Historia
Rudolf Hess, Heinrich Himmler, Philipp Bouhler, Fritz Todt i Reinhard Heydrich (5.od lewej), słuchający Konrada Meyera, znanego z wkładu w Generalny Plan Wschodni. 20 Marca 1941 rok. (Fot. Bundesarchiv, Bild 183-B01718 / CC-BY-SA 3.0, CC)
Rudolf Hess, Heinrich Himmler, Philipp Bouhler, Fritz Todt i Reinhard Heydrich (5.od lewej), słuchający Konrada Meyera, znanego z wkładu w Generalny Plan Wschodni. 20 Marca 1941 rok. (Fot. Bundesarchiv, Bild 183-B01718 / CC-BY-SA 3.0, CC)

O przejęciu władzy przez Reinharda Heydricha jako protektora Rzeszy opowiada się historię, która wykracza poza wszelkie ideologie, wciągając go poza historię w sferę mitu. Wygląda na to, że wkrótce po przybyciu nowy pan Zamku Praskiego postanowił odwiedzić salę koronacyjną, aby zobaczyć słynną koronę księcia Czech Wacława I, który pośmiertnie został królem Wacławem. Korona, okazały, okrągły kopiec złota, wysadzany ogromnymi nieoszlifowanymi drogimi kamieniami w ognistych kolorach, tak naprawdę pochodzi z XIV wieku, ale zawiera wiele "wcześniejszych elementów", między innymi łączy się z nią legenda z epoki Wacława związana z jego przedwczesną śmiercią.*

Ktokolwiek jest tak nierozważny, by sięgnąć po koronę, nie będąc do niej w pełni uprawnionym – ostrzega starożytna tradycja – wkrótce umrze… i to gwałtownie. Reinhardowi Heydrichowi oczywiście przekazano to ostrzeżenie. Po czym, po jego usłyszeniu, podniósł koronę i z uśmiechem włożył ją sobie na głowę. A zaledwie kilka miesięcy później już nie żył.

Jednak pomimo swojego arogancko nieostrożnego zachowania Heydrich poważnie traktował pamięć o Wacławie – chyba nawet za bardzo dla własnego dobra. Zaplanował rozbudowaną kampanię propagandową przedstawiającą Wacława jako wizjonera, który chciał, aby jego naród żył w harmonii z Niemcami. "To właśnie to można wykorzystać historycznie" – przekonywał Heydrich. Postanowił zainaugurować ten proces małą ceremonią z wykorzystaniem klejnotów koronnych. Dla ochrony przed kradzieżą skarbiec koronacyjny został w toku historii zabezpieczony siedmioma zamkami, do których klucze powierzono siedmiu różnym czeskim urzędnikom.

Reinhard Heidrich. (Fot. Bundesarchiv, Bild 146-1969-054-16 / CC-BY-SA, CC BY-SA 3.0 DE),) , Rainhard Heidrich z żoną Liną von Osten. (Fot. Bundesarchiv, Bild 146-1972-039-24 / CC-BY-SA 3.0, CC BY-SA 3.0 DE)

Dziewiętnastego listopada Reichsprotektor Heydrich umówił się na spotkanie z prezydentem Háchą w kaplicy Wacława, gdzie przeprowadzili skomplikowaną ceremonię, aby potwierdzić zaufanie Protektoratu do Niemiec. Hácha przekazał siedem kluczy Heydrichowi, mówiąc (jak go pouczono), że są "symbolem lojalności Czech i Moraw wobec Rzeszy […] skąd kiedyś wywodziła się godność królów czeskich". Na to Heydrich odpowiedział: "Panie prezydencie, jest pan teraz gwarantem zobowiązań i lojalności Protektoratu. […] Dlatego oddaję panu trzy z siedmiu kluczy, które trzymam".

Oczywiście dawało mu to symboliczną przewagę – większość świętych kluczy. "Rabunek klejnotów koronnych" – tak czeski rząd na uchodźstwie określił tę ceremonię, ale Heydrich, który kilka miesięcy wcześniej śmiałby się z całej sprawy, gdyby zrobił to na przykład Himmler, teraz postrzegał taką ceremonię jako skuteczny symbol prawdziwie obopólnej współpracy.

[…]**

Jozef Gabčik i Jan Kubiš zostali zrzuceni na spadochronach nad Protektoratem z brytyjskiego bombowca Halifax wieczorem 28 grudnia 1941 roku. Nie wylądowali w samej Pradze, ale zgodnie z ustaleniami na odległym obszarze wiejskim, gdzie lecący samolot nie przyciągał uwagi. Była to właściwie ostatnia rzecz, która potoczyła się zgodnie z planem.

Spadochroniarze otrzymali szczegółowe instrukcje. Po zatarciu wszystkich śladów lądowania mieli szybko opuścić teren i udać się do Pragi, gdzie mieli się ukrywać, korzystając z miejscowych pieniędzy, czeskiej odzieży i artykułów osobistych (m.in. pasty do zębów i papierosów) oraz sfałszowanych dokumentów przekazanych im przed wyjazdem. OSS i czeski wywiad wielokrotnie powtarzały im, aby nikomu nie ujawniali swojej prawdziwej tożsamości i celu: "Ten ostatni punkt był bardzo ważny" – napisał później František Moravec.

 "Zostali poinstruowani, aby unikać wszelkich kontaktów z podziemiem". Z drugiej strony – pisał – "daliśmy jasno do zrozumienia, że ostateczne szczegóły planu trzeba będzie ustalić na miejscu. Ruchy Heydricha trzeba było obserwować wielokrotnie, należało zbadać jego rozkład dnia i zwyczaje. W Londynie nie udało się ustalić terminu operacji. Tę decyzję pozostawiono Gabčikowi".

Jozef Gabcik, jeden z głównych uczestników operacji Antrophoid. (Fot. www.vets.estranky.cz / Public domain, via Wikimedia Commons) , Jan Kubiš, jeden z głównych uczestników operacji Antrophoid. (Fot. Public domain, via Wikimedia Commons)

Po części zostawiono to też przypadkowi, a zespół zamachowców od początku miał osobliwe szczęście, kapryśną mieszankę dobrego i złego trafu. Z powodu nisko zalegających chmur w miejscu zrzutu spadochroniarze wylądowali na ziemi w obcym terenie, gdzie nie byli w stanie odpowiednio ukryć spadochronów; uciekając z miejsca lądowania, pozostawili ślady na śniegu. Wkrótce lokalni myśliwi, na szczęście o dobrych intencjach, wyśledzili ich tymczasową kryjówkę i zaoferowali żywność oraz pomoc. Takie życzliwe dusze, które również były gotowe podjąć poważne ryzyko albo były w ruchu oporu, albo z nim sympatyzowały: w ciągu dwóch dni Gabčik i Kubiš zostali zabrani przez podziemie, którego mieli unikać.

Niemniej, podczas gdy Heydrich przyspieszał tempo zarówno swoich reform, jak i schizofrenicznego rozwoju osobistego, Kubiš i Gabčik napotykali trudności i opóźnienia jedne po drugich. Minęło prawie sześć miesięcy, zanim wszyscy trzej spotkali się twarzą w twarz.

[…]

Pogoda w ciepły, słoneczny wiosenny poranek 27 maja 1942 roku była wspaniała. Na wsi kwitły drzewa owocowe; w mieście powietrze było przesycone słodkim zapachem bzu. Reinhard Heydrich spędził poprzedni dzień na zajęciach, które wydawały się nie mieć nic wspólnego z rychłym wyjazdem do Francji. Według żony przygotowywał się do wyjaśnienia Hitlerowi wielu powodów, dla których Hans Frank był zbyt skorumpowany, by pozostać na stanowisku gubernatora generalnego Polski. Heydrich spotkał się również z czeskim gabinetem, aby ogłosić utworzenie nowej organizacji dla czeskiej młodzieży w wieku od dziesięciu do osiemnastu lat. Miała kłaść nacisk na aktywność sportową, a wieńczyłby ją rok w służbie pracy. Dla protektora był to również eksperyment "reedukacyjny", który miał odciągnąć młodzież od wcześniejszego kształcenia akademickiego i zachęcić do rozwoju w nowym kierunku – proces, który naziści nazwali "mutacją narodową".

Reinhard Heydrich i Karl Hermann Frank na Zamku Praskim. (Fot. Bundesarchiv, Bild 146-1972-039-26 / CC-BY-SA 3.0, CC BY-SA 3.0 DE) , Reinhard Heydrich (Fot. Bundesarchiv, Bild 152-50-10 / Friedrich Franz Bauer / CC-BY-SA 3.0, CC BY-SA 3.0 DE))

Tego wieczoru Heydrich wziął udział w koncercie muzyki swojego ojca, do którego sam napisał krótkie wprowadzenie. Bruno Heydrich zmarł kilka lat wcześniej, ale był to ze strony Heydricha gest pojednania z wielkodusznym, ekstrawaganckim aktorsko, bardzo kreatywnym człowiekiem, którego styl życia kiedyś tak stanowczo odrzucał. Zdjęcie ojca stało teraz na jego biurku w gabinecie protektora Rzeszy.

Następny poranek był tak jasny i czysty, że Heydrich opóźnił wyjazd, by pobyć z rodziną, i bawił się z dziećmi na lśniącym świeżą zielenią trawniku. Następnie zapewnił żonę: "Frank upadnie!", uściskał ją ciepło i dołączył do kierowcy Kleina na przednim siedzeniu kabrioletu mercedes. Oczywiście dach był opuszczony; prawie tak jak zawsze. "W ten sposób zachowujemy zimną krew, Klein!" – lubił żartować Heydrich.

Na początku wszystko szło zgodnie z planem – poza tym, że samochód Heydricha spóźnił się półtorej godziny. Dwaj mężczyźni z bronią i ich sprzymierzeniec z lustrem czekali i czekali, starając się nie rzucać w oczy na ruchliwej podmiejskiej ulicy. Gdy już uznali, że coś poszło nie tak, w polu widzenia pojawił się mercedes. Zgodnie z planem Gabčik zrzucił płaszcz przeciwdeszczowy i wyjął z teczki dopiero co zmontowanego stena. Samochód Heydricha wciąż zwalniał. Gabčik wyszedł na drogę, uniósł pistolet maszynowy i pociągnął za spust. Naciskał go raz za razem, ale broń nie wypaliła. (Naziści przypisywali to później panice, w jaką miał wpaść Gabčik, ale jest bardziej prawdopodobne, że przypadkowo w teczce do mechanizmu spustowego dostało się źdźbło trawy i broń się zacięła).

Przez krótką przerwę, jaką wywołało to niepowodzenie, Czesi i Niemcy spoglądali na siebie w szoku. Na chwilę nazistowski Nowy Porządek szaleńczo wypadł z orbity, zwykłe role się odwróciły, młody łowca ludzi z Rzeszy stał się teraz idealnym celem dla żołnierzy politycznych drugiej strony. Ta chwila trwała w rzeczywistości najwyżej minutę, było to jednak wystarczająco długo, by wywołać nieobliczalną zmianę w szerszym biegu europejskiej historii i zniweczyć wiele tysięcy istnień ludzkich. Nikt nie jest do końca pewien, co stało się później. Heydrich mógł powiedzieć swojemu kierowcy: "Gaz do dechy, człowieku!", co w takich okolicznościach było rutynową procedurą. Jednak zamiast tego samochód protektora zwolnił. Później jego kierowca powiedział, że Heydrich kazał mu się zatrzymać. W każdym razie ktoś popełnił ostateczny, fatalny błąd.

Mercedes-Benz W142, w którym jechał i został śmiertelnie ranny Reinhard Heydrich. Zdjęcie z dnia zamachu. (Fot. German Federal Archives / Public domain, via Wikimedia Commons)

Jan Kubiš zdążył wyjść zza latarni, podbiec do samochodu i rzucić granat. Wylądował pod lewym tylnym błotnikiem, eksplodując przy uderzeniu, wyrzucając fontannę żółtego ognia i rozrzucając we wszystkich kierunkach odłamki, które zraniły również Kubiša w oko i wbiły kawałki metalu i materiału tapicerskiego w plecy, śledzionę i przeponę Heydricha.

Zniszczony mercedes Heydricha z otwartym dachem po zasadzce zorganizowanej po zarzuceniu wstępnych planów zabicia go w pociągu lub podczas jazdy przez las. Jan Kubiš i Jozef Gabčik stali na przystanku tramwajowym na zakręcie ulicy w pobliżu szpitala Bulovka.

Później śledczy Gestapo doszedł do wniosku, że takie obrażenia "nie powinny być możliwe, ponieważ samochody przeznaczone do «ochrony» powinny mieć za przednimi siedzeniami stalowy pancerz. […] Ten rozkaz […] nie został wykonany".

Jednak w momencie wybuchu nikt nie zdawał sobie sprawy, że Heydrich został ranny. Wydaje się, że w tej sytuacji nic nie było dla nikogo całkiem realne.

Uroczystości żałobne w Kancelarii Rzeszy z udziałem Hitlera. (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe / Public domain, via Wikimedia Commons)

Gdy wahadło wróciło znów na pozycję nazistowskiej dominacji, scena wydawała się obserwatorom przypominać bardziej film lub przedstawienie o Dzikim Zachodzie niż normalne życie w Protektoracie. Wszyscy byli odważni; nikt nie był szczególnie sprytny.

 Heydrich wyciągnął broń z kieszeni w drzwiach samochodu, wyskoczył z pojazdu i zaczął strzelać do Kubiša, który pobiegł w kierunku swojego roweru. Gabčik cisnął bezużyteczną broń na chodnik, wyjął z teczki rewolwer Colta i uciekał pod górę, strzelając po drodze. Kierowca Heydricha, Klein, rzucił się w pościg, próbując go zastrzelić. Ale nieumyślnie wypuścił magazynek swojej broni i według śledczego Gestapo "nie miał na tyle przytomności umysłu, by zrozumieć, dlaczego broń nie wystrzeliła".

Klein nadal ścigał Gabčika, który wbiegł do sklepu mięsnego, szukając tylnych drzwi. Rzeźnik był sympatykiem nazistów i natychmiast wszczął alarm. Gabčik i Klein zderzyli się pod drzwiami sklepu, gdzie Gabčik zdołał strzelić pechowemu kierowcy w kolano i uciec wąskimi uliczkami.

Tymczasem Heydrich nagle zaczął odczuwać skutki odniesionych ran. Chwytając się za plecy, opadł na siedzenie samochodu, oszołomiony bólem. Był zupełnie sam.

Sobór Świętych Cyryla i Metodego, w krypcie którego ukrywali się spadochroniarze, którzy dokonali zamachu na Reinharda Heydricha. Tam też 18 czerwca 1942 wykryci przez nazistów zginęli. (Fot. Lidia Raś) , Krypta soboru świętych Cyryla i Metodego. wykryci przez nazistów zginęli. (Fot. Lidia Raś)

Jan Kubiš, również sam, dotarł do swojego roweru i szybko odjechał. Zalany krwią z własnych obrażeń był jednak w stanie dotrzeć do domu przyjaciół, Novaków, zostawiwszy swój zakrwawiony pojazd kilka przecznic dalej. Wkrótce potem czternastoletnia córka domowników Jindriška wróciła do domu na obiad. "Wróciłaś w odpowiednim momencie" – powiedziała jej matka, prosząc ją, aby natychmiast poszła po rower. Jindriška ukradkiem błyskawicznie zabrała rower, ale jednak zobaczyli ją wyglądający przez okna. Na zakręcie drogi wokół samochodu Heydricha zebrał się tłum. Nikt nie odważył się zbliżyć do niego ani w nieprzyjaznych, ani w przyjaznych zamiarach. Wtedy nadbiegła kobieta z blond włosami. "Och, Boże, och, Boże! Nasz Heydrich, nasz Heydrich!" – krzyczała.

Kobieta (której nigdy nie zidentyfikowano) wybiegła na ulicę i zmusiła przejeżdżającą furgonetkę dostawczą do zatrzymania się. Czeski policjant pomógł Heydrichowi wsiąść do samochodu. Niechętny kierowca, który wolałby wrzucić "drania" do rowu, zauważył, że Heydrich próbował iść wyprostowany: "Nie dawał rady, ale – wiecie – był dumny do samego końca".

Heydrich przypominał kierowcy "tygrysa, który właśnie został zraniony", ale jedną ręką ściskał teczkę jak rasowy biurokrata. W drugiej nadal trzymał rewolwer. Gestapo odkryło później, że szef bezpieczeństwa Rzeszy nie zadał sobie trudu, aby załadować broń.

*Publikujemy fragment książki Nancy Dougherty, w tłumaczeniu Sebastiana Szymańskiego "Mąż, ojciec, zbrodniarz. Prywatne życie Reinhardta Heidricha", która ukazała się 13 sierpnia 2024 roku nakładem wydawnictwa Prószyński Media.
Nancy Dougherty zmarła przed ukończeniem biografii Reinharda Heydricha. Maszynopis został zredagowany przez dziennikarza i recenzenta "New York Timesa" Christophera Lehmanna-Haupta.
**Skróty pochodzą od redakcji.