Historia
Widok na zalany Nowy Orlean (fot. LBJ Library / Yoichi Okamoto)
Widok na zalany Nowy Orlean (fot. LBJ Library / Yoichi Okamoto)

- Słuchaj - mówi Eddie. - To było jak film, kumasz? - Miał wtedy sześć lat.*

- Było całkiem ciemno, jak w nocy - dodaje Deborah, która miała wtedy jedenaście lat.

Rok 1965. Końcówka wyjątkowo łagodnego sezonu huraganów. Padało tak mocno, że zalało ogródki między domami - woda stała przez trzy dni - ale to akurat było normalne. Wrześniowa burza okazała się za to kapryśna, natrętna, jakby nie umiała podjąć decyzji, gdzie się kierować. "Tułaczy huragan Betsy, potężny i gwałtowny", pisano w gazetach.

Huragan Betsy**

Dom był pełen dzieci. Karen nie miała jeszcze roczku; do jej urodzin zostały dwa tygodnie. Carl właśnie skończył dwa lata. Michael miał pięć lat. Darryl cztery. Valeria osiem. Simona wezwano do NASA, by dołączył do ekipy ratunkowej, która wznosiła zapory z worków z piaskiem, ale tylko na wszelki wypadek.

Spodziewał się, że lada chwila wróci. A poza tym w domu mieszkał wtedy wujek Joe. Był w okresie przejściowym między dwoma związkami. Nikt nie znał szczegółów, ale mówiło się, że albo jakaś kobieta wyrzuciła go z domu, albo to on porzucił jakąś kobietę. Żaden z tych scenariuszy nie był w jego przypadku niezwykły.

- Wszyscy poszliśmy do łóżek - opowiada Deborah. Kiedy zasypiała, powiedziano jej, że huragan zmienił kierunek i zmierza nad wybrzeże Florydy. - Nagle słyszę: "Wychodźcie z łóżek. Ale już!".

Była północ.

- Postawiliśmy stopy na podłodze.

Woda. Dom ogarnęła gorączka.

- Panna Ivory powiedziała: "Bierz torbę z rzeczami dla dziecka".

Tym dzieckiem była Karen. Mówiło się później, że woda przybrała sześć metrów w piętnaście minut. Nie było strychu, na który można by wejść, nie było jak wspiąć się wyżej, żeby to wszystko przeczekać. Kiedy wujek Joe otworzył drzwi, powaliła go woda. Deborah panikowała: "Wszyscy umrzemy, wszyscy umrzemy".

Zalane ulice Nowego Orleanu (fot. U.S. National Oceanic and Atmospheric Administration)

- Zaczęła się drzeć ile sił w płucach, jakby dostała szmergla - mówi wujek Joe.

- Wpadła w histerię - opowiada Eddie. - I normalnie nie szło jej uspokoić.

- No bo było ciemno. Było - mówi Deborah.

- Nie chciała się ruszyć - opowiada Eddie. - Zaparła się.

- No to żem ją zdzielił w pysk - opowiada wujek Joe. Pamięta, że powiedział jej: - Zamknij się. To nie żaden cholerny film!

Woda sięgała obojgu dorosłym po pas. Brodzili wśród węży i zerwanych linii wysokiego napięcia, aż doszli do wzniesienia, którym biegła droga Chef Menteur - oczywiście ten jeden raz całkowicie pozbawiona samochodów - by następnie schronić się na terenie kempingu pana LaNasy, również usytuowanym na wzniesieniu.

Joe niósł Carla na barana, a Deborah, która ściskała kurczowo torbę z rzeczami dla dziecka, trzymała się uczepiona boku wujka. Mama niosła Karen i Valerię, jedną wspartą na jednym biodrze, drugą na drugim.

Eddie, Michael i Darryl pływali jak ryby.

- Byłem chucherkiem - mówi Michael. - A woda była o taka wysoka. No ale płynę i płynę, a obok mnie psy. Woda szła tędy tak wartko, że żeśmy się czuli jak w rzece.

Mr. Go

Woda faktycznie parła niczym rzeka, jej bieg i pęd pozostawały wypadkową wielu czynników, z których większość wiązała się z działalnością człowieka. Jednym z nich była wadliwa konstrukcja wałów przeciwpowodziowych.

Drugim: kanały żeglugowe, które zachwalano jako wielkie koła zamachowe lokalnej gospodarki, mające podnieść rangę osłabionego nowoorleańskiego portu poprzez zwiększenie przepustowości dróg wodnych, a więc i - na to liczono - zwiększenie komercyjnego ruchu.

Kanał Industrial, który wybudowano w 1923 roku, fizycznie oddzielając New Orleans East od reszty miasta, by połączyć rzekę Missisipi z jeziorem Pontchartrain, był pierwszy. Potem, w 1942 roku, przedłużono kanał Intracoastal, prowadząc go przez wschodnią część miasta, by połączył się z kanałem Industrial. Ale w 1958 roku rozpoczęła się budowa kanału, który miał się okazać znacznie bardziej szkodliwy niż pozostałe: liczył sto dwanaście, ufundowanych przez rząd federalny, kilometrów i łączył Zatokę Meksykańską z samym sercem Nowego Orleanu, skracając drogę statkom pełnomorskim o sto kilometrów. Jego oficjalna nazwa brzmiała: Mississippi River Gulf Outlet, ale wszyscy mówili na niego Mr. Go.

 

Tak jak w przypadku przebudowy New Orleans East z początku mówiono o Mr. Go wyłącznie przez pryzmat plusów inwestycji. W 1956 roku gubernator Luizjany Earl K. Long zachwalał "nieocenione korzyści, jakie kanał przyniesie (1) mieszkańcom okolic, przez które przebiega, (2) stanowi Luizjana, miastu Nowy Orlean i jego portowi, (3) całej dolinie Missisipi". Gdy w 1958 rozpoczęto budowę kanału, bagna zatrzęsły się i rozświetliły od eksplozji dynamitu - rozległ się wybuch, po czym błoto i szczątki roślin wzleciały na niemal sto metrów w górę i zwaliły się na głowy urzędników, z których wielu rozpierzchło się po okolicy, "próbując, bez skutku, szukać schronienia", jak donosiła miejscowa gazeta.

Burmistrz Chep Morrison określił ten projekt mianem "jednego z cudów naszych czasów, który Nowy Orlean odczuje tak, jakby podprowadzono do niego drugą rzekę Missisipi". Nie wiedział, jak bardzo prorocze okażą się jego słowa.

Wkrótce po zakończeniu budowy rozmiary katastrofy ekologicznej spowodowanej przez Mr. Go stały się jasne. Wszechobecne martwe pnie wystawały z wody niczym niemi świadkowie, dowód, że cyprysowe lasy zostały zgładzone. Słona woda wlewała się teraz bez przeszkód z Zatoki Meksykańskiej, niszcząc okoliczne mokradła i laguny, doprowadzając do erozji naturalnej bariery przeciwsztormowej, chroniącej nisko położone tereny takie jak New Orleans East. Oto co wydarzyło się podczas huraganu Betsy: wiatr, pędzący z prędkością ponad stu sześćdziesięciu kilometrów na godzinę i wiejący ze wschodu, przepchnął spiętrzone wody Zatoki przez jezioro Borgne - rozległą lagunę otoczoną przez bagna i otwartą na Zatokę.

Fala sztormowa wlała się do lejka, jaki tworzyły kanały Intracoastal i Mr. Go, i uwięziona w sieci sztucznych dróg wodnych osiągnęła trzy metry, przelewając się przez wały przeciwpowodziowe i przerywając je w niektórych miejscach. Dlatego właśnie woda wdarła się do środka, kiedy wujek Joe otworzył drzwi wejściowe; dlatego zalała ponad sto sześćdziesiąt tysięcy domów, w niektórych z nich sięgając aż po dach.

W tym samym czasie fala sztormowa na jeziorze Pontchartrain dotarła do kanału Industrial i przerwała pobliskie wały, włącznie z tymi, które znajdowały się w dzielnicy Lower Ninth Ward, położonej wyżej niż New Orleans East, ale równie narażonej z uwagi na bliskość kanału.

"Wały celowo wysadzono"

Powódź była tak niszczycielska, że Walter Davis pomyślał: "O cholerka, będę miał o czym opowiadać wnukom. No bo nic się nie mogło równać z Betsy". I dlatego wykreślono Betsy z listy imion nadawanych cyklonom. Gubernator John McKeithen obiecywał w telewizji i radiu, wobec wszystkich widzów i słuchaczy, że "nic podobnego już nigdy się nie powtórzy".

Prezydent Lyndon B. Johnson poleciał nazajutrz do Lower Ninth Ward - podtopionej i porzuconej okolicy będącej już wtedy symbolem niszczycielskiej siły wody spotęgowanej przez ludzki błąd - by ogłosić, że miasto i tereny w jego pobliżu stanowią obszar klęski żywiołowej, i obiecać, że przeznaczy osiemdziesiąt pięć milionów dolarów na odbudowę wałów i wzmocnienie systemów ochrony przeciwpowodziowej, które - jak się miało okazać - w sierpniu 2005 roku, czterdzieści lat po Betsy, zawiodły.

Widok na zalany Nowy Orlean po przejściu huraganu Katrina w 2005 roku (fot. komandor Mark Moran z Centrum Pogody Lotniczej NOAA oraz porucznik Phil Eastman i porucznik Dave Demers z Centrum Operacji Samolotów NOAA)

Ci, którzy odważyli się przyjrzeć sprawie, wiedzieli, że tak będzie, wiedzieli też, że wiele spośród nowo wybudowanych domów w New Orleans East, ze względu na zaniedbania konstrukcyjne, już mierzy się z poważnymi problemami z zapadaniem się gruntu; problemy te miały się tylko pogłębiać. Wiedzieli, że czasem po ulewnych deszczach ścieki nagromadzone w kanałach wybijały ludziom w toaletach i wannach, urządzając im diabelską kąpiel; wiedzieli, że ich sen nie będzie trwał, bo nie może trwać, wiecznie. Fundamenty były nietrwałe.

W dniach, które nastąpiły po przejściu huraganu Betsy, ludzie liczyli straty. Koszt naprawy zniszczeń szacowano na ponad 1,2 miliarda dolarów, co w owym czasie było rekordową kwotą. Wszędzie zalegało błoto. Na powierzchnię wody wypływały martwe szczury i koty.

Po okolicy jeździły ciężarówki Gwardii Narodowej. Część osób aresztowano za szabrownictwo. Ludzie mieszkający na zalanych terenach wspominali, że podczas ucieczki słyszeli, jak eksploduje dynamit. "Wały celowo wysadzono", twierdzi Michael. Już wcześniej, choćby w trakcie powodzi, gdy Missisipi wylała w 1927 roku, zdarzało się, że wały wysadzano na rozkaz rządu federalnego, by przekierować wodę z dala od bardziej "wartościowych" dzielnic. W New Orleans East wysadzono bagna, by pogłębić wykop pod Mr. Go. Słyszeli to wszyscy mieszkańcy okolicy.

Znali dźwięk wybuchającego dynamitu. Dlatego teoria Michaela niekoniecznie należy do świata fantazji. Historia o wysadzaniu wałów, o poświęcaniu najbiedniejszych, przetrwała i odradzała się w kolejnych pokoleniach.

To, jak bardzo miasto było narażone na wielkie powodzie, oraz zdjęcia jego zdanych na siebie ubogich mieszkańców zszokowały kraj. "Setki osób na dachach, fala sztormowa przerywa wały. Huragan Betsy sprowadza na Nowy Orlean pięciometrowe fale", krzyczał nagłówek na pierwszej stronie "Chicago Tribune". Pisano też: "Siedemdziesiąt tysięcy ludzi bez dachu nad głową. Poziom wody wciąż rośnie".

KSIĄŻKA DO KUPIENIA W FORMIE EBOOKA LUB  KSIĄŻKOWEJ

Sarah M. Broom, autorka książki 'Żółty Dom' (fot. Adam Shemper)

*Fragmenty książki "Żółty Dom" Sarah M. Broom, tłumaczenie: Łukasz Błaszczyk

**Śródtytuły pochodzą od redakcji