Historia
Republika (fot. archiwum prywatne Zbigniewa Krzywańskiego)
Republika (fot. archiwum prywatne Zbigniewa Krzywańskiego)

- Byłem akurat w Od Nowie i zadzwonił Grzesiek Kuczyński. Mówię mu, że Ciechowski poszedł do wojska. Zaniemówił. "Jak to poszedł do wojska? Przecież mamy plany, które trzeba zrealizować. Jak to teraz będzie?" - wspomina Paweł Kuczyński [były basista i jeden z założycieli zespołu Republika - przyp. red.]*.

Styczeń '90, Warszawa. Grzegorz Ciechowski podczas koncertu galowego ' Artyści dla Rzeczpospolitej ' w Filharmonii Narodowej (fot. Piotr Wójcik / Agencja Gazeta)

Ciechowskiemu nie pomogła popularność (raczej zaszkodziła) ani znajomość z pewnym pułkownikiem ("Mój zaprzyjaźniony pułkownik był w sanatorium. Od swoich przeciwników usłyszałem wtedy: On ci już nie pomoże. Mieli wyraźną satysfakcję", wspominał Grzegorz [w wywiadzie dla "Machiny" w 1996 r. - przyp. red.]). Nie pomogły też "(...) ani zaświadczenia lekarskie, ani usprawiedliwienia z Trójki. Zgromadziłem wtedy całą dokumentację, świadczącą niezbicie, że gdy trafię do wojska, runie od tego gospodarka socjalistyczna Polski Ludowej albo że wpadnę w skrajny zespół dezadaptacyjno-depresyjny. Nie pomogły nawet interwencje poważnych instytucji, jak Estrada Łódzka czy tamtejszy Teatr Wielki. (...) Na koniec lekarz wojskowy mi powiedział: Jaja masz, będziesz służył".

Szczęściem w tym nieszczęściu było to, że Ciechowski skończył studia, a absolwentów nie powoływano do dwuletniej służby zasadniczej, ale na roczne przeszkolenia. Swoją służbę rozpoczął 5 września w toruńskiej Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Rakietowych i Artylerii. W jednostce pojawił się sporo spóźniony (po imprezie pożegnalnej, która zaczęła się poprzedniego dnia) i bez słynnej grzywki. Wtedy już nosił się inaczej - miał włosy przefarbowane na biało i postawione na sztorc. Zjawił się na tyle późno, że nie zastał już fryzjera, więc do następnego dnia nie zmienił fryzury.

 

- Chodził w mundurze, a dowódcy byli tak wkurzeni, że się w głowie nie mieści - wspomina Krzywy [Zbigniew Krzywański, gitarzysta Republiki - przyp. red.].

Szybko się zaaklimatyzował. - Pamiętam chwilę pierwszego wejścia do tak zwanej izby żołnierskiej, spotkanie z kolegami z kompanii. Na szczęście w SPR (Szkoła Podchorążych Rezerwy - przyp. aut.) chłopcy byli po studiach. Nie istniały więc żadne nieformalne hierarchie. (...) I było w porządku, trzymaliśmy sztamę . Ale wojskowa rzeczywistość mimo wszystko go przerażała. -Chodziłem po koszarach i oglądałem sceny dokładnie odpowiadające treści utworu "Psy Pawłowa". Nastąpiła przedziwna koincydencja - napisałem piosenkę, która mi się później przydarzyła" [tak sam Ciechowski opisywał miesiące spędzone w wojsku w wywiadzie dla "Machiny" w 1996 r. - przyp. red.].

Styczeń '90, Warszawa. Grzegorz Ciechowski ze swoją wieloletnią partnerką Małgorzatą Potocką podczas koncertu galowego ' Artyści dla Rzeczpospolitej ' w Filharmonii Narodowej (fot. Piotr Wójcik / Agencja Gazeta)

Nagabywał go oficer kontrwywiadu, który "usiłował mnie agitować, strasząc, że wywiozą i pokażą takie rakiety, że już nikt nigdy nie wypuści mnie na występy zagraniczne" . Namawiali go też, aby zespół wystąpił na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu. W zamian dawali możliwość nocowania w domu. Nie zgodził się: - Od razu pojawiły się naciski, że: "śpisz w domu, my ci tu skompletujemy zespół, jaki chcesz, a ty przygotujesz ładny program na Kołobrzeg". A ja na to, że przyszedłem tu na artylerzystę. "Dobrze - będziemy szkolić w takim razie.". W ogóle się nie uczyłem, interesowało mnie tylko strzelanie do tarczy i rysowanie w zeszycie sromów niewieścich zamiast krzywych balistycznych. Nie pamiętam numeru plutonu ani rodzaju działa. Rytuałowi poddałem się z poświęceniem - pobudka, dwie minuty potem sikanie, golenie, ścielenie. Zupełny komfort psychiczno-umysłowy, wszystko mam zapowiedziane dokładnie, czas płynie regularnie, posiłki o stałych porach. Tyle że wara od mojej mózgownicy - zero nauki.

Koledzy z zespołu nie zapomnieli o nim. Mieli nawet dyżury. - Jednego dnia Krzywy, drugiego Sławek, trzeciego ja - wspomina Paweł. - Codziennie przywoziliśmy mu żonę i serniczki. - I wciąż próbowali załatwić zwolnienie ze służby. - Jeździliśmy w sprawach Grzegorza po generałach. To były dla mnie rzeczy śmierdzące, bo moją siostrę więzili za Solidarność, a ja jeździłem do tych ludzi w imię przyjaźni z Grzegorzem.

Republika w pełnym składzie (fot. archiwum prywatne Zbigniewa Krzywańskiego)

Tuż przed egzaminami oficerskimi Ciechowskiego przeniesiono do Łodzi, do Centrum Szkolenia Oficerów Politycznych. Ciechowski musiał uczestniczyć w zajęciach, ale - jak wspomina Waldemar Biliński, który z nim służył - "siedział sobie cichutko z tyłu, przeważnie pojawiał się nie wiadomo w którym momencie i nie wiadomo w którym znikał". Został też przypisany do obsługi szybkostrzelnego karabinu pokładowego. Biliński miał być strzelcem, lider Republiki - amunicyjnym. Ale ani razu nie brał udziału w ćwiczeniach.

- Pytam się o amunicyjnego i słyszę, jak ktoś mówi: "Ciechowski jest na próbie, więc zapie***laj sam" - żartuje strzelec Biliński. - Więc brałem te dwie walizki amunicji i zasuwałem. Miałem kilka alarmów nocnych, tak że było to dość uciążliwe, wkurzałem się.

Kiedyś zaproponowano Grzegorzowi, by przeprowadził pogadankę w jednej z jednostek. - "Pogadajcie o tym graniu, jak to jest na tej scenie, kto posuwa tę czy tamtą, no, wiecie, o co chodzi. Chłopaki posłuchają.". Dobra - mówię - ale skoro mam jechać jako Grzegorz Ciechowski z Republiki, to poproszę cywilne ciuchy, taksówkę i honorarium. Nie pamiętam, ile powiedziałem, ale dużo. Dość długo trwały konsultacje z wyższymi czynnikami, a w końcu przychodzi (ten wojskowy - przyp. aut.) i pyta: "Może być gazik?". No i pojechałem, za honorarium kupiłem kilka butelek wódki, napiliśmy się z chłopakami - wspominał.

Książka ''Republika. Nieustanne tango'' Leszka Gnoińskiego ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora (fot. materiały prasowe / Wojciech Słota)

Po egzaminie końcowym ("wyglądał jak farsa, bo na każde pytanie odpowiadałem, że nic nie wiem, że mogę ewentualnie z artylerii, ale też niechętnie. W końcu postawili mi trójkę" ) przenieśli go na kilka miesięcy do biblioteki, gdzie miał spokój. Z wojska wyszedł w lipcu 1985 roku, trzy miesiące przed terminem. Udało mu się załatwić zaświadczenie o tym, że ma zespół neurasteniczno-depresyjny i dla świętego spokoju puszczono go.

*Fragment książki "Republika. Nieustanne tango".

Książka  jest dostępna w promocyjnej cenie w Publio.pl>>

Leszek Gnoiński. Rocznik 1966. Dziennikarz muzyczny. Współpracował m.in. z magazynami "Tylko Rock" i "Machina". Członek Akademii Fonograficznej ZPAV. Redaktor kilkudziesięciu płyt. Autor książek "Raport o Acid Drinkers", "Kult Kazika" czy "Myslovitz. Życie to surfing"