Kiedy w lipcu 1899 r. znany i ceniony amerykański fotograf Alfred Stieglitz opublikował w swoim czasopiśmie "Camera Notes" pięć zdjęć autorstwa Gertrude Käsebier, ogłaszając ją "bezdyskusyjnie czołowym artystycznym fotografem portretowym swoich czasów", okazało się, że fotografia wcale nie musi być domeną jedynie mężczyzn. W tym samym roku odbitka zdjęcia pt. "The Manger" ("Żłób") autorstwa Gertrude została sprzedana za 100 dolarów i była to najwyższa cena, jaką kiedykolwiek zapłacono za fotografię. Sława tej amerykańskiej fotografki początku XX w. urosła bardzo szybko, a ona sama zainspirowała ruch kobiet wybierających fotografię jako ścieżkę kariery. Zrobiła fascynującą karierę fotograficzną, a jej prace zachwycają do dziś.*
O dzieciństwie Gertrude Käsebier (z domu Stanton) wiadomo niewiele, poza tym, że urodziła się w 1852 r. w Fort Des Moines w stanie Iowa i od najmłodszych lat pasjonowała się rysunkiem, mimo że rodzice pragnęli, by została pianistką. Ojciec Gertrude zmarł, gdy ta była jeszcze małą dziewczynką, a w 1864 r. rodzina została zmuszona do wyprowadzki i przeniesienia się do Brooklynu w Nowym Jorku.
Tam wdowa po Stentonie wraz z dwójką dzieci zaczęła prowadzić stancję, której w późniejszym czasie częstym gościem stał się zamożny brookliński biznesmen niemieckiego pochodzenia, Eduard Käsebier. Mężczyźnie wpadła w oko młodsza od niego o 6 lat Gertrude i po jakimś czasie postanowił się jej oświadczyć. Dwudziestoletnia wówczas dziewczyna oświadczyny przyjęła i wkrótce odbył się ślub. Małżeństwo to jednak niemal od początku skazane było na niepowodzenie.
Nie tylko żona, matka i gospodyni**
Gertrude była oryginalną i pełną życia kobietą, tymczasem Eduard był raczej powściągliwym tradycjonalistą. Stateczny biznesmen nie zdawał sobie sprawy z artystycznych ciągot małżonki, które z czasem coraz bardziej się uaktywniały, a ona sama nie widziała siebie w roli jedynie żony, matki i gospodyni domowej. W ciągu kilku lat urodziła Eduardowi trójkę dzieci, a następnie zaczęła podążać drogą własnej samorealizacji, co oznaczało dla małżonków dwa równoległe życia. Ponieważ w tamtym czasie rozwód nie był społecznie akceptowany, para postanowiła pozostać razem, choć po 1880 r. żyli już osobno.
Taki stan rzeczy stał się inspiracją dla wykonanej przez Gertrude w 1915 r. fotografii pt. "Yoked and Muzzled – Marriage: ("W jarzmach i kagańcach – małżeństwo"), przedstawiającej dwa woły spętane i splecione razem. Był to wyraz prawdziwej pogardy artystki dla związku, w którym przez wiele lat czuła się uwięziona. Do dziś zdjęcie to uznawane jest za jedną z najbardziej uderzających prac w jej karierze, a biografowie z upodobaniem cytują przepojone jadem opinie, jakie Gertrude miała głosić o swoim mężu, w rodzaju: "Jeśli poszedł do nieba, to ja chcę iść do piekła!". Trzeba jednak podkreślić, że pomimo wielu napięć, gdy ich dzieci dorosły, Eduard wspierał żonę finansowo, aby mogła uczęszczać do szkoły artystycznej i wyjeżdżać za granicę w celu realizowania swoich pasji. Bo ona, idąc pod prąd temu, co robiły w tamtym czasie typowe trzydziestosiedmiolatki, w 1889 r. w końcu zajęła się rysunkiem i malarstwem, a umiejętności zdobywała w Pratt Institute na Brooklynie.
Ponieważ jednak szkoła nie zapewniała kursów fotografii, Gertrude wydawała na nie sporo dodatkowych pieniędzy i spędzała całe godziny w bibliotece, czytając o technikach i metodach wywoływania i drukowania zdjęć. Swoje zainteresowanie fotografią tak wyjaśniała w artykule z 1913 r. opublikowanym w "New York Timesie": "Kiedy urodziły się moje dzieci, postanowiłam nauczyć się używać pędzla. Chciałam uchwycić ich urocze buźki w sposób, który powinien być także moim wyrazem, więc poszłam do szkoły plastycznej. Ale nauka sztuki jest długa, a dzieciństwo ulotne, jak szybko odkryłam, a dzieci traciły dziecięce twarze, zanim nauczyłam się malować portrety, więc wybrałam szybsze medium".
By szkolić swój warsztat fotograficzny, Gertrude wyruszyła po nauki także do Europy. W 1895 r., po powrocie do Stanów, była już na tyle pewna swych umiejętności, by zdecydować się na rozpoczęcie kariery zawodowej jako fotografka – do czego zresztą zmotywowało ją pogorszenie stanu zdrowia męża, a co za tym idzie i finansów rodzinnych. Po odbyciu stażu jako asystentka w studiu fotograficznym portrecisty Samuela H. Lifsheya Gertrude otworzyła własne studio i z pasją oddała się fotograficznej twórczości. Już rok później pierwszym efektem jej pracy była znakomicie przyjęta wystawa 150 fotografii jej autorstwa, która umożliwiła jej całkowite skupienie się na rozwoju własnej kariery fotograficznej.
Z aparatem w ręku zaczęła przemierzać indiańską wioskę powstałą na Brooklynie na potrzeby teatralnego show Buffalo Billa na Dzikim Zachodzie ("Wild West show"), co przypomniało jej o spędzonym w Kolorado dzieciństwie. I tak powstała fascynująca seria portretów indiańskich twarzy, jedna z najlepszych w jej karierze. Dorastając na terytorium Kolorado, Gertrude była bowiem jednym z niewielu białych dzieci wśród swoich indiańskich przyjaciół. Nabrała dla nich osobistego podziwu i uznania, co pokazała właśnie wówczas, gdy zaczęła fotografować podróżujących z trupą Buffalo Billa Siuksów.
Zamiast skupiać się na kostiumach, Gertrude zdecydowała się zwrócić uwagę na szczegóły twarzy Indian, wyeksponować ich wyraz poprzez mimikę. To podejście wyróżniało jej prace na tle ówcześnie przyjętej formy stylizowania fotografii portretowej rdzennych Amerykanów, nastawionej głównie na eksponowanie ich dziedzictwa i zwyczajów. Gertrude chciała, aby widz zauważył i zrozumiał indywidualność każdego bohatera fotografii jako człowieka. Tym, co jeszcze bardziej wzmocniło osobisty charakter owych zdjęć, był fakt, iż portrety Indian powstały wyłącznie dla sztuki i były dziełem miłości i zrozumienia Gertrude dla tych ludzi. Inną dziedziną życia chętnie poruszaną w pracach Gertrude było macierzyństwo.
Ogromny wpływ na fotografkę w tym zakresie wywarły teorie XIX-wiecznego humanisty i uczonego Friedricha Fröbla, dotyczące roli macierzyństwa w rozwoju dziecka. W swoich koncepcjach kładł on ogromny nacisk na pogłębianie więzi matki z dzieckiem, co dało Gertrude wiele do myślenia. Jej fotografie zaczęły mocniej zagłębiać się w te relacje, co pięknie ukazała w dwóch pracach, za które otrzymała główne nagrody w konkursach fotograficznych, a mianowicie mowa tu o "Real Motherhood" ("Prawdziwe macierzyństwo") i "The Manger (Ideal Motherhood)", czyli "Żłobie (Wzorowe macierzyństwo)".
Kobieta przecierająca szlaki
Nazwisko Käsebier zaczęło na dobre pojawiać się w fotograficznym świecie sztuki w 1898 r., gdy spośród 1200 fotografii zgłoszonych na wystawę salonu fotograficznego w Filadelfii wybrano 10 zdjęć jej autorstwa. Dzięki temu zaszczytowi znalazła się wśród najwybitniejszych fotografów tamtych czasów, z Alfredem Stieglitzem na czele. W trakcie przemówienia na wystawie Gertrude zachęcała inne kobiety do pójścia ścieżką jej kariery: "Gorliwie doradzam kobietom o gustach artystycznych, aby przygotowywały się do nieobrobionej dziedziny współczesnej fotografii. Wydaje się, że jest ona specjalnie dla nich dostosowana, a nieliczne, które do niej weszły, odnoszą satysfakcjonujący i opłacalny sukces". Sam Stieglitz był pod na tyle dużym wrażeniem prac Gertrude, że w 1899 r. opublikował pięć jej fotografii w swoim dzienniku fotograficznym, o czym wspominałam na początku rozdziału. W tym samym roku zdjęcie "Żłób" ustanowiło rekord pod względem ceny, jaką kiedykolwiek (w tamtym czasie) zapłacono za fotografię – a była to zawrotna wówczas kwota 100 dolarów.
Zasłużone pochwały i uznanie dla Gertrude nadal rosły i w 1900 r. została ona jedną z dwóch pierwszych kobiet (druga to Carine Cadby) wybranych do brytyjskiego towarzystwa The Linked Ring, które kładło nacisk na to, aby fotografia była w równym stopniu nauką, co formą sztuki. Stieglitz zaproponował jej również współudział w założeniu Foto-Secesji, ruchu promującego fotografię jako sztukę piękną. Z czasem jednak ich stosunki zaczęły ulegać oziębieniu, gdyż Gertrude, zmuszona chorobą, a potem śmiercią męża, podjęła decyzję o robieniu bardziej komercyjnych zdjęć, aby wesprzeć finansowo swoją rodzinę.
Narastający na tej płaszczyźnie konflikt, spotęgowany uporczywym zaniżaniem przez Stieglitza cen jej prac, spowodował w końcu rezygnację Gertrude z członkostwa w Foto-Secesji w 1912 r. Warto tu dodać, że osobliwa polityka Stieglitza w tej kwestii stała się z czasem przedmiotem jego sporów z innymi dawnymi zwolennikami, także z uznanymi fotografami, jak Clarence Hudson White czy Robert Leon Demachy. Tymczasem coraz bardziej wyemancypowana Gertrude przyczyniła się do powstania konkurencyjnej grupy zrzeszającej piktorialistów (Pictorial Photographers of America), jak również stowarzyszenia skupiającego zawodowe fotografki (Women’s Federation of the Photographers' Association of America).
Kontynuowała wykonywanie portretów aż do 1929 r., kiedy to wzrok i słuch zaczęły ją zawodzić. Zostawiła pracownię córce, Hermine Turner (która dołączyła do matki w studiu fotograficznym), a następnie zorganizowała retrospektywę jej prac w Brooklyn Institute. Pierwsza dama amerykańskiej fotografii porzuciła swój ukochany fach dopiero w wieku 77 lat, ze względu na nieubłaganie postępującą ślepotę. Zmarła ze starości pięć lat później, pozostawiając po sobie rzesze godnych naśladowczyń, dla których niewątpliwie była ogromną inspiracją.
*Publikujemy fragment książki Małgorzaty Czapczyńskiej "Awanturnice. Kobiety, które prowokowały i szły pod prąd", która ukaże się 9 października 2024 roku nakładem Wydawnictwa Pascal.
**Śródtytuły pochodzą od redakcji.


