Wymiana uprzejmości.*
- Wszyscy radzieccy kosmonauci już oczekują polskich kolegów w Gwiezdnym Miasteczku - zapewnia Łazariew.
- Będzie nam miło, jeśli radzieccy goście zwiedzą nasz instytut - odpowiada z kurtuazją profesor Barański.
Wracają do sali konferencyjnej. Kogo wybiorą Rosjanie?
Bohdan Świątkiewicz, reżyser z Wytwórni Filmowej Wojska Polskiego "Czołówka", włącza kamerę. Kandydat na kosmonautę musi być wojskowym. "Wojsko od lat szuka modelowej sylwetki człowieka w nowoczesnym, przeżywającym rewolucję naukowo-techniczną świecie. Wojsko kształtuje odwagę, hart ducha, dyscyplinę, szybkość reakcji, odpowiedzialność, dba o kondycję fizyczną, koleżeństwo, współodpowiedzialność za losy kolektywu. To jest model współczesnego człowieka" - zapisuje w notesie.
Rosjanie czytają akta i analizują wyniki badań, kandydaci czekają w hotelu. Świątkiewicz namawia ich na wywiady.
Major Hermaszewski: - Proponuję, żebyśmy do filmowania założyli mundury.
Major Henryk Hałka zniechęcony: - Mirek, daj spokój, przecież przed chwilą przebrałem się w cywilne ubranie...
Ale wystarczy karcące spojrzenie Hermaszewskiego. Wstaje z fotela i idzie po mundur do swojego pokoju. Mruczy pod nosem:
- Chętnie wycofałbym się z tej gry.
Pierwszy przed kamerą siada porucznik Tadeusz Kuziora. Pod świeżo wyprasowanym mundurem biała koszula.
- Komu zawdzięcza pan swoją dotychczasową karierę? - pyta dziennikarz.
- Wojsku, przede wszystkim wojsku. To dobra szkoła życia - odpowiada Kuziora. - Wojsko to doskonała szkoła wychowania. (...)
Świetnie! Teraz major Andrzej Bugała: - (...) Życzę każdemu z kolegów, by jako pierwszy z Polaków poleciał w kosmos. Tak się akurat interesująco w moim życiorysie złożyło, że dokładnie w tym dniu, kiedy wykonywałem swój pierwszy lot na samolocie odrzutowym, wystartował w kosmos pierwszy człowiek - Jurij Gagarin.
Też dobrze, kolej na majora Hermaszewskiego. - Wydaje mi się, że ten, kto lubi przestrzeń, powietrzny żywioł i ceni lotniczy, męski zawód, zawsze nosi w sobie ukrytą iskierkę nadziei, że pewnego dnia poleci jeszcze wyżej, jeszcze szybciej, jeszcze dalej. (...) Marzy mi się wspólny lot. Żebyśmy wszyscy mogli odczuwać tę wielką przygodę tam daleko, w stanie nieważkości.
Podpułkownik Zenon Jankowski bez patosu: - Kiedy zastanawiam się nad sobą, wydaje mi się, że moja lotnicza droga była zwykłą drogą każdego pilota. Nie ma w niej nic szczególnego, jest typowa.
Major Henryk Hałka wręcz przeciwnie: - Ten z nas, który zostanie zakwalifikowany, będzie reprezentował cały naród. W tej sytuacji mniej ważne jest, kto z naszej piątki poleci pierwszy. Istotne jest to, że Polak będzie uczestniczył w dalszym poznawaniu kosmosu. To napawa dumą.
Rosjanie jeszcze nie podejmą decyzji, każą powtórzyć niektóre badania. Andrzejowi Bugale zaglądają do nosa. Chodzi po korytarzu z tamponem z ligniny. Kuziora wystraszony.
- Rosjanie odkryli problem z zębami - wspomina. - Miałem złamane dwie jedynki, dentysta nałożył na nie koronki. Korzeni nie usunął. Mogłyby się psuć. Specjalista powiedział, żebym zszedł do bufetu i najadł się do syta, bo przez parę dni będę głodował. Potem znieczulił szczękę, naciął dziąsło, wyjął korzenie i zszył ranę. Dwa dni leżałem na brzuchu, co dwie godziny pielęgniarka podawała mi nowy woreczek z lodem na twarz. W końcu lekarz uznał, że dobrze wyglądam, a wąsy maskują opuchliznę. Naprawdę już nic nie widać. Pojechałem na chwilę do domu.
Grażyna Kuziora: - Zobaczyłam męża i niemal zemdlałam. Boże, jak on wyglądał! Cała twarz napuchnięta, warga nad górną szczęką jak bania. O jeny!
- Nie było wyjścia - tłumaczy jej Kuziora. - Powiedzieli, że albo wyrywam korzenie, albo mnie skreślają. (...)
Wasze hobby?
Rosjanie jeszcze nie podejmą decyzji, chcą przesłuchać kandydatów. Na pierwszy ogień Hałka. Zdenerwowany, staje przed komisją wyciągnięty jak struna, salutuje. Łazariew wstaje od stołu, podaje Hałce dłoń, uśmiecha się.
- Nie denerwujcie się - mówi.
Hałka spodziewa się ciężkiego egzaminu. Padają pytania:
- Jaki jest wasz ulubiony sport?
- Koszykówka.
- Jak myślicie, która z dyscyplin sportowych jest najbardziej przydatna lotnikowi?
Hałka zdezorientowany: - Zbiorowe gry sportowe.
- Wasze hobby?
- Zbieram znaczki - odpowiada. - Szczególnie dotyczące astronautyki - dodaje szybko.
- Radość i smutek wolicie przeżywać sami czy z innymi?
- Radość z innymi, a smutek sam.
- A porażki?
- Biorę je na siebie.
- To wszystko, dziękujemy.
- Nie wiedzieliśmy, o co chodzi - mówi generał Kuziora. - Jak odpowiadać na takie pytania? I czy to odpowiedzi dobre, czy złe?
Oni: - Jakiej muzyki słuchacie? Ja: - Współczesnej, lekkiej. Oni: - A nie Chopina!?
Oni: - Jakie książki czytacie? Ja: - Sienkiewicza. Oni: - A nie Mickiewicza!? Ja: - Mickiewicza też!
Cholera, naprawdę nie wiadomo, co mówić.
Przy Hermaszewskim zaskoczenie.
- Macie do nas jakieś pytania? - zaczyna Łazariew.
Konsternacja.
- Co czytaliście ostatnio w języku rosyjskim?
- "W obłokach" i książkę Szatałowa.(...)
- Wasze hobby?
- Modelarstwo redukcyjne samolotów i myślistwo. Interesuję się także historią minionej wojny, szczególnie historią walk naszych lotników. Pasjonuję się teatrem, lubię literaturę piękną, urzeka mnie muzyka. Uwielbiam przede wszystkim Chopina, jego mazurki i polonezy.
Jankowskiego pytają o "Tarczę 76". Mówi, że za sterami samolotów przesiedział już dwa tysiące godzin.
- Dwa tysiące! - na Rosjanach ta liczba robi wrażenie.
Do sali wchodzi Andrzej Bugała. Absolwent Akademii Lotniczej im. Gagarina w Monino pod Moskwą. Najlepiej zna rosyjski.
- Zdarzyły się wam awaryjne sytuacje? - pyta ktoś z komisji.
- Tak, jedna. Podczas skoku ze spadochronem spadł mi but.
Nikt się nie śmieje.
Konkurencja
Na korytarzu jak po egzaminie. Kandydaci się przekomarzają, żartują. Jankowski poza grupą, siedzi z boku i czyta gazetę. Fotoreporter z Wojskowej Agencji Fotograficznej chce zrobić portrety kandydatom na kosmonautów. Ustawia ich na tle białego murku przy WIML-u.
Bugała i Hermaszewski muszą przykucnąć, żeby ich głowy nie wystawały nad murkiem. Niziutki Jankowski stoi wyprostowany jak struna.
- Nareszcie jakaś sprawiedliwość - komentuje.
Rosjanie podjęli decyzję, są gotowi, ale plotka jest szybsza. Bugała odpada. Na dalsze szkolenie do Gwiezdnego Miasteczka pojadą: Hałka, Hermaszewski, Jankowski i Kuziora.
Profesor Barański wyjaśnia kandydatom: - Bugała zdrowy jak koń, ale jest za duży, nie odpowiada normom antropologicznym.
Doktor Klukowski: - Miał złe proporcje ciała. Za długi tułów, nie zmieściłby się w fotelu statku.
- Co za głupstwa! - oburza się nawet po czterdziestu latach Zenon Jankowski. - Proporcje ciała nie miały żadnego znaczenia! Przecież przy lotach na orbitę nie ma mowy o katapultowaniu, bo wtedy, owszem, Bugała mógłby sobie uszkodzić kręgosłup. Ale tam cały moduł spadał z kosmonautami, którzy siedzą w środku. Tu chodziło o coś innego.
- O co? - pytamy Jankowskiego.
- Odrzucili chłopaka, który miał największe szanse - twierdzi po latach. - Odpadł, bo w tym wyścigu mógł pokonać Hermaszewskiego.
Wirówka Gagarina
To już tradycja. Każdy, kto po raz pierwszy odwiedza Gwiezdne Miasteczko, powinien złożyć kwiaty pod pomnikiem Jurija Gagarina. Nie trzeba się o nie martwić - gospodarze pilnują, żeby wiązanki były pod ręką. Major Henryk Hałka reprezentuje Polaków, odbiera kwiaty i prowadzi grupę do stóp pomnika. Można jechać dalej. Droga prosta, prowadzi przez piękny świerkowy las i kończy się wielką polaną, na której stoją wieżowce (mieszkają w nich kosmonauci, ich rodziny, lekarze, laboranci, technicy i pracownicy obsługi), hale i pawilony. Z pozoru niewielkie, samowystarczalne miasteczko ze szkołami i sklepami. Ulice czyste, dokładnie pozamiatane. Trawniki nienagannie przystrzyżone i podlane. Tylko cały teren ogrodzony betonowym murem. Na drogach wjazdowych budki z wartownikami. Gwiezdnego Miasteczka nie można znaleźć na żadnej mapie. Otwarte w 1960 roku, ma przygotowywać radzieckich pilotów do lotów w kosmos. Położenie ściśle tajne.
Razem z Polakami w hotelu mieszkają kandydaci na kosmonautów z Czech i Niemiec, ale nie ma czasu, żeby się lepiej poznać. Każda grupa pracuje według dokładnie rozpisanego harmonogramu. Od rana do wieczora ćwiczenia, testy, badania krwi, moczu, prześwietlenia.
Wirówka ta sama, na której trenował Gagarin. Sprawdzają tu, jak człowiek znosi przeciążenia. Musi usiąść w fotelu umocowanym w niedużej kapsule. Osiemnastometrowe ramię łączy się z silnikiem, który potrafi rozpędzić urządzenie do dwustu siedemdziesięciu kilometrów na godzinę. W środku ośmiokrotność siły ziemskiego przyciągania. Czujniki podłączone do ciała kosmonauty przez cały czas rejestrują temperaturę i ciśnienie krwi. Kamera zamontowana w kapsule obserwuje, czy poddawany testom kosmonauta nie stracił przytomności. Jeśli chce lecieć w kosmos, powinien wytrzymać. Badanie błędnika na obrotowym krześle Barany'ego, z głową lekko pochyloną do przodu. Wkrótce pojawia się oczopląs, trzeba zapisać, jak długo trwają mimowolne ruchy gałek ocznych, a potem kręcenie w drugą stronę. I znów pomiar. Zwykle oczopląs trwa od dwudziestu do pięćdziesięciu sekund. Jeśli różnica czasu trwania oczopląsu jest zbyt duża, może to świadczyć o zaburzeniach narządu równowagi. Wtedy dyskwalifikacja. Można też do przewodu słuchowego włożyć balon Politzera - niewielką gumową piłeczkę, nacisnąć ją i zwiększyć ciśnienie powietrza w uchu. Łatwo wtedy sprawdzić, czy część kostna błędnika nie jest uszkodzona. Jeśli tak, pojawi się oczopląs. Dyskwalifikacja. A jeszcze komora niskich ciśnień, huśtawki, loopingi, koła reńskie. I znowu pomiar ciśnienia krwi, temperatura, puls.
Co wódka, to wódka
- Wódka? Nieeee... Jaka wódka!? - krzywi się generał Kuziora. - Pamiętam tylko herbatki, jakie urządzaliśmy w holu hotelu. Ale wszystko odbywało się kulturalnie.
Doktor Klukowski puszcza oko. - Wszyscy piloci żyją dniem dzisiejszym. Jak mają luz, dają sobie w palnik. W powietrzu są jak artyści, na ziemi zawsze wymyślą coś, żeby nie było nudno - mówi. - Za kołnierz na pewno nie wylewają. W swoim gronie powtarzają, że nie pije tylko pilot automatyczny. Kosmonauci to też piloci. Od Łazariewa, który się nami opiekował, zawsze jechało wodą kolońską.
Zenon Jankowski: - Lataliśmy na migach-21 na lotnisku czkałowskim. Latem zakończyliśmy jeden z etapów szkolenia na kosmonautów. Uradziliśmy, że trzeba podziękować radzieckim instruktorom. Nie mogliśmy się jednak dogadać. Niemcy stawiali na piwo, Czesi zdecydowanie na piwo. Mówię Czechowi, żeby stuknął się w głowę. "Będziesz Ruskim piwo podawał? Piwo!? Oni to, owszem, wypiją, z grzeczności, ale bez przyjemności. Przecież oni koniak popijają szampanem Sowietskoje Igristoje". Stanęło na tym, że Polacy skombinują wódkę, a Niemcy i Czesi przywiozą jednak piwo.
Rosjanie - jak przewidział Jankowski - piwo wypili z uprzejmości, ale co wódka, to wódka.
Kolejna impreza z okazji radziecko-amerykańskiego lotu Sojuz-Apollo. Czesi niczego się nie uczą, znowu stawiają piwo.
- Ale Ruski, jak zassie, to mu piwo nie wystarcza - wspomina Jankowski. - Przyjeżdżamy z tej imprezy do hotelu i w holu odbywa się druga część spotkania. Tylko że wódki nie ma. A Ruscy czekają. Vladimir Remek z Czechosłowacji był już na takiej fazie, że w całym ekwipunku wskoczył do jeziorka, przy którym stał budynek, bo chciał się ochłodzić. Czesi uciekli, a Rosjanie zdziwili się, że można wyczyniać takie rzeczy po zwykłym piwie. I sobie poszli.
- Rosjanom, jak się upili, rozwiązywały się języki. Jeden z nich zdradził mi sekret Georgiego Iwanowa, który potem został pierwszym bułgarskim kosmonautą. Podobno nazywał się Dupow, co byłoby nie do przyjęcia. - Klukowski śmieje się. - Koledzy ciągnęli tego Rosjanina za rękaw, żeby już nic więcej nie mówił, a ten dalej. Dlaczego w Rosji mówią "Giermaszewskij", a nie "Hiermaszewskij"? Bo chier to po rosyjsku... Nie dokończył, bo go wyprowadzili.
Jankowski: - Rosjanie raz się pomylili i na tablicy zajęć zamiast "Giermaszewski" zapisali "Hiermaszewski". Niemcy stali przed tablicą. O, macie nowego pilota, mówili, dławiąc się ze śmiechu.
Sprawdzamy. Georgi Iwanow rzeczywiście musiał przed lotem w kosmos zmienić nazwisko, ale nie nazywał się Dupow, tylko Kakałow. Słowa chier nie ma w słowniku. Pytamy naszą tłumaczkę, ale czerwieni się zakłopotana. (...)
Lewatywa, raz!
Łazariew chce wiedzieć, kto z czwórki Polaków jest najlepszy. Pyta o zdanie Klukowskiego.
- Nie wiem, oni wszyscy dobrzy - polski lekarz odpowiada wzruszeniem ramion.
Dziwne, bo z grupy Niemców odpadają Rolf Berger i Eberhard Golbs. Najsłabsi z Czechów to Ladislav Klima i Michal Vondroušek. A Polacy wszyscy dobrzy?
Atmosfera w polskiej ekipie napięta jak struna. - Nawet jak nam robili gastroskopię, każdy z nas miał krwawe wybroczyny na żołądku. Z nerwów, że jest tak blisko rozstrzygnięcia - wspomina Hermaszewski.
Rosjanie nie są pewni. No to jeszcze raz badanie błędnika. Zobaczymy, kto się najszybciej porzyga.
Na krześle obrotowym siada major Hałka. Pewny siebie, zawsze sobie doskonale radzi, zwykle wytrzymuje powyżej kwadransa. Tym razem pada po dwóch minutach.
- Heniek, co się stało!? - pyta Klukowski.
- To przez jedzenie. Od dwóch dni nie potrafię się wypróżnić - odpowiada Hałka.
Klukowski: - W Gwiezdnym Miasteczku kandydaci na kosmonautów nie mieli diety. Posiłki jedliśmy wszyscy razem w stołówce. Żywili nas tłusto, jak chłopów do pługa. Kto ile chciał, tyle jadł. Hałka musiał zjeść za dużo, dostał zatwardzenia. Był ewidentnie podtruty masą kałową. Rosjanie wezwali pogotowie. Do hotelu przyjechał gruby doktor, towarzyszyła mu równie otyła pielęgniarka. Zamknęli się z Hałką w pokoju i zrobili mu lewatywę. Gramy obok w bilard, słyszymy postękiwania Hałki. Wypłukali z niego, co trzeba. Szacunek! Zabraliśmy paprotki z parapetów, utworzyliśmy szpaler z kijami do bilardu zamiast muszkietów i salutowaliśmy Hałce, który z obolałym tyłkiem wychodził z pokoju. Następnego dnia śpiewająco zaliczył test na krześle obrotowym.
Komisja lekarska w Gwiezdnym Miasteczku wobec Polaków jest bezradna. Wydaje cztery orzeczenia:
"Henryk Hałka, zdolny do lotu kosmicznego".
"Mirosław Hermaszewski, zdolny do lotu kosmicznego".
"Tadeusz Kuziora, zdolny do lotu kosmicznego".
"Zenon Jankowski, zdolny do lotu kosmicznego".
Ale ostateczne szkolenie może przejść tylko dwóch. Rosjanie umywają ręce. Niech decyduje Warszawa. Doktor Klukowski ma przygotować listę, ale nie potrafi. Wpisuje na niej cztery nazwiska w kolejności alfabetycznej.
- Dlaczego nie ułożyliście nazwisk w kolejności od najlepszego do najgorszego? - słyszy od oficera z departamentu kadr w Ministerstwie Obrony Narodowej. - Bo takiej kolejności nie ma. (...)
Rajskie wakacje
Decyzja ma zapaść w gronie najważniejszych członków Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Ale najpierw wizyta u ministra obrony narodowej generała Wojciecha Jaruzelskiego. Atmosfera serdeczna, generał pytano przebieg służby, szkolenie, Gwiezdne Miasteczko, radzieckich kosmonautów. Mówi coś o patriotyzmie, kandydaci na kosmonautów nie zapamiętują szczegółów. Potem wstaje i oznajmia: - Towarzysze, po konsultacjach ustalono, że do Moskwy na przygotowania do lotu w kosmos polecą major Hermaszewski i podpułkownik Jankowski.
Hermaszewski od razu zwraca uwagę na ten szczegół. W wojsku pierwszeństwo ma oficer wyższy rangą.
- Kurczę! Jaruzelski nigdy takich błędów nie popełnia - myśli. - To musiało coś znaczyć. (...)
- Tadeusza Kuziory praktycznie nie brano pod uwagę. Nie miał trzydziestki, a kosmonauta musi być starszy. Młodzi gorzej znoszą lot - utrzymuje doktor Klukowski.
Grażyna Kuziora: - Mąż nie był rozczarowany. Wiedział, że nie ma szans. Był najmłodszy. Do tego bez żadnego poparcia.
- Wierzyłem, że nawet jak odpadnę, to program lotów kosmicznych przecież się rozwinie. Będę następny w kolejce, jeszcze polecę - dodaje generał Kuziora.
- Na otarcie łez władze zaproponowały, że w nagrodę za trud męża możemy sobie wybrać wczasy - wspomina Grażyna Kuziora.
- O jeny! Co tu wymyślić, może... Zakopane? Życzenie zostało spełnione, pojechaliśmy na dwa tygodnie w Tatry. Potem spotkaliśmy Henia Hałkę. "A wy gdzie byliście?" Ach, odparł Heniu, spędziliśmy miesiąc na Kubie. To były rajskie wakacje!
*Fragmenty pochodzą z książki "Cena nieważkości. Kulisy lotu Polaka w kosmos" (aut. Dariusza Kortko i Marcin Pietraszewski). Możecie ją kupić w promocyjnej cenie w Publio.pl >>>
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.
KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>
Dariusz Kortko. Pracę w "Gazecie Wyborczej" zaczynał w 1991 roku. Jest reporterem, laureatem wielu nagród dziennikarskich (Grand Press w 2014 roku za reportaż "Zakładanie twarzy"). Autor książek, m. in. "Dobry zawód. Rozmowy z lekarzami" (z Krystyną Bochenek), "Na szczycie stromej góry. Opowieści o transplantacjach", "Czerwona księżniczka", "Religa", "Słodziutki. Biografia cukru" (z Judytą Watołą), antologii "Pierony" (z Lidią Ostałowską) i bestsellerowej biografii "Kukuczka" (z Marcinem Pietraszewskim). Od 2004 roku redaktor naczelny katowickiej redakcji "GW".
Marcin Pietraszewski. Od 2000 roku w katowickiej "Gazecie Wyborczej", specjalizuje się w dziennikarstwie śledczym. Laureat wielu nagród dziennikarskich, m.in. Silesia Press. Autor biografii "Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście" (z Dariuszem Kortko), ojciec dwóch rudych córek.