rodziną przez jakiś czas w Stanach Zjednoczonych, przyjechałam do Polski na wakacje, kupiłam parówki i wrzuciłam je do wody, by je zagotować. A one spuchły i wybuchły. Myślę sobie: o co chodzi?! Do tego były tłuste, obrzydliwe... Zaczęłam czytać skład i myślę sobie: Jezus Maria, co to jest to mięso oddzielone mechanicznie ? I powoli zaczęłam dochodzić do tych wszystkich kruczków stosowanych przez producentów.

I co pani odkryła?

- Że polskie wędliny są coraz bardziej... wegetariańskie. Błonnik bambusowy, pszenny, grochowy, soja na każdym kroku. Jak ktoś kupuje kiełbasę, to chce zjeść mięso, a nie bambus. Do tego woda, konserwanty, sztuczne barwniki i ogromne ilości soli.

Jakie wybory żywieniowe są szkodliwe?

- Jemy śniadanie na obiad, a obiad na kolację, czyli tylko dwa posiłki dziennie, ale za to obfite. Wstajemy rano, zasuwamy do pracy, o 12.00 jesteśmy już tak głodni, że mamy ochotę zeżreć kolegę siedzącego przy biurku obok, więc rzucamy się na jakiś bufet, zjadamy coś wielkiego i tłustego, napychamy się. Do wieczora znowu nic nie jemy, wracamy do domu i jest ogromna kolacja. To spory problem, bo w ten sposób zwalniamy sobie tempo przemiany materii. Nie dostarczamy podstawowych składników odżywczych i zmuszamy organizm do sytuacji przypominającej wojnę.

Katarzyna Bosacka (fot. TVN/Greg Klukowski)

Co to znaczy?

- Jak organizm dostaje tak mało jedzenia, to gromadzi zapasy, zamiast je spalać, bo nie wie, kiedy znowu będzie jedzenie. Dlatego filozofia pięciu mniejszych posiłków dziennie ma głęboki sens, bo gdy w małych odstępach czasu dorzucamy do tego "kominka", to procesy w organizmie zachodzą regularnie. Systematycznie wydzielają się hormony, cukier jest zbijany przez insulinę, wszystko działa jak w zegarku i napędza się przemiana materii.

O tym będzie pani nowy program "Wiem, co jem na diecie"?

- Tak.

A sprawdzi w nim pani, jak działają głodówki? Ostatnio czytałam, że głodzenie się przez dwa dni w tygodniu jest zdrowe.

- Wie pani co? Myślę, że obie przeczytamy jeszcze wiele dziwnych teorii. Ja na przykład słyszałam niedawno, że jednego dnia można zjeść pół świniaka, a drugiego nic. I tak na przemian. Albo żeby jeść zgodnie z fazami Księżyca. Albo żeby jeść tylko lody od rana do wieczora, lub tylko batoniki, codziennie pięć.

Podejrzewam, że jeszcze mnóstwo tego typu dyrdymałów o dietach usłyszymy. W amerykańskim ministerstwie zdrowia jest zarejestrowanych 40 tysięcy diet, skatalogowanych i opisanych! To mit, że każda nowa dieta, o której się dowiadujemy, jest wartościowa. Moim zdaniem nie ma lepszej diety niż ta oparta na zdrowych, lokalnych produktach. I - tutaj pewnie panią zaskoczę - na tych najtańszych.

Czyli jakich?

- Kasza - matka nasza. Jaja, twaróg, maślanka, kefir...

Niektórzy mówią, że nabiał jest niezdrowy.

- Skąd, jest bardzo zdrowy! Wie pani co? My, Polacy, jesteśmy ekspertami w dziedzinie piłki nożnej, polityki i żywienia. Zawsze wiemy wszystko najlepiej. Moja własna mama mi mówi: - Kasiu, ty powinnaś jeść to albo to . Mówię: - Mamo, hello...

... od lat robię o tym program w telewizji.

- Tak, choć podkreślam, że ja nie jestem lekarzem czy dietetykiem. Jednak po tylu latach grzebania, robienia programów, rozmów z panią Profesor Zdrówko, konsultacji z najróżniejszymi lekarzami, mogę pani powiedzieć jedno: pięć małych posiłków dziennie co trzy godziny. To naprawdę ma sens.

Ktoś mi niedawno powiedział, że jednego dnia należy jeść tylko owoce, drugiego tylko warzywa i tak dalej. Bez sensu. Niech pani zwróci uwagę, że w naturalny sposób organizm ma na coś ochotę. Dzisiaj na maliny, a jutro na ser. To sygnał, że dieta powinna być maksymalnie różnorodna. Co oznacza, że bierzemy pudełka do pracy. Można przecież gotować obiady co dwa dni. I już.

Katarzyna Bosacka (fot. TVN/Greg Klukowski)

Czego w tych obiadach unikać?

- Cukru. Dietetycy są zgodni, że to właśnie cukier, dodawany w ogromnych ilościach do przetworzonej żywności, napędza nam apetyt. I potem jest jak u Kubusia Puchatka - im bardziej lubię miód, tym bardziej lubię miód. To prowadzi do cukrzycy, więc im mniej cukru w naszej diecie, tym lepiej. Można się nawet od niego odzwyczaić. Po dwóch miesiącach jest już dobrze. Jeśli ktoś wytrzyma tyle na diecie pudełkowej, to będzie super. Powtarzam - pięć posiłków co trzy godziny. A zamiast cukru miód, stewia, syrop klonowy. Tylko nie codziennie, bo przecież chcemy się od tego cukru odzwyczaić.

A od soli?

- Z nią też przesadzamy, a sól jest przecież głównym powodem nadciśnienia w Polsce, na które choruje aż jedna trzecia Polaków! Kto nie lubi posolić pomidora, ogórka? Tylko po co? Przecież one już mają w sobie sól.

Właściwie po co pani ten program, skoro pani już tyle o dietach wie?

- Urodziłam kolejne dziecko i, ponieważ jestem już po czterdziestce, zauważyłam, że coś się ze mną dzieje. Nie jem ani słodyczy, ani fast foodów, a rosnę, rosnę i jestem coraz większa. Pomyślałam, że trzeba coś z tym zrobić, a przy okazji ruszyć Polaków z kanapy. Stąd program o odchudzaniu. Wszystko staram się sprawdzać na własnej skórze. To będzie kompendium wiedzy o zrzucaniu kilogramów.

Od czego zacząć?

- Od badań lekarskich. Trzeba sprawdzić poziom cholesterolu, ciśnienie, cukier, trójglicerydy, hormony tarczycy. Zresztą ja sama mam problem z tarczycą - już to wiem. Potem wybieramy dietę i przepisy. Będę bardzo zachęcać Polaków, żeby się zdrowo odchudzali. Jeśli ktoś lubi ziemniaki, to niech z nich całkiem nie rezygnuje. Niech sobie zje jednego co jakiś czas, ale bez tłuszczu.

No i, jak już mówiłam, przekonajmy się do kasz. Pójdźmy do sklepu po kiszonki, chudy nabiał, chude mięso, rybę i mnóstwo warzyw. Do tego łyżka oliwy z oliwek lub oleju rzepakowego dziennie, na przykład do sałatki. Dużo gotujmy, mało smażmy. No bo to w końcu jest dieta! Ale przyrządzajmy sobie to, co lubimy. Ten, kto lubi rybę, niech je rybę, kto woli mięso, niech wybierze mięso. Na przykład chudą polędwicę wieprzową czy wołową od czasu do czasu, poza tym zwykle drób. Do tego zioła. Dogadzajmy sobie. Oczywiście przestrzegając zasad, o których wspomniałam.

A owoce?

- Na początek diety polecałabym te kwaśne, czyli jabłka, kiwi i grejpfruty, ewentualnie pomarańcze. Dietetycy słusznie mówią, że tylko w pierwszej połowie dnia. Żeby nie napędzać sobie potem apetytu.

Ćwiczenia?

- Od trzeciego tygodnia diety. Nie żyłujmy się, zanim sobie nie zorganizujemy życia. Jak już wejdziemy w rytm pakowania pudełek, ustawmy sobie trening. Warto wiedzieć, że po dwóch tygodniach zaczynamy chudnąć wolniej, bo dopada nas efekt płaskowyżu. Mnie waga stanęła na dwa tygodnie! Myślałam, że sobie strzelę w łeb! Wtedy pomagają ćwiczenia fizyczne. Wystarczy trening trzy razy w tygodniu, ale przez co najmniej 45 minut do godziny. To nie musi być walenie młotem - może być intensywny marsz.

Pani ćwiczy?

- Po naszej rozmowie biegnę na siłownię! Wybieram albo orbitrek, albo bieżnię. I ćwiczę pełną godzinę.

Katarzyna Bosacka (fot. TVN/Greg Klukowski)

Podziwiam, że pani tak otwarcie o tym mówi.

- Fakt, to nie jest łatwe. Staję przed kamerą w gaciach i mówię, że ważę 85 kilo. Ale czy ktoś, kto ma taką odwagę, nie jest widzowi bliższy niż ten, kto waży 42 kilo i ma powiększone usta oraz policzki? Ja już taka jestem. Jeśli się obnażam, to robię to w jakimś celu. Oczywiście widzowie nie poznają moich dokładnych badań lekarskich, bez przesady. Wie pani, że już schudłam sześć kilo? A przede mną wiele tygodni, jeszcze z pół roku....

Jak znajduje pani na to czas przy dzieciach, pracy i częstych podróżach między Polską a Kanadą?

- Mogłabym powiedzieć, że jestem zmęczona, że jest ciężko, że mały Franek ostatnio bardzo dużo choruje, tylko po co narzekać? Nie znoszę tego naszego polskiego męczennictwa, użalania się nad sobą, więc powiem pani tak: momentami jest trudno, ale spokojnie daję radę.

Także wtedy, gdy wprowadza pani zdrowe nawyki, a rodzina się buntuje?

- Moja rodzina jest bardzo szczupła, je zdrowo, więc dla niej to nic nowego. Dzieciaki od dawna nie jadają regularnie słodyczy, robią sobie tylko słodkie weekendy, kiedy same przygotowują domowe desery. Sporo gotują. Moja dieta nie jest dla nich dramatem.

Ale czasem pojawiają się chwile słabości?

- Pewnie. Wczoraj miałam w sobie takiego głodomora, że zjadłam parę żelków. Agata Ziemnicka, dietetyczka, która występuje ze mną w nowym programie, mówi, że to nawet lepiej. Bo nie mogę być robotem. Jak się zdarzy wyłom w diecie, trudno. Idziesz dalej.

Już czuję na sobie presję, to wyczekiwanie telewidzów: schudła, nie schudła . Nie poddaję się jednak, bo robię to dla własnego zdrowia, ale też - mam nadzieję - dla innych. Staram się uprawiać dziennikarstwo misyjne. Za każdym moim projektem stoi mała misja. A to uczymy się zdrowego odżywiania, czytania etykiet, postaw konsumenckich, a to pomagamy młodym mamom. Teraz chcę ruszyć Polaków z kanapy. Jeśli ktoś dzięki mnie zrzuci choćby kilogram, będę najszczęśliwszą osobą na świecie.

Katarzyna Bosacka. Dziennikarka prasowa i telewizyjna, autorka wielu publikacji o zdrowiu, medycynie oraz urodzie. Z wykształcenia polonistka, z zamiłowania tropicielka nawyków żywieniowych Polaków. Od kilku sezonów prowadzi w TVN Style program "Wiem, co jem i wiem, co kupuję", a teraz debiutuje z nową produkcją "Wiem, co jem na diecie". Prywatnie żona Marcina Bosackiego, ambasadora RP w Kanadzie, i mama czwórki dzieci.

Angelika Swoboda . Ekspert showbiznesowy portalu Gazeta.pl. Komentuje życie gwiazd w Polsat Cafe, TVN i Superstacji. Zaczynała jako dziennikarka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi chętnie rozmawia zawsze i wszędzie, kawy i sportowych samochodów.

(fot. Publio.pl)