Historia
Opancerzony wóz bojowy na drodze w Kambodży (fot. Domena publiczna)
Opancerzony wóz bojowy na drodze w Kambodży (fot. Domena publiczna)

Kiedy 17 kwietnia 1975 r. Czerwoni Khmerzy zajęli Phnom Penh, stolicę Kambodży, Thun Saray miał 24 lata i był studentem.*

Oznaczało to zapewne, że jego rodzina należała do "burżuazji", którą komunistyczni rewolucjoniści zamierzali zniszczyć. Mimo to "moja rodzina i ja, podobnie jak cała ludność stolicy, była bardzo entuzjastyczna. Wywiesiliśmy flagi, by uczcić to zwycięstwo, i witaliśmy wkraczającą do stolicy ludową armię rewolucyjną, zanosząc jej podarunki i poczęstunki na znak głębokiej sympatii dla rewolucji. Powitanie to było także dowodem dezaprobaty dla uciskających i skorumpowanych imperialistycznych, feudalnych i burżuazyjnych reżimów i ich morderczej wojny z ludem. Jak i inni ludzie w mieście myślałem, że pod nową flagą rewolucji będziemy żyć w szczęściu i dobrobycie, i że wszelki ucisk czy zabijanie kategorycznie zostaną zabronione".

Można przypuszczać, że Thun Saray wiernie przedstawił swoje i reszty miasta ówczesne uczucia, tym bardziej że relację swą składał przedstawicielom rządu, który właśnie obalił reżim Czerwonych Khmerów, i świadek nie miał nic do zyskania na podkreślaniu swej dlań sympatii cztery lata wcześniej. Ale jego słowa potwierdzają wszyscy, khmerscy i zagraniczni, obserwatorzy tego wydarzenia: Czerwoni Khmerzy cieszyli się w zdobytej stolicy ogromną popularnością. Nie wynikała ona z poparcia dla ich programu czy osiągnięć, nieznanych ogółowi poza obszarami, które już wcześniej kontrolowali; zresztą gdyby były znane, efekt mógłby być raczej odwrotny.

W tydzień później ich ideologiczni sojusznicy zza wschodniej granicy – armia Wietnamu Północnego i partyzanci Wietkongu – zajęli Sajgon, wywołując paniczny exodus ponad stu tysięcy ludzi spodziewających się najgorszego; w następnych latach liczba ta miała wzrosnąć do niemal miliona. Ale mieszkańcy Phnom Penh, i zapewne większość Khmerów w ogóle, po zwycięstwie komunistycznej partyzantki spodziewali się jeśli nie "szczęścia i dobrobytu", to na pewno "zabronienia ucisku i zabijania"; jednym słowem: pokoju.

Muzeum Ludobójstwa Tuol Sleng w Kambodży. Kiedyś szkoła średnia zmieniona w Więzienie Bezpieczeństwa 21 przez reżim Czerwonych Khmerów (fot. Wikipedia Commons / Bj?rn Christian T?rrissen / CC BY-SA 4.0)

Inaczej niż pozostałe kraje Indochin Kambodża większość XX wieku przeżyła była dotąd właśnie tak, w pokoju. Ustanowiony w 1863 r., zrazu jako protektorat, francuski reżim kolonialny nie napotykał oporu i był z kolei dość łagodny: pod wrażeniem piękna świątyń Angkor Wat i opowieści o wojennych przewagach potężnych średniowiecznych khmerskich królów Francuzi utworzyli sobie legendę Khmerów jako narodu kultury i oręża, słowem – Francuzów Azji Południowo-Wschodniej. Wprawdzie upadek Francji w czerwcu 1940 r. zachęcił niepodległą Tajlandię do zajęcia dwóch spornych prowincji granicznych, ale administracja kolonii poparła Vichy i dopiero upadek tego reżimu sprawił, że Japonia w marcu 1945 r. dokonała okupacji Kambodży i w tydzień później wymusiła na młodym księciu Norodomie Sihanouku ogłoszenie niepodległości i objęcie tronu. Choć w pół roku później, po japońskiej kapitulacji, Francja przywróciła swą kolonialną władzę, to w 1953 r. uznała w końcu niepodległość dawnego protektoratu, a po przegranej wojnie w Wietnamie wycofała się z Indochin. Kambodża, neutralna i nieco zapomniana, żyła pod berłem swego buddyjskiego króla w pokoju do roku 1969, kiedy to przypomniała sobie o niej wojna.

Już wcześniej Wietnam Północny utworzył wzdłuż wschodniej granicy Kambodży z Wietnamem Południowym strategiczny szlak zaopatrzeniowy dla swych walczących tam wojsk. W 1969 r. Amerykanie, wspierający wojskowo w tej wojnie rząd w Sajgonie, rozpoczęli bombardowanie tego szlaku, zwanego przez nich szlakiem Ho Chi Minha.

Naloty zrazu nie powodowały większych strat cywilnych po stronie kambodżańskiej, gdyż wojska północnowietnamskie już wcześniej wypędziły z pasa przygranicznego kambodżańską ludność cywilną, by nie zakłócała funkcjonowania szlaku. Jako że rozmaitym celom ataków Amerykanie nadali kodowe określenia od „Śniadania" poprzez „Lunch" po „Kolację", z uwzględnieniem też pomniejszych posiłków, całość operacji – trwającej od marca 1969 do maja 1970 r. – zyskała nazwę „Menu". W ramach „Menu" na małą Kambodżę zrzucono przez rok 110 tysięcy ton bomb. Na całą Japonię przez wszystkie cztery lata II wojny światowej – zaledwie o połowę więcej. Operacja była przeprowadzona w tajemnicy przed Kongresem USA, który w obliczu coraz większego sprzeciwu, jaki budziła sama wojna wietnamska, niemal na pewno nie udzieliłby na nią zgody.

Król Sihanouk udzielał amerykańskim nalotom cichego poparcia w nadziei, że zmuszą one Wietnam Północny do wycofania wojsk, tym bardziej że – niesłusznie – podejrzewał Hanoi o udzielanie wsparcia nielegalnej Komunistycznej Partii Kampuczy*, KPK, na której czele stali wykształceni we Francji inteligenci: Ieng Sary, Son Sen i Saloth Sar. Król zarazem nie godził się na zbliżenie z Wietnamem Południowym, obawiając się, że zastąpi jedynie jedną armię wietnamską inną.

Saloth Sar, urodzony w 1925 r. w mieszczańskiej chińsko-khmerskiej prowincjonalnej rodzinie, uzyskał maturę w Kambodży, w prestiżowym Lycée Sisowath w Phnom Penh, a następnie kontynuował przez dwa lata edukację w Paryżu, na uczelni technicznej. Nie ukończył jej jednak, za to wstąpił do Francuskiej Partii Komunistycznej i podjął studia nad marksizmem. Szczególnie bliskie, jak wynika z jego późniejszych wypowiedzi, były mu prace Stalina i Mao Zedonga (sam Marks był „za trudny"); czytał też twórcę anarchizmu Piotra Kropotkina.

 

W Paryżu Saloth Sar wstąpił też do założonego przez – mającego podobną biografię – Ieng Sary’ego Kręgu Marksistowskiego, organizacji studentów indochińskich o konspiracyjnej strukturze – i z jej ramienia powrócił na początku 1953 r. do Kambodży. Tam nawiązał współpracę ze zdominowaną przez wietnamskich komunistów mieszaną partyzantką Khmer Viet Minh, gdzie, jak inni Khmerzy, musiał się zadowolić poślednimi funkcjami; gdy jej jednostki wycofały się, po kambodżańskiej niepodległości, do Wietnamu, Saloth Sar powrócił do Phnom Penh. Zarówno jego własne mieszane pochodzenie, jak i mieszany skład KVM przypominają o roli – stosunkowo niedużych – mniejszości narodowych w Kambodży: obok Khmerów Wietnamczycy stanowili 8 proc., a Chińczycy 1 proc. ludności.

W Phnom Penh został nauczycielem, ale nadal był aktywny w zdelegalizowanym i nielicznym ruchu lewicowym; poślubił też siostrę Ieng Sary’ego. Król Sihanouk zaprowadził reżim de facto jednopartyjny i dławił lewicową opozycję: gdy przywódca podziemnej Partii Pracy Kampuczy został zamordowany po torturach, Saloth Sar zajął jego miejsce i zdążył jeszcze potępić Chruszczowa za rewizjonizm. Wnet jednak musiał ze zwolennikami uciekać przed policją Sihanouka pod opiekę Wietkongu, gdzie znów przydzielono mu tylko podrzędne zadania.

Marksistowskie podziemie zależne było od Wietnamu Północnego, który hamował jego działalność z obawy, by król w odpowiedzi nie zbliżył się do Amerykanów. Jego neutralność jednak budziła wrogość Wietnamu Południowego, który podjął nieudaną próbę obalenia monarchii, zaogniając wzajemne stosunki.

Tymczasem Saloth Sar szlakiem Ho Chi Minha udał się do Hanoi na rozmowy z północnowietnamskim kierownictwem; uznał po nich, że cel Hanoi – utworzenie indochińskiej federacji komunistycznej – jest nie do pogodzenia z interesami Khmerów. Z Hanoi wyjechał następnie do Pekinu, gdzie jego wrogość wobec rewizjonizmu radzieckiego, a zapewne też wobec mocarstwowych zapędów Hanoi, zyskała uznanie i poparcie. On sam zaś był świadkiem początków „rewolucji kulturalnej", niszczącej kulturę i hierarchie przeszłości i pragnącej osiągnąć komunizm jednym ogromnym skokiem. Mimo jej setek tysięcy, a zapewne milionów ofiar pozostała dlań niezmiernie ważnym, pozytywnym punktem odniesienia. Po powrocie z Pekinu, i wbrew opinii Hanoi, które odmówiło wsparcia go bronią, podjął decyzję o wszczęciu w Kambodży komunistycznego powstania; wówczas też Partia Pracy została przemianowana na komunistyczną; to Sihanouk ochrzcił ją mianem „Czerwonych Khmerów". Powstanie wybuchło w styczniu 1968 r. i wywołało niezmiernie brutalną reakcję armii rządowej, która do walki z rzeczywistymi czy domniemanymi powstańcami używała artylerii i lotnictwa, powodując tysiące ofiar i napędzając Saloth Sarowi zwolenników.

Spotkanie w Pekinie w 1965 r., od lewej: Mao Zedong, Sihanouk i Liu Shaoqi (fot. Domena publiczna)

W marcu 1970 r., kiedy król przebywał z wizytą oficjalną w Pekinie, jego zaufany premier i dowódca armii, gen. Lon Nol dokonał, z cichym poparciem CIA, zamachu stanu. Lon Nol był przekonany, że w obliczu obecności wojskowej Hanoi i Wietkongu w Kambodży zbliżenie z Sajgonem i USA będzie mniejszym złem. Zażądał, by wszelkie wojska wietnamskie natychmiast opuściły Kambodżę; w kraju wybuchły antywietnamskie pogromy. Tylko rzeką Mekong do Wietnamu Południowego spłynęło 800 ciał wietnamskich ofiar, budząc oburzenie i rządu w Sajgonie, i Wietkongu; całkowita liczba ofiar pozostała nieznana.

Tych mordów nikt w Kambodży nie potępił. Za to król potępił zamach stanu Lon Nola; ten w odpowiedzi pozbawił go tronu, ogłosił republikę i mianował się głową państwa, a następnie marszałkiem; demonstracje w obronie monarchii zostały krwawo stłumione. Za namową Pekinu i Hanoi Sihanouk – pozbawiony innego wsparcia – ogłosił poparcie dla Czerwonych Khmerów; choć Saloth Sar przypadkowo też przebywał w tym czasie w Pekinie, władze chińskie trzymały to przed wygnanym królem w tajemnicy i nie dorowadziły do ich spotkania; wolały, by Khmerzy mogli się dogadywać wyłącznie za ich pośrednictwem.

W miesiąc po zamachu za zgodą Lon Nola do Kambodży weszły wojska południowowietnamskie i amerykańskie, by podjąć walkę z wojskami północnowietnamskimi i Wietkongiem. Rozpętało się piekło.

W ciągu następnych pięciu lat w ośmiomilionowej Kambodży zginie ok. 300 tysięcy ludzi, a 2 miliony zostaną bez dachu nad głową: zniszczonych zostanie 20 proc. bogactwa narodowego. W ramach operacji „Freedom Deal", która rozpoczęła się natychmiast po zakończeniu operacji „Menu" i miała potrwać ponad trzy lata, na Kambodżę Amerykanie zrzucą pół miliona ton bomb – trzy razy więcej niż na Japonię podczas II wojny światowej – powodując, według różnych szacunków, od 20 proc. do połowy wszystkich ofiar śmiertelnych wojny. Kraj zostanie wykrwawiony i zdruzgotany.

Amerykańskie czołgi wjeżdżające do miasta w Kambodży w 1970 roku (fot. Domena publiczna)

Stosunkowo najbezpieczniej było w jego północno-wschodniej części, stanowiącej około jednej trzeciej całej powierzchni Kambodży i zamieszkanej przez niemal połowę jej ludności; wojska północnowietnamskie bez większych trudności zajęły ten obszar w pierwszych miesiącach wojny, a jego administrację przekazały następnie Czerwonym Khmerom. Sam fakt, że potrafili zapewnić na tym obszarze pokój i sprawić, by opuścili go Wietnamczycy, przysporzył Czerwonym Khmerom wdzięczności i zaufania chłopów; utrzymali je, moderując zrazu radykalizm przeprowadzanych tam zmian społecznych. A gdy jesienią 1970 r. Lon Nol przeprowadził zasadniczą reformę administracyjną, znosząc tradycyjną autonomię regionów i ściśle je podporządkowując władzy centralnej w stolicy – czyli własnej – popularność Czerwonych Khmerów jeszcze wzrosła.

Północnowietnamska ofensywa zostanie w końcu powstrzymana przez amerykańskie naloty, gdy czołgi Hanoi stać będą zaledwie o 24 km od Phnom Penh, ale rząd Lon Nola nie odzyska już północnego wschodu kraju ani innych „obszarów wyzwolonych" przez Czerwonych Khmerów. Poparcie zaś, jakiego udzielił im przebywający na wygnaniu król, przełożyło się na natychmiastowy wzrost popularności: zamiast być postrzeganymi jako sojusznicy obcych, Czerwoni Khmerzy stali się w oczach chłopskiej i monarchistycznej większości kraju obrońcami monarchii. To tak – mutatis mutandis – jakby w Rosji w 1917 r. Niemcy przekazali bolszewikom wszystkie okupowane przez się tereny, ci zaś mieliby poparcie przebywającego na wygnaniu cara, obalonego przez Kiereńskiego.

Zarazem jednak sojusz króla i komunistycznych radykałów był dla obu stron czysto taktyczny. Dla Sihanouka byli jedyną siłą polityczną zdolną przywrócić mu tron, dla Saloth Sara i jego towarzyszy tron był siłą polityczną zdolną dać im władzę. Na wszelki wypadek trzymali jednak Sihanouka i jego Królewski Rząd Jedności Narodowej Kambodży (GRUNK) z dala od kraju: pozwolono królowi jedynie na jedną wizytę na terytoriach wyzwolonych, w marcu 1973 r.; Saloth Sar zaś powrócił z Pekinu na tereny wyzwolone już w maju 1970 r. i odtąd już nie opuścił Kambodży aż do upadku swego reżimu. Zaraz po powrocie zmienił też imię, co było kambodżańską tradycją przed ważnymi zmianami życiowymi; kandydaci na buddyjskich mnichów czy mniszki zmieniają np. imiona przed złożeniem ślubów klasztornych. Od tej pory – oznajmił – nazywam się Pol. Według jego biografa Polowie byli niewolnikami średniowiecznych królów khmerskich, potomkami pokonanej rasy „szlachetnych dzikusów"; przyjęcie tego pseudonimu miało być ironicznym komentarzem do jego przymierza z królem*. Tak czy inaczej to właśnie pod tym imieniem osiągnie Saloth Sar swą haniebną sławę.

* Fragmenty książki "Ostateczne rozwiązania. Ludobójcy i ich dzieło" Konstantego Geberta. Książka do kupienia w formie papierowej w Kulturalnym Sklepie  oraz w formie elektronicznej w Publio