Historia
'Dziewczyna z perłą' (fot. Materiały prasowe)
'Dziewczyna z perłą' (fot. Materiały prasowe)

Jan Vermeer miał dwadzieścia jeden lat i cieszył się opinią zdolnego młodzieńca. Ale malował wolno, z pietyzmem wykańczał każdy detal i podczas gdy przeciętny holenderski malarz tworzył nawet pięćdziesiąt obrazów rocznie, Vermeer będzie malował w tym czasie jeden, dwa, góra trzy obrazy. Na początku podejmował tematy religijne i mitologiczne, tak jak w swoich najwcześniej- szych zachowanych dziełach Chrystus w domu Marii i Marty oraz Toaleta Diany. To pierwsze płótno mogło przypaść do gustu jego ukochanej oraz przyszłej teściowej, bo Catherine i jej matka były katoliczkami. Ale Jan nie należał nawet jeszcze do cechu mistrzów, dopiero osiem miesięcy po ślubie został przyjęty do Gildii Świętego Łukasza. Rok wcześniej odziedziczył po zmarłym ojcu wielki, stojący przy rynku dom, w którym mieściła się oberża Mechelen. Reiner Vermeer poza prowadzeniem karczmy zajmował się także handlem dziełami sztuki. Był czas, że dobrze mu się powodziło, stać go było wtedy na kosztowne kształcenie syna na malarza. Kryzys sprawił, że rodzina popadła w kłopoty finansowe, tak że Jan poza malarstwem zajmował się również wyceną i sprzedażą obrazów innych artystów. Nigdy jednak w dokumentach notarialnych nie podawał się za kupca, jak to czyniło wielu malarzy antykwariuszy. Zawsze z dumą podkreślał, że jest malarzem artystą.*

Żeby poślubić starszą od siebie o rok Catherine Bolnes, musiał zmienić wiarę, bo był ochrzczony w kościele kalwińskim, i przekonać do siebie matkę wybranki. W tym celu 4 kwietnia 1653 roku w towarzystwie dwóch przyjaciół, kapitana Mellinga i malarza Leonarda Bramera, oraz notariusza Rancka złożył wizytę przyszłej teściowej. Dzień później pan Ranck zanotował, że początkowo Maria Thins wzbraniała się przed pobłogosławieniem zaślubin i nie chciała podpisać aktu zgody na zapowiedzi. W końcu jednak uznała, że "mogłaby ścierpieć, by zaślubiny bez względu na to odbyły się". I kilkakrotnie powtórzyła, że "nie będzie stawiać po temu przeszkód". Z czasem przekona się do zięcia, uzna Jana za dobrego administratora i powierzy mu zarządzanie majątkiem. W akcie notarialnym napisano, że Maria "w pełni zawierza swemu zięciowi". Doceni też jego talent malarski. Po śmierci Jana będzie mówiła o nim "święty Vermeer".

Kobieta czytająca list autorstwa Vermeera (fot. Materiały prasowe)

Z dzieciństwa Catherine zapamiętała strach, awantury i łzy. Pożycie jej rodziców układało się wyjątkowo źle. Reynier Cornelisz Bolnes był brutalny i z sadyzmem znęcał się nad Marią. Sąsiedzi w Goudzie, gdzie wówczas mieszkali Bolnesowie, zapamiętali, że w tej bogatej patrycjuszowskiej rodzinie dochodziło do gorszących scen. Dziewięcioletnia Catherine przybiegała do nich po pomoc, przerażona gwałtownością ojca. Reynier kopał i bił kijem ciężarną żonę, szarpiąc za włosy, wyciągał chorą z łóżka i kazał jej jadać posiłki samotnie. Po latach to zachowanie powtórzy ich syn Willem, który ubliżał matce, nazywając ją "papistowską maciorą" i "diablicą", a wobec siostry dopuszczał się rękoczynów. Maria nawet próbowała umieścić go w domu poprawczym, ale Willem groził, że doprowadzi do skandalu, poślubiając tamtejszą służącą. W 1641 roku, po dziewiętnastu latach zniewag i upokorzeń, Maria uzyskała rozwód. Nawet po podziale majątku pozostała zamożną kobietą, posiadała wiele domów i grunty za miastem. Z pomocą siostry i brata przeniosły się z Catherine do Delft. Zamieszkały w dużym domu w dzielnicy katolików, w tak zwanym zaułku papistów, w sąsiedztwie kościoła Jezuitów.

(...)

Vermeerowie mieli dwanaścioro dzieci, a niektóre źródła podają, że piętnaścioro. Czworo z nich zmarło w niemowlęctwie. Najstarszy syn miał na imię Jan, a najstarsza córka Maria. Pozostałe dzieci to: Aleydis, Gertruyd, Catharina, Elisabeth i Beatrix. Najmłodszemu synkowi nadano na chrzcie imię Ignatius. Lata małżeństwa upłynęły Catherine na ciążach i połogach. "Spłodziłeś dzieci nie tylko dla siebie, ale też dla kraju, by nie były wyłącznie twoją radością i rozkoszą, ale dochodem i wygodą dla dobra wspólnego" - pisał Bartholomew Batty w Alkierzu chrześcijanina z 1581 roku. Za to Adrien van de Venne w Żywym obrazie nierządnych z 1623 roku podawał taki opis cnotliwej kobiety:

Świeże małże porównać można do rodu błogosławionych niewiast, które przemawiają powściągliwie i skromnie i zawsze troszczą się o swe obejście. A wszystkie żony wydają regularnie na świat brzemię swego małżowatego domu.

Tak liczne potomstwo wcale jednak nie było powszechnym zjawiskiem w rodzinach zamożnych patrycjuszów, które miały zazwyczaj dwoje lub troje dzieci. Dom Vermeerów był pełen pociech. Czas upływał im na nauce, wspólnych grach i muzykowaniu.

'Kobieta z wagą' (fot. Materiały prasowe)

Czuła na sobie jego spojrzenie, kiedy czytała list czy stała przy otwartym oknie, obserwując dzieci bawiące się na wewnętrznym dziedzińcu domu pośród rozwieszonych prześcieradeł. Wkrótce po ślubie Jan porzucił mitologiczne i biblijne tematy. Zaczął malować sceny we wnętrzach i różne wesołe towarzystwa, jak na obrazach Stręczycielka czy Żołnierz i śmiejąca się dziewczyna. Z czasem głównymi bohaterami jego obrazów staną się kobieta i wnętrze domu, a podstawowym zagadnieniem malarskim - światło. Te z pozoru proste, lecz niesamowicie kunsztownie zaaranżowane scenki wprowadzają w misterium codzienności.

(...)

Obrazy Vermeera osiągały wysokie ceny. Podobno za scenę przedstawiającą jedną postać żądano nawet sześciuset guldenów. Tymczasem przeciętna cena obrazu wynosiła szesnaście i pół guldena. A jednak w rejestrach miejskich zachowały się wpisy dotyczące częstych pożyczek malarza. Mając tak liczną rodzinę, nawet bardzo ceniony twórca nie był w stanie zarobić na bieżące potrzeby. Wprawdzie w ówczesnej Holandii malarz mógł płacić swoimi obrazami niemal za wszystko, ale Vermeer malował zbyt mało, żeby na dłuższą metę stosować handel wymienny. Zresztą swoją karierę zaczynał w czasach kryzysu, bo po śmierci Wilhelma II Orańskiego w 1650 roku Delft szybko traciło pozycję potężnego, szybko rozwijającego się ekonomicznie miasta. Kolejne lata przyniosły dalsze pogorszenie finansowej sytuacji malarza i jego rodziny. Po wybuchu wojny francusko-holenderskiej w 1672 roku Maria Thins straciła dochody ze znacznej części swoich ziem, które zostały za- lane, żeby powstrzymać wojska francuskie. Od tego feralnego roku Vermeer nie sprzedał już ani jednego obrazu.

Trzy lata później Jan przeżył poważne załamanie nerwowe i - jak opowiadała Catherine - "popadł w straszną rozpacz i w fatalnej gorączce, w przeciągu dnia czy półtora, przestąpił od zdrowia do śmierci". Starając się później o cesję długu, Catherine wyjaśniała:

Ponieważ wymieniony jej mąż podczas owej wojny z królem Francji przez kilka lat zarabiał bardzo mało lub niemal nic i nawet dzieła sztuki, które kupił i którymi handlował, mu- siał z wielką stratą odsprzedać dla utrzymania wymienionych dzieci, przez co tak dalece popadł w długi, że ona, suplikantka, nie jest w stanie spłacić wszystkich swoich kredytorów, którzy nie chcą uwzględnić rzeczonych jej strat i złego losu, spowodowanego wspomnianą wojną.

W jedynym przypisywanym Vermeerowi liście, adresowanym do przyjaciela Antoniego van Leeuwenhoeka, malarz pisał: "Jesteśmy coraz bardziej samotni w tajemniczej pustce wszechświata".

'Sznur pereł' (fot. Materiały prasowe)

W rejestrze rzeczy sporządzonym po śmierci Jana Vermeera w 1675 roku brakuje pereł jego żony. Może od dawna nie miała żadnej biżuterii, może już wcześniej straciła swoje kolczyki i sznur pereł. Na liście dóbr malarza znalazły się: "zielona drewniana skrzynia z żelaznymi okuciami, kiepskie łóżko z zieloną narzutą, okrągły stolik, ekran kominkowy, mały wieszak, wielki emaliowany słój, żelazny świecznik i siedem szklanych butelek". Umarł jako bankrut. W sporządzonym niedługo potem inwentarzu rzeczy Catherine wśród licznych obrazków i mebli były między innymi "turecki płaszcz rzeczonego pana Vermeera, a także 2 sztalugi, 3 palety, 6 płócien, 10 desek pod obrazy, 3 albumy różnego rodzaju odbitek graficznych, pulpit i rupiecie".

Ubłagała piekarza van Buytena, żeby pod zastaw długu, który zaciągnęła u niego za dostawy chleba, przyjął dwa obrazy Vermeera. Na pewno nie chciała stracić prac męża. Skrupulatnie ustalono wysokość spłat i warunki odzyskania przez wdowę obrazów. W kontrakcie piekarz dodawał, że zgodził się na ten układ skłoniony "wzruszeniem wobec usilnej prośby i ciągłych namów ze strony rzeczonej przekazicielki".

Przynajmniej obraz przedstawiający sztukę malarską pozostał w rodzinie, bo Catherine notarialnie przekazała go matce. Maria Thins zadbała o córkę i wnuki, ustanawiając dla Catherine rentę z przychodu z ziemi pod Oud-Beijerland, a dzieci "świętego Vermeera" czyniąc swoimi jedynymi spadkobiercami. Radziła też, by "wnuki uczyć zawodu kupieckiego bądź rzetelnego rzemiosła, jako że jest ich zbyt dużo, by mogły próżnować i nie zarabiać własną pracą".

Po śmierci matki Catherine przeniosła się do Bredy. Zmarła w 1688 roku.

Zarówno błękitny kaftan, jak i ten żółty, obszyty gronostajowym futrem, podobnie jak wielkie perłowe kolczyki, które wciąż malował Vermeer, należały zapewne do Catherine. Może zawieszał ubrania i naszyjnik na drewnianym manekinie. Niektórzy badacze twórczości Holendra uważają jednak, że do obrazów pozowały mu żona i córka Maria. Malował więc domowe wnętrza, a w domowym zaciszu przyglądał się ukochanym kobietom.

KSIĄŻKA DO KUPIENIA W PUBLIO >>>

*Fragmenty ksiażki "Kobiety z obrazów" Małgorzaty Czyńskiej

Małgorzata Czyńska, autorka książki 'Kobiety z obrazów' (fot. Archiwum prywatne)