Historia
Edward VII w stroju koronacyjnym (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)
Edward VII w stroju koronacyjnym (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

*Weekend na wakacjach - przypominamy nasze najpopularniejsze teksty*

Książę Walii Albert, przyszły król Anglii Edward VII, nienawidził spać sam. Duńska księżna Aleksandra, jedna z najpiękniejszych kobiet ówczesnej Europy, stanowczo mu nie wystarczała. Bertie odczuwał, jak się kiedyś zwierzył, "ustawiczną pustkę". Zapełniał ją romansami.

Z wiekiem jednak ten korpulentny arystokrata zaczął mieć problemy z erekcją. Leczył się nawet prądami. Kazał też sobie obstalować krzesełko miłości. Dziś mebel ten znajduje się w prywatnych rękach, ale sto lat temu stał w luksusowym paryskim burdelu przy ulicy Le Chabanais, rzut kamieniem od Luwru. Bertie, jak nazywała Alberta rodzina i przyjaciele, był regularnym gościem tego przybytku. Miał tam swój prywatny pokój oznaczony królewskim herbem. Znajdowała się w nim też wanna do wspólnych kąpieli z paniami, a kąpano się w szampanie. Po likwidacji domu publicznego wannę tę zakupił nie kto inny jak Salvador Dali. Zapłacił 120 tysięcy franków.

Ale wróćmy do krzesełka. Do czego mógł służyć ów dwupoziomowy mebel z Le Chabanais wyściełany kwiecistymi atłasowymi poduszeczkami? Po co przymocowano do niego mocne stalowe stópki? Chwila refleksji pozwala sądzić, że nie chodziło tu stanowczo o modlitwę. Mówiąc wprost, dwupoziomowe krzesełko gwarantowało możliwość jednoczesnego kontaktu z dwiema partnerkami (zainteresowanych szczegółami odeślemy do działu grafiki w internecie) i co najważniejsze - oszczędzało coraz wątlejsze siły arystokraty.

Historyczne science fiction? Nie, to wszystko znane historykom fakty. Choć - to prawda  - mocno wykraczające poza szkolny program. Także dlatego, że dziś Edward jest postacią nieco zapomnianą. Jego pomniki mijają obojętnie londyńscy przechodnie. Przyciągają one tylko kloszardów, pedantycznych turystów-katorżników i cierpiące na rozwolnienie gołębie. Z górą sto lat temu było zupełnie inaczej.

Książę Walii Albert Edward sportretowany przez Franza Xavera Winterhaltera jako pięcioletni chłopiec i (z prawej) dwudziestotrzyletni mężczyzna (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Playboy na tronie

Przyszły monarcha rodzi się 9 listopada 1841 r. pod kochliwym znakiem Skorpiona. Królem zostanie jednak dopiero w 1901 r., już jako starszy pan z łysiną i pokaźnym brzuchem. Tron zwolni się, gdy wyzionie ducha jego matka - królowa Wiktoria, której panowanie trwało aż 63 lata. Edward będzie władcą bardzo krótko. Zabiją go w końcu mocne cygara, obżarstwo i seksoholizm. Ale jego imieniem historycy nazwą całą epokę początku XX wieku - edwardiańską. 

Edward jest bowiem pierwszym brytyjskim królem celebrytą - organizuje sesje zdjęciowe do modnych magazynów, rozbija się z żoną Aleksandrą kabrioletem po wąskich drogach Norfolku. Kocha polowania. Uwielbia też grać na duże stawki w bakarata.

Wypala codziennie dziesięć cygar, wypija morze wina i brandy, zjada śniadanie złożone z ośmiu dań i gigantyczną kolację. Na stoliku nocnym każe sobie stawiać talerz z kurczakiem. Większość z upojnych wieczorów książę, a potem król kończy w ramionach kolejnych kochanek. Damy będą potem wspominać szeptem, jak przerywa amory i wpija się w kurze udka niczym wampir. 

Po dekadach w cieniu wiktoriańskiej moralności (a raczej jej fasady, bo Wiktoria miała przecież paru kochanków) Brytyjczycy oddychają z ulgą, doceniając odmianę losu: miejsce nadętej, milczącej matrony w czerni zajmuje niemal barokowy król - "swój chłop".

Bertie lubi spotkać się ze zwykłymi ludźmi: otwiera szpitale, przytułki i stacje kolejowe. Podziwia nowoczesną technikę. Jego hobby to samochody. W ciemnych, ponurych pałacach, które odziedziczył po matce, każe instalować elektryczne lampy. Najbardziej poddani kochają go za to, że przypomina ich samych, zwykłych ludzi - nie boi się wyrażania swoich uczuć, a nawet otwartych kontrowersji obyczajowych.

Zaczęło się od Nellie Clifden

"Kontrowersje obyczajowe" to eufemizm. Bertie przejawia nieposkromiony seksualny apetyt. Kiedy objawia się ta jego kłopotliwa cecha?

W 1861 r. Bertie trafia na studia do Oksfordu. Mimo że mieszka z dala od akademików, ucieka opiekunom w poszukiwaniu przyjaciół. Zamiast prawem zajmuje się studiowaniem gier hazardowych, wyścigów konnych, cygar i mocnych trunków. Rodzice decydują się wysłać go na obóz wojskowy w Curragh, w Irlandii. Jest to duży błąd. Koledzy Bertiego urządzają mu sztubacki kawał: namawiają na przyjście do jego pokoju (spał w budynku dla generałów) koszarową prostytutkę, Nellie Clifden. Zaskoczony chłopak otwiera drzwi. Seks działa na Bertiego jak narkotyk. Notuje w swoim pamiętniku kolejne wizyty kochanki.  

Z lewej karykatura króla na okładce amerykańskiego magazynu 'Puck' z 1901 r. Na zdjęciu z prawej Edward (pierwszy z prawej) i królowa Victoria podczas spotkania z rosyjską rodziną carską w 1896 r. (fot. Udo Keppler / Wikimedia.org / Domena publiczna / Robert Milne of Ballater and Aboyne / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Jego ojciec, Albert, jedzie rozmówić się z synem. Zaklina go, by nie schodził na złą drogę. Długi spacer w deszczu pogarsza stan zdrowia męża Wiktorii. Dwa tygodnie później umiera na zapalenie płuc. Wiktoria nigdy nie wybaczy synowi, że przyczynił się do przedwczesnej śmierci ojca. 

Tymczasem od czasu utraty cnoty Bertie nie będzie myśleć o niczym innym jak o kolejnych namiętnych chwilach. Przemyca więc do zamku Windsor kurtyzanę, pannę Green (parę lat później, by zamknąć jej usta, wysłano ją do Nowej Zelandii, zapewniając dożywotnią rentę). Przyszły król nie może przecież prowadzić takiego życia. We wrześniu 1861 r. Wiktoria zaczyna działać. Dyskretnie aranżuje pierwsze spotkanie Bertiego i Aleksandry. To strzał w dziesiątkę. Niecałe dwa lata później, w marcu, będą małżeństwem.

Albert i Aleksandra prowadzą w Marlborough House otwarty dom - są przyjęcia, gry towarzyskie i dobra kuchnia. Wkrótce z ich związku rodzą się pierwsze dzieci. Przy trzeciej ciąży Aleksandra jednak niedomaga. Zaczyna kuleć i niedosłyszeć. Chyba nie jest jeszcze świadoma, że jej mąż nawet służące w ich własnym domu traktuje jak osobisty harem. I nie ustaje w próbach zniewolenia jej dwórki Mary Hardinge.

Bertie coraz częściej spędza większą część nocy poza domem. I ugania się także za mężatkami. Romans z jedną z nich, żoną znanego posła Charlesa Mordaunt, zakończy się w sądzie. Bertie będzie pierwszym od pięciuset lat przyszłym królem zmuszonym do zeznawania w roli świadka. Z pani Mordaunt, która opowiedziała mężowi o związku z Bertiem (i innymi kochankami), udaje się zrobić opowiadającą brednie wariatkę.

Król Edward VII podczas wypoczynku w Zamku Balmoral, zdjęcie zrobione przez królową Aleksandrę (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Wiktoria nalega na syna, by porzucił, jak to taktownie określa, wizytowanie dam. "Bertie nie widział jednak powodu, by postępować inaczej niż dotychczas" - podkreśla historyczka Jane Ridley, autorka "The Playboy Prince".

Wkrótce następca tronu zapada na tyfus. Udaje mu się wyzdrowieć dosłownie cudem. Wiktoria siedzi przy łożu syna przekonana, że ten wkrótce umrze. Bertie dziękuje za swoje uzdrowienie podczas nabożeństwa w katedrze Świętego Pawła. Opinia publiczna zaczyna kochać księcia. I nie zmienią tego kolejne wpadki. Np. parę lat później na skutek afery z udziałem jednego z kompanów Bertie daje się przyłapać na nielegalnej wówczas grze na pieniądze w bakarata. Znowu musi zeznawać w sądzie, oczywiście bez prawnych konsekwencji. Cierpi jednak prestiż monarchii. "Stajemy się obiektem pogardy" - pisze z goryczą Wiktoria w liście do jednej z córek.

Erotomania seryjna

Małżeństwo Bertiego i Aleksandry staje się związkiem tylko z nazwy. By ukarać męża, Aleksandra wyjeżdża na wielomiesięczne pobyty do Danii. Skutek jest żaden. Pasje księcia są bowiem niezaspokojone.

Mimo mocno misiowatej fizjonomii budzi on zainteresowanie pewnej kategorii pań. Ile zatem ma kochanek w całym swoim życiu? Ostrożne szacunki mówią o 1200-2000 partnerek. Było ich jednak zapewne dużo więcej. "Nawet dziesięć tysięcy robi wrażenie konserwatywnego szacunku" - piszą Gordon Winter i Wendy Kochman, autorzy "Secrets of the Royals". "Zwykle były to cztery kochanki tygodniowo od wieku dziewiętnastu lat do sześćdziesięciu dziewięciu lat, a czasem sześć lub siedem partnerek. W grę wchodzi od piętnastu tysięcy do osiemnastu tysięcy kochanek".

Cora Pearl i książę Feliks Jusupow (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Tylko wyjątkowo Bertie poznaje smak rozczarowania. Odmawia mu seksu szefowa służby w jego własnym domu. Innym razem wpada w pułapkę. Na balu poznaje wysoką blondynkę w długiej sukni. Kiedy zabiera się do uwodzenia, odkrywa, że to transwestyta, rosyjski książę Feliks Jusupow. Czar pryska momentalnie. W przeciwieństwie do wielu innych arystokratów - gejów i osób biseksualnych - Bertie ma oko tylko na damy.

Jego romansami interesuje się nawet francuska służba bezpieczeństwa. Jej raporty mówią o "wielogodzinnych, długich popołudniach spędzanych w towarzystwie zażyłych przyjaciółek". Bierze też udział w orgiach w paryskiej Cafe Anglais. Bywa w klubie Moulin Rouge, gdzie witają go okrzyki "allo Wales" ["hej Walijczyku" - jest przecież księciem Walii - przyp. aut.].

Paryska kurtyzana Cora Pearl ubiera się dla niego tylko w perły, a jej koleżanka Giulia Beneni na widok księcia odwraca się tyłem i zadziera spódniczkę - wyjaśnia potem, że przed przyjazdem Jego Wysokości radzono jej, by pokazała się księciu od najlepszej strony.

Bertie miewa też dłuższe związki. W latach 80. XIX wieku wpada mu w oko gospodyni skandalizujących przyjęć na zamku Warwick, olśniewająco piękna Daisy Greville, lady Brooke. Ich relacja jest nader namiętna, choć nie na wyłączność, bo to byłoby dla obydwojga zbyt nudne.

W Easton Lodge, gdzie rządziła Daisy, panują przedziwne zwyczaje. Ten, kto ich nie zna, może narobić sporo kłopotu. Na przykład sygnałem, że kochanka czeka na swojego wybrańca, bywa taca pełna nietkniętych kanapek. Jedna z anegdot z East Lodge opowiada o żarłocznym niemieckim dyplomacie, baronie von Eckardsteinie, który skonsumował kanapki ustawione przed pokojem pewnej damy, doprowadzając jej kochanka do konsternacji.

Daisy Greville i Lillie Langtry (fot. Henry Walter Barnett / Wikimedia.org / Domena publiczna / The National Archives UK / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Dziewiętnastowieczny swing na parodniowych przyjęciach zawdzięcza wiele zwyczajowi spędzania przez małżonków nocy w oddzielnych sypialniach. Zaproszenia do seksu są dyskretne - pod drzwi wsuwa się liściki, zostawia rozmyślnie na tacach kwiaty lub właśnie jedzenie, rozsiewa na korytarzach confetti prowadzące od pokoju do pokoju, a rano, długo przed śniadaniem, rozlega się dzwonek - sygnał dla niewiernych żon i mężów, że pora wrócić do własnych łóżek.

Bertie czuje się w takich okolicznościach jak pączek w maśle. W duchu jest swingersem. Przepada za młodą kochanką, nazywając ją swoją "malutką żoneczką Daisy". Ale po dziewięciu latach u jej boku odczuwa już nudę. Ona również ma go dość. Bo księciu coraz częściej zdarza się "zawodzić w kluczowym departamencie". Daisy - jak sama pisze w swoich pamiętnikach - "kopuluje ze wszystkim co piękne i silne". Cuchnący cygarami Bertie z coraz większym brzuchem i wyłupiastymi oczami z pewnością zbyt piękny już nie jest.

U boku Bertiego Daisy zastąpi Alice Keppel (żona księcia Walii Camilla jest jej praprawnuczką). Ale chyba najbardziej znaną jego kochanką jest Lillie Langtry, córka wikarego, w której zakochał się, kiedy na jakimś nudnym przyjęciu wylała mu specjalnie za kołnierz lody truskawkowe. Żart przypadł widać księciu do gustu. Gdy ich romans był w rozkwicie i mówiono o nim w całym Londynie, tygodnik plotkarski zamieścił zdanie: "Pomiędzy księciem Walii i panią Lillie Langtry nie ma zupełnie nic". Czytelnicy byli zdziwieni tą deklaracją. Jednak kolejne wydanie przyniosło rozwiązanie zagadki: dokładnie w tym samym miejscu, na tej samej stronie dodrukowano urwany koniec zdania: "Nawet prześcieradła". Kto chciał, zrozumiał.

Zobacz wideo Pary z 50-letnim stażem o sekretach udanego związku

Monarchia to show

Podczas koronacji Edwarda w opactwie westminsterskim w loży koło prezbiterium zasiadają na zaproszenie króla wybrane kochanki: Jannie, matka Winstona Churchilla, oraz "La Favorita" Alice Kappel, wspomniana praprababka żony Karola, księżnej Camilli (przypomniała o tym księciu Karolowi, kiedy się poznali). Obok dwie aktorki, także bardzo dobrze znane królowi. Wszystkie niczym drużyna wielbicielek przyglądają się, jak biskup oblewa Edwarda VII świętymi olejami. Towarzysząca mu żona Aleksandra znosi z pokorą podobne afronty od ślubu w 1863 r.

Z lewej popiersie króla autorstwa Francisa Derwenta Wooda. Z prawej stoją kolejno (od lewej): syn Edwarda VII - Jerzy, książę Walii, wnukowie - książę Edward (z tyłu) i książę Albert (z przodu) oraz sam Edward VII (fot. Francis Derwent Wood / Wikimedia.org / Domena publiczna / Queen Alexandra of the United Kingdom / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Edward VII zrobił jednak wszystkim psikusa i okazał się bardzo dobrym władcą. Syn królowej Wiktorii rozumiał, że monarchia, która w XIX wieku ostatecznie straciła znaczenie polityczne, musi zmienić się w nowoczesny show. Albo nie zdoła przetrwać. Wkrótce po śmierci Wiktorii, w 1901 r., Edward VII nie tylko wziął udział w otwarciu parlamentu, ale przekształcił tę uroczystość w barwną paradę (jego matka lekceważyła tę ceremonię przez ostatnich 15 lat życia), dorabiając jej rzekomo wielowiekową historię.

Z królewskich garaży wyciągnięto nieużywaną od niemal pół wieku pozłacaną karetę. Król i jego żona Aleksandra ubrali się na tę okazję w nowe, bogato zdobione szaty i założyli królewskie klejnoty. Bardzo wiele więc z dzisiejszego rytuału monarchiczno-parlamentarnego jest pomysłem króla playboya Edwarda VII.

Do ostatnich chwil życia nowy król próbował się także porozumieć z Niemcami, by uniknąć wielkiej wojny w Europie. Kiedy umierał w 1910 r., obawiał się, że to już raczej wysiłki skazane na niepowodzenie. I wojna światowa wybuchła cztery lata po jego śmierci. Ogromny konflikt doprowadził do ruiny żyjącą wciąż ponad stan klasę wielkich posiadaczy, której symbolem mógłby być sam król.

Po jego śmierci, patrząc na trumnę męża, Aleksandra rzuciła ze smutkiem: "Teraz przynajmniej wiem, gdzie mam go szukać". Edward musiał się ostatecznie ustatkować.

Marek Rybarczyk. Były dziennikarz radia BBC i wieloletni korespondent "Gazety Wyborczej" w Londynie, potem publicysta "Przekroju" i "Newsweeka". Autor bestsellerów "Tajemnice Windsorów" i "Elżbieta II. O czym nie mówi królowa?". Polak zakochany w brytyjskiej kulturze, a zarazem Brytyjczyk ceniący sobie dystans i autoironię.