Historia

Środa w Southampton 10 kwietnia 1912 roku była pogodna. Gdzieniegdzie pomiędzy nieregularnymi chmurami prześwitywało słońce. Dzień był chłodny, a na twarzach czuło się zimny wiatr. Temperatura z 4 stopni Celsjusza o poranku wzrosła do 11 stopni.

Na nabrzeżu nie było tłumów. Nikt nie zamówił orkiestry dętej, która przygrywałaby gigantowi w momencie wypływania z portu. Nawet dziennikarze nie przybyli licznie, żeby sporządzić notatki do artykułu o Titanicu wyruszającym w dziewiczy rejs.

W mieście czuło się napiętą atmosferę. W ostatnich dniach lutego 1912 roku w Alfreton rozpoczął się strajk górników, który błyskawicznie rozprzestrzenił się na cały kraj. Z powodu strajkujących kopalni do portów przestano dostarczać węgiel, a rejsy statków z emigrantami zostały odwołane. Po Southampton kręcili się bezrobotni mężczyźni i kiedy okazało się, że opuszczą kraj na pokładzie Titanica, mieszkańcy odetchnęli z ulgą.

Titanic (copyright Claes Göran Wetterholm)

Dyskretna odprawa

Pierwsi pasażerowie weszli na pokład wcześnie rano. Carl Olof Jansson, członek szwedzkiego stowarzyszenia Partii Pracy, na co dzień pracujący jako cieśla w zakładach braci Eriksson, zakupił bilet w trzeciej klasie. Wchodził innym trapem niż Franz Pulbaum, mechanik z Nowego Jorku, zajmujący się instalacją samochodzików w wesołych miasteczkach. Za świetne wyniki swojej pracy w paryskich parkach rozrywki dostał od szefa udziały w firmie i droższy bilet na rejs powrotny do Nowego Jorku, w drugiej klasie.

Zupełnie innym trapem weszło również na pokład fikcyjne małżeństwo George'a i Maybelle Thorne'ów - para ukrywających się kochanków miała przyjemność rozgościć się w pierwszej klasie. Oboje byli bogatymi nowojorczykami, którzy wybrali się w podróż dookoła świata. On prowadził z braćmi firmę importującą strusie pióra, a ona miała męża w Nowym Jorku. W ich bagażu znaleziono kwity bagażowe ze Sri Lanki, Indii, Egiptu i Japonii. Odnalazł się także dokument tożsamości poświadczający, że George Thorne to tak naprawdę George Rosenshine. Ukrywał się pod zmienionym nazwiskiem, żeby na jaw nie wyszedł jego romans. Bilety podróżne Thorne'ów w pierwszej klasie kosztowały w sumie 160 funtów, co było niską ceną w porównaniu z ceną apartamentu na pokładzie B, który wykupili Thomas Drake i jego matka Charlotte Cardeza. Thomas Drake w rubryce zajęcie miał wpisane: Gentleman .

Apartamenty na Titanicu urządzone były w stylach włoskiego renesansu, francuskiego klasycyzmu, staro- i nowoholenderskim, a także współczesnym. Najbardziej komfortowe były apartamenty prezydenckie, które miały salon, dwie sypialnie, dwie garderoby i prywatną łazienkę. Na taki luksus zdecydował się Thomas Drake, co kosztowało go 512 funtów, 6 szylingów i 7 pensów, a stanowi równowartość dzisiejszych 80 tysięcy euro.

Kabina pierwszej klasy (copyright Musealia Entertainment SL)

Oddzielne trapy, po których wchodzili na statek pasażerowie pierwszej, drugiej i trzeciej klasy, były odzwierciedleniem podziałów klasowych obowiązujących w edwardiańskim społeczeństwie. Te same podziały uwidoczniły się w czasie akcji ratunkowej. Spośród 324 pasażerów pierwszej klasy zginęły 123 osoby. W drugiej klasie katastrofy nie przeżyło 159 pasażerów z 277 ludzi. W trzeciej klasie z 708 osób aż 527 straciło życie.

Kotwica w górę

Bilet trzeciej klasy kosztował około ośmiu funtów. Tyle samo wynosił roczny czynsz za mieszkanie w angielskiej robotniczej dzielnicy. Carlowi Olofowi Janssonowi udało się kupić bilet za 7 funtów. W liście do domu tak opisywał wejście na pokład statku: Ustawiono nas w kolejkach, kazano podwinąć rękaw i sprawdzano, czy każdy jest zaszczepiony. Biada temu, kto nie miał widocznego śladu - szczepiono go na miejscu, bezlitośnie i niezbyt delikatnie. Widziałem czterech mężczyzn, którzy cierpieli z powodu opuchlizny ramienia i zadanego im bólu. Ja nie musiałem być szczepiony, bo miałem cztery wyraźne ślady, więc wszystko było w porządku *.

Kabina trzeciej klasy (copyright Musealia Entertainment SL)

Pod wieczór statek był już we francuskim porcie, w Cherbourgu. Prawie 38-letni Tom Franklin, angielski hurtownik jedwabiu, którego ciała nigdy nie odnaleziono, już pierwszego dnia wysłał pocztówkę do swojej młodszej siostry Grace, zamieszkującej w hrabstwie Essex. Te kilka zdań pisał zapewne we własnej kajucie, numer D-34, w pierwszej klasie. Na kartce widniał okazały Titanic, jednak rysunek na widokówce był nieprawdziwy, bo przedstawiał dym wydobywający się z czterech kominów. W rzeczywistości komin usytuowany najbliżej rufy był jedynie atrapą i służył jako przewód wentylacyjny kuchni i maszynowni. Zbudowano go wyłącznie po to, żeby stwarzał wrażenie jeszcze większej siły i wielkości jednostki. Na odwrocie pocztówki Tom Franklin pisał: Właśnie opuściliśmy Cherbourg. Jest wietrznie i zimno. Statek jest wspaniały, przypomina miasto. Dziś popołudniu spędziłem godzinę w sali gimnastycznej. Kocham was wszystkich.

W pierwszej klasie, oprócz siłowni, znajdowały się także kort do squasha, basen ze słoną wodą i łaźnia turecka. Jednak główną rozrywką pasażerów statku były posiłki. Na pokład Titanica zabrano 40 wołów, 130 świń, 150 indyków, 35 000 jaj, 10 000 ostryg, 5 ton warzyw, 20 skrzyń bananów, 5 żółwi, 12 000 butelek wody mineralnej, 15 000 butelek piwa, 2000 butelek wina i szampana oraz 800 butelek mocnych alkoholi*.

Szwedzkim emigrantom ogromną przyjemność sprawiał fakt, że w restauracji serwowano ich narodowe chrupkie pieczywo. Właściciele White Star Line wiedzieli, że zadowolony klient zrobi liniom najlepszą reklamę, a że prawie jedna trzecia pasażerów trzeciej klasy pochodziła ze Skandynawii, a szwedzki był drugim najpopularniejszym językiem na pokładzie, rodzaj serwowanego pieczywa był zapewne nie bez znaczenia. W niedzielę 14 kwietnia pasażerowie trzeciej klasy, oprócz wspomnianego chrupkiego pieczywa, mogli zjeść na śniadanie owsiankę z mlekiem, wędzone śledzie, ziemniaki w koszulkach, jajka na szynce, świeży chleb z masłem i marmoladę. Do picia mieli do wyboru kawę lub herbatę.

Korytarz w pierwszej klasie (copyright Musealia Entertainment SL)

Nagłe zderzenie

Tak wyglądało ostatnie w życiu śniadanie Edwarda i Gerdy Lindellów. On miał 36 lat i pracował w fabryce obuwia w Helsingborg, w Szwecji. Wraz z 30-letnią żoną podróżował do Stanów, gdzie planowali osiedlić się w Connecticut. Bilet na tę podróż kosztował ich 30 funtów. Kabina, w której zamieszkali, znajdowała się na najniższym pokładzie statku, ale standardem przypominała kabiny pierwszej i drugiej klasy na statkach starszego typu. Światła w trzeciej klasie gaszono o 22.00, więc gdy chwilę po 23.40 Titanic zderzył się z górą lodową, oboje już spali.

Kiedy obudził ich zamęt i zorientowali się, że doszło do katastrofy, wszystkie łodzie ratunkowe były już opuszczone na wodę, a dziób statku stopniowo się zanurzał. Przerażeni, nie mając na sobie kamizelek ratunkowych, skoczyli do lodowatego oceanu i dopłynęli do jednej z szalup, wypełnionej po brzegi rozbitkami. Edwardowi udało się wdrapać do środka. Gerdę przytrzymywał za ręce August Wennerström, 27-letni szwedzki dziennikarz z Malmö. W ten sposób z jednej strony nie pozwalał jej utonąć, a z drugiej nie umożliwiał jej wejścia do łodzi ratunkowej, bo kolejny człowiek przeważyłby szalupę i wszyscy by zginęli. Gdy osłabł, Gerda zaczęła mu się wyślizgiwać z uścisku, aż w końcu nie utrzymał jej, puścił i kobieta w kilka sekund utonęła.

Wennerström, który ocalał,

opowiadał później, że Edward, widząc to, postarzał się w ciągu kilku minut. Zmarł na dnie szalupy, na którą upadła zsuwająca się z palca Gerdy złota obrączka ślubna... 13 maja została odnaleziona przez Oceanic, liniowiec należący do White Star Line, i trafiła do rodziny Gerdy. Stała się jedyną pamiątką po zmarłej córce i siostrze.

Odnaleziona obrączka Gerdy Lindell (copyright Muzealia Entertainment SL)

Także 67-letni biznesmen i kongresman stanu Nowy Jork Isidor Straus i jego młodsza o 4 lata żona Ida zginęli tego tragicznego dnia razem. Zajmowali kabinę C55 w pierwszej klasie. Ich bilety kosztowały w sumie 442 funty. Idzie Starus udało się wsiąść do szalupy numer 8, ale sekundę później wyszła z niej, mówiąc do męża: - Spędziliśmy razem tyle lat. Dokądkolwiek pójdziesz, pójdę z tobą . Inni pasażerowie próbowali ją zatrzymać i namówić, żeby ratowała swoje życie, ale odmówiła. Ostatni raz widziano parę, jak siedziała na leżakach na szerokim pokładzie dla pierwszej klasy, który wcześniej służył jako promenada spacerowa dla najzamożniejszych gości. Mocno się do siebie przytulali. Ciało Isidora udało się odnaleźć. Miał na sobie płaszcz z futrzaną lamówką, szare spodnie, marynarkę i kamizelkę, miękką, pasiastą koszulę, brązowe kozaki i czarne, jedwabne skarpetki. Nosił okulary, był łysy, miał wąsy, brodę i złoty ząb na przodzie. Ciała Idy nigdy nie odnaleziono.

Do dziś nie wiadomo także, czy udało się odszukać zwłoki Henry'ego Morleya, 38-letniego cukiernika z Birmingham, podróżującego pod przybranym nazwiskiem Marshall. Powodem ukrywania prawdziwych danych była ucieczka od rodziny z młodszą o 19 lat kochanką, panną Kate Phillips, która pracowała w jego cukierni. Morley powiedział żonie, że wyjeżdża do Stanów, do Los Angeles w Kalifornii, żeby podreperować w tamtejszym klimacie zdrowie po przebytej niedawno chorobie. Kupił dla siebie i kochanki wspólny bilet w drugiej klasie, za który zapłacił 26 funtów. W chwili tragedii oboje znajdowali się na pokładzie, ale do szalupy, według rozkazu, który brzmiał: "Najpierw kobiety i dzieci", mogła wejść jedynie Kate. Zabrała ze sobą portmonetkę i klucze do walizki. Liczyła, że odnajdzie swój bagaż i naszyjnik, który dostała od Henry'ego jako dowód jego miłości. Równo dziewięć miesięcy po tragedii Titanica, 11 stycznia 1913 roku, panna Philips urodziła córeczkę Ellen.

Naszyjnik Kate Phillips (copyright Musealia Entertainment SL)

Ostatnie chwile razem

Nie wiadomo, czy akcją ratunkową 11. szalupy, do której wsiadła Kate Phillips, kierował drugi oficer Charles Lightoller. Polecenie o pierwszeństwie przysługującym kobietom i dzieciom potraktował niezwykle dosłownie - nie pozwalał wsiąść do szalup mężczyznom. W ten sposób spuścił na wodę łódź nr 12, do której pomógł wejść 28 pasażerkom, a 37 pozostałych w szalupie ratunkowej miejsc pozostawił wolne. Znacznie mniej wprost potraktował ten sam rozkaz oficer William Murdoch. Priorytetem dla niego było uratowanie jak największej liczby osób, dlatego, o ile w łodzi były wolne miejsca, wpuszczał do niej także mężczyzn. Ponad 80 procent podróżnych płci męskiej, którzy przeżyli katastrofę, zawdzięcza życie Murdochowi.

Zatonięcie Titanica przeżyło

niewiele całych rodzin. Udało się to Kinkom, pochodzącym ze Szwajcarii. Na pokład trzeciej klasy w Southampton weszli 29-letni Anton, jego 26-letnia żona Louise i 4-letnia córeczka, nosząca takie samo imię jak matka. Ich wspólny bilet miał numer 315153 i kosztował 22 funty, czyli 780 franków szwajcarskich - dorośli zapłacili po 340 franków, a za dziecko 100. Kiedy feralnej nocy coś nagle obudziło Antona, wybiegł ze swojej kabiny na pokład, z którego wyraźnie dostrzegł górę lodową. Szybko wrócił do środka, żeby ubrać siebie i rodzinę, spakować najpotrzebniejsze rzeczy i założyć kamizelki ratunkowe. Gdy o 1.45 w nocy udało im się dotrzeć do łodzi ratunkowej nr 2, pozwolono do niej wsiąść jedynie dziewczynce i kobiecie. Anton został na pokładzie. Louise, rozumiejąc, że pewnie to ostatni moment, kiedy widzi swojego męża, zaczęła szlochać

.

W chwili kiedy szalupa była opuszczana, Anton przedarł się przez kordon marynarzy zabezpieczających łódź przed jej przepełnieniem i wskoczył do środka. Mała Louise do końca życia przechowywała buciki, które tamtej nocy miała na nogach, i kocyk otulający ją w łodzi ratunkowej.

Buty Louise Kink (copyright Musealia Entertainment SL)

Najwięcej osób zginęło wśród załogi Titanica. Spośród 898 osób 686 nie przeżyło katastrofy. Uwielbianego przez pasażerów kapitana Edwarda J. Smitha, którego czule nazywano "E.J.", świadkowie po raz ostatni widzieli, jak wracał na mostek. Choć byli i tacy, którzy twierdzili, że popełnił samobójstwo, skacząc do wody. Thomas Andrews, główny projektant Titanica i jego konstruktor, do ostatnich chwil pomagał ratować ludzi. Założył kamizelkę ratunkową i dawał tym przykład innym, żeby zrobili to samo, co nie było łatwe, bo wielu pasażerów nie chciało uwierzyć, że niezatapialny statek właśnie tonie.

Andrews był perfekcjonistą w każdym calu. Swoje projekty ulepszał i poprawiał niemal bez końca. To właśnie z potrzeby osiągnięcia doskonałości wsiadł na pokład zaprojektowanego przez siebie Titanica, żeby osobiście móc wyłapać niedociągnięcia i poprawić je przed kolejnym rejsem. Podobno swoje ostatnie chwile spędził w mieszczącej się niedaleko czytelni i pokoju do pisania palarni pierwszej klasy, zaprojektowanej w stylu angielskiego pubu. Stał przy kominku, nad którym wisiał obraz przedstawiający port w Plymouth.

Po lewej: Edward J. Smith; po prawej: schody na pokładzie Titanica (copyright Claes Göran Wetterholm)

Cudownie ocaleni

Jednym z nielicznych członków załogi, któremu udało się uratować, był Bruce Ismay, dyrektor zarządzający towarzystwa żeglugowego White Star Line. Kiedy wszystkie łodzie ratunkowe pływały po oceanie i zostały jedynie składane łodzie z niskimi, drewnianymi kadłubami i płóciennymi burtami, Ismay wsiadł do jednej z nich, w której znalazł wolne miejsca. Fizycznie ocalił swoje życie, choć jako człowiek był skończony. Świat nie wybaczył mu, że wyszedł cało z katastrofy, w której zginęło ponad 1500 pasażerów. Został potępiony, stracił dobre imię i do końca swoich dni żył samotnie.

W jednej z szalup dryfujących po Atlantyku siedziała samotnie 12-letnia Ruth Becker. Zanim jeszcze wsiadła na pokład Titanica z mamą i rodzeństwem, miała złe przeczucia, o których mówiła matce. Głównego stewarda nękała, żeby pokazał jej gwarancję, że statek jest wytrzymały i niezatapialny. Kiedy nieco się uspokoiła, zajęła się opieką nad młodszym rodzeństwem i zabawą w pomieszczeniach drugiej klasy, które, nie tylko w oczach małej dziewczynki, lśniły nowością.

Kiedy było już po zderzeniu i czekała z rodziną na wejście do szalupy, matka Ruth zdała sobie sprawę, że źle ubrała dzieci i bojąc się, że przemarzną, poprosiła najstarszą córkę, żeby wróciła do kabiny po dodatkowe koce. Zanim dziewczynka zdążyła wrócić, panią Baker z młodszymi dziećmi umieszczono w łodzi nr 11. Oszalała z rozpaczy i przerażenia matka krzyczała do nadbiegającej Ruth, żeby koniecznie wsiadła do następnej szalupy. Udało się ją umieścić w łodzi nr 13.

Dla Ruth Baker te wydarzenia były tak traumatyczne, że przez lata odmawiała opowiadania o nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku. Kiedy z czasem nieco uporała się z przeżyciami, okazało się, że oprócz przerażających scen, w których ludzie skakali do lodowatego oceanu, krzycząc, a setki unoszących się w kamizelkach ratunkowych osób przepychało się między sobą na wodzie, walcząc o przetrwanie, został w jej pamięci cień magicznego wspomnienia. - Kiedy nasza łódź ratunkowa oddalała się od tonącego Titanica, statek z oddali wyglądał pięknie. Cały iskrzył się od wciąż palących się świateł, w tę spokojną, cichą noc - opowiadała. Widoku dopełniała muzyka, grana do ostatnich sekund przez orkiestrę Wallace'a Hartleya, który jako ostatni utwór zagrał kościelną pieśń "Być bliżej Ciebie chcę". Podobno jego marzeniem było, żeby utwór ten zagrano na jego pogrzebie.

* źródło: Katalog wystawy "Titanic. The Exhibition"

Książka "Titanic. Pamiętna noc" zawierająca najprawdziwszą historię słynnego statku jest dostępna w Publio.pl >>

Góra lodowa, której można dotknąć na wystawie "Titanic. The Exhibition" (copyright Musealia Entertainment SL)

Nina Harbuz-Karczmarewicz . Dziennikarka Polskiego Radia. Reporterka, wydawca, prowadząca audycję psychologiczną "Problem z głowy" w radiowej Jedynce. Publikowała w "National Geographic Traveler" i "Magazynie Coaching". Absolwentka Gender Studies w IBL PAN. Po godzinach, w garażu na Saskiej Kępie, przeprowadza renowację starych mebli. Efekty można oglądać tutaj .