Rodzina
W przypadku nastolatków programy i aplikacje blokujące szkodliwe treści w Internecie na nic się nie zdadzą (Shutterstock.com)
W przypadku nastolatków programy i aplikacje blokujące szkodliwe treści  w Internecie na nic się nie zdadzą (Shutterstock.com)

Ewelina, matka 14-letniej Kasi i siostra 19-latka, mówi wprost: – To są takie cwaniaczki, że potrafią wszystkie blokady i filtry pousuwać. Nawet nie wiem, jak oni to robią, bo się na tym nie znam. Próba zabrania telefonu też nie działa, bo dziecko wpada w histerię albo okazuje się, że dzieci mają telefony „zastępcze” – zachowały stare urządzenie albo pożyczyły od kolegi. Wyłączę router albo założę tak zwane schodki, czyli limit danych, które można pobrać, to córka łączy się przez wi-fi sąsiadów. Nie dlatego, że nie jest zakodowane, ale dlatego, że dzieciaki z osiedla wymieniają się hasłami do Internetu – opowiada.

Według międzynarodowych badań Ipsos aż 89 procent dzieci korzysta z Internetu przynajmniej raz dziennie, średnio około 3–4 godzin. Młodzież w wieku 12–15 lat spędza w sieci jeszcze więcej czasu – jedna trzecia ich codziennej aktywności przebiega online. Jak pokazują te same badania, rodzice stali się bardziej wrażliwi na potrzebę zapewnienia dziecku bezpieczeństwa w sieci. Ale to niemałe wyzwanie.

Ewelinę najbardziej niepokoi to, co dzieci robią w mediach społecznościowych. – Nie mam żadnej kontroli nad tym, co dzieje się na Instagramie córki czy Facebooku, bo nie zaakceptowała mojego zaproszenia do znajomych. Powszechną praktyką wśród dzieci jest zakładanie konta oficjalnego, dla rodziców, i prywatnego, gdzie rodzice nie mają wglądu. Ostatnio Kasia dużo czasu spędzała na portalu MovieStarPlanet [portal społecznościowy i gra, w której gracze tworzą własne gwiazdy filmowe mogące uczestniczyć w produkcji krótkich filmów – przyp. red.]. Okazało się, że jest tam mnóstwo pedofilów – opowiada.

89 procent dzieci korzysta z Internetu przynajmniej raz dziennie, średnio około 3-4 godzin. Młodzież w wieku 12-15 lat spędza w sieci jeszcze więcej czasu (Shutterstock.com) , W pandemii istotnie zwiększyła się liczba popełnianych przestępstw pedofilskich z użyciem sieci internetowej (Shutterstock.com)

Kasia nawiązała przez ten portal znajomość z nastoletnim chłopcem.

Chciał się z nią umówić, prosił, żeby wysłała mu intymne zdjęcia. Córka pokazała mi ich konwersację. Chłopak ewidentnie coś kręcił, raz mówił, że ma 15 lat, raz, że 16. Czerwona lampka zapaliła mi się, gdy powiedział jej, że jest w ósmej klasie szkoły podstawowej. A były to jeszcze czasy gimnazjów. Poprosiłam znajomego z policji, żeby sprawdził, kim jest osoba, która rozmawia z moją córką. Okazało się, że to 56-letni mężczyzna. Zaczęłam szperać w Internecie i na kilku forach znalazłam wiele podobnych historii związanych z tym portalem. Natychmiast usunęłam go z urządzeń córki

- opowiada Ewelina. Kasia czasem opowiada mamie, co dzieje się w Internecie w różnych grupach w mediach społecznościowych. – Zapomina się i zaczyna rozmawiać ze mną jak z koleżanką. Raptem kilka tygodni temu przyszła do mnie zagubiona, bo nie wiedziała, jak zareagować na filmik, który zobaczyła w sieci – jakaś dziewczyna prowadziła na Instagramie live’a pt. "Jak najlepiej się zabić". Z drugiej strony często mnie okłamuje, nocami rozmawia z jakimiś chłopakami, a mnie przekonuje, że to koleżanka.

Eksperci Dyzurnet.pl, którzy przyjmują sygnały o nielegalnych treściach w Internecie, informują, że materiały pokazujące seksualne wykorzystywanie dzieci stanowiły najwięcej przeanalizowanych i potwierdzonych przypadków ze wszystkich zgłoszeń w 2020 roku. Potwierdzają to wyniki analiz Państwowej Komisji ds. Pedofilii – w pandemii istotnie zwiększyła się liczba popełnianych przestępstw pedofilskich z użyciem sieci internetowej. Jednocześnie eksperci z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę przekonują, że odkąd wybuchła pandemia, coraz więcej nastolatków wysyła swoje intymne zdjęcia przez Internet. Do fundacji dociera również dużo zgłoszeń w sprawie nękania dzieci w sieci, wykluczania z grupy.

Ewelina tłumaczy córce, że w Internecie nic nie ginie, nie jest się anonimowym. – Kasia potakuje, mówi, że mnie kocha. Ale mija kilka dni i nagle odkrywam – zajrzę w jej laptop, bo zostawi otwarty – że jest w grupie osób, które gnębią jakąś dziewczynę, wyzywają ją od pasztetów i ku**w. Albo że wysłała jakiemuś chłopakowi swoje intymne zdjęcie – wyznaje Ewelina. - Rodzice często mówią: moje dziecko takich rzeczy nie robi. Albo: obraca się w dobrym towarzystwie. Co z tego, że dziecko ma fajną szkołę, fajnych kolegów. W Internecie są dzieciaki z różnych środowisk, jedno nakręca drugie i tak się zaczyna.

'Ewelina tłumaczy córce, że w Internecie nic nie ginie, nie jest się anonimowym' (Shutterstock.com) , (Shutterstock.com)

Wspomina, że w szkole jej córki była dziewczynka prześladowana przez rówieśników. W realnym życiu i w sieci. Znosiła upokorzenia, aż w końcu zagroziła prześladowcom, że powie o wszystkim rodzicom, nauczycielom. – Następnego dnia została pobita przez dwie 13-latki. Po tym wszystkim chciała zrobić sobie krzywdę. Dziewczyny, które ją pobiły, dostały nadzór kuratora. Znam również chłopca, który oblał się benzyną i podpalił. Wiem, że był gnębiony przez rówieśników, również w sieci. Łatwiej obrazić kogoś online niż twarzą w twarz – opowiada Ewelina.

Mówię córce, że każde działanie ma konsekwencje. Po czym mój brat informuje mnie – bo Kasia jest wśród jego znajomych na Facebooku – że upubliczniła zdjęcie, jak pije piwo ze swoimi koleżankami. Pytam ją: Czy ty nie masz rozumu? Pal sześć, że wypiłaś to piwo, ale co, jeśli ktoś nieżyczliwy zobaczy to zdjęcie i zgłosi na policję?

Wykradłam synowi hasło

Dorota, matka 20-letniego dziś mężczyzny, uważa, że wpajanie dziecku odpowiednich wartości i dobrych wzorców działa, ale do czasu. – Wystarczy, że pójdzie do szkoły, a radykalnie zmieniają mu się autorytety. Liczą się tylko rówieśnicy. Dlatego trzeba mieć oczy dookoła głowy – twierdzi.

Jest zdania, że dziecko do 18. roku życia nie ma prywatności i rodzic powinien je kontrolować, na ile się da.

Można mnie negatywnie oceniać, ale dzięki temu, że dowiedziałam się o kilku niepokojących sytuacjach, udało mi się uchronić syna przed niechcianym ojcostwem czy uzależnieniem od używek

– przekonuje Dorota. Jej mąż jest informatykiem, postarał się o dostęp do Messengera nastoletniego wówczas syna dzięki specjalnemu oprogramowaniu. Dorota regularnie czytała prywatną korespondencję chłopca. – Dowiedziałam się, że mój syn w wieku 14 lat pił alkohol – umówił się ze swoim kolegą z sąsiedztwa, że ten będzie mu chował piwo między tujami. Z Messengera wiedziałam też, że pali papierosy – kolega pisał mu, gdzie sprzedają nieletnim liquidy do e-papierosów. Umawiali się, że tam pojadą. Przeszukałam jego pokój i znalazłam e-papierosa. Kazałam mu natychmiast się go pozbyć – opowiada.

Z Messengera syna dowiedziała się, że pije alkohol i pali e-papierosy (Shutterstock.com)

Dorota do tej pory nie wie, czy syn domyślił się, że matka czyta jego wiadomości na Messengerze. – Mógł się zorientować po pewnym zdarzeniu, bo zmienił hasło – mówi.

Gdy skończył 17 lat, poznał dziewczynę. To była, jak mówi Dorota, szalona miłość. – Koszmarnie się kłócili. W jednej z ich rozmów na Messengerze doczytałam się, że uprawiali seks bez zabezpieczenia i dziewczyna nie wie, skąd ma wziąć pigułkę "dzień po" – opowiada Dorota.

Postanowiła od razu skontaktować się z matką nastolatki. Ta szybko zorganizowała córce tabletkę. – Gdybym nie zareagowała, możliwe, że mój syn w wieku 17 lat zostałby tatusiem – tłumaczy Dorota.

Nie żałuje swoich decyzji, wręcz przeciwnie, jest przekonana, że spełniła swoje zadanie jako rodzic. Odpuściła z kontrolowaniem syna, gdy ukończył 18. rok życia. Bo jak mówi, w tej chwili byłoby to już nieodpowiednie. – Mam nadzieję, że ma już trochę oleju w głowie – podsumowuje.

Marta Wojtas zwraca uwagę, że rodzice są w dzisiejszych czasach bardzo zagubieni i nie wiedzą, na ile kontrolować to, co ich dzieci robią w Internecie. – Sytuacja, w której rodzic ma wgląd w prywatną korespondencję dziecka czy dostęp do jego konta w portalu społecznościowym, prędzej czy później doprowadzi do tego, że rodzic dowie się czegoś, czego nie powinien się dowiedzieć. Pytanie, co zrobi z tą informacją, czy będzie gotowy wziąć odpowiedzialność za emocje dziecka, które może różnie zareagować na bycie przez rodzica sprawdzanym bez jego wiedzy. Bardzo często, zwłaszcza jeśli sytuacja wymaga interwencji, nie da się ukryć przed dzieckiem, skąd się uzyskało określoną informację. To może bardzo popsuć relacje – wyjaśnia Wojtas.

Ekspertka zachęca do budowania relacji z dzieckiem na uczciwości. – Jeżeli chcemy mieć wgląd w to, co dziecko robi w sieci, zwłaszcza podejrzewając, że może się dziać coś niepokojącego, powinniśmy mu o tym powiedzieć – przekonuje.

Wyścig

Małgosia, mama 14-letniej córki i 17-letniego syna, nie chciałaby doprowadzić do sytuacji, w której musiałaby kontrolować korespondencję swoich dzieci. Ma inny sposób. – Co kilka tygodni robię dzieciom niezapowiedziane sprawdzanie telefonu. Wpadam do ich pokoju i mówię: "Kontrola!". Odmowa nie wchodzi w grę – opowiada.

Nie czyta rozmów na Messengerze czy SMS-ów, przede wszystkim skupia się na historii wyszukiwania. W ten sposób odkryła, że jej syn w wieku 13 lat zaczął oglądać pornografię. – W domu otwarcie rozmawiamy o seksie, rozumiem, że nastolatek interesuje się swoją seksualnością, nie widzę nic złego w tym, że od czasu do czasu obejrzy jakiś film pornograficzny. Zaniepokoiłam się jednak, gdy okazało się, że spędza na oglądaniu pornografii kilka godzin dziennie każdego dnia, nawet w nocy, budził się rano nieprzytomny – opowiada.

Rozmowy o negatywnym wpływie pornografii na rozwój psychiki dziecka, o uzależnieniu wiele nie dały. – Musiałam postawić synowi ultimatum: albo ograniczy ilość czasu, który spędza na oglądaniu pornografii, albo odłączam go całkowicie od sieci. Na szczęście przystopował. Liczba linków do filmów pornograficznych zmalała, syn zaczął się wysypiać – opowiada.

Nastolatka nagrywa filmik na TikToka (Shutterstcok.com) , Chłopiec grający w gry komputerowe (Shutterstock.com)

Małgosia bardziej martwi się o swoją córkę, która jednego dnia przyrzeka, że czegoś robić nie będzie, ale drugiego zapomina o danej matce obietnicy. – Jest podatna na nowe trendy, łatwo ulega wpływowi grupy. Gdy w sieci pojawia się jakiś trend czy "challenge" (z ang. wyzwanie), od razu w to idzie. W zeszłym roku brała udział w tak zwanym holocaustchallenge. Gdy zobaczyłam jej filmik na TikToku, w którym udawała ofiarę Holocaustu – wymalowała sobie na twarzy siniaki, dziury w głowie – powiedziałam, że albo to natychmiast usunie, albo zabieram jej telefon. Córka przeprasza, ale za chwilę pojawia się jakaś nowa moda. I słyszę: "Mamo, wszyscy to robią" – opowiada. 

Małgosię bardzo niepokoją internetowe wyzwania. Niektóre polegają na krzywdzeniu siebie lub kogoś innego. – Mnóstwo dzieci 12-, 13-letnich się okalecza. Prześcigają się w tym, kto zrobi sobie większą krzywdę. Ja nie wiem, czy to "tylko" moda, czy objaw problemów emocjonalnych. Córka mówi, że mnóstwo jej koleżanek ma pocięte całe ręce. A ich rodzice podobno nic o tym nie wiedzą – mówi Małgosia.

Marta Wojtas potwierdza, że internetowe wyzwania stały się w ciągu ostatnich kilku lat bardzo popularne wśród dzieci i młodzieży.

Niektóre mogą się wydawać niewinne, polegają na tym, kto zje więcej żelków, ale są też takie, które zachęcają do jedzenia tabletek do zmywarki, wyskakiwania z jadącego samochodu czy zakładania sobie torebki foliowej na głowę lub podduszania się nawzajem

– wymienia Wojtas. Jak mówi, tego typu wyzwania mogą dawać złudne wrażenie, że zachowania autodestrukcyjne są z jednej strony nieszkodliwe – a jest to myślenie, które może doprowadzić do tragedii – a z drugiej zapewniają rozgłos, popularność.

Łukasz Wojtasik z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę za jedne z najbardziej szkodliwych treści dostępnych w Internecie uważa te tworzone przez tak zwanych patonadawców, które promują przemoc, łamanie prawa. – Mają ogromne zasięgi, w dodatku jest ich mnóstwo i często nadawane są na żywo, więc trudno je kontrolować. Prezentują osoby, które piją alkohol, zażywają narkotyki, znęcają się nad innymi. Patonadawcy docierają do dużej grupy dzieci i młodzieży. Tak tworzy się przekonanie, że patologia jest fajna, że można na niej zarabiać – mówi Wojtasik.

Oglądanie to jedno, ale dzieci zaczynają naśladować swoich idoli. – Znają na pamięć piosenki youtubera Cypisolo, w których co drugie słowo to wulgaryzm, kręcą filmiki pokazujące, jak nękają innych. Brałem udział w interwencji w sprawie grupy nastolatków, którzy weszli do pustostanu, gdzie przebywała bezdomna kobieta, i zaczęli ją filmować telefonem. Jak zobaczyli, że liczba obserwujących rośnie, to postanowili w nią porzucać kamieniami. Potem padła propozycja, żeby jedno z dzieci kopnęło bezdomną, bo może wzrośnie oglądalność – opowiada Wojtasik.

W połowie kwietnia do aresztu trafił youtuber znany jako Kamerzysta, jeden z największych idoli dzieci i młodzieży, który z dwójką znajomych nagrał filmik, jak płacił chłopakowi z niepełnosprawnością intelektualną między innymi za wskakiwanie do śmietnika i jedzenie kocich odchodów. Kamerzyście grozi nawet 8 lat pozbawienia wolności.

Rodzice się ze mnie śmieją

Waldemar, ojciec 10-latka, mówi, że ma szczęście, bo jego syn nie interesuje się ani TikTokiem, ani patonadawcami. – W głowie mu tylko hulajnoga – przekonuje.

Waldemar spodziewa się jednak, że jeszcze wszystko przed nim, przeraża go ilość wulgarnych treści promujących przemoc i zachowania autodestrukcyjne w sieci. – Mam 35 lat. Za moich czasów królował "Jackass" [jeden z najbardziej popularnych programów kanału MTV na początku XXI wieku pokazujący ludzi wykonujących różne niebezpieczne, brutalne i szokujące wyczyny kaskaderskie i dowcipy – przyp. red.]. Nigdy nie zapomnę mojego kolegi z liceum, który w wieku 18 lat zmarł, bo wypił płyn do czyszczenia toalet – opowiada Waldemar.

Wierzy, że jest tylko jeden sposób na to, aby uchronić syna przed negatywnym wpływem szkodliwych treści. To nieustanne śledzenie internetowych trendów. – Założyłem sobie konta we wszystkich najpopularniejszych portalach: na Facebooku, Instagramie, SnapChacie, TikToku. Inni rodzice się ze mnie śmieją, ale ja dzięki temu wiem, na co moje dziecko może być narażone. Jeśli wyczuję, że syn mógł mieć kontakt z jakimiś szkodliwymi treściami, które do mnie dotarły, zaczynam z nim rozmowę na ten temat.

Jego znajomi, którzy są rodzicami, często przymykają oko na to, co ich dzieci robią w sieci. – Wychodzą z założenia, że i tak tego nie ogarną. Ostatnio byłem u znajomych, którzy mają 13-letnią córkę. Zapytałem, jakie filmiki kręci na TikToku. Pokazała mi choreografię do angielskiej piosenki, w której padają słowa "I don’t give a fuck, you can suck my dick" [mam to w d**ie, możesz mi possać – przyp. red.]. Wielu rodziców nie zna angielskiego i nawet nie wiedzą, że to, do czego tańczą ich dzieci, jest pełne wulgaryzmów – mówi Waldemar.

W przypadku młodszych dzieci sprawdzają się aplikacje, które blokują strony ze szkodliwymi treściami. W przypadku starszych się już nie (Shutterstock.com)

Jak podkreśla Łukasz Wojtasik, w przypadku młodszych dzieci sprawdzają się aplikacje, które blokują strony dla dorosłych ze szkodliwymi treściami. To na przykład darmowa aplikacja Google Family Link. Pozwala między innymi sprawdzać lokalizację urządzenia dziecka, ustawić limit czasu korzystania z telefonu czy laptopa. Ale już u starszych dzieci tego typu sposoby na ograniczenie aktywności w sieci czy jej kontrolowanie rzadko są skuteczne.

Tu kluczowa jest rozmowa, interesowanie się tym, co dziecko ogląda, co oglądają jego rówieśnicy. Rodzic powinien stopniowo wprowadzać je w świat wirtualny i na każdym etapie towarzyszyć mu w poznawaniu tego świata, w razie potrzeby komentując określone zjawisko. Wśród rodziców panuje niestety przekonanie, że rozmowa o czymś tylko rozbudzi ciekawość dziecka. To błędne myślenie. W większości przypadków dzieci już od dawna o tym zjawisku wiedzą

– tłumaczy Wojtasik.

Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. W mediach od 2011 roku. W redakcji magazynu Weekend od 2019 roku. Współautorka zbioru reportaży "Przewiew". Jedna z laureatek konkursu "Uzależnienia XXI wieku" organizowanego przez Fundację Inspiratornia. Jeśli chcesz się podzielić ze mną swoją historią, napisz do mnie: ewa.jankowska@agora.pl.