Historia
Na przełomie XVIII i XIX wieku w Europie największą tapetową sensacją były panoramy (Fot. Shutterstock.com)
Na przełomie XVIII i XIX wieku w Europie największą tapetową sensacją były panoramy (Fot. Shutterstock.com)

Był początek lat 90., miałam może siedem lat, tata jadł bryzol z pieczarkami, a ja, obgryzając przypieczony ser i oblizując keczup z zapiekanki, z mieszaniną zachwytu i niedowierzania gapiłam się na ścianę za jego plecami. Zdobiła ją fototapeta z rajską plażą. Wakacje nad Bałtykiem były dopiero przede mną, ale dzięki tej tapecie w małym barze w Miechowie odbyłam pierwszą w życiu podróż do Tajlandii. Chyba wtedy zrozumiałam, jak mocno wnętrza potrafią wpływać na nastrój, samopoczucie i wyobraźnię. I jak pięknie potrafią kłamać.

Prawie trzy dekady później emocji widzom na całym świecie dostarcza serial „Gambit królowej”, który w pierwszym miesiącu od premiery obejrzano na 64 mln kont Netfliksa. Fabuła siedmiu odcinków koncentruje się na losach fikcyjnej mistrzyni szachowej Beth Harmon (granej przez Anyę Taylor-Joy), osieroconego złotego dziecka, które z czasem dorośnie, uzależni się od wszystkiego, od czego można (w tym od środków uspokajających, przygodnego seksu i szałowych ubrań), i rzuci wyzwanie najlepszym radzieckim graczom. Historia wciągająca, w radzieckiego czempiona wciela się Marcin Dorociński, stylistyka serialu oszałamia – a tu w roli głównej właśnie tapety.

Ściany, które mówią

Najdroższa w całym „Gambicie królowej” była złota tapeta w kwiaty. Odpowiedzialny za serialowe wnętrza berliński scenograf Uli Hanisch zdradził, że wyłożenie ścian tylko jednego paryskiego pokoju hotelowego, w którym Beth spędza czas przed swoim przedostatnim turniejem, kosztowało 3600 dolarów (około 14 tys. złotych).

Hanisch i główna dekoratorka planu Sabine Schaaf dostali w „Gambicie królowej” ambitne zadanie: wnętrza miały w przekonujący sposób odtworzyć klimat USA lat 60., a także Meksyku, Moskwy czy Paryża, choć 95 procent ujęć nakręcono w Berlinie. Na łamach magazynu „Curbed” Hanisch szczegółowo objaśniał, jak bardzo każde z wnętrz w serialu jest nieprzypadkowe i jak wielką rolę w tworzeniu nastroju fabuły i kreowaniu postaci odegrał precyzyjny dobór ręcznie robionych tapet.

'Gambit królowej' (PHIL BRAY/NETFLIX / Phil Bray/Netflix)

I tak: tapeta w kratkę w domu Almy Wheatley, przybranej matki Beth, ma nasuwać skojarzenia z życiem w klatce, a wytapetowany na „chorowicie zielono” gabinet pani Deardorff, dyrektorki domu dziecka, w którym Beth dorastała, to nawiązanie do pozbawionej życia osobowości pryncypałki. Podpowiedzi w serialu są wszędzie: w obrazach na ścianach, lampach, a nawet we wściekle kolorowej łazienkowej armaturze.

„Gambit królowej” to najbardziej jaskrawy w ostatnich czasach przykład operowania wnętrzami jako narzędziem konstruowania postaci i fabuły. Ale przecież gdzieś to już widzieliśmy, bo zwariowane wnętrza od lat serwuje swoim widzom chociażby Wes Anderson. Tapety są niezastąpione w produkcjach kostiumowych – od „Rozważnej i romantycznej” po „Bridgertonów” czy „Wielką” („The Great”). Lubują się w nich też twórcy thrillerów, ponieważ niepokojąca tapeta to pyszna wizualna wskazówka do rozwiązania makabrycznej zagadki. W hicie HBO „Od nowa” („The Undoing”) pierwszą rzeczą, jaką widzimy w scenie, w której Nicole Kidman nuci złowieszcze „Dream a little dream”, jest tapeta.

Dziennikarka Kate Finnigan, analizując na łamach „Financial Timesa” fenomen tapet w serialach, napisała, że „dostarczając wskazówek co do fabuły i charakteru, a także estetycznego zachwytu, tapety nigdy nie pracowały ciężej”. To samo – ciężka praca – tyczy się ekip filmowych. Tapety, które choćby podświadomie oddziałują na psychikę widza, powstają ręcznie, tygodniami i za duże pieniądze. Do stworzenia pokoju młodej carycy Katarzyny w serialu „Wielka” scenografka Francesca di Mottola zużyła ponoć całą dostępną w Wielkiej Brytanii złotą farbę, a powielanie arkuszy tapety trwało trzy tygodnie.

Historia zatoczyła koło. Pierwsze tapety wymagały równie wielkich nakładów.

Dürer, ten od wielkiej tapety

Tapeta to właściwie równolatka jednego z wynalazków wszech czasów: papieru. Według chińskich kronik około 105 roku naszej ery wymyślił go Cai Lun, kancelista na dworze chińskiego cesarza He Di z dynastii Han. Papier prawdopodobnie znano już wcześniej, ale Cai Lun nauczył się go produkować na masową skalę techniką czerpania. Wyodrębnił pojedyncze włókna roślinne, namoczył je i uformował arkusze na sicie, za co cesarz uczynił go ministrem rolnictwa. Niemal natychmiast po wynalezieniu papieru czerpanego ludzie zaczęli na nim malować, a arkuszami ozdabiać ściany.

W Europie ozdobny papier na ścianach, sufitach, w szafach i kredensach jako pierwsi zaczęli przybijać XV-wieczni kupcy. Z oszczędności: nie każdego było stać na gobeliny, a papier ukrywał brud i pęknięcia. Niewielkie arkusze pierwszych tapet służyły szybkim poprawkom. Przylgnęła do nich łatka tanich substytutów lepszych okładzin. Bo też szlachta i arystokracja od średniowiecza obkładały czymś ściany: drewnem, skórą, jedwabiem albo atłasem. Po tapety z papieru sięgnięto w renesansie.

Druk blokowy, ok. 1770 roku (Fot. DANIEL CHODOWIECKI 62 bisher unveröffentlichte Handzeichnungen zu dem Elementarwerk von Johann Bernhard Basedow. Mit einem Vorworte von Max von Boehn. Voigtländer-Tetzner, Frankfurt am Main 1922. / Wikimedia Commons/domena publiczna)

Powstawały ręcznie: arkusze malowano lub odbijano na nich wzór wyryty w drewnianym bloku. By zrobić pasek tapety od sufitu do podłogi, trzeba było połączyć 12 arkuszy. Wzory tworzyli wybitni drzeworytnicy, między innymi Albrecht Dürer. Wielkoformatowa grafika Dürera „Łuk triumfalny” z 1505 roku, o rekordowych wtedy wymiarach 3,57 na 2,95 metra, zamówiona została przez cesarza Maksymiliana I i składała się z aż 192 arkuszy.

W XVIII wieku w Europie wybuchła moda na chinoiserie – wnętrza w „guście chińskim”. Europejskie rezydencje wypełniły tapety wyprodukowane przez Chińczyków specjalnie na rynek europejski. „Chińskie pokoiki” uwielbiał król Stanisław August, miał je w Zamku Królewskim, Zamku Ujazdowskim i w Łazienkach. A skoro podobało się królom, podobało się też dworzanom. Ryżowy papier malowany w kolorowe kwiaty, ptaki i pagody wnosił do wnętrz powiew nowości (europejskie tapety były wtedy raczej czarno-białe), luksusu i wielkiego świata. Ponieważ chińskie tapety były drogie, a czas realizacji zamówienia długi, szybko zaczęto je podrabiać.

W XVIII wieku w Europie wybuchła moda na chinoiserie - wnętrza w 'guście chińskim'. Europejskie rezydencje wypełniły tapety wyprodukowane przez Chińczyków specjalnie na rynek europejski (Fot. Shutterstock.com) , Chinoiserie - tapeta w stylu chińskim (Fot. Shutterstock.com)

Owca, kaczka i kogut

W Europie prym w produkcji tapet wiedli początkowo Brytyjczycy. Dalsza historia tapety to w dużej mierze zapis ich rywalizacji z Francuzami. We Francji zaś historia tapet jest jednocześnie dowodem na popularność imienia Jean-Baptiste.

Pierwszy – Jean-Baptiste Papillon – uchodzi za wynalazcę wzorzystych tapet. Drugi – Jean-Baptiste Pillement – nauczył się drukować na nich mocne kolory. Trzeci był bodaj najciekawszy. Jean-Baptiste Réveillon zaczynał jako sprzedawca papeterii, potem przerzucił się na import brytyjskich tapet flokowych (z teksturą udającą aksamit), a gdy wybuchła wojna siedmioletnia i wymiana z Anglikami się skończyła, sam zajął się produkcją. I to jak! Największymi fankami flokowych tapet Réveillona zostały Madame Pompadour i Maria Antonina. Z Wersalu i pałacyku Petit Trianon wyrzucono gobeliny.

Szał na francuskie tapety był tak wielki, że w 1788 roku w samym Paryżu istniało 48 produkujących je zakładów. Réveillon swoją królewską manufakturę urządził w dawnej fabryce broni La Folie Titon. Do historii przeszła trzykrotnie. 2 września 1783 roku z ogrodu fabryki wypuszczono w niebo pierwszy balon na gorące powietrze braci Montgolfier. Ognioodporną czaszę balonu zrobiono z kolorowej tapety ze złotym wzorem fleur-de-lys. Kolejne testy odbyły się 19 września 1783 roku i tym razem Aérostatem Réveillon polecieli żywi pasażerowie: owca o imieniu Montauciel, kaczka i kogut. Po ośmiu minutach i pokonaniu około trzech kilometrów wszyscy wylądowali bezpiecznie. Widowisko obserwowali Ludwik XVI i Maria Antonina.

Już za kilka lat, w 1789 roku, w obliczu groźby obniżek płac w La Folie Titon, manufakturę spalą jej robotnicy. Zacznie się Wielka Rewolucja Francuska.

Ale widoki!

Na przełomie XVIII i XIX wieku w Europie największą tapetową sensacją były panoramy, inspirowane między innymi wyprawami Jamesa Cooka. Szczególnie widowiskowe odbicie znalazły w złożonej z 20 części tapecie „Sauvages de la Mer du Pacifique” („Dzicy południowego Pacyfiku”), którą na zlecenie Josepha Dufoura stworzył Jean-Gabriel Charvet. Był rok 1806. W tym samym roku na Wystawie Światowej w Paryżu przemysłowiec Jean Zuber pokazał swoje panoramiczne „widoki Szwajcarii”. Tapeta, naklejona na wszystkie ściany pokoju, dawała wręcz trójwymiarowy efekt. I nadal powstawała z drewnianych, ręcznie odbijanych matryc, niekiedy kilku tysięcy.

'Sauvages de la Mer Pacifique', panele 1-10 z zadrukowaną tapetą drewnopodobną zaprojektowaną przez Jean-Gabriela Charveta i wyprodukowaną przez Josepha Dufour et Cie (Fot. Magnus Manske/Wikimedia Commons/domena publiczna)

Ludzie chcieli to mieć. Chętnie widzieli w swoich salonach zniszczenie Pompejów, co podkreślało status i wykształcenie domowników. Za to w miejscach publicznych – sądach, urzędach i pubach – historyczne panoramy uważano za narzędzie edukowania ignorantów. Panoramy były świetnym produktem eksportowym za ocean. Imitacja „Widoków Ameryki Północnej” Zubera zdobi dyplomatyczną salę recepcyjną w Białym Domu.

Niektórzy byli zdania, że tworzenie fałszywych światów poszło za daleko. „Całe to wnoszenie w codzienne życie »cienia nierzeczywistości« musi wywierać zły i krzywdzący wpływ na młodszych domowników”, pisał w 1851 roku o „nieuczciwych tapetach” krytyk Robert Edis.

Nareszcie tanie (ale brzydkie)

Kolejne lata to ciągłe innowacje, które z tapety uczynią produkt dostępny niemalże dla każdego i przywrócą prym Anglikom. Jeszcze w 1799 roku maszynę do produkcji „ciągłego papieru” opatentował Louis-Nicolas Robert. Stała się rdzeniem późniejszej maszyny Fourdriniera, umożliwiającej produkcję tapety w rolce. W 1839 roku kolorową tapetę ciągłą w angielskiej fabryce Johna Pottera w Lancashire drukowała już napędzana parą „tapeciarka”. Na rolkę mogli sobie pozwolić średniozamożni klienci, a pod koniec XIX stulecia także ci z niższych klas społecznych.

Wszystko ma swoją cenę. Pierwsze tapety były drogie i wysmakowane. Tapety przemysłowe zaś – coraz tańsze i brzydsze. By zatrzymać ten trend, Walter Crane i Charles Robert Ashbee pod przewodnictwem Williama Morrisa w 1888 roku założyli Arts & Crafts, ruch zrzeszający artystów rzemieślników. Pod szyldem Morris & Co. powstawały meble, tkaniny, szkło i tapety. Zdegustowany panoramami Morris inspiracji szukał w zielnikach i we własnym wiejskim ogródku. Jednym z jego najbardziej rozpoznawalnych wzorów jest „Złodziej truskawek” („The Strawberry Thief”), tapeta z drozdami podjadającymi owoce w gąszczu kwiatów i liści.

William Morris (Fot. Frederick Hollyer (1838-1933) / Wikimedia Commons/domena publiczna) , 'Złodziej truskawek' - najsłynniejszy wzór tapety ściennej zaprojektowanej przez Williama Morrisa w 1883 roku (Fot. VAwebteam / Wikimedia Commons, na licencji GNU Free Documentation License, Version 1.2)

Na początku XX wieku tapety były już wszechobecne w domach bogatych i biedoty, od korytarza, przez salon, po łazienkę. Niektórzy przypłacili to życiem.

Arszenik, Napoleon i stare tapety

Legendarny jest kilkucentymetrowy skrawek tapety Napoleona z jego sypialni na wyspie Świętej Heleny, który w 2003 roku sprzedano na brytyjskiej aukcji za 1250 funtów. Oficjalnie Bonaparte umarł na raka żołądka. Teoria spiskowa mówi, że otruto go tapetą. Jak się truło tapetą? Zwyczajnie: wystarczyło udekorować nią pokój, by pod wpływem wilgoci wydzielił się trujący arszenik.

Szczególnie mordercze miały być tapety ciemnozielone. W XVIII i XIX wieku ten kolor uzyskiwano przez dodanie arsenu miedzi, tak zwanej zieleni Scheelego, odkrytej w 1778 roku przez szwedzkiego chemika Karla Scheele. W 1839 roku inny chemik, Leopold Gmelin, zauważył, że wilgotne pokoje z zieloną tapetą często pachniały jak mysz, przebywający w nich ludzie mieli nudności (objaw zatrucia arsenem) i problemy z oddychaniem. Swoje obawy opisał w dzienniku „Karlsruher Zeitung”, przestrzegając przed kupowaniem zielonych tapet, ale producenci i rząd bagatelizowali problem. Gdy umarło czworo dzieci z biednej londyńskiej dzielnicy Limehouse, a dociekliwy urzędnik odkrył, że ściany ich sypialni niewiele wcześniej pokryto zieloną tapetą, obruszył się sam William Morris. Presja opinii publicznej sprawiła, że zaczął produkować tapety reklamowane jako „bez arsenu”.

Cesarz Napoleon w Studium w Tuileries, Jacques-Louis David, 1812 (Fot. Everett Collection/Shutterstock.com) , Zieleń Scheelego na tapecie ściennej (Fot. Shutterstock.com)

Kołderki na ściany

W Polsce tapety pojawiły się w XVI wieku. Nazywano je „kołtrynami” lub pieszczotliwie „kołderkami” (łac. cultra oznacza pierzynę, kołdrę), a ich wytwórców – kołtryniarzami. Początkowo nie były jednak specjalnie cenione. Zmieniło się to w pierwszej połowie XVIII wieku. Za czasów Augusta III tapety były już w każdym majętnym domu.

Zamawiano je z Francji i Anglii. Pierwsze fabryki na ziemiach polskich pojawiły się dopiero w XIX wieku. Jedne z najpiękniejszych tapet wytwarzano w Fabryce Obić Papierowych i Papierów Kolorowych Jana Franaszka, która działała aż do II wojny światowej. Słynny był też zakład Gerke i S-ka w Częstochowie, gdzie tapety produkowano i maszynowo, i ręcznie. Ile z tamtych tapet się zachowało? Tyle co nic. Jak pisze Karolina Oleksiejuk, zniszczeń dokonały „wojenna pożoga i zaniedbania czasów powojennych. Te z obić papierowych, które ocalały, bardzo często padały ofiarą praktyk konserwatorskich”.

Albo ona, albo ja

Nie zachowała się próbka tapety z taniego paryskiego pokoju hotelowego, w którym umierał Oscar Wilde, jej wzoru możemy tylko się domyślać. Dość, że w ostatnich słowach pisarz powiedział ponoć: „Moja tapeta i ja toczymy pojedynek na śmierć i życie. Jedno z nas musi odejść” (ang. „My wallpaper and I are fighting a duel to the death. One or the other of us has to go”). Przegrał Wilde. Ironią jest fakt, że sto lat później przeklętą tapetę zastąpiono rysunkami Aubreya Beardsleya, z którym również Wilde za życia miał na pieńku.

Z nienawiścią do tapet nie krył się Le Corbusier, czołowy apostoł modernizmu. Mawiał, że „każdy obywatel musi zamienić swoją tapetę na zwykłą białą ścianę”. Co nie przeszkodziło mu zaprojektować dwóch kolekcji tapet: w 1939 i 1959 roku.

Podczas II wojny światowej tapeta – a konkretnie produkowana od 1877 roku zmywalna, wodo- i zarazkoodporna Lincrusta – ujawniła jeszcze jedną ze swoich supermocy: zyskała opinię niezniszczalnej, nawet gdy wokół spadały bomby. Tak przynajmniej o tapecie Lincrusta pisał w swoim wojennym pamiętniku brytyjski architekt A.S.G. Butler, inspektor budowlany w zniszczonym Londynie: „ta wyboista, lepka skóra na ścianach i sufitach przeciwdziała wielu uderzeniom bomb, a nawet sama podtrzymuje całe powierzchnie. Boli mnie myśl, że coś, z czego kpiliśmy od lat, okazało się cennym sprzymierzeńcem w walce. Szkoda tylko, że to takie nieatrakcyjne”.

Samej Lincruście można by poświęcić osobny tekst: od samego początku była tak popularna i wszechstronna, że wyłożono nią nie tylko kilometry szpitalnych korytarzy, ale też rezydencję Rockefellera i luksusowe kabiny „Titanica”.

Dokumentalne zdjęcie Titanica prezentowane w pomniku Titanic Belfast (Fot. Anton_Ivanov/Shutterstock.com) , Wnętrze Titanica pokazane na wystawie w Turynie w 2017 roku (Fot. D.serra1/Shutterstock.com)

Po wojnie tapety miały status świetnego pomocnika w tanich i szybkich remontach. Dopiero w latach 80. zaczęły kojarzyć się staromodnie, tanio i kiczowato.

Co było dalej, wiemy.

Od paru lat znów trwa boom na tapety. Obowiązkowo projektują je wielkie domy mody: Hermes, Versace, Roberto Cavalli, Louis Vuitton czy Christian Lacroix. W 2021 roku wciąż są supermodne. Zwłaszcza optycznie powiększające metraż wzory 3D, wielkoformatowe murale, a nawet – William Morris przewraca się w grobie – trompe l’oleil, czyli malarstwo iluzjonistyczne rodem z Watykanu. Wciąż królują dzikość i wzory botaniczne, ale zapomnijcie już o liściach palm i bananowców, a zerknijcie na zdjęcia londyńskiego klubu Annabel’s.

Do lamusa odchodzi drukowanie tapet na papierze. Dziś modnie jest wyłożyć sobie ściany korkiem, trawą, wikliną, a nawet sianem. Słoma z butów? To polskie skojarzenie. W rolce można kupić nawet mikrocienką warstwę betonu albo tapetę, która zakwitnie pod wpływem ciepła.

Triumfalnie powracają fototapety. Więc jeśli chcecie mieć w mieszkaniu kolejowy tunel, zachód słońca, niebo na pustyni albo – ach! – plażę w Tajlandii i jeść na jej tle zapiekanki, a nawet bryzol, to teraz jest najlepszy czas.

"Gambit królowej" - ebook i audiobook do kupienia w Publio.pl

Tapeta z wzorem botanicznym (Fot. Shutterstock.com)

Przy opracowaniu tekstu korzystałam między innymi z artykułów opublikowanych w „Financial Times”, „The Guardian”, „The Atlantic”, BBC i „History Magazine”.

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do Grand Press.

Historia w rzeczy samej

Cykl "Historia w rzeczy samej" to teksty o przedmiotach codziennego użytku, czasem okrzykniętych mianem kultowych. Kolejnych odsłon szukajcie zawsze pod koniec miesiąca w magazynie Weekend.gazeta.pl. Za nami już historie powstania papieru toaletowego, regału na książki, klapek japonek, kanapki, dildo, mydła, espresso, skarpetek, rozbieranych kalendarzy i sztucznych rzęs.

Czytaj pozostałe teksty >>