Rodzina
Trudno pogodzić się z starzeniem się bliskiej osoby, zwłaszcza kiedy zaczyna się z nią tracić kontakt. (Fot. Shutterstock)
Trudno pogodzić się z starzeniem się bliskiej osoby, zwłaszcza kiedy zaczyna się z nią tracić kontakt. (Fot. Shutterstock)

Ewa, Katarzyna, Agata, Marek to zbliżające się już do siedemdziesiątki dzieci Alicji, dwóch Marii i Anny, które mają po ponad 90 lat. Z tej czwórki matkami opiekują się kobiety. Według danych z rządowego raportu z 2018 roku opiekę nieformalną w Polsce, czyli tę zapewnianą przez członka rodziny – i w naszym kraju dominującą – w 75 proc. sprawują właśnie one. Wśród seniorów też więcej jest kobiet – na 100 mężczyzn w wieku 85 lat przypadało 258 kobiet.

Wszystko zaczyna się od wywrotki

Panie Marie, pani Alicja i pani Anna do około 90. roku życia były stosunkowo sprawne i samodzielne. Wychodziły na zakupy, same sobie gotowały, ubierały się, myły. Pani Alicji zdarzało się co prawda zapuścić za daleko i mieć problem z powrotem do domu, ale w takich sytuacjach zazwyczaj pomagał życzliwy przechodzień. Opieka nad seniorkami sprowadzała się do odwiedzania ich raz–dwa razy w tygodniu i jednego telefonu dziennie, by upewnić się, że sobie radzą.

Do czasu.

Momentem przełomowym w przypadku każdej z pań był upadek. Pani Anna upadła na ulicy i złamała nogę w kostce, pani Maria, mama Agaty, przewróciła się w nocy. Nic jej się nie stało, ale nie była w stanie sama wstać z podłogi. Druga pani Maria upadła w ogrodzie i posiniaczyła sobie twarz. Pani Alicja przewróciła się w mieszkaniu – całą noc przeleżała na podłodze, córka znalazła ją dopiero po południu. Lęk przed tym, że sytuacja mogłaby się powtórzyć, oraz przed jej konsekwencjami – poczuciem bezradności, niesamodzielnością – sprawiły, że wszystkie kobiety okopały się w domach. Nie wychodzą same, nawet do przydomowego ogródka. Od dnia upadku konieczna stała się regularna pomoc.

Baw mnie!

Agata: – Pogotowie zabrało mamę do szpitala, w którym spędziła tydzień. Zrobiono jej komplet badań. Po wypisie wszystko ją przerażało, a najbardziej bycie samą w nocy. Zostałam więc zmuszona do czasowej przeprowadzki. Mieszkam z mamą od pół roku, ale mam nadzieję, że zaraz będę mogła wrócić do siebie i do opieki z doskoku. Ale mama najbardziej by chciała, żebym była jej damą do towarzystwa 24 godziny na dobę: bawiła ją, animowała, rozmawiała z nią. A ja nie jestem u niej z wizytą, tylko zasuwam: robię jej zakupy, gotuję, wydaję posiłki, podaję leki, sprzątam. Mama prosi mnie nawet o nakrycie jej kocem.

Starsze osoby powoli tracą zainteresowanie otaczających ich światem, zapadają się w sobie. (Fot. Shutterstock) , W podeszłym wieku problemem są częste upadki. Niektóre kończą się złamaniami. (Fot. Shutterstock)

Mama Katarzyny, również Maria, z domu, który do niedawna współdzieliła nie tylko z córką, ale też z wnuczką i prawnukiem, przestała wychodzić trzy i pół roku temu. – Mama nie weźmie sobie nic do picia ani do jedzenia, przy biegunce sama nie zmieni sobie pieluchomajtek ani się nie umyje. Nie chce siedzieć w ogrodzie, "bo muchy", "bo za zimno", "bo wieje". To była jej decyzja, żeby już nie wychodzić na dwór. Czym spowodowana – nie wiem. Wystarcza jej, że jest w domu, że są psy, jestem ja, pojawia się wnuczka i prawnuk, którzy niedawno się wyprowadzili.

Ewa mamę Alicję przeniosła do siebie rok temu. – Po nocnym upadku mama trafiła do szpitala. Nic złego jej się fizycznie nie stało, ale lekarka powiedziała, że to kres jej mieszkania w pojedynkę. Okazało się między innymi, że połyka leki rozpisane na cały tydzień jednego dnia. Zbagatelizowała też problemy z oczami, przez co prawie nie widzi – opowiada Ewa. – Od roku śpię na kanapie, a mama zajmuje moją sypialnię. Budzę się za każdym razem, kiedy w nocy wstaje, a wstaje często, do toalety. Mama nie ma głębokiej demencji, raczej kojarzy fakty, chociaż niewiele rzeczy ją interesuje, głównie palenie papierosów i jedzenie.

Wizja przyszłości

Czy rodzice rozmawiali ze swoimi dziećmi o tym, jaką mają wizję starości? – Kiedy mama była sprawna, nie było tematu. Teraz taką rozmowę kwituje: "Ja nie wiem, rób, jak uważasz". Dodaje czasami: "Ja powinnam była już dawno umrzeć, wiem, że jestem ciężarem" – opowiada Katarzyna.

Dla mamy Ewy temat nie istnieje. – Do momentu, w którym mama będzie chodzić, podołam w opiece – mówi Ewa. – Jak nie będę w stanie sobie poradzić, rozważę dom pogodnej starości. Miałam nawet jeden wybrany, ale okazało się, że wcale nie jest on tak pogodny, jak mi się wydawało: ciemny, smutny, z bardzo starymi ludźmi, z którymi praktycznie nie ma kontaktu – dodaje.

Agata przyznaje, że rozmawiała z mamą o starości. – Mama wyobrażała sobie, że zamieszka we wspaniałym domu opieki, w którym będzie brylowała towarzysko. Będzie pielęgniarka na wyłączność, prywatny apartament, przebieranie się do posiłków, jak podczas rejsu "Titanikiem" – opowiada Agata. – Doskonale znam moją mamę i wiem, że po tygodniu przestałoby jej się podobać w standardowym domu opieki. Nie byłaby w stanie mieszkać z kimś obcym w pokoju, nie przyjmowałaby odgórnych poleceń, reglamentowania telewizji, zakazu wychodzenia z pokoju po 22 – dodaje.

Na pewym etapie życia zaczyna szwankować ciało lub umysł. (Fot. Shutterstock) , Starsze osoby mogą stracić rachubę, ile leków wzięły danego dnia. (Fot. Shutterstock)

Mama Marka, zanim zmarła, już dekadę wcześniej wyglądała śmierci, mówiąc, że wszyscy jej bliscy odeszli i że modli się, żeby "Pan Bóg wziął ją już do siebie". – Od starości wolała śmierć, ale trudno do końca powiedzieć, jak ją sobie wyobrażała, bo każdemu roztaczała inną wizję. W rozmowie ze mną zgodziła się na doraźną pomoc kuzynki, a potem, kiedy już wymagała całodobowej opieki, na umieszczenie w domu starości. I tego się trzymałem – mówi Marek.

Monika Ponichtera-Kasprzykowska, psycholożka pracująca z seniorami i ich opiekunami, stwierdza, że bycie najbliższą osobą seniora to z jednej strony przywilej, a z drugiej ogromny stres. – Zwłaszcza kiedy jesteśmy jego całym światem. Okres opieki nad starszym rodzicem to okres żałoby – tracimy bliską osobę, widzimy postępujące zmiany – szczególnie w przypadku choroby Alzheimera. To bolesne doświadczenie, obciążające.

Katarzyna potwierdza, że trudne jest patrzenie na matkę, kiedyś inteligentną, oczytaną, ciekawą świata kobietę, która powoli znika. – To nie jest jak opieka nad dzieckiem, bo niemowlę daje perspektywy – wyrasta z niesamodzielności. Ze starszym człowiekiem jest tylko oczekiwanie na koniec. Łagodny lub brutalny. Mam świadomość, że dla mojej mamy to na pewno jest nieprzyjemny okres życia – źle widzi, źle słyszy, nie ma siły – mimo że na razie na nic poważnego nie choruje – dodaje Kasia.

Bardzo krótka smycz

Agata, zanim przeniosła się do mamy, już od roku sama była na emeryturze. I wreszcie żyła, jak chciała – trochę samotniczo, ale na swoich warunkach. Od przeprowadzki do mamy czuje się, jakby była trzymana na krótkiej smyczy. – Mamę przerażają moje wyjścia. Dopytuje, czy na długo jadę, o której wrócę, gdzie będę, ile zajmie mi w razie czego powrót – wylicza.

Dla Katarzyny życie z mamą to bycie przykutą łańcuchem do ściany. – Nie mogę nawet bez załatwienia sobie zastępstwa w postaci pani do pomocy wyjść z domu. Zastępstwo jest i dla mamy – żeby był ktoś, kto nie dopuści do ewentualnego upadku i zainterweniuje, gdyby mama się przewróciła – i dla mnie, żebym przez trzy godziny nie przejmowała się, że mamie coś się stanie. Każde wyjście musi być zaplanowane i określone ramami czasu. Rzadko wtedy robię coś dla siebie, raczej załatwiam najważniejsze sprawy. Nie mam wolności – opowiada.

Ewa sama ma problemy ze zdrowiem. – Za mną dwie operacje kręgosłupa, wycięte jelito grube. Kiedy problemy się nawarstwią – źle się poczuję, mamie przemiękną pieluchomajtki, postanowi się sama przebrać, więc zabrudzi wszystko po drodze – wtedy jestem na skraju załamania nerwowego. Ale to są sporadyczne historie – mówi.

Ewa podkreśla, że czuje się uwiązana, ale też ma poczucie, że opieka nad mamą to jej obowiązek.

Jak wynika z badań przeprowadzonych w 2017 roku przez Obserwatorium Integracji Społecznej, opiekunowie osób starszych uważają, że nakaz rodzinnej opieki jest sprawą naturalną, że mają wobec rodziców dług wdzięczności za to, że oni się nimi opiekowali kilkanaście lat wcześniej. Do tego dochodzą jeszcze społeczne oczekiwania, presja dalszej rodziny. Ten mechanizm wyjaśnia psycholożka Monika Ponichtera-Kasprzykowska. – Mam kontakt z osobami opiekującymi się rodzicem, których rodzeństwo rozsiane jest po całym świecie. Schemat jest najczęściej taki sam: ten, kto jest najbliżej, przejmuje opiekę. Najczęściej opiekunką jest kobieta. Mam także kontakt ze starszymi osobami mieszkającymi w domach pomocy społecznej i często słyszę: "Nie masz córki, nie masz dziecka" – opowiada.

Zdaniem Ponichtery-Kasprzykowskiej silne przekonanie, że rodzicami na starość należy się opiekować osobiście, zmienia się i będzie się zmieniało, zwłaszcza wśród osób młodych. Ma to potwierdzenie w liczbach. Jak wynika z opracowania "Rodzina wobec wyzwań współczesności" wydanego przez Instytut Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego, już jedna trzecia kobiet w wieku od 18 do 24 lat nie postrzega opieki nad rodzicem jako swojego obowiązku czy powinności moralnej. – Wciąż jest to jednak u nas temat wstydliwy, tabu – mówi psycholożka.

Wypalenie, poczucie beznadziei, bezsilność

Jak tłumaczy dr Elżbieta Korolczuk, socjolożka i autorka książki "Matki i córki we współczesnej Polsce", kwestia opieki nad osobami starszymi jest ogromnym problemem, który jest załatwiany po cichu i bez dyskusji. – Nie ma opieki instytucjonalnej, a jako społeczeństwo dramatycznie szybko się starzejemy. To jest tykająca bomba, która nie wybuchła, bo kobiety biorą na siebie obowiązek opieki za cenę wypalenia, ogromnego obciążenia – mówi.

Rodziny starszych osób zdają sobie sprawę, że kiedyś będą musiały zwrócić się po pomoc innych osób lub poszukać jej w odpowiednich placówkach. (Fot. Shutterstock) , Opieka kochających bliskich przestaje być wystarczająca, kiedy potrzeba profesjonalnego sprzętu i całodobowego dozoru. (Fot. Shutterstock)

Jak wyjaśnia Korolczuk, kobiety po pięćdziesiątce opiekują się nie tylko swoimi rodzicami, ale też wnuczętami. – To przestrzeń, w której są ukryte ogromne koszty osobiste, społeczne i emocjonalne – tłumaczy socjolożka.

Katarzyna, córka Marii, przyznaje, że nie ma w sobie cierpliwości, nie ma w sobie łagodności. – Są momenty, że mam ochotę pier*olnąć to wszystko i wyjść. I robię to – w myślach. Dużo krzyczę, ale wynika to z tego, że mama nie słyszy, męczy mnie to psychicznie i fizycznie. Trwam w tym, ale dałam sobie czas. Dopóki mama jest sprawna umysłowo – rozpoznaje ludzi, można się z nią porozumieć, porusza się z moją pomocą – nigdzie jej nie oddam. Ale rozglądałam się i wiem, że w pewnym momencie będę zmuszona ją w jakimś domu umieścić. Bo nie podołam fizycznie – przekonuje.

Kasia ma przyjaciółkę, która kilka lat temu opiekowała się mamą w ciężkim stanie. – Dzwoni do mnie i pyta: "Czy starsza pani się już dzisiaj wypie*doliła?". Takie pytania od osoby, która wie, z czym się mierzę, rozładowują moje napięcie – przyznaje.

Agatę sytuacja zaczyna przytłaczać. – Mama budzi mnie w środku nocy, żeby zapytać, czy ten serek, co go zjadła na kolację, to jej nie zaszkodzi. Czuję się jak szantażowana emocjonalnie niewolnica. Jak pandemia się uspokoi, postaram się spędzać więcej czasu poza domem, żeby psychicznie odpocząć. Inaczej zwariuję – mówi Agata.   

Jak dodaje Monika Ponichtera-Kasprzykowska, są osoby, które zapewniają, że opieka nad rodzicem wzbogaca ich relację. Ale to niewielki procent. – Tak mówią ci, co opiekować się chcą i mogą to robić, nie czują presji otoczenia ani finansowej. Ludzie z objawami wypalenia to ci, którzy nie mają alternatywy – tłumaczy.

A jak sytuacja wygląda u naszych sąsiadów, w Niemczech? Dr Sylwia Timm LL.M., prawniczka z Poradni dla Pracowników „Migracja i Dobra Praca" w Poczdamie, która pośredniczy między rodzinami osób starszych z Niemiec i opiekunkami z Europy Wschodniej, wyjaśnia, że społeczeństwo niemieckie, podobnie jak polskie, szybko się starzeje – seniorów jest tam ponad 4 mln. I tak jak u nas opieka instytucjonalna kuleje, w związku z czym przerzucana jest na kobiety, przede wszystkim zza wschodniej granicy – z Polski, Ukrainy, Białorusi.

Tym, co odróżnia Niemców od Polaków, jest większe zrozumienie dla podejmowanych przez rodziny decyzji. – Niemcy nie odczuwają wstydu w związku z umieszczeniem członka rodziny w domu opieki, bo nikt ich z tego powodu nie stygmatyzuje. Często czują wyrzuty sumienia, bo nie mają pewności, czy w ośrodku bliscy będą mieli odpowiednią opiekę – mówi Sylwia Timm.

Zdrowy egoizm

Monika Ponichtera-Kasprzykowska poleca osobom, które opiekują się swoimi starszymi bliskimi, lekturę książki Nancy L. Mace i Petera V. Rabinsa o wiele mówiącym tytule "36 godzin na dobę". I dodaje: – Ważne, by dobrze zorganizować sobie i zaplanować aktywności poza domem, przynajmniej raz w tygodniu. Nie zapominać o własnych potrzebach, czasie na przyjemności. To jest inwestycja w zdrowie psychiczne i fizyczne.

A jeśli tak jak Ewa macie krewnych za granicą, którzy udzielają dobrych rad na odległość, nie bierzcie ich do siebie. – Tacy ludzie nie są w stanie nam pomóc, nie ma sensu stresować się ich krytyką – mówi psycholożka.

Poleca zwrócenie się po pomoc do fundacji lub stowarzyszenia. – Warto zapoznać się z tym, co oferują miejskie czy gminne centra pomocy społecznej. A może to być dzienna pomoc, usługi opiekuńcze, zajęcia w kołach seniora, dostarczanie gorących posiłków – wymienia. – Ale przede wszystkim nie zamykajmy się na świat, bo to grozi wypaleniem i depresją. Poczucie, że nie dajemy już rady, to sygnał, że warto rozważyć umieszczenie rodzica w domu opieki – podkreśla.

Ponichtera-Kasprzykowska stara się też przełamywać stereotyp strasznych domów opieki, w których seniorzy są bici, obrażani, zaniedbani. – W wielu ośrodkach seniorzy mają codziennie zajęcia, aktywności, rehabilitację, profesjonalną opiekę – mówi psycholożka.

Opieka nad starszymi osobami wymaga dużo siły i odporności psychicznej. Nie każdy daje sobie radę z takim obciążeniem. (Fot. Shutterstock)

Marek jako jedyny z grona osób, z którymi rozmawiałam, umieścił mamę w prywatnym domu opieki. – Zamieszkania mamy ze mną czy wprowadzenia się do niej nie brałem nawet pod uwagę – często wyjeżdżam w kilkudniowe delegacje, żona mieszka w innym mieście, przebywam więcej u niej niż w swoim mieszkaniu w Warszawie – tłumaczy.

Przyznaje, że nieco pospieszył się z decyzją, bo mimo nieszczęśliwego upadku mama była jeszcze sprawna, samodzielna. I bardzo świadoma. – Po miesiącu kazała się z tego domu zabrać – wspomina.

Marek zapewnił więc pani Annie opiekę emerytowanej pielęgniarki, która doglądała jej przez kilka lat. Na ostatni rok życia umieścił mamę we współprowadzonym przez siostry zakonne domu starości. – Miała własny pokój z łazienką, na terenie ośrodka była też kaplica – dla mamy było to ważne, bo była osobą wierzącą. Obecność sióstr również miała na nią dobry wpływ – opowiada.

Marek odwiedzał mamę regularnie, miał poczucie, że znajduje się pod dobrą opieką. – Pod koniec życia nie była już świadoma. Zmarła we śnie, tak jak chciała – kończy Marek. 

Co dalej?

Podobnie jak cała Europa gwałtownie się starzejemy. Naszych emerytów w większości nie stać na prywatne opiekunki ani domy opieki. Grupa zamożnych Niemców, którzy mogą sobie na to pozwolić, również topnieje. Ciężar finansowy, psychiczny, zdrowotny ponoszą – albo i nie – dzieci. Głównie córki.

Zgodnie z wizją programu "Nowy ład" pomoc nadciąga. Rząd ma plan umożliwienia łatwiejszego tworzenia placówek, które łączą dzienne domy opieki z przedszkolami. "Dzięki nim dzieci będą rozwijały kompetencje emocjonalne i społeczne, a seniorzy zaangażują się w wychowanie najmłodszego pokolenia" – piszą twórcy "Nowego ładu".

A jak nie pomogą przedszkolaki, to zdać się można na "kilkanaście tysięcy wolontariuszy, w tym działaczy ponad 140 środowisk młodzieżowych i obywatelskich z całej Polski, którzy świadczą codzienną pomoc potrzebującym w ramach powołanego Korpusu". Taki układ zdaniem rządu ma dodatkowe zalety, bo "młodzi, pomagając seniorom, pozyskają nowe kompetencje, m.in. logistyczne i organizatorskie".

Czy to wystarczy, by skutecznie odciążyć dzieci starzejących się rodziców, zwłaszcza tych najmniej sprawnych, potrzebujących opieki całodobowej? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami.

Ola Długołęcka. Redaktorka o zróżnicowanych zainteresowaniach tematycznych. Ciekawią ją relacje między ludźmi, a zwłaszcza różnice międzypokoleniowe, lubi pisać o trendach, modach i zjawiskach. Kolekcjonuje zasłyszane historie i toczy boje podczas autoryzacji wypowiedzi, kiedy rozmówcy chcą "wygładzać" swoje najbardziej wyraziste opinie.