Do czołówki przywódców otoczonych - zwykle okresowo i nietrwale - kultem i czcią w ostatnim stuleciu zakwalifikowali się: Józef Piłsudski, Edward Rydz-Śmigły, Bolesław Bierut, Władysław Gomułka, Edward Gierek, Wojciech Jaruzelski, Lech Wałęsa oraz Lech i Jarosław Kaczyńscy; dwaj ostatni spełniający to kryterium łącznie. *
***
Józef Piłsudski
urodził się w trakcie rewizji w Zułowie przeprowadzanej przez carskich urzędników, którzy szukali spiskowców, a swym najściem sprowadzili na świat najgroźniejszego. Okoliczność ta została podana do wiadomości dopiero, kiedy nie było już na świecie nikogo, kto mógłby to potwierdzić: ani matki, ani tym bardziej ani jednego carskiego urzędnika. Nie zrobił też tego nigdy sam noworodek.
Życie Józefa Piłsudskiego w momencie urodzenia było zapisane w układach gwiazd, co ujawnił - niestety dopiero po fakcie, kiedy wszystko już się wydarzyło - prezes Polskiego Towarzystwa Astrologicznego, Jan Starża-Dzierżbicki. Postać ta - choć wyglądająca na wymyśloną przez Witkacego - istniała i tak się właśnie nazywała. (...)
Większym zrządzeniem losu od tego, że chiromantka z najlepszego towarzystwa miasta Brzeżany, profesorowa Michalina Widamanowa, zobaczyła i przepowiedziała już w dzieciństwie świetlaną przyszłość
Rydzowi
[Edwardowi Rydzowi-Śmigłemu - przyp. red.] było to, że się na tego ubogiego sierotę w ogóle miała okazję natknąć. Potem już tylko na jego widok wpadła w trans i ujrzała go na czele armii jako generała. Coś, co wydawało się wówczas histeryczną przesadą i raczej spotkało się ze zmieszaniem świadków, w rezultacie okazało się spostponowaniem Rydza, który został przecież marszałkiem. Oficjalna biografia
Bolesława Bieruta
podawała, że był "urodzony w pamiętnym roku strajku powszechnego w Łodzi, znanego pod nazwą buntu robotników łódzkich". Jak ten strajk musiał oddziaływać, można wnioskować z tego, że Bierut urodził się pod jego wpływem aż pod Lublinem. (...) Po to, aby urodzić
Władysława Gomułkę
, jego rodzice przyjechali do Krosna z emigracji w Ameryce. Jego urodzona tam wcześniej starsza siostra miała obywatelstwo amerykańskie, a on już nie. Może dlatego tak wcześnie odkrył w sobie wrażliwość na krzywdę i nierówności społeczne? Przygotowując proces Gomułki w 1951 roku, Departament X Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przesłuchał kilka osób, które znały jego rodzinę w Krośnie. Jedyne, co udało się wydusić z przesłuchiwanych, to to, że ich zdaniem jego nazwisko brzmiało Gomółka i było błędem ortograficznym, ale nie politycznym. Dlaczego jego rodzina wstydziła się "ó" zamkniętego i usiłowała je ukryć - nie wiadomo. Sam główny nosiciel tego nazwiska był typem raczej zamkniętym, a i wielokrotnie zamykanym. Potocznie uważa się, że działacze komunistyczni często zmieniali nazwiska, aby ukryć swoje istnienie przed policją albo swoje pochodzenie przed opinią publiczną, ale żeby przed słownikiem ortograficznym?
Edward Gierek
miał sfałszowaną metrykę urodzenia - jedne źródła podają, że o rok, a niektóre, że nawet o cztery lata. Jego dziesięć lat wystarczało na czternaście. Urodził się więc od razu w wieku czterech lat i trudno, żeby nie miał kłopotów z liczeniem, co szczególnie wyjdzie na jaw przy spłacie kredytów zagranicznych, jakie zaciągnie. Dwie różne wersje metryki Gierka powstały przy okazji tłumaczenia jej na francuski, potrzebnego do okazania tamtejszym władzom. Weszło mu już w krew, że umowy dwujęzyczne, jakie zawierał, zawsze wyglądały korzystniej w tym drugim języku.
Wojciech Jaruzelski
dostał imię po dziadku, zesłanym na Syberię za udział w powstaniu przeciw Rosjanom, i było kwestią czasu - a nawet wszyscy na to czekali - że pójdzie w jego ślady. Wnuk istotnie został zesłany na Syberię, choć z Rosjanami nie walczył i wszyscy go za to podziwiali: antykomuniści za to pierwsze, a komuniści za to drugie. Spodziewano się, że włoży kiedyś mundur, choć nie myślano, że na lewą stronę.
Lech Wałęsa
został poczęty w niemieckim obozie pracy w Młyńcu. "Pod koniec roku 1942 matka otrzymała pozwolenie na odwiedzenie męża w obozie. Kiedy stamtąd wyszła, była taka szczęśliwa, taka zmieniona. Kochali się tej nocy i po dziewięciu miesiącach urodził się Leszek" - zachowała się taka relacja. "Oto jak poczęty został prezydent Polski" - napisał angielski autor Roger Boyes. Chociaż z porównania dat wychodzi, że noc taka odbyła się raczej już po urodzeniu Lecha Wałęsy, który został sprowadzony na świat bez ruchu oporu. W życiorysie Wałęsy nie na wszystko, co się zdarzyło, jest potwierdzenie, i wiele rzeczy jest podważanych. Ale akurat faktu jego urodzenia nikt nie kwestionuje. (...) Nikt - łącznie z matką
Lecha i Jarosława Kaczyńskich
- nie był przygotowany na to, że są podwójni. Jako urodzeni pod jedną gwiazdą, horoskop powinni mieć prawie ten sam, co długo się potwierdzało, aż do katastrofy w Smoleńsku. Astrolodzy znaleźli wówczas wytłumaczenie: "Różnica urodzenia wynosi 45 minut, co sporo zmienia: w horoskopie Lecha Wenus znajduje się w domu upadającym, dlatego liczba lat jest w jego przypadku znacznie mniejsza". (...) Zwrócono też uwagę na piosenkę, jaką filmowa matka śpiewa w filmie "O dwóch takich, co ukradli" księżyc nad kołyską granych przez Kaczyńskich Jacka i Placka. Piosenka niespecjalnie wynika z akcji filmu i została specjalnie dodana, bo w ekranizowanej książce Makuszyńskiego jej nie ma: "wyfrunęły pszczoły złote ze srebrnego ula" (głowy Jacka i Placka były przefarbowane na blond). A złote pszczoły są w heraldyce symbolem zarezerwowanym dla królów.
***
Józefowi Piłsudskiemu
"nauka przychodziła z łatwością" i to taką, że nawet jej nie kontynuował. Uzasadniano to "brakiem pociągu do studiów teoretycznych". Medycynę na uniwersytecie w Charkowie przerwał po roku, ale i bez tego został w końcu doktorem honoris causa Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Albowiem same "właściwości umysłu Piłsudskiego predestynowały go do roli lekarza schorzałego społeczeństwa", który "całe życie poświęcił leczeniu niemocy narodu i zwalczaniu moralnych przywar".
Następnie, już nawet bez zapisania się na studia, przygotowywał się do złożenia egzaminu prawniczego w Wilnie. Ale i to okazało się zbyteczne, bo Uniwersytet Jagielloński nadał mu doktorat honoris causa w dziedzinie prawa bez egzaminu, a nawet bez studiowania. W końcu - na lata 1935-1939 - cały Uniwersytet Warszawski został nazwany imieniem Piłsudskiego. (....)
Po śmierci Józefa Piłsudskiego jego mózg został złożony "w specjalnie zbudowanym budyneczku znajdującym się obok drewnianego pawilonu Państwowego Szpitala Psychiatrycznego w Wilnie". Fakt, że trafił właśnie tam, na pierwszy rzut oka nie wygląda najlepiej, ale było to z punktu widzenia nauki docenienie najwyższe. Chciano się zorientować, gdzie znajduje się w mózgu geniusz. Zrobiono cztery odlewy mózgu, a "żmudne, wręcz syzyfowe prace związane z liczeniem, mierzeniem i opisywaniem rowków i zakrętów trwały dwa i pół roku". Specjalnie po to ściągnięty z Berlina prof. Maksymilian Rose "prawie nie wychodził z gabinetu". Wyniki były nieco deprymujące, albowiem mózg "swą wagą nie odbiega od wagi przeciętnej; szerokość poprzeczna prawej strony różniąca się o 3 cm na korzyść lewej", jedynie pocieszający był "doskonały rozwój zakrętów". 1 grudnia 1937 roku zostały wstrzymane wszelkie prace mózgowe, bo prof. Rose zmarł. Zajęcie Wilna przez wojska litewskie, a potem sowieckie dla mózgu Józefa Piłsudskiego okazało się za dużym wstrząsem i tego już nie przetrzymał.
Edward Rydz
nie był jeszcze Śmigły, kiedy studiował malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, a następnie filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim, bo studiów nie ukończył. Kiedy wiele lat później doszło do wręczania dyplomów honoris causa, tytuł doktora filozofii otrzymał jednak Józef Beck, który jej nie studiował. Rydzowi-Śmigłemu przyznano taki tytuł z medycyny, chociaż z kolei on jej nigdy nie studiował. Żeby dostać tytuł w jakiejś dziedzinie lepiej było jej studiowania nie zaczynać.
Może dlatego dużo niższe formalne wykształcenie
Bolesława Bieruta
nie przeszkodziło mu w zdobyciu osiągnięć nie mniejszych. Jego patronatem objęto cały Uniwersytet Wrocławski na o wiele dłużej i trzymano go na nim w latach 1952-1989! Senat Uniwersytetu Wrocławskiego w dniu 15 kwietnia 1952 roku wystosował do Bieruta prośbę o wyrażenie zgody na nazwanie uczelni jego imieniem, a już 18 kwietnia uchwalono "list dziękczynny" za to, że nie odmówił uczynienia tego honoru uniwersytetowi, bo przedtem zdarzały się przypadki, że nie chciał być patronem nawet całej dzielnicy MDM w Warszawie, którą uniwersytet zakasował. Objęcie uniwersytetu to duży skok jak dla kogoś, kto nie ukończył szkoły elementarnej, a zamiast tego pracował jako zecer i roznosiciel gazet, co wcale jednak nie było łatwiejsze. (...)
Sekretarz Bieruta napisał we wspomnieniach o swym pryncypale, że "gdy miał czas i ochotę, potrafił napisać piękny artykuł". Chyba jednak czasu miał mało, bo np. piękny artykuł "Idee leninowsko-stalinowskie porywają narody do walki o pokój, demokrację i socjalizm" napisał spóźniony do "Trybuny Ludu" dopiero w grudniu 1954 roku, kiedy Stalin już aż tak nie porywał, a przynajmniej nie każdego.
Wszystkiego, co warto wiedzieć, Bierut nauczył się w Międzynarodowej Szkole Leninowskiej w Moskwie, która przygotowywała rewolucyjne kadry dla całej Europy. Zanim się tam czegoś nauczył, był już zresztą wcześniej w Polsce wykładowcą.
Patrząc z dzisiejszego punktu widzenia można powiedzieć, że zarówno Bierut, jak i
Gomułka
byli w Moskwie na Erasmusie. Gomułka uczył się krócej, ale wiedział więcej, a w zasadzie wszystko. Będący samoukiem Gomułka wykształcił się we wszystkich dziedzinach najlepiej w Polsce. Co gorsza - zdaniem jego doradcy, ekonomisty prof. Bobrowskiego, "nie był, jak to się zdarza wielu intelektualistom, rozdzierany wątpliwościami co do swoich własnych koncepcji" (to pochwała). Znał się na wszystkim i o wszystkim sam decydował.
Nie znosił chłopskich koni. Liczył, ile konie zużywają owsa. Równocześnie był stanowczym przeciwnikiem sprzedaży chłopom traktorów. Aby to pogodzić, po wielu latach "przyjął zmodyfikowaną politykę traktorową" i zgodził się na sprzedaż rolnikom traktorów używanych i wyłączonych z eksploatacji. Śledził pogodę agrotechniczną, meldunki o przebiegu żniw, zajmował się sianiem poplonów, a w burakach cukrowych osobiście obliczał ich przypuszczalną nadwyżkę eksportową. Uczył architektów, jak projektować mieszkania ze wspólną toaletą na półpiętrze. Recenzował życie systematycznie w swych wielogodzinnych przemówieniach, którymi próbował je zawstydzać.
Edward Gierek
przemówień pisać nie chciał. Być może dlatego chętnie go wzięli po Gomułce. Już przed awansem na podrzędnego sekretarza partii w 1956 roku Gierek bronił się tym, że "ma poważne trudności z pisaniem i formułowaniem myśli". Zostało to uznane za fanaberię. Rekomendujący go protektor nie brał tych zastrzeżeń na poważnie. "Co wy nam tutaj opowiadacie takie rzeczy o pisaniu? Tu nie o pisanie się rozchodzi, też ważna mi rzecz. To sobie weźmie sekretarkę, ważna rzecz - pisanie (wesołość na sali)" [ze stenogramu posiedzenia]. Życie przyznało rację zwolennikom analfabetyzmu. To, czy warto się było czegoś nauczyć, nie jest wcale takie pewne.
Wojciech Jaruzelski
wszystko, czego się nauczył, musiał szybko zapomnieć. Uzyskując przed wojną tzw. małą maturę, w szkole księży marianów na warszawskich Bielanach (za niemałe pieniądze płacone przez rodziców), uczył się służby "Bogu i ojczyźnie" i był w tym prymusem. W gazetce szkolnej pisał zgodnie z wymaganiami o czerwonym najeźdźcy. Z polskiego był tak dobry w klasie, jak czołowy poeta pokolenia Kolumbów - Tadeusz Gajcy. Po wojnie musiał to wszystko dać wybić sobie z głowy przez wykładowców Wyższej Szkoły Piechoty, którzy byli po podstawówce, często niepolskiej.
Wszystkie szkoły w Chalinie nosiły imię
Lecha Wałęsy
, nawet te, których nie ukończył, jak gimnazjum. W ostatnim roku wraz z imieniem je z ulgą zlikwidowano. Lech Wałęsa sam o sobie by się nigdy nie uczył. Ze wszystkich przedmiotów najmniej lubił historię, z której miał najgorsze stopnie. Zasadniczą Szkołę Zawodową w Lipnie ukończył z większością ocen dostatecznych, po czym został doktorem honoris causa 40 uniwersytetów na świecie, w tym Columbii i Harvarda w USA oraz Uniwersytetu Paryskiego.
W sumie Wałęsa wiedział, co robi, kiedy się nie uczył. Gdyby to robił, to - jak sam zauważył - zostałby dyrektorem stoczni, a więc stoczniowcy strajkowaliby przeciwko niemu. Mając takiego patrona, dziw bierze, że uczniowie jeszcze w ogóle się czegoś uczyli, pomimo że musieli sobie zdawać sprawę z tego, że z ukończeniem każdej kolejnej klasy ich szanse na sukces życiowy spadają.
Obrona doktoratu była w rodzinie
Kaczyńskich
jak przystąpienie do Pierwszej Komunii Świętej: czymś, co nie podlegało dyskusji. Choć nawet w archiwach Uniwersytetu Warszawskiego dokumenty Jarosława i Lecha są wymieszane, każdy z nich musiał mieć swój doktorat. Według biografa "w świecie pasywnych i oportunistycznych postaw ówczesnej młodzieży szukali przede wszystkim czynu", więc "złożyli egzaminy na prawo", co nie wydaje się tutaj jednak związkiem nazbyt logicznym. Trafili wprost na marcowe zamieszki studenckie, z których jednak - ze względu na to, że Lech zgubił but - wrócili do domu taksówką. "Ominęły ich represje" - komentuje niezawodny biograf. Według niego uznali, że "należy się raczej nastawić na długie trwanie. Nie zarzucili, r z e c z j a s n a [podkreślenie moje - MO], myśli o wolnej Polsce".
Lech pierwszy rok studiów zaliczył warunkowo, a szkolenia wojskowe zawsze tylko poprawkowo i komisyjnie, co akurat budzi do niego najwięcej sympatii, chociaż i trochę niepokoi, jeśli pomyśleć, że jest to przyszły najwyższy zwierzchnik armii. Z największą łatwością nauka przychodziła Jarosławowi, a Lech został profesorem. Jarosław obronił pracę doktorską od razu już w 1976 roku, co było prawie niemożliwe przy temacie "Rola ciał kolegialnych w kierowaniu szkołą wyższą", której to roli w tamtym czasie nie dawało się wykazać, a jednak to zrobił. Wymagało to tylko już wtedy specyficznego rozumienia przez niego "ciała kolegialnego".
Lech podchodził do obrony swojej pracy cztery razy. Wybrał prawo pracy, co oznaczało właściwie socjalistyczne prawo pracy, wszak potem ono już de facto nie działało. Jednak uczynił z tego taką swoją pasję, a podczas internowania wygłaszał kolegom pogadanki o kodeksie pracy w NRD. Przez cały okres PRL-u Lech utrzymał się z perturbacjami na Uniwersytecie Gdańskim, ale potem jednak już tylko w Szkole Humanistycznej w Koszalinie nazywającej się Bałtycką. Jarosław popracował trochę w filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku, a potem zatrudnił się w Bibliotece Uniwersyteckiej i podawał studentom książki. Lecha uważa się przy tym za naukowca, a Jarosława - nie.
*Fragmenty książki Michała Ogórka "Sto lat! Jak w ostatnim stuleciu czciliśmy przywódców" . Możecie ją kupić w Publio.pl>>>
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.
KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>
Michał Ogórek. Urodzony w 1955 r. w Katowicach. Dziennikarz, felietonista, autor książek, krytyk filmowy, scenarzysta i satyryk. Ukończył nauki polityczne na Uniwersytecie Śląskim. Zaczął pisać w Przeglądzie Technicznym, potem w "Zdaniu", a od 1989 r. jest stałym felietonistą Gazety Wyborczej. Od 2004 r. związany z kanałem telewizyjnym Kino Polska, gdzie komentował kroniki filmowe z czasów PRL. Od czterech lat autor przeglądu prasy "Ogórek przeczyta wszystko" w tygodniku "Angora".