Biografie

Grzesiek zaprasza mnie na herbatę do swojego mieszkania w warszawskim Śródmieściu. Na półkach stoją tomiki Juliana Tuwima, "Opowieści z Narnii" i dzieła Martina Heideggera, któremu Uzdański poświęcił doktorat, obroniony właśnie w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Na biurku leżą jeszcze prezenty, które dostał od przyjaciół po obronie - zabawne ilustracje, absurdalne gry, a nawet pluszaki. Wszystkie związane z "Byciem i czasem" Heideggera.

Kudłaty i szczupły Grzesiek nie wygląda na swoje 35 lat. Ma wrażliwość wiecznego chłopca, a jego znajomi mówią, że nadmiar energii najlepiej pożytkuje na scenie. Śpiewał już w Przepraszam, teraz będzie nagrywać nowy materiał z nowym zespołem. Zanim dziewięć miesięcy temu założył "Nowe wiersze sławnych poetów", był już nauczycielem etyki i filozofii w warszawskim gimnazjum Raszyńska.

Teraz pisze pastisze wierszy swoich ulubionych poetów - od Bolesława Leśmiana do Walta Whitmana. Wymyśla wersy o Facebooku, Harrym Potterze i szafiarkach, absurdalnie zabawne, ale podszyte melancholią. Rekordową liczbę ponad dwóch tysięcy lajków zdobył wiersz "Zdjęcie" pisany frazą Charlesa Bukowskiego, a ostatnio Grzesiek zabrał Mikołaja Sępa Szarzyńskiego na przejażdżkę drugą linią metra.

"jakiś facet skomentował moje zdjęcie. "hej, nieźle się zapuściłeś," napisał "wyglądasz jak prawdziwy menel" wyrzuciłbym go ze znajomych ale nie mam go w znajomych".
Charles Bukowski "Zdjęcie"
Grzegorz Uzdański (fot. Alicja Sawicka / deficyty motywacyjne)

"Już teraz wiem, czego w życiu chcę" - śpiewałeś w piosence "Poezja" zespołu Przepraszam. Podpisujesz się pod tym tekstem?

- To piosenka o sportowcu, który przeżył epifanię, upadając na chodnik, i postanowił zostać poetą, co nie do końca spodobało się jego trenerom. Ja takiego jednorazowego objawienia nie doznałem, natomiast wiem, że jedną z rzeczy, które chcę robić w życiu, jest pisanie wierszy, i pisanie w ogóle. Ale nie jedyną. To wiąże się z moim stosunkiem do książek - zawsze strasznie lubiłem czytać. Muszę je mieć, czytać, pamiętać.

A kiedy zacząłeś pisać?

- Pod koniec podstawówki. Pisałem przez całe liceum, przestałem na jakiś czas dopiero pod koniec studiów. Na początku to były typowe młodzieńcze wiersze o miłości, śmierci i samotności. Inspirowane Tuwimem, którego dzieła zebrane dalej zajmują ważne miejsce w mojej biblioteczce.

"Lajkuję jedno, potem drugie, A nawet trzecie. Co mi szkodzi. Niech świat się dowie: bardzo lubię, Widzieć, że innym coś wychodzi.
Do wesołego komentarza Przeklejam serce albo uśmiech Przecież im też się chyba zdarza Krzyczeć, wcisnąwszy twarz w poduszkę?"
Julian Tuwim "Newsfeed 2"
Grzegorz Uzdański (fot. Alicja Sawicka / deficyty motywacyjne)

Teraz już nie piszesz do szuflady tylko dla ponad 20 tysięcy fanów na Facebooku. Skąd pomysł na "Nowe wiersze sławnych poetów"?

- Na studiach podczas zabaw ze znajomymi zauważyłem, że potrafię naśladować różne style literackie. Dobrze się czułem w parodii i pastiszu, ale szukałem właściwego języka. Kiedyś nagrywałem śmieszne filmiki pod hasłem "Szary Niedźwiedź" na YouTubie. Siedziałem w domu przed komputerem z kamerką i wcielałem się w rolę bardzo męskiego trapera, który opowiada o życiu w głuszy. Wrzuciłem tam wiersze o polowaniu pisane frazą Herberta albo Rilkego. Jakiś czas później spotkałem na koncercie na Agrykoli koleżankę, która powiedziała, że jej kumpel, związany z literaturą, myślał przez chwilę, że mój wiersz o polowaniu to naprawdę nieznany utwór Herberta. To był mój pierwszy sukces! A wybrałem formę strony na Facebooku, bo wiedziałem, że mogę szybko trafić do dużej grupy ludzi, a mój przyjaciel, Maciej Kaczyński, z którym grałem w zespole Przepraszam, prowadził tam razem z Patrykiem Brylińskim stronę "Antkowi nie wyszło" , a potem ,,Facecje ". To mi się strasznie podobało i pomyślałem, że też tak chcę. Zwłaszcza że jestem do Facebooka bardzo przyzwyczajony. Zaczynam od niego dzień. Bywa, że spędzam tam czas mało produktywnie, tak nudno-smutno-kompulsywnie. Mój "news feed" wypluwa filmik, na którym mały dziobak pije mleko, więc oglądam, a potem zaczynam czytać artykuł np. w Gazeta.pl i mnie nudzi, więc oglądam zdjęcia znajomych itd. Ale na Facebooku są też perełki: Facecje, komiks Bohater , cudowne średniowieczne obrazki na Discarding Images i wiele innych. No i dużo stron pożytecznych, bliskich mi ideowo: Feminoteka , Codziennik Feministyczny , Krytyka Polityczna , Obywatel i tak dalej. Lubię to!

Twojej stronie też od razu mnóstwo ludzi dało kciuk w górę. "Herbert nie dostał Nobla, ale ty masz szansę", "Twój fanpage sprawia, że życie jest lepsze", "Dla ciebie warto było studiować polonistykę" - piszą fani. Łechce to twoją próżność?

- Łechce. No i w ogóle jest bardzo miłe - w końcu piszę dla ludzi, więc pozytywne reakcje są dla mnie bardzo ważne. Na początku trochę nie mogłem uwierzyć, że ktoś, kto nie jest moim przyjacielem albo ciotką, czyta moje wiersze. Nie mam też mocno osadzonego poczucia własnej wartości i bardzo przejmuję się cudzymi opiniami. Między innymi dlatego czytam każdy komentarz.

"Wspaniałe!", "Kocham Pana", "Sęp jak żywy!" - komentowano ostatnio pod wierszem "Druga linia metra w Warszawie", napisanym frazą Mikołaja Sępa Szarzyńskiego. Wiersz spada na ciebie jak grom z jasnego nieba czy cyzelujesz każde słowo?

- To tajemnicza sprawa, że pomysł pojawia się ludziom w głowie, prawda? Moje pomysły na wiersze mają od razu konkretny szkielet - pomaga też fakt, że to pastisze konkretnych autorów. Od razu wiedziałem, że będę pisać Sępem. I że napiszę sonet, i to po staropolsku. Tematy wybieram z życia, dlatego pierwotnie to miał być zachwyt nad nowym metrem, chociaż jeszcze nim nie jechałem, a potem pomyślałem sobie, że do Sępa przecież ta afirmacja nie pasuje, raczej do Kochanowskiego. Ton Sępa Szarzyńskiego, przynajmniej z jego najbardziej znanych wierszy, to bardziej coś w stylu "Boże, jestem grzeszny, jakie to straszne, że mam ciało, co mam z tym zrobić", dlatego w wierszu o metrze też jest głównie o grzechu, poczuciu winy i tak dalej.

"Nie masz wagonów tak śmigłych, że mogą Ujść doległościom, co wiecznie człowiecze, Czy to nadziemną, czy podziemną drogą, Metro przed nimi także nie uciecze."
Mikołaj Sęp Szarzyński "Druga linia metra w Warszawie"

Niektórzy poeci stawiają ci opór?

- Wszyscy są trudni, ale z większością się jednak udaje, choć na przykład zabierałem się do czegoś w stylu "Beniowskiego" Słowackiego i na razie nie wyszło. Niektórych poetów, choć ich ubóstwiam, ruszać nie będę, bo zabawa ich twórczością wydaje mi się nie na miejscu. Choćby Paula Celana, którego w zasadzie wszystkie wiersze - i ich specyficzna forma - mniej lub bardziej wiążą się z Holokaustem, podobnie jak Baczyńskiego z drugą wojną światową i powstaniem warszawskim, a Poświatowskiej z chorobą.

Grzegorz Uzdański (fot. Alicja Sawicka / deficyty motywacyjne)

Czujesz się jak kopista mistrzów - zdolny, ale zawsze w cieniu wielkich?

- "Nowe wiersze" to dla mnie też trampolina do pisania własnych rzeczy. Wiersz - już niepastiszowy - to też w pewnym sensie, tylko z pewnością w dużo mocniejszym niż przy pastiszu, przezwyciężenie stylu poetek i poetów, którymi się nasiąkło. Ćwiczę warsztat, bawiąc się cudzym stylem i zderzając go ze współczesną tematyką. To banał, ale jakoś tam prawdziwy, że w dzisiejszej post-post-post-postkulturze ciężko stworzyć nową formę, dlatego pastisz bywa nośny. A wracając do ,,Nowych wierszy" - mają one też chyba w jakimś stopniu aspekt popularyzatorski: może ktoś, kto lubi stronę i przeczyta mój pastisz, sięgnie po oryginał, którego akurat dobrze nie znał?

"Bardzo ładnie wyglądasz na zdjęciu i fryzurę masz inną, niż znałam. Wszystko sprawdzam, rok po twoim odejściu. Nie powinnam tu wchodzić. Wiem sama".
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska "Rok"

Chciałbyś, żeby twoje wiersze weszły do kanonu, były cytowane w podręcznikach, stawały się nośne jak hasła reklamowe?

- Nie no, trzeba zachować proporcje - teksty z "Nowych wierszy" to fajne pastisze, ale do kanonu im oczywiście daleko.

A zgłaszają się już do ciebie np. producenci odkurzaczy, żebyś napisał dla nich tekst reklamowy?

- Coś w stylu "Odkurzacz Zelmera / Bardzo dobry odkurzacz"? Nie, chyba dlatego, że zasięg strony nie jest - i raczej nigdy nie będzie - tak duży, żeby był atrakcyjny dla reklam tego typu.

W twoich wierszach widać napięcie między zachwytem a dystansem, zrozumieniem i ironią. To melancholia?

- Staram się bawić formą, ale równocześnie te wiersze są szczere, są często o mnie i o moich przeżyciach. To dla mnie w nich bardzo istotne, że one tak lekko balansują między zabawą a powiedzeniem też czegoś na poważnie.

Czy bycie poetą to praca?

- Tak, bo wkładasz wysiłek w jakieś tam przekształcanie rzeczywistości tekstem, który piszesz. Ale pracą zarobkową - a już z pewnością jedyną pracą zarobkową - bywa dość rzadko, może wtedy, jeśli masz stypendium ministra albo wygrasz jakąś nagrodę.

Twoja poezja ma być ulotna jak lajk czy chcesz sobie postawić nią pomnik ze spiżu?

- Oczywiście pomnik ze spiżu (śmiech). To trudne pytanie, nie wiem, jak do końca z tym jest. Na pewno dzięki internetowi poezja jest bardziej dostępna - w kilka chwil, nie wychodząc z domu, mogę znaleźć i przeczytać mnóstwo wierszy w różnych językach - to jest wspaniałe. A jak jest z tą ulotnością, to naprawdę nie wiem.

Zostałeś poetą, a miałeś być gwiazdą rocka. Dziesięć lat temu z Maćkiem Kaczyńskim i kilkoma przyjaciółmi założyłeś zespół Przepraszam, gdzie śpiewałeś i pisałeś teksty. Znajomi, którzy widzieli cię na koncercie, mówią, że jesteś zwierzęciem scenicznym - krzyczysz, skaczesz i wijesz się. Brakuje ci muzyki?

- Brakuje mi koncertów. Energia, którą czujesz, gdy śpiewasz, a ludzi to bierze, jest uzależniająca. Dlatego wracam do muzyki. Zacząłem próby z trojgiem przyjaciół - nazwaliśmy nasz zespół Ryby i za jakieś dwa-trzy miesiące powinniśmy już zagrać pierwszy koncert. Piszę też część tekstów dla zespołu Extra, w którym występuje dwóch moich przyjaciół z dawnej grupy. Ostatnio na scenie występowałem z Teatrem Improwizowanym Klancyk. To była czysta przyjemność. Klancyk jest absolutnie fantastyczny - bogactwo, wielość skojarzeń, wielokierunkowość, wolność tego, co robią.

Grzegorz Uzdański z Teatrem Improwizowanym Klancyk w Klubie Komediowym (fot. Szymon Cieślak)

"Na głowie mamy wciąż tyle rzeczy", tym razem z piosenki "Noga". Ty masz na głowie "Nowe wiersze", do niedawna doktorat, pracę na cały etat w Społecznym Gimnazjum nr 20 "Raszyńska" w Warszawie. Zawsze widziałeś się w roli nauczyciela?

- Trafiłem do szkoły częściowo z selekcji negatywnej. Po studiach nie dostałem się na studia doktoranckie, bo powiedziałem na egzaminie przed komisją, że chcę pisać o Heideggerze, ale nie znam niemieckiego. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić, więc poszedłem na staż do agencji reklamowej. Byłem w tym beznadziejny! Okazało się, że chyba nie potrafię być kreatywny pod presją. Miałem jakieś bardzo słabe pomysły, które szefowie odrzucali. Ale przetłumaczyłem mnóstwo reklam szminek z angielskiego na polski, bo nikomu oprócz stażystów nie chciało się tego robić, stażystom też się oczywiście nie chciało, ale musieli. No i potem po roku znów zdawałem na doktoranckie - tym razem się udało. Poszedłem na rozmowę o pracę do gimnazjum na Raszyńskiej i Krystyna Starczewska, dyrektorka Raszyńskiej, mnie przyjęła. Strasznie się cieszę, że tak się to ułożyło.

Bardzo lubię pracę w szkole, oczywiście czasami jest męcząca, ciężka i tak dalej, ale i tak ją lubię. Absolutnie super jest w niej dla mnie to, że poznaję bardzo dużo różnych osób. Poza tym ta praca w szkole może być pożyteczna, a to dla mnie jest bardzo ważne. Dobra nauczycielka czy nauczyciel naprawdę może coś realnego zdziałać, choć oczywiście w bardzo ograniczonej skali. Może pokazywać dzieciom coś fajnego, uczyć różnych dobrych zachowań, pomóc rozwijać talenty, uwierzyć w siebie itd.

Czego uczysz w szkole?

- Etyki i filozofii, jestem też wychowawcą klasy, już drugi raz. U nas w szkole klasy same sobie wybierają nazwy, no i moja klasa wybrała sobie, po długich dyskusjach - to zawsze zresztą są długie dyskusje - dość złowrogą nazwę ,,Apokalipsa". Część nauczycieli i nauczycielek bała się trochę, że taka nazwa sprawi, że klasa będzie straszna, ale tak się na szczęście nie stało. W tym roku już skończą gimnazjum, co ciężko przeżyję, bo mocno się do nich przywiązałem. Staram się dużo z dziećmi rozmawiać, o ich ocenach, o planach na przyszłość, o ich zainteresowaniach. Normalne w pracy wychowawcy jest to, że angażuję się w niektóre ich problemy, szkolne i nie tylko.

Mówisz o gimnazjalistach "dzieci".

- U nas w szkole tak się przyjęło mówić o uczniach. Swoją drogą, gdy przychodzą do gimnazjum, to zdecydowanie tymi dziećmi są: mają 13 lat, są zasadniczo kajtkami z podstawówki, a wychodzą jako szesnastolatki - czyli dawna pierwsza klasa liceum. Przez ten czas przeżywają ogromną przemianę. To dla nich pod wieloma względami bardzo ciężki okres, istnieje nawet takie pojęcie jak "kryzys wieku dojrzewania", bardzo adekwatne.

Grzegorz Uzdański w Klubie Komediowym (fot. Szymon Cieślak)

Jesteś dla nich kumplem czy mistrzem?

- Mówią do mnie "panie Grzesiu". Taka forma jest w naszej szkole częsta. Ale dopóki nie skończą szkoły, nie mam ich w znajomych na Facebooku. W pracy nauczycielskiej jedną z rzeczy najtrudniejszych jest właśnie balansowanie między pewną bliskością i - jednak - pewnym dystansem. Staram się z uczniami i uczennicami jak najlepiej porozumiewać - jest mi o tyle łatwiej, że dość dobrze pamiętam nastoletniego siebie. Pamiętam, że nauka i nauczyciele byli na drugim planie, najważniejsze były pierwsze miłości, ważne przyjaźnie, konflikty i tak dalej.

Widzę wiadomość z mojego konta. Niby mojego, a zdjęcie nie to. W żółtej sukience, z jakimś mężczyzną, prowadzę po parku obrażone dziecko. Nie znam tej sukienki.
Nie znam tego mężczyzny. Nie znam tego dziecka.
Wisława Szymborska "Wiadomość"

Twój autoreferat na obronie doktoratu o Heideggerze trwał godzinę. Twoi uczniowie coś by z niego zrozumieli?

- Filozofię staram się im tłumaczyć na przykładzie konkretnych problemów, które poddaję pod dyskusję. Ale teoria poznania czy teoria języka jest ciekawa tylko dla części dzieci. Na etyce jest trochę prościej, bo dylematy, które im przedstawiam, są bliższe życia, dlatego więcej osób chce dyskutować. Jak się na przykład zastanawiamy, czy kłamstwo jest zawsze złe, czy jednak czasami dobre - i omawiamy to na konkretnych życiowych przykładach - to łatwiej tym zainteresować dużą liczbę dzieci niż kwestiami czysto poznawczymi. Ale np. ostatnio w paru klasach miałem bardzo fajne dyskusje o tym, co to znaczy ,,fakt", więc to też jest możliwe. No i oczywiście nie wszystkie lekcje się udają, niezależnie od tematu. Prowadzenie lekcji jest w ogóle bardzo trudne.

W twojej szkole panują zasady wymyślone przez dyrektorkę Krysię Starczewską, odpowiedzialną za Raszyńską i Bednarską. Jak już wspomniałeś, dzieci same nadają nazwy klasom, np. "Abstrakcja", "Bez komentarza", "Etna" i "Fenoloftaleina", mogą głosować w Sejmie szkolnym, podejmują decyzje w Sądzie szkolnym. Szkolny system wychowawczy nastawiony jest na kształtowanie w uczniach umiejętności samodzielnego działania, niezależnego myślenia i odpowiedzialności za własny rozwój. To w polskiej szkole nietypowe. Wasi uczniowie nie przeżyją zawodu, gdy wyjdą na świat i okaże się, że nie mają tylu możliwości, co w szkole?

- Dzieci, które po gimnazjum u nas idą do innego liceum, często wracają z powrotem, bo przyzwyczaiły się do tego, że szanujemy ich opinie. Ale obawiam się megalomanii i nie chcę mówić, że metody naszej szkoły są jedynymi właściwymi. Realizowanie ideałów demokracji w warunkach szkoły to skomplikowana operacja. Raz wychodzi lepiej, a raz gorzej, ale myślę, że to dobrze, że próbujemy.

Jesteś przezroczysty światopoglądowo czy zawsze mówisz uczniom, co myślisz?

- To by było kłamstwo, bo nikt nie jest przezroczysty, a udawanie, pozowanie na bycie głosem rozsądku jest szkodliwe. Ilekroć mówię coś, co jest wyrazem moich poglądów, staram się to zaznaczyć. Zdradzam też poglądy, sympatie i antypatie polityczne. Mam na przykład kilku uczniów o poglądach prawicowych, zwolenników Janusza Korwin-Mikkego. Dyskutują ze mną, lewicowcem. Próbuję ich przekonać, choć oczywiście strasznie trudno nakłonić kogokolwiek do zmiany poglądów. Zwłaszcza że pamiętam, jak nienawidziłem, jak ktoś mówił mi: jak dorośniesz, to zrozumiesz - mam nadzieję, że sam teraz tak nigdy nie mówię. Ale te i inne dyskusje na pewno i im, i mnie dają do myślenia dają.

Sam jesteś zaangażowany społecznie?

- Robię bardzo mało, to mój spory wyrzut sumienia. Mam poczucie, że - mówiąc w dużym i potwornie upraszczającym skrócie - obecny system jest pod wieloma względami zły i niesprawiedliwy, ale nie robię za wiele, żeby to zmienić. Czasem podpiszę jakąś petycję, pójdę na demonstrację, chodzę na wybory, co roku jestem na Manifie, bo jestem feministą. W tym roku brałem udział w redakcji Gazetki Manifowej - strasznie fajnej zresztą. Zgodnie z hasłem tegorocznej Manify ,,Wszystkie jesteśmy u siebie" były w niej rozmowy z różnymi kobietami, które opowiadały swoje konkretne historie, które pokazywały, dlaczego np. imigrantka, osoba niepełnosprawna, lesbijka, osoba eksmitowana z mieszkania czy ofiara molestowania nie może się w Polsce poczuć u siebie i co robić, żeby to zmienić.

Uważasz się za przedstawiciela młodej polskiej inteligencji?

- Inteligencja, prekariat, klasa średnia czy raczej niższa-średnia to kategorie, które jakoś tam określają ludzi podobnych do mnie - wykształconych, z wielkiego miasta, ale na ile dobrze określają, nie jestem pewny. Do tego często mają mocno wyższościowy w stosunku do innych grup społecznych sens. Nie mam tego wszystkiego dobrze przemyślanego, nie wiem na przykład, na ile kategoria ,,inteligencji" w ogóle dobrze coś opisuje, więc ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie.

Grzegorz Uzdański (fot. Alicja Sawicka / deficyty motywacyjne)

Zawsze byłeś indywidualistą?

- W dzieciństwie byłem raczej lamerem. Próbowałem grać w piłkę, ale nie za bardzo mi to wychodziło. Teraz idzie mi to lepiej, gram dwa razy w tygodniu w Akademickiej Lidze Szóstek Piłkarskich, gdzie jesteśmy jedną z gorszych drużyn, a ja jednym z gorszych zawodników, ale zawsze to liga, więc nie jest tak źle. "WF jest zawsze lekcją równych", pisał Edmund Niziurski. Ja jako dzieciak nie byłem "równy". W podstawówce sporo było koszmaru i przemocy. Dopiero w liceum zacząłem mieć przyjaciół. Pojawili się ludzie, którzy mnie lubili, i to było wspaniałe. Nie zmieniła się miłość do książek, do dzisiaj zresztą kocham te dla dzieci. "Harry'ego Pottera", o którym piszę w jednym z wierszy, czytałem dopiero pięć lat temu. 700 stron w dwie noce. Jak już o twórczości dla dzieci i młodzieży mowa, to ostatnio strasznie wkręciłem się w serial o Flashu, superszybkim bohaterze, skierowany głównie do osób trzynastoletnich albo wewnętrznie trzynastoletnich, a wewnętrzny trzynastolatek często dochodzi u mnie do głosu.

A kiedy czujesz się dorosły?

- Chyba w pracy - i nie chodzi tu o sam wysiłek (moi uczniowie są równie albo i bardziej przepracowani ode mnie), tylko po pierwsze o zarabianie na swoje utrzymanie, a po drugie, o odpowiedzialność za innych. Myślę też, że gdybym miał dziecko, to ta dorosłość mogłaby wzrosnąć o tyle, że miałbym osobę, za którą byłbym odpowiedzialny w jeszcze inny sposób.

Co dalej z twoim facebookowym dzieckiem?

- Na pewno będą nowe wiersze. I będą sławni poeci. Po obronie pomyślałem, żeby napisać pastisz Heideggera. W późnych tekstach miewał ciągoty poetyckie, patetyczne i czasem trochę ciężkawe, coś w stylu pisania o leśniku na polnej drodze. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Grzegorz Uzdański (ur. 1979). Doktor filozofii UW, nauczyciel etyki i filozofii w warszawskim gimnazjum Raszyńska. Autor strony Nowe wiersze sławnych poetów (LINK). Kiedyś śpiewał i pisał piosenki dla zespołu Przepraszam, teraz pracuje nad nowym projektem muzycznym. Warszawiak, lewicowiec, poeta.

Anna Konieczyńska . Sekretarz redakcji magazynu " InStyle", jedna druga agencji kreatywnej ThinkFashion.pl , połowa duetu serialowego Qkmal, doktorantka w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Lubi pisać, pracować, plotkować.